Cichy Fragles

skocz do treści

Przeczytane w 2015 #2

Dodane: 20 stycznia 2016, w kategorii: Literatura

« Część pierwsza


Heroina (Tomasz Piątek)

Zaczyna się standardowo: zaawansowany narkoman, opisuje swe przygody, sprowadzające się do ćpania i szukania okazji, by przyćpać ponownie. Opisuje z polotem, nie da się ukryć – ale ciekawie się robi dopiero gdy zauważamy, że narrator opisuje po raz kolejny te same wydarzenia z perspektywy różnych osób. Kto to zatem tak naprawdę jest? Odpowiedź niby od początku mamy przed oczami, ale i tak może ona być zaskoczeniem, jeśli się o tym nie pomyślało. Debiut Piątka (problematykę narkotyków znającego z pierwszej ręki) nie poraża tak jak niektóre z jego późniejszych powieści, ale już tutaj widać talent autora – zarówno językowy, jak i w mieszaniu czytelnikowi w głowie.

Ocena: 4+

Inne tego autora: Kilka nocy poza domem, Błogosławiony wiek, Wąż w kaplicy, Dobry pan, Pałac Ostrogskich


Lucyfer #11: Kompleta

Spin-off „Sandmana” kończy się podobnie jak „Sandman” – tomem postkulminacyjnym, służącym już tylko podsumowaniu zabawy i domknięciu paru pomniejszych wątków. Podsumowanie siłą rzeczy bez wielkiej akcji, trochę przegadane, trochę dłużyzn, ale mimo to trzymające klimat i fason, dodatkowo przetykane fajnymi historyjkami pobocznymi (warto zwrócić uwagę na świetne rysunki w historii o Jedwabnym Człowieku) – w sumie dobre (acz nie rewelacyjne) zwieńczenie dobrej (acz nie rewelacyjnej) serii.

Ocena: 4+

Poprzednie tomy: #1-2, #3, #4, #5-6, #7, #8, #9, #10

Serię jako całość również oceniłbym na 4+. Tyle dokładnie wychodzi ze średniej ocen poszczególnych tomów i zarazem dokładnie oddaje to mój poziom satysfakcji z lektury. Do historii komiksu to nie przejdzie, poważnych ambicji nie przejawia, ale jako rozrywka nie obrażająca (może z paroma drobnymi wyjątkami) inteligencji czytelnika, niewątpliwie staje na wysokości zadania.


Zrozumieć komiks (Scott McCloud)

Tu dla odmiany komiks z ambicjami, wyłożonymi w tytule – a mowa o zrozumieniu na naprawdę wysokim poziomie. Nie jest to dzieło o historii komiksu, jego twórcach czy najważniejszych tytułach – jeśli w ogóle autor wspomina o jakichś konkretnych komiksach, to tylko w charakterze przykładów. Nie jest to również dzieło o technikaliach typu style rysowania czy zasady kompozycji. O czym zatem? Najogólniej mówiąc: o filozofii komiksu, o jego symbolice, o relacjach między formą i treścią, o metodach narracji, o sposobach, w jakie komiks oddziałuje na czytelnika… Słowem, taka jakby „Filozofia przypadku” o komiksach – na szczęście bez porównania lżejsza od tej prawdziwej. A wszystko to przedstawione w zjawiskowej formie – autor pełnymi garściami czerpie z możliwości, jakie daje mu komiks, sprytnie wykorzystując rysunki do zilustrowania czy podkreślenia swoich twierdzeń (tutaj kilka przykładów).

Brzmi obiecująco? I słusznie, jest to komiks bez wątpienia wybitny i świetnie się czytający – ale skoro o relacjach między formą i treścią mowa, to jednak muszę się przyczepić do przerostu pierwszej nad drugą. Nie żeby autor miał za mało do powiedzenia, w żadnym razie, nie sposób mu odmówić fenomenalnego zgłębienia tematu – jednak zbyt często zdarza mu się popisywać przez wiele stron swoją inwencją twórczą tylko po to, by powiedzieć coś w sumie prostego, co mógł równie dobrze zmieścić w kilku kadrach. Można było mniej błyszczeć dowcipem, a więcej ciekawego powiedzieć. Tym niemniej polecam gorąco, równie inteligentnego komiksu prędko nie znajdziecie.

