JID: cichyfragles@jabber.wroc.pl, mail: cichy kropka fragles małpa gmail kropka com
IPN nie może ostatnio dojść do ładu z trupami - ledwo opadł kurz po szopce ekshumacyjnej, a tu kolejna nekroafera - esbek prowadzący agenta Bolka, który to esbek według "historyków" z IPN-u miał od kilku lat nie żyć, jednak żyje. A w dodatku zaprzecza tezom głoszonym przez IPN na temat swoich kontaktów z Wałęsą.
Mógłbym tu dodać jakiś zgryźliwy komentarz na temat rzetelności badań naukowych, ale nawet mi się nie chce. Dla ludzi rozumnych komentarz jest zbyteczny, a pozostali i tak nie przestaną wierzyć IPN-owcom. Odnotowuję więc tylko fakt, bo jakoś na ten temat dziwnie cicho w sieci.
Wiem, końcówka listopada to trochę późno jak na pisanie o wrześniu. Takie są skutki lenistwa i wiecznego odkładania wszystkiego na jutro. No ale, jak zwykł mawiać mój dawny nauczyciel matematyki - cóż to jest wobec wieczności...
Jak wiemy z "Sandmana" (a jak ktoś nie wie, to niech się czym prędzej bierze do jego lektury), Lucyfer opuścił Piekło i zamieszkał w Los Angeles, odcinając się od swojego wcześniejszego życia. Jednak gdy przybywa do niego anioł z misją zleconą przez Niebo, Lucyfer dostrzega w tym szansę na powrót do dawnej potęgi i podejmuje się zadania, wyznaczając oczywiście wysoką cenę. Tak się zaczyna kolejny cykl Gaimana, osadzony w tym samym świecie i utrzymany w tej samej konwencji co "Sandman". Czy równie dobry? Dwa tomy to oczywiście za mało, by to oceniać, ale początek jest więcej niż obiecujący - podobnie jak w "Sandmanie" mamy tu efektowną żonglerkę stylami, mitologiami i archetypami, fabuła stoi na wysokim poziomie, rysownicy zmieniają się z każdą historią, ale żaden nie schodzi poniżej przyzwoitego poziomu... I tak dalej;-).
Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym się czegoś nie czepił. A konkretnie głównego bohatera. Wiem, nie sposób mu odmówić osobowości, a jego cynizm, instrumentalne traktowanie wszystkich wokół i ironiczne poczucie humoru doskonale pasuje do popkulturowego wyobrażenia Lucyfera - ale brakuje mi tu jednego szczegółu. Autor niby pamięta, że Lucyfer jest wcieleniem zła - ale po jego działaniach jakoś tego nie widać. Ba, w porównaniu z nieokrzesanymi i porywczymi aniołami nasz diabeł wydaje się całkiem sympatycznym intelektualistą, który generalnie muchy by nie skrzywdził, gdyby mu nie zalazła za skórę - choć fakt, że i z miodu by jej nie wyciągnął, gdyby tam ugrzęzła (chyba żeby uznał, że mu się to opłaci). Ot, taki sobie obojętny egoista - aż dziw, że ktoś taki mógł być władcą piekieł.
Cóż, może nie jestem obiektywny, bo od dawna czekam na komiks z bohaterem negatywnym w pełnym tego słowa znaczeniu (pozytywni już mi bokiem wychodzą), a ten tytuł nadawał się do tego idealnie i szkoda mi zmarnowanej szansy. Choć może w kolejnych tomach będzie lepiej - pożyjemy, zobaczymy. Ja w każdym razie zobaczę na pewno. Co prawda wątpię, żeby ta seria dorównała "Sandmanowi", ale też nie jest to tylko odcinanie kuponów od sukcesu.
Ocena: 5

Zbiór recenzji nieistniejących książek, zaczynający się jednak recenzją książki istniejącej, a mianowicie... "Doskonałej próżni". Nie, to nie pomyłka - książka zaczyna się recenzją samej siebie, napisaną przez samego autora, który samego siebie cytuje, samemu sobie wytyka niedociągnięcia i z samym sobą się sprzecza. Czy trzeba tu jeszcze jakiejś rekomendacji?
