Monday, bloody monday
Dodane 29 listopada 2010 w kategorii Prywata.Wstaję rano - znowu to padające z nieba, zimne, mokre, białe gówno. A napadało go miejscami po kolana.
Wychodzę z domu - jakiś zmotoryzowany baran zachlapuje mi błotem całe spodnie, bo nie przyszło mu do łba jechać dalej niż 10cm od krawężnika i wolniej niż 50km/h przez osiedle.
Wsiadam do tramwaju - dwa razy więcej ludzi niż normalnie, ani chybi na widok śniegu pół miasta przypomniało sobie o istnieniu komunikacji publicznej. W efekcie na każdym przystanku odchodzi komedia pt. "no proszę się posunąć, tam pół tramwaju wolne!" - tak, chyba pod sufitem.
Do pracy docieram z półgodzinnym opóźnieniem.
Zaglądam na Onet - porucznik Frank Drebin Leslie Nielsen nie żyje.
Zaglądam jakiś czas później - mBank zaliczył wielką awarię. Dobrze, że w ostatnich paru dniach nie robiłem żadnych przelewów, ale i tak trochę strach się teraz logować.
Wracam do domu - zaraz na początku drogi siada mi bateria w empetrójce.
Wieczór - dzwoni klient (nie, nie mBank), że jest poważny błąd do pilnego naprawienia, najlepiej od razu. Po półgodzinnym dłubaniu stwierdzam, że błąd bez wątpienia tkwi akurat w najdłuższej i najbardziej skomplikowanej funkcji w projekcie. Sama myśl o jej analizie sprawia, że wszystkiego mi się odechciewa.
Ale przynajmniej Barcelona, odpukać, na razie wygrywa w Gran Derbi. Może chociaż jeden optymistyczny akcent będzie na koniec.
I człowiek stworzył bogów (Pascal Boyer)
Dodane 25 listopada 2010 w kategorii Literatura,Nauka.Z czego wynika niezwykła popularność religii? Jak to jest, że na całym świecie, we wszystkich możliwych kulturach prawie każdy wyznaje jakąś wiarę, a ateizm (światopogląd teoretycznie bardziej naturalny) jeszcze parę wieków temu był praktycznie niespotykany? Gdyby religia była jedna i wszędzie ta sama, można by taki stan rzeczy tłumaczyć po prostu jej prawdziwością;-), ale nie - religii jest legion, przybierają one najróżniejsze formy, głoszą najróżniejsze treści i nie ma chyba twierdzenia, co do którego wszystkie by się zgodziły, za to multum fundamentalnych sprzeczności. Płynie z tego prosty wniosek, że ludzie odczuwają potrzebę wiary jako takiej, nieważne w co - ale skąd ta potrzeba się bierze? Dlaczego ludzie wierzą "grupowo", a nie każdy w co innego? I dlaczego za wiarą zawsze idą jakieś rytuały i obrzędy?
Na te i inne pytania próbuje odpowiedzieć ta książka. Zaczyna jednak od kwestii podstawowej - czym właściwie jest religia? Autor szybko dochodzi do wniosku, podobnie jak Dennett w "Odczarowaniu", że religię można uznać za szczególnie rozbudowany i sprawnie się replikujący mem - ale skąd ten mem się bierze i czemu się tak sprawnie replikuje, praktycznie niezależnie od konkretnej formy? To już dużo trudniejsze pytanie, a udzielenie satysfakcjonującej odpowiedzi wymaga gruntownej analizy problemu. I trzeba przyznać, że taką analizę faktycznie dostajemy - autor ani przez chwilę nie idzie na skróty, krok po kroku objaśniając powiązane z tematem zagadnienia. A jest tego sporo: procesy przetwarzania informacji przez mózg (wraz z ewolucyjnymi uzasadnieniami), systemy kojarzeniowe, psychologia poznawcza, komunikacja społeczna, teoria gier, elementy socjologii...
Już wiadomo, że nudzić się nie można, ale co z tego wszystkiego wynika? Spróbujmy to krótko streścić, zaczynając, za autorem, od kwestii poznawczych.
Czym się różni rząd od samorządu?
Dodane 20 listopada 2010 w kategorii Polityka,Przemyślenia.Cisza wyborcza nastała, ale niektórzy chcieliby pewnie pogadać o polityce, więc rzucam temat polityczny, a ciszy nie łamiący: dlaczego władze samorządowe utrzymują poparcie nieporównanie sprawniej niż centralne?
Po dwudziestu latach demokracji trudno już sądzić, że różnica jest tylko dziełem przypadku. Po 1989 parlament wybieraliśmy sześciokrotnie i ani razu partia rządząca nie utrzymała władzy, ani razu nie dostała choćby jednej trzeciej wszystkich głosów i tylko dwukrotnie zdołała poprawić wynik, z jakim doszła do władzy - w obu przypadkach głównie kosztem koalicjantów, którzy w efekcie ponosili ciężką porażkę, a koalicja jako całość i tak wychodziła na minus i traciła sejmową większość. W samorządach natomiast utrzymanie się u władzy nie stanowi większego problemu - urzędujący prezydenci miast są zwykle głównymi faworytami, łatwiej znaleźć takich, którzy wygrają już w pierwszej turze, niż takich, którzy zajmą miejsce poza czołową dwójką. Jeśli mnie pamięć nie myli, cztery lata temu ponad 60% z nich utrzymało władzę, teraz zanosi się na podobny wynik.
