Nie ma bata, już dwa lata
Dodane 29 maja 2010 w kategorii Prywata.Kolejny rok blogowania za mną. Rok w porównaniu z poprzednim mniej aktywny - tylko 71 wpisów - ale komentarzy pod nimi zebrało się 584, czyli średnia znacznie wzrosła. Liczba odwiedzin również, więc ewidentnie robię postępy:-).
Najpopularniejsze wpisy:
- Mały demotywator
- 73 obietnice Tuska i ich realizacja
- Najtrudniejsze pytania dla ateistów
- Freeware vs bloatware
- Koniec żałoby
- WTC i WTS, czyli rzecz o samodzielnym myśleniu
- Trzecia utrata suwerenności
- Najbardziej szokujące odkrycie w historii
- Ranking prezydencki
- Jogger - technologia czy społeczność?
Najwięcej komentarzy:
- Trzecia utrata suwerenności (58)
- Najtrudniejsze pytania dla ateistów (51)
- Ochrona życia po polsku (38)
- Freeware vs bloatware (35)
- Na co pozwala sumienie? (31)
- Koniec żałoby (31)
- Pytanie do niegłosujących blogerów (28)
- Kto po PO? (26)
- Ranking prezydencki (25)
- Piekło pocztowe (16)
"Mały demotywator" swoje pierwsze miejsce zawdzięcza niezamierzonej popularności po katastrofie w Smoleńsku, kiedy rzesze internautów zaczęły szukać zdjęć Lecha Kaczyńskiego w Google Images. Niektórzy nie zauważyli daty publikacji i mnie objechali za naśmiewanie się z tragedii, inni nie załapali dowcipu i zupełnie serio wklejali ten demotywator na swoje blogaski w ramach żałoby...
Za najbardziej udany wpis w dotychczasowej historii bloga nieskromnie uważam "Najtrudniejsze pytania dla ateistów" - także ze względu na długą i ciekawą dyskusję, jaka się pod nim wywiązała. Mam jednak nadzieję, że w trzecim roku kariery uda mi się napisać coś jeszcze lepszego;-).
Jogger - technologia czy społeczność?
Dodane 27 maja 2010 w kategorii Net,Techblog.Tak jakoś wyszło (mniejsza o przyczyny), że w trwającej już kilka dni wielkiej debacie o rozwoju Joggera nie zabrałem dotąd głosu - ale może to i lepiej, bo po paru kolejnych odcinkach można już zrobić małe podsumowanie.
Przede wszystkim, spora część dyskutantów wykazała się zboczeniem zawodowym programistów, czyli myśleniem przede wszystkim o kodzie. Co tam społeczność, co tam funkcjonalności - najważniejsze, żeby było open source. OK, może i fajnie by było, ale to tak naprawdę trzeciorzędna kwestia. Nieważne, czy kod będzie otwarty czy zamknięty - ważniejsze, jakie będą efekty jego działania i jak będzie wyglądał jego rozwój. Ale i to jest kwestią drugorzędną. Najważniejszy jest - jak zawsze - efekt końcowy, czyli rozwój społeczności. A to ma już naprawdę niewiele wspólnego z samym kodem.
Żeby nie być gołosłownym - w obecnej pracy zajmuję się rozwijaniem serwisu, który ma 100k UU dziennie, a niektóre partie kodu to po prostu burdel na kółkach: niekończące się elseify, masa zmiennych globalnych, skamieniałości z czasów pehapa łupanego, dziki gąszcz powiązań między dziesiątkami plików i generalnie pokaz, jak nie należy programować. Jakim cudem to wszystko się nie wywala dziesięć razy dziennie, nie jestem w stanie pojąć. Ale użytkownicy tego nie widzą, więc dla nich problem nie istnieje, a serwis się trzyma - może na słowo honoru, ale jednak.
Wracając do Joggera - nie wiem oczywiście, jak wygląda jego kod (D4rky twierdzi, że tragicznie, ale to pojęcie względne), na pewno jednak nie tam tkwi przyczyna spadku popularności platformy. Owszem, źle napisany kod trudniej się rozwija, ale da się z tym żyć, przynajmniej do pewnego momentu. Rzecz w tym, żeby w ogóle ktoś się tym regularnie zajmował, bo nie ma (no, prawie nie ma) takich problemów, których przy odrobinie wysiłku nie dałoby się obejść.
Cui bono?
Dodane 21 maja 2010 w kategorii Polityka.Mam nadzieję, że wyznawcy teorii spiskowych wezmą to pod uwagę. Trzeba przecież zbadać każdy trop, prawda?
Ranking prezydencki
Dodane 13 maja 2010 w kategorii Polityka.Czyli na kogo bym głosował, gdyby nie brać pod uwagę szans na zwycięstwo danego kandydata:
1. Andrzej Olechowski - najbliższy mi poglądami (co prawda konserwatysta, ale umiarkowany), rozumny i nieskory do politycznych wojenek. Na prezydenta jak znalazł, tylko wygrywać wyborów nijak nie potrafi, a w dodatku brak mu instynktu politycznego - gdyby rok temu nie odszedł z Platformy, może dziś startowałby z jej poparciem...
