Monday, bloody monday

Dodane 29 listopada 2010 w kategorii Prywata.

Wstaję rano - znowu to padające z nieba, zimne, mokre, białe gówno. A napadało go miejscami po kolana.

Wychodzę z domu - jakiś zmotoryzowany baran zachlapuje mi błotem całe spodnie, bo nie przyszło mu do łba jechać dalej niż 10cm od krawężnika i wolniej niż 50km/h przez osiedle.

Wsiadam do tramwaju - dwa razy więcej ludzi niż normalnie, ani chybi na widok śniegu pół miasta przypomniało sobie o istnieniu komunikacji publicznej. W efekcie na każdym przystanku odchodzi komedia pt. "no proszę się posunąć, tam pół tramwaju wolne!" - tak, chyba pod sufitem.

Do pracy docieram z półgodzinnym opóźnieniem.

Zaglądam na Onet - porucznik Frank Drebin Leslie Nielsen nie żyje.

Zaglądam jakiś czas później - mBank zaliczył wielką awarię. Dobrze, że w ostatnich paru dniach nie robiłem żadnych przelewów, ale i tak trochę strach się teraz logować.

Wracam do domu - zaraz na początku drogi siada mi bateria w empetrójce.

Wieczór - dzwoni klient (nie, nie mBank), że jest poważny błąd do pilnego naprawienia, najlepiej od razu. Po półgodzinnym dłubaniu stwierdzam, że błąd bez wątpienia tkwi akurat w najdłuższej i najbardziej skomplikowanej funkcji w projekcie. Sama myśl o jej analizie sprawia, że wszystkiego mi się odechciewa.

Ale przynajmniej Barcelona, odpukać, na razie wygrywa w Gran Derbi. Może chociaż jeden optymistyczny akcent będzie na koniec.


Komentarze [Atom]

  • 1.
    30 listopada 2010, 15:58:34 psinia

    No, staruszku, nie łam się.


Dodaj komentarz