Pytanie zatem - dlaczego? Kilka hipotez:
- Samorząd boryka się z mniejszymi problemami niż rząd, więc ma łatwiejsze życie.
- Media lokalne są słabe, więc nie patrzą władzy tak uważnie na ręce i błędy łatwiej uchodzą bezkarnie.
- Mniejsze zainteresowanie sprawami lokalnymi powoduje, że prezydent bywa jedynym powszechnie rozpoznawalnym politykiem w mieście, a konkurencji trudniej zaistnieć.
- W samorządzie, z uwagi na charakter spraw, którymi się zajmuje, jest mniej miejsca na wojny polityczne, np. o remonty dróg trudno się tak efektownie pokłócić jak o politykę zagraniczną.
- Do samorządów idą po prostu lepsi ludzie niż do parlamentu, bo mniej tam pola do popisu dla kretynów, złodziei i karierowiczów, a zerowe kwalifikacje do czegokolwiek trudniej ukryć.
Wszystkie ww. hipotezy mają oczywiście słabe punkty:
- Mniejsze problemy to także mniejsze pole do popisu i mniejsze możliwości ukrycia niekompetencji. Rząd może łatwo uciec w tematy zastępcze, samorząd niespecjalnie.
- W największych miastach mediów lokalnych raczej nie brakuje, miasta wojewódzkie są zwykle w centrum uwagi lokalnych dodatków do ogólnopolskich dzienników, Warszawą czy Krakowem interesują się także media ogólnopolskie.
- W dużych miastach jest i silna konkurencja, wspierana nawet przez partyjnych liderów. A często rządzą przecież politycy, za którymi żadna partia nie stoi.
- Punktów spornych i tak nie brakuje, a opozycja też może być totalna - remontują ulicę Kowalskiego, to źle, bo czemu nie Iksińskiego; jak Iksińskiego to źle, bo czemu nie Malinowskiego; a jak remontują wszystkie, to już w ogóle źle, bo pół miasta w korkach stoi. A o budżet to już w ogóle można walczyć i walczyć.
- Wielu ludzi przepływa z samorządów do parlamentu i odwrotnie, czego najlepszym przykładem Warszawa - Lech Kaczyński najpierw rządził nią przez trzy lata, a potem z przyzwoitym poparciem został prezydentem kraju i poleciał w sondażach na dno; odwrotnie Hanna Gronkiewicz-Waltz, wcześniej na szczeblu centralnym raczej w drugim szeregu i mało popularna, w Warszawie po czterech latach rządzenia wyprzedza konkurentów o kilka długości.
Zapewne - jak to zwykle bywa - liczy się wszystko po trochu, a jednego prostego wyjaśnienia nie ma. Ale próbować je znaleźć nie zaszkodzi.
Road rage
Dodane 13 listopada 2010 w kategorii Absurdy.- Wyprzedzanie autobusu i osobówki na trzeciego, bez kierunkowskazu, na pograniczu podwójnej ciągłej.
- Wyprzedzanie ciężarówki z przyczepą, jadącej prawie 80 km/h, na ciągłej.
- Wyskok z podporządkowanej bez widoczności, z prędkością ponad 50 km/h.
- Skręt w podporządkowaną w lewo, bez kierunkowskazu, tuż przed nadjeżdżającymi z przeciwka samochodami.
- Wyprzedzanie dwóch samochodów tuż przed skrzyżowaniem i zakrętem, znowu bez kierunkowskazu.
Wszystko to i jeszcze więcej zaobserwowane dzisiaj przez niecałe półtorej godziny za kółkiem. Ludzie, do cholery, jak chcecie się zabić, to macie żyletki i środki nasenne, naprawdę nie musicie do tego używać aż samochodów!
Relacja z Targów Książki w Krakowie
Dodane 06 listopada 2010 w kategorii Literatura.No i kolejne targi za mną - i liczę, że dla czytających mnie krakusów również, a jeśli któryś jeszcze się nie wybrał, to zachęcam, żeby zrobił to jutro.
Zachęcam też do skorzystania z akcji "książka za książkę" - za każdą książkę oddaną dla krakowskich bibliotek dostajemy jeden kupon rabatowy do wykorzystania na targach. Co prawda tylko część wydawnictw honoruje te kupony, ale okazji do obłowienia się nie brakuje - tym bardziej, że w niektórzy dają bonusy nawet dla książek i tak już przecenionych.
Spostrzeżenia
- Targi ciągle rosną - już od paru edycji była jedna przybudówka do hali, teraz doszła jeszcze druga, a i tak stoiska wydają się bardziej upchane niż poprzednio. Niby od przybytku głowa nie boli, ale ma to i swoje minusy: po pierwsze, coraz większy tłok i hałas; po drugie, coraz większe problemy z obejściem wszystkiego w sensownym czasie. Przydałoby się wymalować jakąś optymalną ścieżkę na podłodze, jak w Ikei, żeby odwiedzający mogli mieć pewność, że niczego nie przegapili.
