bysleksja

Dodane 27 stycznia 2011 w kategorii Varia.
PiS będzie miał własne odchody 10 kwietnia.

Wieści takiej treści mignęły mi na jakimś pasku informacyjnym. Mignęły tylko raz, więc nie mam pewności, czy mi się to nie przywidziało, ale co tam - tak mnie ta literówka rozbawiła, że grzechem by było się nie podzielić;-).

Także ku przestrodze: spellchecker nie wyłapie wszystkiego...


Media a rzeczywistość

Dodane 21 stycznia 2011 w kategorii Absurdy.

Od paru dni wszyscy wyjątkowo się o mnie troszczą, a w szczególności każą mi uważać na szalikowców. Przyczyna to oczywiście poniedziałkowy mord na "Człowieku" (skądinąd cóż za inwencja w doborze ksywki), mieszkam bowiem o rzut beretem od miejsca, gdzie do tego doszło.

Mieszkam tu jednak od dobrych dziesięciu lat - i nigdy, literalnie nigdy nie spotkałem się z żadnymi bezmózgimi kibolami ani innym tego typu bydłem. Owszem, prowadzę raczej domowy tryb życia, nie imprezuję ani nie spaceruję nocami po osiedlu, ale przez parę lat regularnie chodziłem do baru oglądać mecze Wisły, co w bastionie Cracovii (jakim ponoć jest Kurdwanów) powinno mnie na jakieś nieprzyjemności narazić. Nic z tych rzeczy - mecze oglądało się całkowicie bezpiecznie (nawet derby!), a chociaż krzyki kibiców słyszało z pół osiedla, nigdy nie natknąłem się przy wyjściu na żaden komitet powitalny. W drodze powrotnej (10 minut piechotą przez osiedle, nierzadko po zmroku) też nigdy nie musiałem drżeć o swój los. Cisza i spokój.

A co o mojej okolicy piszą w ostatnich dniach gazety i portale? Strach się bać - wojny gangów, narkotyki, pobicia, stada kiboli na każdym rogu, dzieci boją się wracać ze szkoły - normalnie strefa wojny. A w dzisiejszej lokalnej Wyborczej czytam zgryźliwy komentarz pod adresem prezydenta Majchrowskiego, zakończony ironiczną prośbą, "by pojechał na Kurdwanów i osobiście powiedział tamtejszym mieszkańcom, że w mieście jest bezpiecznie" - tak jakby to była wyprawa na miarę zwiedzania Bagdadu czy Kabulu.

Cóż, ja póki co w kamizelce kuloodpornej nie chodzę i nie zamierzam zacząć, a dziennikarzy - doceniając ich troskę o moje bezpieczeństwo - prosiłbym jednak o odrobinę umiaru w koloryzowaniu szarej rzeczywistości.


Arystoteles vs Platon

Dodane 17 stycznia 2011 w kategorii Literatura,Nauka.

(nie mylić z Aliens vs Predator)

Z pewną taką nieśmiałością sięgnąłem po nową (nową zeszłej wiosny, a teraz już starą, a nawet dawno zakończoną) kolekcję GW. Z jednej bowiem strony każda inicjatywa na rzecz podnoszenia poziomu intelektualnego społeczeństwa jest cenna (szczególnie w dzisiejszych czasach postępującej kretynizacji), ale z drugiej strony dzieła filozoficzne to wyjątkowo ciężka lektura i większość nabywców pewnie przez nią nie zdołała przebrnąć, a niektórzy mogli się wręcz zniechęcić do filozofii w ogóle. Sam po lekturze pierwszych czterech tomów mam mieszane uczucia i sporo wątpliwości co do sensu sięgania po kolejne tomy - no ale pożyjemy, zobaczymy. A póki co przyjrzyjmy się dziełom dwóch ojców filozofii, jakkolwiek by to określenie dwuznacznie nie brzmiało.

Zachęta do filozofii, Fizyka (Arystoteles)

Zachęta do filozofii, Fizyka | Arystoteles (Agora)

Dlaczego warto zajmować się filozofią? Arystoteles wali z grubej rury: "filozofia (...) jest największym dobrem i jest łatwa do opanowania, tak iż pod każdym względem godna jest tego, ażeby się nią ochoczo zająć", a zresztą "wszystko poza tym jest bezsensowne i bezwartościowe". Trudno na takie dictum nie zareagować kpiącym uśmiechem, ale jeśli pominąć momenty, kiedy autora trochę ponosi, trudno "Zachęcie do filozofii" coś zarzucić - krótki, bardzo zgrabny i starannie skonstruowany wywód faktycznie może być niezłą zachętą, jeśli nawet nie do filozofii, to przynajmniej do myślenia i dążenia ku mądrości.

