No i cóż, trzy lata już

Dodane 29 maja 2011 w kategorii Prywata.

Kto by pomyślał - trzeci roczek, ponad tysiąc dni, a blog ciągle działa i żaden kryzys mnie nie zmógł:-). Postępów też jednak za bardzo nie ma: 70 wpisów to tylko jeden mniej niż przed rokiem, ale 458 komentarzy to już znaczny spadek - co prawda wynikający głównie z tego, że jakoś niewiele się tym razem zdarzało burzliwych dyskusji na kilkadziesiąt komciów, z czego wniosek, że trzeba pisać bardziej prowokacyjnie;-). Z drugiej strony niewiele się też zdarzało wpisów bez choćby jednego komentarza, co można uznać za dobry prognostyk na przyszłość.

Najpopularniejsze wpisy:

  1. Nomen omen
  2. Marzenie programisty
  3. Po trupach do celu
  4. Życie we wszechświecie
  5. Fantastyka i futurologia (Stanisław Lem)
  6. Facebook Animation
  7. Teoria względności
  8. Postęp
  9. Pamiętajmy
  10. Komisja Majątkowa

Najwięcej komentarzy:

  1. Po trupach do celu (51)
  2. Cenzura to bzdura (30)
  3. Temat zastępczy (23)
  4. Porozmawiajmy o czymś ważnym (22)
  5. Teoria względności (21)
  6. Podgrzewanie żaby (20)
  7. Komisja Majątkowa (16)
  8. Ulga (15)
  9. Marzenie programisty (14)
  10. Komputerowy kryzys tożsamości (13)

Popularność wpisu "Nomen omen" to oczywiście zasługa łaskawości Google - popularna fraza w tytule sprawiła, że wpis od miesięcy ma więcej odsłon nawet niż strona główna. Generalnie Gugiel mnie ostatnio w końcu polubił - przez ostatni rok dostałem od niego znacznie więcej wejść niż przez pierwsze dwa lata razem wzięte, a prawie każdy miesiąc przynosi kolejny rekord. Oby tak dalej:-).



Certyfikat (Isaac Bashevis Singer)

Dodane 26 maja 2011 w kategorii Literatura.

Certyfikat | Isaac Bashevis Singer (Muza)

Niedawno wyczytałem, że każdy atom jest rodzajem układu słonecznego. Ja, Dawid, syn rabina, siedziałem pośrodku wieczności, obracając się wraz z Ziemią na jej osi, a Ziemia obracała się z kolei wokół Słońca. Ja sam byłem całym kosmosem, a mimo to ogarniał mnie lęk: byłem kosmosem, który nie miał gdzie spędzić nocy.
Tak wiele było do powiedzenia, że milczałem.
- Co się dzieje w Rosji?
- Ach... podrzynają sobie nawzajem gardła... w imię rewolucji... w imię kontrrewolucji... w imię cara albo Boga. Teraz wygłaszają okropnie długie przemówienia.
Przez chwilę przyglądałem się cegłom i zastanawiałem się, jakie myśli może mieć taka cegła. Jeśli traktować dosłownie twierdzenie Spinozy, że Bóg jest rozciągłością i myśleniem, to nawet przedmioty materialne muszą mieć swoje "idee" i ducha. Cegła nie ma ceglanych myśli, tylko takie same jak Bóg. Rzecz w tym, że cegła nie umie opowiadać historyjek rodem z podręczników szkolnych.
Patrzyłem na wiszące kiełbasy i przemawiałem do nich w duchu:
"Kiedyś żyłyście, cierpiałyście, ale teraz wasze smutki się skończyły. Nigdzie nie ma śladu waszego wicia się i cierpienia. Czy gdzieś w kosmosie istnieje tablica pamiątkowa, na której napisano, że krowa Kwiatula pozwoliła się doić przez jedenaście lat? A potem, w dwunastym roku, kiedy jej wymiona zwiędły, zaprowadzono ją do rzeźni, gdzie odmówiono nad nią błogosławieństwo i podcięto jej gardło."


Odkładanie

Dodane 22 maja 2011 w kategorii Varia.
(...) odkładanie nie będzie mądre. Kiedy byłem młody, myślałem: a, nie zrobię tego dzisiaj, tylko pojutrze, a może za rok albo kiedyś... Mnóstwo owych „pojutrz” i „zaroków” odciążało „dziś”, zwiewności mu nadawało. Teraz myślę, że jak coś się chce zrobić, to trzeba robić. Nie odkładając...

