JID: cichyfragles@jabber.wroc.pl, mail: cichy kropka fragles małpa gmail kropka com
Reprezentacja po raz pierwszy traci punkty z Liechtensteinem, a kluby zaczynają grę w pucharach od pierwszej rundy kwalifikacyjnej i żaden nie dochodzi dalej niż do drugiej. Kwalifikacyjnej.
W eliminacjach MŚ 2022 zajmujemy ostatnie miejsce w grupie, a w pucharach żaden klub nie przeszedł choćby jednej rundy. Trzeci raz z rzędu.
Dość upokorzeń - przenosimy się do strefy azjatyckiej, tam przynajmniej będziemy wygrywać. Europejski futbol żegnamy honorowym 1-2 z Czarnogórą i trochę mniej honorowym 0-3 mistrza Polski z mistrzem San Marino.
No, czasem nawet wygrywamy, ale i tak awansować do jakichkolwiek mistrzostw się nie udało. Cóż, czekaliśmy 20 lat, możemy poczekać jeszcze trochę.
Do listy państw, które dzięki nam odniosły historyczne piłkarskie sukcesy, dopisaliśmy Oman, Mongolię, Bhutan, Malediwy i Bangladesz. Cóż, przynajmniej nas lubią.
Jednak ta Azja to paskudna jest. Przenosimy się do Oceanii. Jako że Australia i Nowa Zelandia od dawna grają w Azji, powinniśmy już się nie bać kolejnych upokorzeń.
Szkoda, że nie mamy tak wybitnych piłkarzy jak oni, wzdycha selekcjoner po porażce z Fidżi. A tak niewiele brakowało, żebyśmy w końcu awansowali. Do baraży, ale jednak.
PZPN przyznaje, że w polskiej piłce źle się dzieje.
Rozmawiają dwie koleżanki:
- Czemu jesteś taka smutna?
- A wiesz, poznałam wczoraj czarującego, przystojnego faceta, poszliśmy do niego i przeżyłam parę godzin wspaniałego, dzikiego seksu...
- No to chyba powinnaś się cieszyć, a nie smucić?
- No tak, ale potem wróciłam do domu i mąż mnie po staremu przeleciał.
Co tu dużo mówić - cztery dni po zakończeniu mundialu oglądanie meczu Wisły dostarczyło mi wrażeń zupełnie jak w powyższym dowcipie. Ale przynajmniej wuwuzeli wreszcie nie było - zawsze to jakieś pocieszenie.
Fortuna kołem się toczy. Po rundzie grupowej wydawało się, że dla Europy będą to najgorsze mistrzostwa w historii, a dla Ameryki Południowej najlepsze - tymczasem po dwóch kolejnych rundach sytuacja się odwróciła: Europa ma trzy zespoły w półfinale, a Latynosów reprezentuje już tylko Urugwaj, dla którego to już raczej koniec sukcesów. Wszystko zatem wskazuje, że będą to mistrzostwa historyczne, bo pierwsze, które Europejczycy wygrają poza swoim kontynentem.
Historyczne będą na pewno dla zwycięzców - Holandia i Hiszpania nigdy jeszcze tytułu nie zdobyły; triumf Urugwaju byłby bodaj największą sensacją w historii MŚ; a Niemcy, choć do wygrywania przyzwyczajeni, nigdy jeszcze nie mieli po drodze tylu przeciwników z najwyższej półki. Jest o co walczyć.
Kto zatem wygra?
Grają pięknie i mądrze, bardzo konsekwentni w obronie, überskuteczni w ataku, opromienieni miażdżącymi zwycięstwami nad Anglią i Argentyną - doprawdy trudno znaleźć jakiś argument przeciwko nim. Chyba tylko taki, że nikt nie jest doskonały, każdemu może się zdarzyć zły dzień (im już się zresztą zdarzył z Serbią), a w futbolu nie ma stuprocentowych pewniaków.
Ta drużyna to dla mnie zagadka, bo tak się pechowo złożyło, że prawie wszystkie mecze grali w środku dnia, kiedy byłem w pracy, więc widziałem ich tylko w nudnym meczu z Japonią i w końcówce spotkania z Brazylią. Tak czy siak w półfinale wydają się zdecydowanymi faworytami, a w finale - cóż, wszystko jest możliwe.
Przed mundialem uznawani za absolutnych faworytów do złota, ale jak dotąd męczą się potwornie - w pięciu meczach zdobyli raptem sześć bramek (tyle samo co w jednym z Polską...), przez 90% czasu biją głową w mur, a akcje nijak im się nie mogą elegancko ułożyć. Do tego w półfinale trafiają na perfekcyjnych Niemców, a w ewentualnym finale najpewniej na Holandię, która wyspecjalizowała się w defensywie. Nie ma lekko, ale to ciągle drużyna zdolna do wszystkiego.
Co tu dużo mówić - już półfinał jest dla nich wielkim sukcesem. Niby wszystko jest możliwe (dość wspomnieć Grecję na Euro 2004), ale jak już wspomniałem, mistrzostwo dla nich byłoby megasensacją.
