Cytat tygodnia

Dodane 26 lutego 2011 w kategorii Varia.
Nie jestem aż takim dyktatorem, żeby zamykać Facebook. Ja tylko wsadzę do więzienia każdego, kto się na Facebooku zaloguje.

Muammar Kaddafi

Biorąc pod uwagę żródło, trochę wątpię w autentyczność tego cytatu, ale nie zmienia to faktu, że dowcip udał się autorowi wybornie. A przy okazji znakomicie puentuje mój niegdysiejszy wpis o cenzurze internetu i dyskusję pod nim, więc tym bardziej warto się nim podzielić;-).


Poselnische Wirtschaft

Dodane 22 lutego 2011 w kategorii Net,Polityka.

Kilka dni temu media doniosły (co prawda półgębkiem) o powstaniu strony "Zadanie dla posła", gdzie użytkownicy mogą zgłaszać posłom różne pomniejsze problemy do rozwiązania, a posłowie obiecują się zająć tymi, z którymi będą w stanie coś zrobić. Idea niewątpliwie słuszna, bo po coś w końcu mamy ten internet - ale zobaczmy, jak wygląda realizacja.

Wchodzę na stronę i pierwsze, co mi się rzuca w oczy, to przycisk "dowiedz się więcej" tuż pod tytułem strony. Słusznie, wypadałoby się na początek dowiedzieć, kto to w ogóle firmuje. Niestety, przycisk nie przenosi mnie do strony z nazwiskami posłów, którzy za tym stoją, tylko rozwija jakiś tekst propagandowy. Przelatuję resztę strony - nic, żadnego przycisku "o nas" czy czegoś podobnego. Trudno, trzeba będzie poświęcić parę minut na obejrzenie tego filmiku na środku.

Słowo "poświęcić" okazuje się być jak najbardziej na miejscu, bo filmik nudny i niewiele mówiący - posłowie coś tam nieskładnie opowiadają o swoich dobrych chęciach na tle ruchliwego sejmowego korytarza i jego odgłosów, znaleźć jakiegoś spokojniejszego miejsca najwyraźniej się nie dało - ale przynajmniej już wiem, że za całe przedsięwzięcie odpowiadają: Cezary Tomczyk (PO), Agnieszka Pomaska (PO), Paweł Poncyliusz (PJN) i Tomasz Kamiński (SLD). Zespół faktycznie ponadpartyjny, ale jakby nie za duży. W profilu na Facebooku widzę, że w ulubionych mają Hofmana i Tyszkiewicza, ale czy oni też należą do tego zespołu, już nie wiadomo.

No nic, przejdźmy do rzeczy - np. dodajmy jakieś zadanie i zobaczmy, co z tego wyniknie. Wpisujemy imię, adres maila... zaraz, gdzie tu jest jakaś polityka prywatności? Nigdzie. Nie ma jej. Ani choćby symbolicznego "mail nie zostanie opublikowany ani przekazany osobom trzecim". Podaj maila, wyborco, a co my z nim zrobimy, to się dopiero okaże. No nic, podaję, może mnie spamem nie zaleją. Wysyłam i wyskakuje mi JS-owy alert z podziękowaniem. Tandeta, ale nie czepiajmy się szczegółów, można z tym żyć. Gorzej, że mojego zadania coś na stronie nie widzę. Może wysłali mi jakiegoś maila potwierdzającego? Nie, wysłali tylko podziękowania. To co z tym zadaniem, poszło do moderacji? Nie dowiem się, bo żadnego FAQ też nie ma.



Światowy Dzień Kota

Dodane 17 lutego 2011 w kategorii Varia.

Pan Bóg, jak wiadomo, tworzył świat bodajże przez tydzień, a potem spojrzał na swoje dzieło i powiedział: "Ooooo, kurwa!". A później dodał: "A, mam jeszcze chwilę, teraz zrobię coś naprawdę ładnego. Coś mnie godnego, coś zaprawdę w boskim wymiarze. Coś takiego, co jest autentyczną kwintesencją piękna i nie ma wad". I zrobił kota.