Ocena: 5


Człowiek z Wysokiego Zamku (Philip K. Dick)

Jedna z najsłynniejszych powieści Dicka, a ja ją przeczytałem dopiero jako ćwierćsetną jego książkę – aż trudno uwierzyć. I pewnie dlatego mnie nie zachwyciła – jak wiadomo, Dick pisał przez całe życie jedną książkę, więc jak już się widziało wszystkie jego ulubione motywy po kilka razy, to i trudno o entuzjazm, gdy się je widzi po raz kolejny. OK, czyta się to dobrze, a alternatywny świat po zwycięstwie państw Osi, choć naszkicowany oszczędnie, prezentuje się solidnie i wiarygodnie – ale jakieś mistrzostwo świata to nie jest, a i fabułę trudno uznać za wyrafinowaną czy choćby wyróżniającą się spośród wielu podobnych fabuł autora. Książkę ratuje przed zagubieniem w tłumie jedynie wątek tytułowego człowieka (autora książki opisującej alternatywny świat po porażce Osi, czyli nasz), a zwłaszcza jego rozwiązanie – czy raczej brak rozwiązania, bo co właściwie można zrobić z wiadomością, że jest się elementem fikcji? No właśnie – nic. Zakończenie uzmysławia nam to subtelnie i dobitnie zarazem.

Ocena: 4+

Inne tego autora: Słoneczna loteria, Inna Ziemia


Antropolog na Marsie (Oliver Sacks)

Malarz, który po wypadku samochodowym stracił zdolność nie tylko widzenia, ale nawet wyobrażania sobie kolorów; hipis, który z powodu guza mózgu stracił zdolność zachowywania nowych wspomnień i pozostaje mentalnie w latach 60-tych; autystyczna kobieta, która słabo porozumiewa się z ludźmi, za to doskonale rozumie krowy… To tylko niektóre przykłady ludzi o niecodziennych uszkodzeniach mózgu, opisanych w tej książce. Najciekawszy jest jednak przypadek człowieka, który po wielu latach ślepoty częściowo odzyskał wzrok – ale nie potrafi zrozumieć tego, co widzi. Brzmi to niewiarygodnie, ale tak jest – do widzenia potrzeba nie tylko sprawnych oczu, ale i umiejętności zinterpretowania obrazu przez mózg. Jeśli więc ktoś przez lata nic nie widział, zdolność ta zanikła i po odzyskaniu wzroku trzeba ją na nowo wykształcić – co dla osób doświadczonych w ten sposób jest bardzo trudne, a czasem wręcz niemożliwe.

Dosłownie tydzień po przeczytaniu książki usłyszałem o śmierci autora – i dopiero wtedy dowiedziałem się, że on sam cierpiał na niecodzienne schorzenie neurologiczne, jakim jest niezdolność do rozpoznawania twarzy (#mamotymnotkę). To zapewne częściowo tłumaczy, czemu tak dobrze rozumiał swoich pacjentów i potrafił tak wnikliwie opisać ich problemy. A pisał naprawdę porywająco – lepiej się czytającej książki naukowej długo by szukać.

Ocena: 5


Sezon burz (Andrzej Sapkowski)

Napisany po wieloletniej przerwie prequel Sagi o Wiedźminie pozostawił mnie z mocno mieszanymi uczuciami. Z jednej strony gołym okiem widać, że powstało to wyłącznie dla pieniędzy, fabuła stanowi zlepek wydarzeń średnio trzymających się kupy i pozostaje boleśnie przewidywalna za wyjątkiem tych miejsc, w których kupy się nie trzyma, niektóre zachowania bohaterów totalnie niewiarygodne psychologicznie, a smaczków i nawiązań kulturowych, z których słynęła saga, jak na lekarstwo (a może zbyt subtelne, żebym zauważył?), słowem plastikowa podróbka oryginału.

Ale z drugiej strony to nadal Sapkowski, to nadal Wiedźmin z jedynym w swoim rodzaju cynicznym humorem i rzucanymi od niechcenia tekstami, od których przepona się trzęsie pięć minut, to nadal doskonały warsztat pisarski i lektura wciągająca jak chodzenie po bagnach – i nadal nie pamiętam, kiedy poprzednio zdarzyło mi się przeczytać dwieście stron za jednym posiedzeniem. Może i czuć plastikiem, ale to plastik naprawdę przedniej jakości.

Ocena: 5-

Inne tego autora: Historia i fantastyka, Żmija


Część trzecia »

 

Podobne wpisy