No to półfinały czas zacząć. Za chwilę Holandia-Urugwaj, a jutro Niemcy-Hiszpania - prawdopodobnie najlepszy mecz tych mistrzostw;-).
Nie ukrywam, że bardziej lubię mistrzostwa Europy niż świata - przede wszystkim ze względu na rundę grupową. Na ME jej poziom jest względnie wyrównany i nawet czołowe potęgi od początku muszą się mocno sprężać - tym bardziej, że siłą rzeczy walczą o awans także między sobą. Na MŚ grup jest dość dużo, by każda potęga trafiła do innej (wyjątek na trwających MŚ to grupa G, z Brazylią i Portugalią), więc awans jest zwykle oczywistością, a najsilniejsi myślą głównie o tym, by stracić jak najmniej sił przed fazą pucharową. Tym bardziej, że na drugim końcu stawki mamy drużyny "sympatyczne", dla których sam występ na mundialu już stanowi historyczny sukces, podczas gdy na Euro tylko z rzadka trafi się jakaś Łotwa czy Polska.
Powie ktoś może: Ale zaraz, przecież mieliśmy niespodzianek co niemiara, a prawie nikt nie awansował bez problemów. Cóż, wpadek faworytów faktycznie nie brakowało (przypominają się MŚ 2002), ale i tak prawie wszystko w pierwszej rundzie skończyło się planowo - dość powiedzieć, że z szesnastu drużyn, którym pół roku temu wróżyłem awans, odpadły tylko cztery. A ekspertem na pewno nie jestem.
Dwie niewątpliwe sensacje jednak mieliśmy, przy czym o ile blamaż Francji to w sumie nic nowego (z pięciu ostatnich turniejów to już trzeci, który kończą w pierwszej rundzie, w tym drugi z rzędu), o tyle występ Italii trudno w ogóle skomentować - mistrz świata zajmujący ostatnie miejsce w bezapelacyjnie najsłabszej grupie, remisujący z "sympatyczną" Nową Zelandią i zbierający łomot od Słowacji, która nawet z Polską wygrywała fuksem - doprawdy, brak słów. Co prawda niektórzy twierdzą, że właściwie to od poprzedniego mundialu wiele się nie zmieniło - znowu Włosi minimalnie lepsi od Francuzów;-).
Po meczu otwarcia myślałem: cóż, skoro gospodarze grają, to i trudno się dziwić kibicom. Po meczu Argentyna-Nigeria: OK, drużyna z Afryki to prawie jak gospodarze. Po meczu Anglia-USA: no dobra, RPA była kolonią brytyjską, więc Anglicy to też prawie jak gospodarze. Ale po połowie meczu Niemcy-Australia nie mam już żadnego wytłumaczenia ani złudzeń: te trąbiące od pierwszej do ostatniej minuty wuwuzele nie mają nic wspólnego z tym, kto akurat gra - trąbią niezależnie od wszystkiego, co najwyżej z różnym natężeniem, i jeśli organizatorzy ich nie zakażą, będą trąbić do ostatniego gwizdka finału.
A jak trąbią - patrz tytuł. Przy dwóch-trzech meczach dziennie cholery można dostać, bo to brzęczenie zostaje w uszach jeszcze jakiś czas po wyłączeniu telewizora. Naprawdę współczuję piłkarzom i kibicom (tym nie trąbiącym), którzy muszą tego słuchać na żywo, wielokrotnie głośniej. Pozostaje mieć nadzieję, że ten zwyczaj nie zyska sobie popularności poza RPA, bo to by była tragedia.

Mistrzostwa Świata są dużo bardziej przewidywalne od Mistrzostw Europy, jako że faworyci bardzo rzadko odpadają w pierwszej rundzie, a outsiderzy zwykle grają tylko o honor. Zamiast prognozowania kto nie wygra, pokuszę się więc tym razem o prognozę bardziej standardową i szczegółową - a więc też na pewno bardziej nietrafioną, ale co mi tam, a nuż wszystko zgadnę;-).
1. Meksyk
2. Francja
3. RPA
4. Urugwaj
1. Argentyna
2. Nigeria
3. Grecja
4. Korea Południowa
1. Anglia
2. USA
3. Słowenia
4. Algieria
1. Niemcy
2. Ghana
3. Serbia
4. Australia
Jeśli po kolejnej porażce naszej reprezentacji ktoś myślał, że polski futbol osiągnął już dno, to się grubo mylił. Owszem, piłkarzom już niewiele pozostało pola do popisu, ale są jeszcze działacze PZPN - a na nich to w tej kwestii zawsze można liczyć i nigdy chyba się nie przeliczymy. Dzisiejszy wywiad z Piechniczkiem nie pozostawia co do tego żadnych złudzeń - nawet na tle dotychczasowych rozbłysków Polskiej Myśli Działaczowskiej wybija się on szczególnie. Całości tych genialnych wywodów nie śmiem nawet komentować, dość przytoczyć jeden krótki fragment:
J..ć, j..ć PZPN, co tak pięknie krzyczą kibice, a was raduje, oznacza także j..ć reprezentację. U Majewskiego piłkarze zrozumieli, że nie są to słowa skierowane tylko do prezesa Grzegorza Laty i ich pracowników, ale także do nich. Zaczęli rozumieć, gdzie jest ich macierzysta federacja.
