Micro$oft Internet Exploder

Dodane 30 czerwca 2009 w kategorii Varia.

Przeglądarkę o dokładnie takiej nazwie zauważyłem w blogowych statystykach Webalizera. Nie wykazałem się zbytnim refleksem, bo - jak zaraz sprawdziłem - pojawia mi się ona już od wielu miesięcy, a miejsce zajmuje wysokie, bo regularnie w pierwszej piątce. Ki diabeł? Istnieje jakaś parodia Explorera i ktoś jej na serio używa, czy to Webalizer robi sobie jaja?

Przeczytane w marcu

Dodane 25 czerwca 2009 w kategorii Literatura.

Zaraz, chyba miało być "w maju". A nie, faktycznie w marcu. Cholera, jak ten czas leci.

Wysoki Zamek (Stanisław Lem)

Wysoki Zamek | Stanisław Lem (Agora)

[tom 14 Lemowej Kolekcji]

Autobiografia... A właściwie krótki (120 stron) wstęp do autobiografii - książka obejmuje bowiem tylko dzieciństwo i młodość autora, kończąc się na "pierwszym legalnym papierosie" po maturze. Matura ta miała miejsce w czerwcu 1939, ale o zbliżającej się wówczas wojnie nie ma tu prawie ani słowa. Pojawiają się wprawdzie wzmianki, że tego i owego zabili później Niemcy, mamy opis lekcji przysposobienia wojskowego (i smutną konstatację, że na nic się one zdały, jako anachroniczne), ale sam złowrogi termin "druga wojna światowa" chyba ani razu się w książce nie pojawia - w ostateczności zastępowany jest eufemizmami. Lem odsuwa ten temat jak może, prowokacyjnie wręcz urywając wspomnienia na wspomnianej maturze i tylko niedomówieniami sugerując późniejsze wydarzenia.

Przyczyny takiego podejścia widzę dwie. Pierwsza, to niechęć do wspominania wojennego koszmaru - tym bardziej, że zakończył się on opuszczeniem Lwowa na zawsze, a potem jego utratą przez Polskę, nad czym Lem ubolewał do końca życia. Druga przyczyna, to zapewne próba przedstawienia ówczesnego Lwowa w jak najjaśniejszym świetle, bez cienia nadchodzącej katastrofy. Próba dość udana, choć oczywiście nie sposób udawać, że wojna nie miała miejsca.

I was a monster - stwierdza Lem, wspominając swoje dzieciństwo. Zaiste, wzorem do naśladowania mały Staś nie był - notorycznie wtykał nos gdzie nie należało, z sadystyczną radością psuł wszystkie zabawki, a raz nawet nasikał do pozytywki (mgr Zyzak miałby o czym pisać, ale mam nadzieję, że nie przyjdzie mu to do głowy). Z drugiej jednak strony pasjami czytał mądre książki, konstruował rozmaite mechanizmy i generalnie zdolny był i pracowity, więc chyba aż tak tragicznie nie było...

...ale rewelacyjnie też nie jest. Owszem, trzeba docenić malownicze opisy przedwojennego Lwowa i rodzinnego domu autora, jak również jego dziecięcych przygód i pasji (szczególnie zamiłowanie do tworzenia fikcyjnych odznaczeń, zezwoleń, formularzy i całego "biurokratycznego imperium"), całość jednak jakoś mnie nie zachwyciła. Co tu dużo mówić, dość zwyczajne dzieciństwo w zwyczajnym mieście - choćby nie wiem jak pięknymi frazami je opisać, arcydzieło trudno z tego stworzyć.

Ocena: 4+


Centralne Biuro Antykonstytucyjne

Dodane 23 czerwca 2009 w kategorii Polityka.

No i mamy kolejne potwierdzenie, że partia z prawem w nazwie nie umie pisać zgodnych z prawem ustaw. Żadna to nowość i żadna niespodzianka, ale ile z tego złośliwej satysfakcji dla takich wykształciuchów jak ja:-).

W infopustyni i w infopuszczy

Dodane 19 czerwca 2009 w kategorii Net,Przemyślenia.
Chciałem kiedyś wspomóc się internetem w mojej pracy. Wpisałem w wyszukiwarkę słowo "utopia" i dostałem informację "znaleziono trzy miliony stron". Byłoby największą utopią w moim życiu, gdybym próbował się przez to wszystko przekopać...

Zygmunt Bauman
- Co jest trudnością dla człowieka, który chce dziś poznać z lektur świat, zdobyć o nim wiedzę, zrozumieć go?
- Nadmiar. Morze książek, czasopism, taśm, stron internetu, a wszystko pełne wszelkich teorii, nazw, danych. Nadmiar.

Ryszard Kapuściński
Dopóki nie skorzystałem z internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.

Stanisław Lem

Wyczytałem gdzieś kiedyś, że w dwudziestym wieku ludzkość wyprodukowała więcej informacji niż w całej swojej wcześniejszej historii, od wynalezienia pisma aż do roku 1900 - a w dwudziestym pierwszym wieku, choć trwa on dopiero kilka lat, wyprodukowaliśmy jej już więcej, niż przez cały wiek dwudziesty. Ponieważ wyczytałem to parę lat temu, mogę chyba spokojnie uznać, że w takim razie w obecnym stuleciu zdążyło już powstać więcej informacji niż od zarania dziejów aż po rok 2000. Nic zatem dziwnego, że - jak wyczytałem gdzie indziej i kiedy indziej - współczesny człowiek często "przetwarza" więcej wiadomości w ciągu jednego dnia, niż jego przodek sprzed kilku wieków dostawał przez całe życie.