Andrzej Sapkowski, "Historia i fantastyka"

Nic dodać, nic ująć. Z okazji dzisiejszego święta życzmy więc wszystkim kotom świata wszystkiego najlepszego.


Kompleksy

Dodane 15 lutego 2011 w kategorii Przemyślenia.

Co by tu napisać? Wypadałoby coś w miarę ambitnego, bo ostatnio o samych błahostkach piszę. Może zatem coś o Egipcie? Nie, co ja tam wiem o Egipcie - przed wybuchem rewolucji tylko z grubsza się orientowałem, że Mubarak, Bractwo Muzułmańskie, powszechnie znienawidzona policja, strategiczny sojusz z USA i cośtam cośtam - a i teraz, szczerze mówiąc, wiele mądrzejszy nie jestem, bo media dawkowały informacje na ten temat dość skąpo. Szkoda czasu, i tak nic odkrywczego nie zdołam powiedzieć.

To może coś o OFE? Nie, im więcej o tym czytam (a mam co czytać, bo w Wyborczej od paru tygodni prawie codziennie dają o tym jakiś większy tekst, podpisany jakimś większym nazwiskiem), tym bardziej nie ogarniam tej kuwety. Jedni i drudzy sypią od niechcenia argumentami, których nie potrafię obalić (przynajmniej nie od ręki), a które strona przeciwna bez trudu obala następnego dnia i kontruje je własnymi argumentami, których również nie potrafię obalić, a które... I tak dalej. Miesiąc temu sprawa wydawała mi się prosta, a dzisiaj mam wrażenie, że życia mi nie starczy, żeby dostatecznie zgłębić wszystkie niuanse, by z czystym sumieniem zająć jednoznaczne stanowisko.

No to może jakiś tekst naukowy? Mam kilka napoczętych kwestii, które przydałoby się rozpracować, bo ciekawe i godne uwagi - ale znowu, co ja tam wiem? Może ciut więcej niż w Wikipedii napisali, ale ledwo wyjdę poza Wikipedię, to zaraz stwierdzam, że niewiele ta moja wiedza warta, a bez naprawdę solidnego riserczu to tylko patrzeć, jak jakąś bzdurę strzelę i się skompromituję. A że czasu wiecznie mało, to diabli wiedzą, kiedy się z tym wreszcie uporam.

I tak dalej - o czym bym nie pomyślał, nieodmiennie zaraz mnie nachodzi sokratejskie "wiem, że nic nie wiem". Nic nowego wprawdzie - już niejednego wpisu nie napisałem (ew. nie opublikowałem) z tego powodu (jak słusznie mawiał Mark Twain, "lepiej milczeć i wyglądać na głupiego, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości") - ale ostatnio to już naprawdę głęboki kryzys się zrobił.

A jednocześnie patrzę, jak niektórzy blogerzy wypowiadają się o sytuacji w Egipcie i okolicach takim tonem, jakby tam pół życia spędzili, choć głębia ich wywodów każe wątpić, czy znaleźliby Egipt na mapie; jak na Wykopie stada gimnazjalistów toczą wielce uczone dysputy o kwestiach, których żaden z dyskutantów nie ogarnia w stopniu choćby ocierającym się o zrozumienie; jak na Psychiatryku24 spora część pacjentów od miesięcy buduje piętrowe teorie o katastrofie pod Smoleńskiem, ani trochę się nie przejmując brakiem bladego cienia zielonego pojęcia o lotnictwie, choćby na poziomie "przeczytałem dwa hasła w Wikipedii i kilka artykułów w gazecie".

Zero wiedzy, zero wysiłku umysłowego - i zero kompleksów.

Czasami prawie im zazdroszczę.


Lokalne media informacyjne

Dodane 09 lutego 2011 w kategorii Absurdy,Net.

Przeklikałem się przez fafnaście serwisów informacyjnych od CNN i BBC, przez New York Times czy Le Monde, po The Economist - wszystkie bez wyjątku konsekwentnie donoszą o wydarzeniach w Egipcie na stronie głównej, zwykle na samym początku.

