Nowy, lepszy layout

Dodane 24 lipca 2011 w kategorii Prywata.

Każdy chyba przyzna, że mój dotychczasowy layout wyglądał jak w Paincie robiony - i nic dziwnego, bo on faktycznie był w Paincie robiony;-). Ale dość amatorszczyzny - nowym layoutem zajął się profesjonalny grafik i efekt chyba nie pozostawia wątpliwości, że warto było.

Liczę, że odzew czytelników również będzie pozytywny, ale oczywiście jestem otwarty na krytykę - szczególnie konstruktywną, ale nie jest to warunek bezwzględnie konieczny;-).

Edit: Już po dodaniu wpisu zauważyłem, że zebrało mi się ich już okrągłe 250. Ćwierć tysiąca wpisów - kto by pomyślał, jak ten czas leci...


Potęga homeopatii

Dodane 18 lipca 2011 w kategorii Nauka.

Powyższy obrazek z SMBC pomógł mi wreszcie zrozumieć, skąd się bierze wiara w homeopatię. To przecież banalnie proste: im mniej dowodów, tym większa ich siła;-).


Paradoks pogodowy

Dodane 14 lipca 2011 w kategorii Przemyślenia.

Kiedy pogoda jest przez kilka dni chłodniejsza niż być powinna, zaraz po necie zaczynają krążyć złośliwe pytania z cyklu "gdzie to globalne ocieplenie?" lub wręcz kategoryczne stwierdzenia, że ocieplenie to ściema, bo przecież za oknem zimno.

Ale jak przez pół zimy nie ma grama śniegu, a przez pół lata mamy zwalający z nóg upał, przy którym na termometrze w słońcu regularnie brakuje skali, to już jakoś żaden cwaniak słowem o ociepleniu klimatu nie wspomina...


Historyczny sukces działaczy

Dodane 11 lipca 2011 w kategorii Varia.

Polska na podium Ligi Światowej! Po raz pierwszy od fafnastu lat! Kolejny cud nad Wisłą! Kurek polskim Messim! I tak dalej. Zachwytom nad osiągnięciem naszych siatkarzy nie ma końca, a mnie z każdym kolejnym newsem na ten temat ogarnia coraz większy niesmak. Powiedzmy sobie bowiem otwarcie: sukces to może i był, ale - pomijając już sprzyjające nam szczęście i Bułgarów - osiągnięty w sposób mało chwalebny.

Dla niezorientowanych w temacie: światowa siatkówka od lat pogrąża się w zepsuciu, reguły nią rządzące są coraz bardziej niejasne i coraz bardziej uzależnione od widzimisię działaczy, a jednym z efektów tego stanu rzeczy jest - nazwijmy rzecz po imieniu - fałszowanie losowań. Nawet, a właściwie przede wszystkim, na największych imprezach. Dość wspomnieć igrzyska w Pekinie, gdzie działacze i trenerzy na długo przed losowaniem ćwierćfinałów wiedzieli, na jakich rywali wpadną, czy MŚ we Włoszech, gdzie gospodarze przypadkiem mieli drogę do finału usłaną najsłabszymi możliwymi przeciwnikami - plan pokrzyżowała im tylko Brazylia, która celowo przegrała ostatni mecz w grupie, żeby wpaść na nich w kolejnej rundzie i spuścić im łomot za te machlojki.

A tegoroczny finał Ligi Światowej odbywał się w Polsce - i nawet najbardziej niezorientowani już się pewnie domyślają, że i nasi działacze "organizacyjnie" zrobili co w ich mocy, żebyśmy odnieśli sukces. Nie dbali nawet o pozory uczciwości - do jednej grupy trafiły cztery najwyżej notowane drużyny, a do drugiej Polska wraz z trójką najsłabszych. Ot, przypadek, poszczęściło nam się. A dzięki temu szczęściu do wdrapania się na trzecie miejsce wystarczyły nam wygrane z Argentyną (dwukrotnie) i Bułgarią. I na tym nasze supergwiazdy poprzestały - z Włochami było 0:3, z Rosją 1:3, o Brazylii w eliminacjach nawet nie wspominam. Realnie zasłużyliśmy więc na szóste, góra piąte miejsce - na osiem drużyn. Ale na papierze mamy trzecie i to się liczy, a cel uświęca środki...

To jedna z przyczyn, dla której wolę futbol - FIFA jest wprawdzie skorumpowana, ale widać to tylko przy wyznaczaniu gospodarzy turniejów, natomiast ich przebieg pozostaje uczciwy (pomijając MŚ 2002, kiedy sędziowie na pewno nie przez przypadek sprzyjali Korei Południowej) i jeśli Polska odniesie jakiś sukces na Euro 2012, to przynajmniej będziemy wiedzieć, że to zasługa wyłącznie piłkarzy i trenerów, a nie sprytnych działaczy. Czego i siatkarzom serdecznie życzę.


Koniec postępów polskiego futbolu?

Dodane 07 lipca 2011 w kategorii Futbol.

Po dzisiejszym dołączeniu Kazachstanu do długiej listy krajów, które dzięki nam odniosły historyczne sukcesy piłkarskie, zacząłem się zastanawiać, z kim my tu jeszcze możemy wygrać - i stwiedziłem, że już nie bardzo jest z kim. Reforma europejskich pucharów sprzed paru lat, dzieląca Europę w rundach kwalifikacyjnych na Wschód i Zachód, odcięła nas bowiem od niemal wszystkich najsłabszych rywali: nie możemy już trafić w pierwszej rundzie ani na mistrza Wysp Owczych, ani na zwycięzcę pucharu San Marino, ani na wicemistrza Liechtensteinu, ani na kogoś z Andory czy Luksembur... A nie, przepraszam, Luksemburczycy też już nas kiedyś złoili.

Krótko mówiąc, nie możemy trafić na nikogo, przy kim nasi kopacze nożni mogliby się jeszcze poczuć, nie bójmy się tego słowa, faworytami. Niby jest jeszcze Czarnogóra, ale na tym koniec: nikogo więcej poniżej miliona mieszkańców, nikogo bez zawodowej lub półzawodowej ligi, nikogo dostatecznie opóźnionego w futbolowym rozwoju, żeby czołowi tamtejsi piłkarze nie umieli prosto kopnąć piłki. Czarna rozpacz.

Ale po namyśle, jednak ma to i dobrą stronę: z żadną z ww. drużyn nie mamy okazji wygrać - ale przegrać również. A to znaczy, że na wspomnianej na początku liście Liechtenstein czy San Marino prędko się nie pojawi. Ta refleksja trochę poprawiła mi humor, a nawet przyszedł mi do głowy dowcip:

- Co mają wspólnego: Euro 2012 i występy polskich klubów w pucharach?
- Jedno i drugie skończy się w lipcu.

Chociaż nigdy nie wiadomo, może Euro się przedłuży;-).