Cytat dnia

Dodane 27 kwietnia 2010 w kategorii Varia.

If you could reason with religious people, there would be no religious people

Znalezione tutaj.


Światowy dzień książki

Dodane 22 kwietnia 2010 w kategorii Literatura.

Jutrzejszy piątek będzie szczególnie miłym końcem tygodnia, z uwagi na Światowy Dzień Książki, który wiąże się z licznymi promocjami w księgarniach. Najciekawsze, jakie wypatrzyłem, to 30% zniżki w Matrasie, 25-30% w Merlinie i - tradycyjnie już - trzy książki w cenie dwóch w Empiku. Sam nie wiem czy skorzystam, bo stosik mam już i tak rekordowy, ale jak znam życie, to się pewnie nie powstrzymam - czego i innym życzę;-).


Koniec żałoby

Dodane 18 kwietnia 2010 w kategorii Przemyślenia.

Nareszcie. Po ponad tygodniu żałoby, Wawelu, trumien i pogrzebów już można było cholery dostać. Co za dużo, to niezdrowo. Sam wolałem siedzieć cicho, bo skoro 90% blogerów pisze tylko o jednym, to po co jeszcze tę monotematyczność pogłębiać - ale jedno małe podsumowanie nie zaszkodzi.

Nie będę zbyt oryginalny, stwierdzając, że:

  • Media trochę przegięły z tą żałobą - po kilku dniach już naprawdę strach było lodówkę otworzyć. A wydawałoby się, że żałoby po papieżu nic nie przebije.
  • Czarno-białe strony są do kitu - szczególnie gdy ten czarno-biały layout jest uzyskiwany za pomocą skryptu JS, który nie wszystko może przemalować. Niektóre strony wyglądały więc raczej groteskowo niż żałobnie - jak choćby sajt mojego dawnego pracodawcy, gdzie jedynym kolorowym elementem pozostał - bagatela - wielki animowany flash w nagłówku. A szczyt absurdu to strony, na których kolorowe były tylko... bannery reklamowe. Pogratulować wyczucia.
  • Generalnie żałoba, jak chyba żadna inna, przeplatała się z żenadą - ze szczególnym uwzględnieniem teorii spiskowych, które może nie rozpleniły się zbyt mocno, ale kretyńskie są nad wyraz. To przecież oczywista oczywistość, że mgła nad Smoleńskiem to wina Platformy.
  • Tragiczna śmierć Lecha Kaczyńskiego nie zmienia faktu, że był on beznadziejnym prezydentem, a jego medialna beatyfikacja mocno wykroczyła poza tradycję mówienia o zmarłych tylko dobrze. "Dobrze" to nie znaczy "w samych superlatywach".
  • Wobec powyższego, jak i braku innych dokonań, pochówek na Wawelu to kpina i kompromitacja, za którą kardynał Dziwisz powinien się wstydzić do końca życia i o jeden dzień dłużej.
  • Miało to jednak taki plus, że ludzie trochę otrzeźwieli i przypomnieli sobie, że ten prezydent wcieleniem cnót wszelakich nie był - a kapitał współczucia i sympatii dla jego brata i partii został w dużej mierze zmarnowany.

Wszystko to zostało już bowiem napisane po sto razy. Mało kto natomiast zwrócił uwagę, że:

  • Powtarzane przy każdej okazji hasło "zginęli na służbie" (ew. "zginęli służąc Polsce") było mocno przesadzone, bo ta śmierć nie miała ze służbą żadnego związku, poza tym, że nastąpiła w jej trakcie. Wypadek losowy to jednak nie to samo co śmierć np. na polu bitwy.
  • Doczekaliśmy wreszcie ostatecznego (oby!) końca "czwartej RP", aczkolwiek zdecydowanie nie był to koniec, jakiego byśmy chcieli. Jak to ktoś dobrze ujął: "Nie mogłem się doczekać tych wyborów prezydenckich, ale przyspieszonych to nie chciałem".
  • Dla Platformy zaczął się czas próby - hamulec wreszcie zwolniony, władza praktycznie dyktatorska, silne poparcie, wszelka konkurencja leży i kwiczy. Sytuacja absolutnie wymarzona? SLD w 2001 też taką miał.
  • Tomasz Lis ma teraz nie lada problem;-). Jak to jednak trzeba uważać, co się obiecuje...

A od jutra zaczynamy kampanię wyborczą. Osobiście nie mam co do jej poziomu większych złudzeń (dość wspomnieć, jaki festiwal obrzucania się gównem mieliśmy już kilka tygodni po śmierci papieża, mimo wcześniejszych deklaracji o pojednaniu), ale kto wie, może tym razem będzie inaczej. Chciałbym w to wierzyć.


Jak to się stało...

Dodane 10 kwietnia 2010 w kategorii Varia.

...że na pokładzie jednego samolotu znalazł się prezydent, prezes NBP, szef IPN, Rzecznik Praw Obywatelskich, troje wicemarszałków, sześciu generałów, tyluż sekretarzy i podsekretarzy stanu oraz gromada parlamentarzystów? Czy nie ma żadnych przepisów, które by zabraniały takiej koncentracji najważniejszych osób w państwie w jednym samolocie? Czy my zawsze musimy być mądrzy dopiero po szkodzie?

