O co chodzi z tą prędkością światła?
Dodane 29 września 2011 w kategorii Nauka.Zeszłotygodniowe doniesienia o neutrinach prawdopodobnie przekraczających prędkość światła wywołały sporo szumu w mediach, już to oznajmiających przełom w fizyce (czy w ogóle wywrócenie jej do góry nogami), już to snujących wizje podróży w czasie. Z wyrokowaniem o przełomie sugerowałbym jeszcze poczekać, natomiast o tej drugiej kwestii od dawna mam ochotę coś napisać, a okazja jest znakomita. Media bowiem chętnie podkreślają, że przekroczenie prędkości światła pozwala podróżować w czasie, ale nie zadają sobie trudu choćby powierzchownego wytłumaczenia, co ma piernik do wiatraka. Czemu niby przekroczenie magicznej bariery 299 792 458 m/s miałoby nam dać taką możliwość?
Cóż - odpowiedź na to pytanie zacznijmy od przyjrzenia się budowie czasoprzestrzeni z punktu widzenia teorii względności. Dowolne zdarzenie zachodzące we wszechświecie - czy to zderzenie dwóch atomów, czy publikacja wpisu na moim blogu, czy eksplozja supernowej - ma swój, mniejszy lub większy, wpływ na - z czasem - całą resztę obserwowalnego wszechświata. Z czasem, bo wszelkie oddziaływania rozchodzą się z prędkością nie większą niż prędkość światła - jeśli np. Słońce wybuchnie, to mniej więcej przez 500 sekund (czyli osiem minut z kawałkiem) to przykre wydarzenie nie będzie mieć żadnego wpływu na Ziemię, dopiero gdy światło przeleci te ~150 mln kilometrów, dowiemy się, że coś się dzieje. Podobnie ma się rzecz z innymi ciałami niebieskimi, które kolejno, wraz z rosnącą odległością od Słońca, będą się "dowiadywać" o jego eksplozji.
Bardzo schematycznie przedstawia tę sytuację poniższy rysunek:

Ukośne linie wychodzące ze środka układu to tzw. linie światła; ich przebieg odzwierciedla rozchodzenie się światła w przestrzeni wraz z upływem czasu. Punkt, w którym spotykają się przerywane linie, odpowiada momentowi, w którym wydarzenie na Słońcu zaczyna oddziaływać na Ziemię - innymi słowy, jest to punkt czasoprzestrzeni oddalony od początku układu o 150 mln km i 500 sekund. Żółtym kolorem został oznaczony stożek światła wychodzącego, czyli zbiór punktów w czasoprzestrzeni, które znalazły się w zasięgu oddziaływania tego wydarzenia. Żeby bowiem wiedzieć, że jakieś zdarzenie miało miejsce, musisz się znajdować w jego stożku światła - czyli odpowiednio blisko w przestrzeni i odpowiednio daleko w czasie.
Obietnice Tuska i ich realizacja - podsumowanie
Dodane 25 września 2011 w kategorii Polityka.Dwa lata temu, na półmetku kadencji, zrobiłem małe podsumowanie stanu realizacji obietnic z exposé Tuska. Dziś kadencja zbliża się do końca, wybory już za dwa tygodnie, można więc spokojnie założyć, że nic godnego uwagi już się nie wydarzy - a zatem czas najwyższy na drugie, końcowe podsumowanie. Będzie ono znacznie krótsze od pierwszego - w większości kwestii minione dwa lata nie przyniosły znaczących zmian, więc nie będę powtarzać wcześniejszych uwag, ograniczając się do skomentowania tych obietnic, w których coś się przez ten czas ruszyło.
Obietnice zrealizowane
W pierwszej połowie kadencji
- 4. Wzrost płac pracowników sektora publicznego.
- 16. Przyśpieszenie budowy obwodnic i autostrad.
- 17. Wyeliminowanie barier prawnych blokujących szybki rozwój infrastruktury.
- 22. Mądre wykorzystywanie funduszy europejskich.
- 24. Wsparcie rozwoju regionalnego.
- 26. Usprawnienie procesu składania wniosków o dotacje unijne.
- 33. Wdrożenie programu Natura 2000.
- 40. Podniesienie pensji nauczycielom.
- 46. Podwyższenie pensji pracownikom służby zdrowia.
- 52. Zmiana ustawy o organizacjach pożytku publicznego i wolontariacie.
- 55. Program “Boisko w każdej gminie”.
- 68. Zmiana sposobu prowadzenie polityki zagranicznej.
- 69. Dbanie o interesy Polski w UE.
- 72. Uzawodowienie Wojska.
- 73. Zakończenie misji w Iraku w 2008 r.
W drugiej połowie kadencji
32. Ochrona środowiska.
Zrobiliśmy w tej kwestii spore postępy, dostosowując się do unijnych standardów.
38. Rozwój edukacji przedszkolnej na terenach wiejskich.
Odsetek dzieci chodzących do przedszkola wzrósł na wsi z 20% do 30%. Nadal bez rewelacji, ale wzrost jest wyraźny.
48. Reforma polityki refundacji leków.
Reformę wprowadzono.
53. Stabilizacja finansowa sektora kultury.
"Pakt dla kultury" wydaje się ją zapewniać, przynajmniej w kilkuletniej perspektywie.
54. Organizacja Euro 2012.
Już tylko jakiś kataklizm mógłby ją nam odebrać. Z autostradami nie wszędzie uda się zdążyć, ale stadiony są już gotowe lub prawie gotowe, więc raczej nie ma powodu do obaw.
Dlaczego nie zagłosuję na...