Dużo ciekawiej jednak prezentuje się "Fizyka". Dopiero tutaj Arystoteles rozwija skrzydła i daje pokaz filozoficznego rozumowania, dogłębnie analizującego wszystkie potrzebne pojęcia i trzymającego się żelaznej dyscypliny myślenia, gdzie każda teza musi być przemyślana, a każda definicja starannie sformułowana - aczkolwiek do ideału trochę brakuje, zdarza się parę razy przyjmowanie wątpliwych tez jako oczywistych oczywistości, lub nieprecyzyjne rozumienie pojęć. A pojęcia, którymi "Fizyka" się zajmuje, to m.in. byt, materia, forma, przyczynowość, celowość, przypadek, czas, przestrzeń, próżnia, ruch...

Rozważania te nie całkiem dotyczą fizyki w dzisiejszym tego słowa znaczeniu. Arystoteles zajmuje się raczej kwestiami z pogranicza fizyki i metafizyki, rozważając np. czy czas i przestrzeń można dzielić w nieskończoność na coraz mniejsze części, czy też mają one "ziarnisty" charakter, i co wynika z obu możliwych odpowiedzi - przy okazji daje odpór Zenonowi z Elei, jako że w obu przypadkach jego sławne paradoksy tracą sens. Jeśli bowiem możliwy jest podział w nieskończoność, to możliwe jest także przebycie nieskończonej liczby odcinków w skończonym czasie, a jeśli istnieją najmniejsze niepodzielne cząstki, to nie można z nich utworzyć nieskończonej liczby odcinków.

Generalnie rozumowanie Arystotelesa sprawdza się nieźle - w tych punktach, które od jego czasów poddały się naukowej weryfikacji, w większości przypadków jego przypuszczenia okazały się słuszne. Wbrew temu, co by można pomyśleć po lekturze "Innych Pieśni" Dukaja, świat według Arystotelesa nie różni się zbyt mocno od naszego. Bolesnym wyjątkiem jest, niestety, ruch - kwestia, której analiza zajmuje (co za pech) blisko połowę "Fizyki", a w której intuicja zawiodła wielkiego filozofa na całej linii. Fakt, że przez kolejne dwa tysiące lat zawodziła ona wszystkich, dopóki nie pojawił się Newton - no ale się pojawił i nie da się o jego odkryciach zapomnieć na czas lektury. Ale przymrużyć oko można - i jeśli się tak zrobi, to ocena całości będzie zdecydowanie pozytywna.

Ocena: 4+



Po niewłaściwej stronie trzydziestki

Dodane 12 stycznia 2011 w kategorii Prywata.

Tytuł © by Rafał Stec, zdjęcie znalezione dawno temu gdzieś w necie.

Smutne (a nawet traumatyczne), ale prawdziwe - znowu zestarzałem się o rok, i to już po raz trzydziesty. Bardzo niemiłe doświadczenie. Tym bardziej, że bilans tego trzydziestolecia nie wygląda zbyt okazale - jak by nie patrzeć, żadnych godnych uwagi sukcesów życiowych jeszcze nie osiągnąłem, jeśli nie liczyć skończenia studiów (co prawda w takich bólach, że ojejku) i w miarę dobrze się rozwijającej kariery (parę wybojów było, ale szczęśliwie mam je już dawno za sobą). Podobno jednak życie zaczyna się po czterdziestce, więc jeszcze trochę czasu w fazie prenatalnej mi zostało...

A na dobry początek dekady przydałby się jakiś chociaż symboliczny sukces, więc w ramach bezczelnej autoreklamy namawiam do głosowania na moje wypociny w konkursie na Blog Roku 2010. Za wszelkie poparcie będę wdzięczny, szczególnie jeśli wystarczy ono do załapania się do drugiej rundy (mało prawdopodobne, ale łudzić się zawsze można). Sam przecież tylu głosów nie nastukam;-).


Blog Roku 2010

Dodane 08 stycznia 2011 w kategorii Prywata.

Wspominałem już, że nie cierpię początku roku? Chyba wspominałem. Tradycyjnie samopoczucie mam pod kreską i nic mi się nie chce (z blogowaniem włącznie), więc dla poprawienia sobie humoru postanowiłem zacząć ten rok od czegoś nowego - na przykład startu w jakimś konkursie, bo jeszcze nigdy żadnego nie wygrałem.

(OK, kiedyś wygrałem dwa konkursy literackie, ale to było dawno i nieprawda.)

Tak więc zgłosiłem swojego blogaska tutaj:

Wiem, że brać w tym udział to trochę obciach, a szanse na sukces mam przyzerowe, ale co mi tam - czego się nie robi dla lansu;-).