Jeśli tak, dodajmy, że w przeprowadzonym kilka lat temu plebiscycie wśród czytelników na najlepszy utwór Lema w pierwszej dziesiątce znalazły się aż cztery teksty z "Doskonałej próżni". Największą popularność uzyskała recenzja "Sexplosion" - powieści SF, w której doszło do rozpylenia na całym świecie środka niszczącego całkowicie popęd seksualny. Doprowadziło to do ogólnoświatowej zapaści gospodarczej, konieczne stało się zmuszanie ludzi do płodzenia potomstwa, a w miejsce dotychczas zajmowane przez seks wkroczyła gastronomia - jedzenie obwarowano licznymi nakazami i zakazami, rolę pornografii pełnią zdjęcia ludzi nieprzyzwoicie się obżerających, działanie układu trawiennego stało się tematem tabu i zniknęło z lekcji biologii...
Nie można również pominąć recenzji "Being Inc." - książki opisującej firmę zajmującą się kształtowaniem ludzkich losów na zamówienie. Kto chce przeżyć przygodę, uratować komuś życie, zabłysnąć w towarzystwie - tytułowa firma mu to zaaranżuje tak doskonale, że sam nie będzie wiedział, co było efektem przypadku, a co z góry zaplanowano. Problemy się zaczynają, gdy usługi te zyskują na popularności i pojawia się konkurencja, a klienci składają zamówienia wzajemnie ze sobą sprzeczne i coraz trudniejsze w realizacji. Warto wymienić także "Gruppenführer Louis XIV" opisującą byłego esesmana, który w południowoamerykańskiej puszczy buduje dwór królewski by realizować w nim swoje urojenia - uważa się on bowiem za wcielenie Ludwika XIV i stara się wiernie (w swoim mniemaniu) odtworzyć jego czasy - a że pojęcie o tych czasach ma niewielkie, efekt jest groteskowy ponad wszelkie wyobrażenie.
Mógłbym tak wymieniać dalej ("Non serviam" ze świetną dysputą filozoficzną między mieszkańcami wirtualnego świata, "Nowa kosmogonia" przedstawiająca Wszechświat jako grę...), ale jeśli ww. przykłady kogoś jeszcze nie zachęciły, to i dalsze już chyba nie pomogą.
Ocena: 5+
Jak donosi Wrak (i chyba tylko on, bo na żadnym portalu wzmianki nie znalazłem), Janusz Christa wczoraj zmarł...
- Niech co krwawy Hegemon?
- Niech mu ziemia lekką będzie!
Absurd roku - ZUS chce kupić 130 000 dyskietek. Nie, to nie pomyłka. Sto trzydzieści tysięcy dyskietek 3.5 cala. Tak kosmiczny debilizm w zasadzie nie wymaga komentarza, a na dokładkę mamy jeszcze tłumaczenie rzecznika ZUS-u, że komputery w tej instytucji... w większości nie mają dostępu do sieci. A gdyby ktoś nie wiedział, na informatyzację ZUS-u wydaliśmy do tej pory dwa miliardy złotych. Dość kasy, by kupić milion przyzwoitych laptopów z siecią bezprzewodową i innymi bajerami - ale jak widać, jeszcze nie dość, żeby instytucja obracająca miliardami złotych wyszła z epoki komputera łupanego.
Zaiste, sprawność urzędników w wyrzucaniu naszych pieniędzy w błoto nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.
[prawicowych oszołomów proszę o przymrużenie oka podczas lektury tego wpisu]
Pełno dziś narzekań, że świętujemy niepodległość ponuro, zamiast wzorem innych narodów robić to radośnie. Nie da się ukryć, ale jak tu się cieszyć w połowie listopada, gdy zimno i ciemno? Dlatego właśnie proponowałbym to święto przenieść na lepszy termin, jakim niewątpliwie byłby czwarty czerwca, czyli rocznica obalenia komuny. W czerwcu jest zwykle ciepło i słonecznie, więc i cieszyć by się było łatwiej.
Ponadto dzięki takiej zmianie świętowalibyśmy sukces, który wielu z nas jeszcze pamięta, podczas gdy ludzi pamiętających rok 1918 można już niemal dosłownie na palcach policzyć. No i sukces wciąż aktualny, podczas gdy niepodległość zdobytą w 1918 już dawno straciliśmy, więc jej świętowanie siłą rzeczy nie może być całkiem radosne.
A poza tym - tu ukłon w stronę LPR-owców i kaczystów - w lecie łatwiej się wybrać na dłuższy spacer w poszukiwaniu jakiegoś otwartego sklepu...
George W. Bush - prawdopodobnie najgorszy prezydent w historii USA. Dziś wreszcie zaczniemy mówić o jego rządach w czasie przeszłym. Choć co tu dużo mówić - po owocach go poznaliśmy...