Przeklikałem się przez fafnaście polskich portali, stron gazet i telewizji - Egipt na froncie już tylko na Interii, a TVN24 i Rzeczpospolita łaskawie wspominają o nim gdzieś tam daleko na dole strony.

Ale co ja się czepiam - przecież polscy turyści, najważniejsze osoby dramatu, już w większości powracali do kraju, więc czym tu się interesować?


Przeczytane w 2010

Dodane 03 lutego 2011 w kategorii Literatura.

W dzisiejszym odcinku:

  • Wiek żelaza (J. M. Coetzee)
  • Inna Ziemia (Philip K. Dick)
  • Lucyfer 5-6
  • Al-Kaida i korzenie nowoczesności (John Gray)
  • Lituma w Andach (Mario Vargas Llosa)
  • Kroniki birmańskie (Guy Delisle)
  • Myślenie konstytucyjne (Wojciech Sadurski)
  • Blaze (Stephen King)
  • spis treści;-)

Wiek żelaza (J. M. Coetzee)

Wiek żelaza | J. M. Coetzee (Znak)

To już trzecia z rzędu (według mojej kolejności czytania) powieść JMC, w której narratorem jest samotna kobieta z problemami osobistymi. Co więcej, tworzą one pewien logiczny ciąg: w "Foe" bohaterka była młoda, "W sercu kraju" opisywało życie od młodości do starości, a "Wiek żelaza" przedstawia starość i oczekiwanie na śmierć. Jeśli jeszcze dodać, że tak w "Foe", jak i w "Wieku żelaza" ważną rolę odgrywa nieobecna (a może nawet nieistniejąca) córka bohaterki, to aż się prosi o zbiorczą interpretację tej nieformalnej trylogii.

Tyle tylko, że moja kolejność czytania ma się nijak do kolejności powstania ww. książek - "W sercu kraju" było wcześniej niż "Foe", a całą trójkę rozdzielają inne tytuły - cała interpretacja zatem się wali już na wstępie. I na co mi było to sprawdzać? Może nawypisywałbym głupot, ale przynajmniej ładnie by mi się ułożyły w jedną całość, a i tak mało kto by się zorientował;-).

Bądźmy już jednak poważni, bo i powieść do humorystycznych zdecydowanie nie należy. Bohaterka - staruszka umierająca na raka - pisze długi list do córki, która kilkanaście lat temu wyemigrowała do Ameryki. O ile w ogóle istniała - z całego listu nie dowiadujemy się o niej praktycznie niczego, nie ma tu prawie żadnych wspomnień na jej temat, ani słowa o wzajemnych relacjach, nawet jej imienia. I ani słowa o jej ojcu, co także zastanawia. Czy można zatem wierzyć autorce listu? Cóż, ona sama deklaruje: "Ten list nie jest obnażaniem własnej duszy. Odsłania pewne prawdy, ale nie są to prawdy mojego serca".

A jakie prawdy odsłania? Przede wszystkim gorzkie i niepopularne - o starości, upadku dawnego świata, powszechnej obojętności wobec cudzego cierpienia... Nie są to jednak łzawe wynurzenia, lecz raczej zjadliwa krytyka - bohaterka do końca stara się nie poddawać rozpaczy, mimo otaczających ją nieszczęść i postępującego rozpadu wszystkiego co znała, mimo osamotnienia i rosnącego poczucia bezradności wciąż walczy, by odejść z godnością. Cóż - u kresu życia tylko to jej pozostało.

Tytułem podsumowania: nie jest to może arcydzieło (jak już kiedyś wspominałem, powieści JMC zawsze zostawiają u mnie jakiś niedosyt, podobnie i tym razem czegoś mi zabrakło do pełnej satysfakcji), można by się do tego i owego przyczepić, ale mniejsza o szczegóły - równie frapującej i dającej do myślenia książki dawno nie czytałem.

Ocena: 5-

Zobacz także: Foe, W sercu kraju