Zaraz, przecież my już byliśmy po szkodzie, gdy półtora roku temu rozbił się samolot z dwudziestką wojskowych wysokiej rangi. Czyli znowu Polak i przed szkodą i po szkodzie głupi. Nic się od czasów Kochanowskiego (tego z Czarnolasu) nie zmieniło.


Przeczytane zimą

Dodane 07 kwietnia 2010 w kategorii Literatura.

W dzisiejszym odcinku:

  • Historia polityczna Polski 1989-2005 (Antoni Dudek)
  • Mój pogląd na literaturę (Stanisław Lem)
  • Opowiadania (Gabriel Garcia Marquez)
  • Colorado Kid (Stephen King)

Historia polityczna Polski 1989-2005 (Antoni Dudek)

Historia polityczna Polski 1989-2005 | Antoni Dudek (Arcana)

Historia trzeciej Rzeczypospolitej pisana przez pracownika IPN - strach się bać, prawda? Na szczęście w tym przypadku nie ma powodów do obaw - choć autor zastrzega we wstępie, że ma określone poglądy, to w treści specjalnie tego nie widać (może oprócz końcówki). Zdarzają się sugestie między wierszami, co autor w danej kwestii sądzi, w paru miejscach wręcz jawnie opowiada się po jednej ze stron sporu, co historykowi zdecydowanie nie przystoi - ale generalnie brak obiektywizmu i rzetelności w przedstawianiu wydarzeń trudno mu zarzucić. Trochę tylko drażni ciągłe pisanie o SLD per "komuniści", szczególnie w późniejszej części, gdy ci "komuniści" obniżają podatki i liberalizują kodeks pracy - ale da się to przeżyć.

Dużo bardziej drażnią liczne literówki i niezręczności stylistyczne - szczególnie, że to już drugie wydanie trzeciej wersji książki, więc były przynajmniej cztery okazje, żeby korektor się tym zajął. Cóż, najwyraźniej wydawnictwo mocno oszczędza na redakcji. Ale mniejsza o szczegóły - pomimo tych niedoróbek książkę czyta się bardzo dobrze i stanowi ona solidne żródło wiedzy o początkach trzeciej RP. Autor wyczerpująco opisuje kontekst i przebieg rozlicznych sporów politycznych, jakie towarzyszyły kształtowaniu się naszej demokracji, jak również działalność pierwszych kilku rządów.

Czemu tylko pierwszych kilku, skoro w omawianym okresie mieliśmy tych rządów dziesięć? No niestety, tu mamy spory zgrzyt - o ile lata 1989-93 są opisane nad wyraz drobiazgowo, o tyle później tempo rośnie, a po roku 1997 autor leci już zupełnie po łebkach. Dość wspomnieć, że w pierwszej części książki półroczny epizod Olszewskiego zajmuje 40 stron, a później czteroletnie rządy Buzka, w czasie których przecież sporo się działo, raptem 60. Na domiar złego im dalej, tym gorzej z chronologią - autor coraz częściej wybiega do przodu, by potem cofać się o rok czy dwa, lub też uprzedza fakty, np. najpierw wspomina, że partia X zrobiła to i tamto, a dopiero jakiś czas później opisuje, co to za partia i skąd się wzięła.

Najsłabiej wypada końcówka, czyli rządy SLD po 2001 - można odnieść wrażenie, że poza negocjacjami z UE i działalnością komisji śledczych praktycznie nic się w tamtym okresie nie wydarzyło. Szeroki opis prac komisji badającej aferę Rywina jest oczywiście jak najbardziej zrozumiały, ale nie da się tego powiedzieć o jeszcze dłuższych wywodach na temat komisji orlenowskiej, która przecież nie wyjaśniła prawie niczego, a jej prace zmieniły się za sprawą Giertycha w zupełną farsę (o czym autor stara się nie wspominać). Śmiechu warty jest rozdział o rządzie Belki - trzy strony o okolicznościach jego powstania i jedna(!) o działalności. Jasne, nie był to rząd specjalnie aktywny ani długowieczny, ale bez przesady - to książka historyczna, nie artykuł w gazecie.

Cóż dodać - gdyby całość wyglądała tak jak pierwsza połowa, byłoby świetnie, a tak jest tylko przyzwoicie. Pozostaje mieć nadzieję, że w jakiejś kolejnej wersji autor rozbuduje drugą połowę tak, by nie psuła dobrego wrażenia.

Ocena: 4+



Najbardziej szokujące odkrycie w historii

Dodane 01 kwietnia 2010 w kategorii Absurdy.

Wiem, że dziś prima aprilis, ale zapewniam, że akurat ta wiadomość jest całkowicie prawdziwa:

Kursor jest krzywy!

Jeśli czyjś światopogląd właśnie legł w gruzach, to najmocniej przepraszam, naprawdę nie chciałem;-).