Wydawałoby się - nic, tylko się cieszyć. Więcej produkujemy, więcej dostajemy, a postęp jest niemalże hiperboliczny. Czego chcieć więcej? No niestety, aż tak różowo nie jest. W puszczy wprawdzie zniknęły problemy, które nam doskwierały na pustyni, ale w zamian, jak to zwykle w życiu bywa, pojawiły się nowe.

Przede wszystkim, ilość nie przeszła w jakość. Może i stoimy po kolana w klejnotach, ale miażdżąca większość tej masy to bezwartościowe świecidełka, które tylko przeszkadzają w znajdywaniu diamentów. Nie chodzi mi nawet o informacyjny szum o Dodzie czy Paris Hilton, bo tego typu durnoty łatwo odsiać, czasem najwyżej drażnią. Prawdziwą zmorą jest szum innego rodzaju - tony kłamstw i bredni na wszystkie tematy, serwowanych nam ze wszystkich stron coraz bardziej bezczelnie i bezkarnie.


Dokąd płynie Wisła?

Dodane 12 czerwca 2009 w kategorii Futbol.

Jesień nie była zbyt udana - ledwo czwarte miejsce na półmetku i trzy punkty straty do lidera to nie był wynik na miarę oczekiwań. Wiosna zapowiadała się zatem ciężko, ale wiślakom nie brakowało optymizmu. Gdy jednak Wisła już w pierwszym wiosennym meczu straciła punkty (remis z Polonią Bytom), optymistów trochę ubyło. Gdy wkrótce potem drużynę opuścił Cleber, sprzedany nagle do Tereka Grozny, optymistów ubyło jeszcze trochę. Gdy Wisła straciła kolejne punkty w Bełchatowie, a w dodatku Paweł Brożek doznał ciężkiej kontuzji, o optymizm było już naprawdę trudno, szczególnie wobec zbliżających się spotkań z Cracovią i Lechem. Gdy wreszcie w derbach Krakowa beznadziejnie grająca Wisła przegrywała do przerwy 0-1, nawet najwięksi fanatycy musieli spojrzeć prawdzie w oczy: już tylko cud mógłby uratować mistrzostwo.

I cud się zdarzył!

Nie wiadomo, co trener Skorża powiedział zawodnikom w przerwie (z całą pewnością nie było to nic cenzuralnego), ale efekt był piorunujący - na drugą połowę drużyna wyszła odmieniona i rozjechała Cracovię, strzelając jej cztery bramki. A że w tej samej kolejce Lech tylko zremisował z dołującą Arką, perspektywa wyjazdu do Poznania nagle przestała brzmieć jak wyrok. I faktycznie, w Poznaniu nie tylko nie było egzekucji, ale nawet niewiele zabrakło do wygranej. Wiślacy kręcili nosami, że remis raczej ich oddalił od obrony tytułu, niż przybliżył - jednak wiary w sukces zdecydowanie przybyło. I słusznie, bo Lech coraz częściej gubił punkty, a Wisła w kolejnych spotkaniach systematycznie wygrywała, wyprzedzając w tabeli kolejnych rywali i wreszcie zrównując się punktami z prowadzącą Legią.

A wtedy Wisła znowu się potknęła, remisując z Piastem Gliwice - i okazało się, że teraz tylko komplet punktów w czterech ostatnich spotkaniach gwarantuje mistrzostwo (albo wpadki rywali, ale te wydawały się średnio prawdopodobne). Na początek Legia - i ogromne nerwy, bo wprawdzie udało się dość szybko zdobyć bramkę, ale im dłużej trwał mecz, tym bardziej Legia nacierała, a groźne sytuacje podbramkowe się mnożyły. Szczęśliwie Legioniści pudłowali na potęgę i Wisła jakoś utrzymała to prowadzenie, choć w końcówce niejeden kibic otarł się o atak serca. Ulga po ostatnim gwizdku była w Krakowie ogromna - najcięższa przeszkoda wzięta, jeszcze tylko przejechać się po paru średniakach i tytuł mistrza obroniony... Czy na pewno?


Pytanie do niegłosujących blogerów

Dodane 08 czerwca 2009 w kategorii Polityka.

Jak to jest, że nie macie czasu lub/i ochoty, by poświęcić kwadrans na pójście do punktu wyborczego i oddanie głosu, a macie - najwyraźniej - aż w nadmiarze czasu i ochoty na struganie sążnistych tekstów, w których swoje olewactwo próbujecie uzasadnić?

20 lat temu skończył się w Polsce komunizm

Dodane 04 czerwca 2009 w kategorii Polityka,Varia.

Przymierzałem się do tego wpisu z różnych stron, ale ciągle jakoś koślawo wychodziło, więc stwierdziłem, że nie ma co się rozpisywać. Wystarczy krótko przypomnieć, że dwadzieścia lat temu odnieśliśmy jeden z największych sukcesów w naszej historii. Tym, którzy tego dokonali - wieczna cześć i chwała. Tym, którzy ten sukces deprecjonują - cóż, niech historia litościwie o nich zapomni.

« starsze wpisy nowsze wpisy »
© 2006, Powered by Jogger, layout by Cichy