- Mała wpadka organizacyjna - spotkanie z Dukajem miało być o 14, a było o 13, przez co załapałem się tylko na końcówkę, w której Dukaj wywodził, że cegły wcale nie są przeżytkiem, a seriale oglądane po kilka odcinków naraz można uznać za nowe wcielenie XIX-wiecznej powieści. Coś w tym jest...
- Czytniki - przybyło ich w porównaniu z zeszłym rokiem, ale poza tym postępu nie widać - ceny dalej wysokie, oferta książkowa ciągle bardzo ograniczona i po zbójeckich cenach. Zdecydowanie nie idzie to tak jak powinno. Nawiasem mówiąc - na całych targach widziałem tylko jeden czytnik w okładce, a to przecież dość znaczący element.
- Pani z wydawnictwa Post zapewniła mnie, że w przyszłym roku wreszcie będzie wznowienie "V for Vendetta" - co prawda rok temu też to słyszałem, ale "tym razem to już na pewno na pewno". Cóż, trzymam za słowo.
- Na jednym ze stoisk padłem ofiarą ejdżyzmu - nie chcieli mi dać balonika, bo mam więcej niż dziesięć lat. Buu;-(.
Łupy
- Rozmowy przekorne (Dawid Brykalski)
- Rosja - widzenia transoceaniczne (Czesław Miłosz)
- Nocni wędrowcy (Wojciech Jagielski)
- Wąż w kaplicy (Tomasz Piątek)
- jakieś pół kilo katalogów, ulotek, zakładek i innych takich
Wydane: 98 złotych. Zaoszczędzone: 39 złotych. Nie tak dobrze jak rok temu, ale nadal przyzwoicie:-).
Paranoicy i Samobójcy
Dodane 05 listopada 2010 w kategorii Polityka.Po tegorocznych wyborach prezydenckich zamierzałem wystrugać tekst o tym, jak katastrofa pod Smoleńskiem paradoksalnie uratowała PiS przed upadkiem. Jeszcze dziewiątego kwietnia w partii panował marazm, jej notowania dołowały, nie mówiąc o prezydencie bijącym kolejne antyrekordy popularności, a na wybory czekano tam jak na ścięcie. Katastrofa z dnia na dzień wszystko zmieniła - PiS natychmiastowo się obudził i dostał wiatr w żagle, Jarosław Kaczyński dzięki fali współczucia i perfekcyjnie wyreżyserowanej "przemianie" mało co nie został prezydentem, a partia dostała nowy mit założycielski w miejsce zużytej i skompromitowanej "walki z Układem". Wszystko wskazywało na to, że PiS na dobre wrócił do gry o władzę...
...ale zanim się za ten tekst zabrałem, sytuacja znowu się odwróciła - Kaczyński wywołał wojnę o krzyż, wygłosił słynne słowa o "nieporozumieniu", potem dorzucił jeszcze "kondominium", spuścił ze smyczy Macierewicza i krok po kroku nie tylko wrócił do wcześniejszej normy, ale nawet ją przekroczył, marnując cały dorobek z kampanii prezydenckiej i przekreślając się w oczach umiarkowanego elektoratu już chyba nieodwracalnie. A dzisiejsza decyzja o wyrzuceniu Kluzik-Rostkowskiej i Jakubiak stanowi efektowne przypieczętowanie tego trendu. Tym efektowniejsze, że przecież Jakubiak nawet po pamiętnym zgnojeniu przez prezesa niemalże ze łzami w oczach zapewniała o swojej dozgonnej lojalności - i nawet to jej nie uratowało.
Nie muszę chyba dodawać, że uważam ten krok za samobójczy - po latach usuwania z partii wszystkich co rozumniejszych ludzi obie panie były już praktycznie ostatnimi reliktami zdrowego rozsądku i stanowiły jakąś śladową przeciwwagę dla "talibów". Teraz pozostało tylko wywalić Poncyliusza i Kaczyński osiągnie w końcu swój wymarzony stan - partię o jednym mózgu. Żadnej krytyki, żadnych wątpliwości, żadnego - za przeproszeniem - centryzmu, jednomyślność jak na cmentarzu.
Wszystko to mnie oczywiście bardzo cieszy, bo im gorzej dla PiS-u, tym lepiej dla Polski. Wrodzona paranoja ciągle mi się jednak każe zastanawiać - czy aby na pewno w tym szaleństwie nie ma jakiejś metody? Czy Kaczyński naprawdę jest już tak oderwany od rzeczywistości, żeby wierzyć w możliwość odzyskania władzy z Ziobrą, Kurskim i Macierewiczem? Niemożliwe, to by przecież było zbyt piękne.
Ale jeśli tak jednak jest, to w przyszłym roku możemy obejrzeć naprawdę przecudowną katastrofę:-).



(Prószyński i S-ka)