2. Waldemar Pawlak - rzadki w naszym kraju przypadek polityka, który pracuje nad sobą i stara się ciągle rozwijać. Kiedyś chłopek-roztropek krzyczący "sio!" na dziennikarzy, dziś całkiem merytoryczny facet, co to i o gospodarce, i o nauce, i o internecie potrafi coś w miarę sensownego powiedzieć. Szkoda, że należy do tak dziadowskiej partii.
3. Bronisław Komorowski - twardy konserwatysta, który w wolnych chwilach znęca się nad zwierzętami, ale też człowiek z klasą i potrafiący bronić swojego zdania - jako jedyny w PO nie ugiął się pod szantażem moralnym kaczystów w sprawie WSI i miał odwagę zagłosować przeciw. Entuzjazmu we mnie nie budzi, ale ujdzie w tłoku.
4. Grzegorz Napieralski - menda i aparatczyk, a do tego skumał się z PiS-em dla posadek w TVP. Na plus można mu policzyć co najwyżej to, że nie leży plackiem przed Kościołem, aczkolwiek obawiam się, że w razie potrzeby gładko by zmienił poglądy, tak jak kiedyś Miller. W ostateczności mógłbym go z kwaśną miną poprzeć, ale tylko jako mniejsze zło.
5-7. Marek Jurek, Kornel Morawiecki, Bogusław Ziętek - tercet egzotyczny, którego żaden członek nie ma co marzyć o moim głosie - chyba że z zatkanym nosem i zaciśniętymi zębami, gdyby alternatywą był ktoś jeszcze gorszy.
8-10. Jarosław Kaczyński, Janusz K*rwin-Mikke, Andrzej Lepper - zło ultymatywne. Nie ma absolutnie żadnej możliwości, żebym na któregokolwiek z tej bandy kiedykolwiek zagłosował. I oby mi cegła na głowę w punkcie wyborczym spadła, gdybym zmienił zdanie.
A jeśli brać pod uwagę szanse na zwycięstwo? Cóż, nie mam się co oszukiwać - w grę wchodzi tylko Komorowski...
Geniusze kretynizmu
Dodane 09 maja 2010 w kategorii Literatura,Przemyślenia.W uniwersum myśli ludzkiej panuje bowiem prawdziwa doskonałość symetrii; toteż na antypodach geniuszu tkwią ludzie o takim samym, tyle że ujemnym potencjale rozumu, czyli geniusze kretynizmu; a nieskończoności wysiłku poznania odpowiada też druga, przeciwstawna nieskończoność - wysiłku utopienia wszelkich sensów w niewymiernym oceanie bełkotliwego bredzenia.
Stanisław Lem, "Fantastyka i futurologia"
Nic dodać, nic ująć. Niestety.
Dlaczego Kaczyński wygra wybory
Dodane 04 maja 2010 w kategorii Polityka,Przemyślenia.Wszystko niby wskazuje, że porażka Jarosława Kaczyńskiego w nadchodzących wyborach jest nieunikniona:
Sondaże - z jednej strony dwudziestoprocentowa strata do lidera, z drugiej - ponad 40% elektoratu negatywnego. Kaczyński musi więc nie tylko odrabiać potężne straty, ale w dodatku zdobyć praktycznie cały dostępny elektorat i nikomu więcej się nie narazić. Zadanie praktycznie niewykonalne.
Terminarz - co tu dużo mówić, dwa miesiące na taką kampanię to tyle co nic.
Psychologia - Kaczyński ma opinię twardziela, ale tragiczna śmierć brata i ciężka choroba matki z pewnością mu nie pomoże i nie doda energii do walki, a granie na współczuciu po katastrofie to co najmniej ryzykowna strategia.
Kwestie organizacyjne - pod Smoleńskiem zginęła niemal cała czołówka PiS-u. Rozbita partia, którą wkrótce pewnie czeka walka o zwolnione stanowiska, może nie być specjalnie pomocna w kampanii.
Układ sił - pięć lat temu wszyscy poważniejsi kontrkandydaci poparli w drugiej turze Lecha Kaczyńskiego (Lepper, Religa, Giertych) lub zachowali neutralność (Borowski, Kalinowski), przez co Tusk pozostał sam przeciw całej koalicji. Tym razem będzie odwrotnie - Pawlak bez wątpienia poprze Komorowskiego, Olechowski pewnie też, a Napieralski najprawdopodobniej nie poprze nikogo - i to Kaczyński zostanie sam przeciw wszystkim.
Perspektywy - jest oczywiste nawet dla dziecka, że wygrana Kaczyńskiego oznaczać będzie kolejne pięć lat klinczu między dwoma pałacami - prezydent będzie wszystko blokować, a rząd będzie zwalać na niego winę za brak reform. A tego wszyscy chyba mają serdecznie dosyć - już nawet niektórzy przeciwnicy Platformy niechętnie życzą zwycięstwa Komorowskiemu, żeby w końcu coś drgnęło.
Motywacja - prezydentura nie daje wielkiej władzy, a ciężko ją łączyć z rządzeniem partią. Wygrana Kaczyńskiego mogłaby więc stać się początkiem końca PiS-u, na czym mu na pewno nie zależy, a porażka w obecnej sytuacji nie byłaby zbyt bolesna, pod warunkiem uzyskania przyzwoitego wyniku.
Dlaczego zatem Kaczyński mimo wszystko wygra?