Dodane 18 września 2011 w kategorii Polityka.Na Joggerze ostatnio jakaś moda na deklaracje niegłosowania na tego i owego polityka, więc czemuż by się nie przyłączyć, pomyślałem. Zatem w najbliższych wyborach na pewno nie zagłosuję na:
PiS - za całokształt.
SLD - bo to banda bezideowych aparatczyków, którzy lewicę mają tylko w nazwie, programu żadnego, a o ich kondycji wiele mówią coraz to kolejne transfery do PO. I dobrze - jak już wszyscy porządni ludzie stamtąd odejdą, to może się to w końcu zawali i na gruzach wyrośnie coś lepszego.
PSL - bo nie jestem rolnikiem ani nie mieszkam na wsi i nie zamierzam tego zmieniać, a innych powodów do głosowania na nich nie widzę.
Ruch Palikota - bo poglądy wprawdzie mi pasują, ale nie lider - pajac i egocentryk, zainteresowany głównie robieniem szumu wokół swojej osoby, nawet partię nazwał swoim nazwiskiem. A i poglądów nie można być do końca pewnym, bo przecież ten wielki antyklerykał i antykaczysta raptem kilka lat temu wydawał ultrakatolicki i prokaczystowski tygodnik Ozon.
PJN - bo to ludzie, którzy przez lata siedzieli w PiS i nigdy słowem nie zasugerowali, że towarzystwo Ziobry czy Macierewicza im przeszkadza - dopiero jak Prezesowi do reszty odbiło, to się nagle obudzili. Jakoś niezbyt wierzę w autentyczność tej pobudki.
PPP - bo są o wiele za daleko na lewo w kwestiach gospodarczych.
O planktonie szkoda gadać - wszyscy na antypodach moich poglądów. Zresztą, jeśli kogoś przerasta zbieranie podpisów, to tym bardziej go przerośnie sprawowanie władzy.
Pytanie, na kogo w takim razie zagłosuję, jest czysto retoryczne - została tylko jedna opcja, wśród moich czytelników komentatorów mocno niepopularna, ale cóż - kto ma alternatywę, niech pierwszy rzuci kamień.
Hiroszima 1945 - Bosonogi Gen (Nakazawa Keiji)
Dodane 08 września 2011 w kategorii Literatura.Nawet na naszym wiecznie kulejącym rynku komiksowym długo by szukać serii wydawanej w takich bólach - choć to tylko dziesięć tomów, między pierwszym a ostatnim minęło... sześć lat. Po części dlatego, że pierwotnie w ogóle nie planowano wydania pełnej serii - miały być tylko pierwsze dwa tomy (z tego co pamiętam, było to dofinansowane przez ambasadę Japonii czy inną jakąś fundację i tylko dlatego seria w ogóle się u nas pojawiła, ale jakoś wyguglać tego nie mogę, więc może pamięć mnie zawodzi), jednak zainteresowanie czytelników przerosło oczekiwania, więc wydawnictwo postanowiło zaryzykować kolejne trzy, a później i pozostałe pięć. Potem z różnych powodów, w które nie wnikam, mnożyły się opóźnienia (liczone w miesiącach) i spekulacje o upadku serii, aż wreszcie wiosną tego roku doczekaliśmy się szczęśliwego zakończenia - ku wielkiej uldze fanów i wydawcy, jak sądzę.
Do rzeczy jednak. Rzecz się zaczyna - niespodzianka! - w roku 1945. Wojna na Pacyfiku zmierza ku końcowi, Amerykanie kontrolują już prawie cały ocean, coraz częściej i coraz bardziej bezkarnie bombardują Japonię, której wojsku brakuje już sprzętu i amunicji - słowem, nikt przytomny już nie może wątpić, że Japonia przegrała. Problem w tym, że Japończycy przytomni nie są - rządzący krajem wojskowi zamierzają się bronić do ostatniej kropli krwi i w ramach przygotowań do spodziewanej inwazji posuwają się do takich absurdów, jak ćwiczenie poddanych w walce... zaostrzonym kijem, bo lepszej broni brakuje. Już atak konnicą na czołgi byłby mniejszym idiotyzmem, ale poddani ani myślą się buntować - lata agresywnej propagandy zrobiły swoje i mało kto zachował zdolność do samodzielnego myślenia. Jednostki siejące defetyzm są więc prześladowane zarówno przez władzę, jak i społeczeństwo.
Jedną z takich jednostek jest ojciec tytułowego bohatera - prosty rolnik, który z trudem wiąże koniec z końcem, wychowując gromadkę dzieci - czyli ktoś, po kim raczej trudno się spodziewać buntu przeciw państwu. Jednak to on jeden wśród ogłupionych ludzi potrafi myśleć samodzielnie i ma odwagę głośno mówić, co myśli - podczas gdy inni, nawet jeśli po cichu przyznają mu rację, boją się do tego przyznać. Nic dziwnego, bo odwaga sporo kosztuje zarówno jego, jak i całą rodzinę: społeczny ostracyzm, wyzywanie od zdrajców, zniesławianie, prześladowanie przez urzędników i policję, w ruch idą nawet kije i kamienie... A żyje się i bez tego bardzo ciężko, bo gospodarka kraju leży w gruzach i często zupełnie dosłownie nie ma co do garnka włożyć.
Shocking
Dodane 06 września 2011 w kategorii Futbol.
Nie wiem, co tu napisać. No naprawdę nie wiem. Jeszcze dobrze nie wyszedłem z szoku po tym wszystkim i chyba prędko nie wyjdę. Niech mi ktoś jeszcze spróbuje powiedzieć, że w futbolu są rzeczy niemożliwe.
(Tzn. nie licząc wygrania z Niemcami.)




(Waneko)