Cichy Fragles

skocz do treści

Modyfikowany węgiel (Richard Morgan)

Dodane: 16 sierpnia 2008, w kategorii: Literatura

Modyfikowany węgiel | Richard Morgan (ISA)

Nieczęsto się zdarza, żeby akcja powieści zaczynała się śmiercią głównego bohatera – pomijając oczywiście powieści złożone z retrospekcji, jak również awangardową grafomanię, w której sens i logika ustępuje miejsca „eksperymentom formalnym” i „postmodernistycznej grze z czytelnikiem”. Tu jednak żaden z tych przypadków nie ma miejsca.

Rzecz się dzieje w odległej o kilkaset lat przyszłości, kiedy śmierć nie stanowi już wielkiego problemu, jako że każdy ma wbudowany implant zwany stosem korowym, który pozwala przechować umysł po śmierci i przenieść go do nowego ciała. Koncepcja kulawa i naiwna, ale Morgan to nie Dukaj, nie oczekujmy więc przesadnej dbałości o szczegóły, ani też dysput filozoficznych, choć można by je tu długo snuć – stosy korowe stanowią tylko element świata przedstawionego, ich działanie i konsekwencje ich istnienia niespecjalnie interesują autora.

Wracając do fabuły – główny bohater, Takeshi Kovacs, po śmierci na odległej planecie zostaje przesłany (w postaci danych ze stosu korowego) na Ziemię, gdzie dostaje nowe ciało i ciężkie zadanie – wyjaśnić okoliczności zamordowania miliardera Laurensa Bancrofta. Zleceniodawcą jest, żeby było ciekawiej, sam zamordowany. Zabójca zniszczył wprawdzie jego stos korowy, ale Bancroft – człowiek zamożny i mający licznych wrogów – regularnie robił sobie kopię zapasową, dzięki czemu nadal chodzi po tym świecie, ale nie pamięta wydarzeń z ostatnich dwóch dni przed śmiercią. Dodatkowy szkopuł w tym, że wszelkie możliwe poszlaki wskazują na samobójstwo…

Zagadka niełatwa, a z czasem robi się coraz gorzej – liczba ludzi nastających na życie Kovacsa rośnie w tempie dużo szybszym niż postępy w śledztwie, aczkolwiek on sam, jako wybitny specjalista od zabijania, systematycznie stara się tę liczbę zmniejszać. Nie przebiera przy tym w środkach, niektórych wrogów zabijając nawet kilka razy. Krew się zatem leje strumieniami, ale (co rzadkie w takich przypadkach) autor pamięta i o fabule, która, jakkolwiek trochę zawikłana, zasługuje na ocenę zdecydowanie pozytywną – niespodziewanych zwrotów akcji nie brakuje, intryga jest dopięta na ostatni guzik, a informacje dawkowane w taki sposób, że znaczenie wielu wydarzeń zaczynamy rozumieć dopiero po pewnym czasie, gdy kolejne odkrycie Kovacsa rzuca na nie nowe światło.

Na pochwałę zasługuje też kreacja świata. Co prawda trochę za mało odbiega on od naszego, jak na pięćset czy sześćset lat różnicy (drażni szczególnie brak różnic kulturowych, choć to akurat u Amerykanów standard), ale trzeba oddać autorowi sprawiedliwość – technologie przyszłości, którymi powieść nas atakuje ze wszystkich stron (wszędobylskie SI, VR, telepatyczne reklamy, futurystyczne leki itd.), nie służą tylko za dekoracje, lecz mają realne znaczenie dla fabuły. Nie jest to książka typu „zamieniamy pistolety zwykłe na laserowe, dodajemy samochodom możliwość latania i mamy SF”; nawet samo rozwiązanie zagadki, z którą zmaga się Kovacs, ma owymi technologiami przyszłości ścisły związek.

Jeśli chodzi o minusy – jako się rzekło, Morgan to nie Dukaj – z całym szacunkiem dla jego wyobraźni i sprawności fabularnej, trudno jednak nie odczuwać pewnego niedosytu, kiedy tyle pomysłów jest wykorzystanych na pół gwizdka. Owszem, trudno od powieści bądź co bądź sensacyjnej wymagać analiz socjologicznych czy filozoficznych, ale można było chociaż ogólnie uwzględnić wpływ opisanego postępu technicznego (przede wszystkim stosów korowych) na świat i ludzi. Możliwość życia wiecznego i uchodzenia śmierci spod kosy powinna przecież wiele zmienić, a tymczasem bohaterowie zachowują się praktycznie tak samo jak dzisiejsi ludzie. Jeśli jednak zawiesimy niewiarę na kołku, trudno o tej powieści złe słowo powiedzieć.

Ocena: 5-


Komentarze

Podobne wpisy