Jak to się stało...

Dodane 10 kwietnia 2010 w kategorii Varia.

...że na pokładzie jednego samolotu znalazł się prezydent, prezes NBP, szef IPN, Rzecznik Praw Obywatelskich, troje wicemarszałków, sześciu generałów, tyluż sekretarzy i podsekretarzy stanu oraz gromada parlamentarzystów? Czy nie ma żadnych przepisów, które by zabraniały takiej koncentracji najważniejszych osób w państwie w jednym samolocie? Czy my zawsze musimy być mądrzy dopiero po szkodzie?

Zaraz, przecież my już byliśmy po szkodzie, gdy półtora roku temu rozbił się samolot z dwudziestką wojskowych wysokiej rangi. Czyli znowu Polak i przed szkodą i po szkodzie głupi. Nic się od czasów Kochanowskiego (tego z Czarnolasu) nie zmieniło.


Komentarze [Atom]

  • 1.
    10 kwietnia 2010, 21:41:01 quest

    Myślę, że to wynika z DNA. Polacy mają zakodowany gen głupoty.

    Gdyby wystartowały 3 samoloty, politykom zarzucono by marnotrawienie publicznych pieniędzy.


  • 2.
    10 kwietnia 2010, 21:43:11 Łukasz

    Zmiany po katastrofie Cassy dotyczyły tylko samolotów wojskowych. Samolot prezydencji do takich nie należy, dlatego przepis przegrupowania ich nie dotyczył.


  • 3.
    10 kwietnia 2010, 22:08:50 Karola

    Jedną z podstawowych zasad wyznaczonych przez protokół dyplomatyczny jest to, by przy wyjazdach tak wielu znaczących osób w państwie, podzielić delegację tak, by w razie katastrofy, mówiąc brzydko, zmiejszyć rozmiary szkody.
    Gdy tylko usłyszałam, jak wiele ważnych osób znalazło się na pokładzie, zaczęłam się zastanawiać, dlaczego Polacy nie zastosowali się do tych zasad.
    Tym bardziej, że na pokładzie znajdował się nie kto inny, jak własnie dyrektor naszego protokołu.

    Cóż. Martwych się jednak nie osądza.


  • 4.
    10 kwietnia 2010, 23:07:10 KP

    Proste. 1- pieniądze, 2- mamy tylko dwa rządowe samoloty.

    EDIT: Poprawka. Już jeden.


  • 5.
    11 kwietnia 2010, 01:13:58 kayo

    @KP W tej chwili żadnego - drugi stoi w remoncie w Samarze


Dodaj komentarz