Zygmunt Bauman

Święte słowa i chyba faktycznie powinienem się w końcu zacząć do nich stosować. Co prawda wiekiem znacznie Baumanowi ustępuję, ale nie ma co czekać. Zatem zaczynam... pojutrze;-).


Pociąg widmo

Dodane 15 maja 2011 w kategorii Absurdy.

Warszawa, dworzec centralny, kasa.

- Jeden normalny do Krakowa o 18:05 poproszę.
- [po dłuższym sprawdzaniu w komputerze i na ścianie] Nie ma takiego pociągu!
- Jak to nie ma? Przecież sprawdzałem w internecie, że jest.
- Ale ja tu takiego nie widzę.
- A jaki jest najbliższy?
- 18:50 na Interregio mogę panu sprzedać.
- A Intercity nie ma?
- Nie wiem, proszę się zapytać w informacji.

No tak, skąd ona ma wiedzieć, kiedy jest pociąg, ona tu tylko bilety sprzedaje. Dobra, idziemy do infomacji, po drodze zerkając na odjazdy - nic do Krakowa się nie wyświetla, ani o 18:05, ani o 18:50, ani o żadnej. Informacja ma dwa okienka, ale jedno oczywiście nieczynne, a przy drugim kolejka. W kolejce jedna pani nie może dojść do ładu z rozkładem, który jej wydrukowali, a inna się kłóci, że chce jechać prosto do Gdańska, a przez Olsztyn to nie jest prosto. Dziesięć minut stania później:

- Kiedy jest najbliższy pociąg do Krakowa?
- 21:09.
- Jak to, nie ma niczego wcześniej?
- Nie ma.
- Pani w kasie mówiła, że jest o 18:50.
- Nie ma takiego pociągu, teraz jest o 17:56, ale właśnie odjechał. [zegar pokazuje 18:01]
- I nic więcej dzisiaj nie jedzie?
- [po chwili stukania w klawisze] Jest jeszcze Intercity na Kraków-Płaszów o 19:23.
- A nie ma Intercity o 18:05? W Internecie sprawdzałem...
- To, że pan w internecie sprawdzał, to jeszcze nie wszystko!

Cytat tygodnia, bez dwóch zdań. I czemu na odjazdach dziesięć minut temu nic nie było o tym z 17:56? Pies z tym, niech będzie 19:23, Płaszów też mi pasuje. Do kasy zatem (innej niż poprzednio).

- [dla pewności] Jaki jest najbliższy pociąg do Krakowa?
- 21:09.
- W informacji mówili, że o 19:23 jest jeszcze, na Płaszów.
- No jest, ale to kursuje tylko od poniedziałku do piątku, dzisiaj nie.

Trzy rzeczy są w życiu pewne: śmierć, podatki i burdel w PKP.


Kalendarz prawdziwego Polaka

Dodane 11 maja 2011 w kategorii Absurdy.

Myślałem, że po Rocznicy kaczyści w końcu sobie odpuszczą obchodzenie miesięcznic, ale nie - wczoraj znowu obchodzili i odgrażali się, że nigdy się nie poddadzą. Przywiodło mi to na myśl pytanie - jak by wyglądał nasz kalendarz, gdybyśmy w ten sposób wspominali wszystkie wielkie narodowe katastrofy, klęski i tragedie?

Cóż, jest tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić. Przeleciałem więc Wikipedię i oto, co z tego wynikło:

  1. początek drugiej wojny światowej (wrzesień 1939)
  2. upadek powstania warszawskiego (październik 1944), śmierć JP2 (kwiecień 2005)
  3. początek mordów w Katyniu (kwiecień 1940)
  4. upadek powstania krakowskiego (marzec 1846), tragiczna śmierć gen. Sikorskiego (lipiec 1943)
  5. pierwszy rozbiór Polski (sierpień 1772), stracenie przywódców powstania styczniowego (sierpień 1864)
  6. początek Sonderaktion Krakau (listopad 1939)
  7. klęska pod Cecorą (październik 1620)
  8. zamordowanie króla Przemysła II (luty 1296), upadek powstania w getcie warszawskim (maj 1943)
  9. klęska pod Legnicą (kwiecień 1241), początek rzezi wołyńskiej (luty 1943)
  10. wiadomo, ale także klęska pod Warną (listopad 1444)
  11. zakończenie konferencji jałtańskiej (luty 1945)
  12. śmierć Piłsudskiego (maj 1935)
  13. początek stanu wojennego (grudzień 1981)
  14. zawiązanie konfederacji targowickiej (maj 1792)
  15. ?
  16. upadek insurekcji kościuszkowskiej (listopad 1794), zamordowanie Narutowicza (grudzień 1922)
  17. "nóż w plecy" od ZSRR (wrzesień 1939)
  18. wielki pożar Krakowa (lipiec 1850)
  19. początek potopu szwedzkiego (lipiec 1655)
  20. założenie obozu w Oświęcimiu (maj 1940)
  21. upadek powstania listopadowego (październik 1831)
  22. ?
  23. drugi rozbiór Polski (lipiec 1791)
  24. trzeci rozbiór Polski (pażdziernik 1795)
  25. klęska pod Piławcami (wrzesień 1648)
  26. klęska pod Korsuniem (maj 1648)
  27. ?
  28. początek rozbicia dzielnicowego (październik 1138)
  29. ?
  30. ?
  31. ?

Jak widać, życie prawdziwego Polaka nie byłoby lekkie, gdyby chciał być konsekwentny w pielęgnowaniu pamięci narodowej - raptem sześć dni w miesiącu bez żadnej żałoby (z czego aż trzy z rzędu w końcówce, więc przynajmniej jest kiedy odpocząć), ale za to aż siedem z podwójnymi okazjami. Dramat. Całe szczęście, że 70% Polaków jest nieprawdziwych i tego typu problemy są im obce:-).


Temat zastępczy

Dodane 05 maja 2011 w kategorii Przemyślenia.


Obrazek via Parada karzełków

Takiego używania media dawno nie miały - najpierw ślub brytyjskiego księcia, potem beatyfikacja, wreszcie śmierć bin Ladena, a to wszystko w ciągu niespełna tygodnia. A co za tym idzie, szczególnie często trafiałem w sieci na tytułową frazę, której od lat szczerze nie cierpię. Gdyby ktoś nie wiedział: ślub był w polskich mediach tematem zastępczym dla problemów rządu Tuska, beatyfikacja miała odwrócić uwagę od skandali pedofilskich w Kościele, a bin Laden posłużył oczywiście do przykrycia porażek Obamy w gospodarce. To oczywiście tylko przykładowe wyjaśnienia, w grę wchodzi wiele innych, równie dobrych.

Czemu tej frazy nie cierpię? Generalnie rzecz biorąc, z tej samej przyczyny, dla której gardzę teoriami spiskowymi (z którymi zresztą "tematy zastępcze" często się łączą) - jest to uniwersalne narzędzie do udowadniania dowolnych urojeń. Czymkolwiek zainteresują się media, zawsze można powiedzieć, że to temat zastępczy mający odwrócić uwagę ciemnego ludu od czegoś ważniejszego - a tezy tej zwykle nie sposób zweryfikować, ani pozytywnie ("jeśli dowodów nie ma, to pewnie zostały zniszczone"), ani negatywnie ("nie udowodnisz, że tak nie jest!"). I tak jak w przypadku teorii spiskowych, logika i zdrowy rozsądek często idzie w odstawkę, a dla uzasadnienia początkowej tezy bez wahania buduje się piętrowe spekulacje.

I nic dziwnego, bo idea tematu zastępczego mocno kuleje - dyktatury oczywiście mogą dowolnie manipulować mediami i ten chwyt również stosują, ale jak go używać w państwie demokratycznym, z wolną konkurencją w mediach? Nie ma rady, musimy założyć, że wszystkie media (a przynajmniej wszystkie liczące się na rynku) biorą udział w spisku. Ale po co w takim razie mają się bawić w odwracanie uwagi, jeśli mogą tej uwagi po prostu nie zwracać, czyli nie wspominać o niewygodnych tematach więcej niż to absolutnie konieczne? Jeśli to samo medium jednego dnia "przykrywa" jakiś temat, a nazajutrz samo z własnej nieprzymuszonej woli go porusza (a tak jest w przypadku "tematów zastępczych" prawie zawsze), to przecież takie działanie nie ma najmniejszego sensu.

Ale cóż, działania spiskowców z reguły nie mają sensu - i komu to przeszkadza?


...i po świętach

Dodane 03 maja 2011 w kategorii Varia.

Prawo Cichego: niezależnie od tego ile trwa urlop, zawsze jest on o połowę za krótki.

Tak było i tym razem. Buu:-(.