Czyli piłkarze przede wszystkim powinni się utożsamiać z PZPN?
- Oczywiście. Wspólnie odpowiadamy za wizerunek związku.
Doprawdy, jedyne co zwala z nóg bardziej niż intelekt działaczy PZPN, to ich bezczelność.
To jest już koniec, nie ma już nic. Porażka Lecha z FC Brugge oznacza, że po raz drugi w ciągu ostatnich trzech lat nasze zespoły w komplecie poodpadały z pucharów już w rundach eliminacyjnych, zanim europejska czołówka w ogóle zaczęła grać. Nic nam po reformie Platiniego - upadliśmy tak nisko, że już nawet do dolnej strefy stanów średnich nie możemy się zaliczać. I nie ma już absolutnie żadnego kraju w Europie i okolicach, który by marnował swój futbolowy potencjał choćby porównywalnie z nami - skoro nawet Węgry wreszcie się dorobiły klubu w Lidze Mistrzów (Debreczyn, w przeciwieństwie do Wisły, jakoś potrafił pokonać Levadię Tallin), to z góry możemy patrzeć już tylko na Kazachstan i kilka malutkich państewek. A i to już pewnie niedługo, jak tak dalej pójdzie.
Gdyby nie Euro 2012, doprawdy nie widziałbym żadnych przeciwwskazań dla wprowadzenia komisarza do PZPN - skoro i tak nasze kluby nie są w stanie wejść choćby do pierwszej rundy, to co nam zaszkodzi dyskwalifikacja?
Nawet nie wiem, jak to skomentować. Chyba tylko znanym aforyzmem Leca, że nie ma takiego dna, w które nie dałoby się jeszcze zapukać od dołu. Na dłuższy komentarz po prostu brak mi słów - przynajmniej cenzuralnych.
Jesień nie była zbyt udana - ledwo czwarte miejsce na półmetku i trzy punkty straty do lidera to nie był wynik na miarę oczekiwań. Wiosna zapowiadała się zatem ciężko, ale wiślakom nie brakowało optymizmu. Gdy jednak Wisła już w pierwszym wiosennym meczu straciła punkty (remis z Polonią Bytom), optymistów trochę ubyło. Gdy wkrótce potem drużynę opuścił Cleber, sprzedany nagle do Tereka Grozny, optymistów ubyło jeszcze trochę. Gdy Wisła straciła kolejne punkty w Bełchatowie, a w dodatku Paweł Brożek doznał ciężkiej kontuzji, o optymizm było już naprawdę trudno, szczególnie wobec zbliżających się spotkań z Cracovią i Lechem. Gdy wreszcie w derbach Krakowa beznadziejnie grająca Wisła przegrywała do przerwy 0-1, nawet najwięksi fanatycy musieli spojrzeć prawdzie w oczy: już tylko cud mógłby uratować mistrzostwo.
I cud się zdarzył!
Nie wiadomo, co trener Skorża powiedział zawodnikom w przerwie (z całą pewnością nie było to nic cenzuralnego), ale efekt był piorunujący - na drugą połowę drużyna wyszła odmieniona i rozjechała Cracovię, strzelając jej cztery bramki. A że w tej samej kolejce Lech tylko zremisował z dołującą Arką, perspektywa wyjazdu do Poznania nagle przestała brzmieć jak wyrok. I faktycznie, w Poznaniu nie tylko nie było egzekucji, ale nawet niewiele zabrakło do wygranej. Wiślacy kręcili nosami, że remis raczej ich oddalił od obrony tytułu, niż przybliżył - jednak wiary w sukces zdecydowanie przybyło. I słusznie, bo Lech coraz częściej gubił punkty, a Wisła w kolejnych spotkaniach systematycznie wygrywała, wyprzedzając w tabeli kolejnych rywali i wreszcie zrównując się punktami z prowadzącą Legią.
A wtedy Wisła znowu się potknęła, remisując z Piastem Gliwice - i okazało się, że teraz tylko komplet punktów w czterech ostatnich spotkaniach gwarantuje mistrzostwo (albo wpadki rywali, ale te wydawały się średnio prawdopodobne). Na początek Legia - i ogromne nerwy, bo wprawdzie udało się dość szybko zdobyć bramkę, ale im dłużej trwał mecz, tym bardziej Legia nacierała, a groźne sytuacje podbramkowe się mnożyły. Szczęśliwie Legioniści pudłowali na potęgę i Wisła jakoś utrzymała to prowadzenie, choć w końcówce niejeden kibic otarł się o atak serca. Ulga po ostatnim gwizdku była w Krakowie ogromna - najcięższa przeszkoda wzięta, jeszcze tylko przejechać się po paru średniakach i tytuł mistrza obroniony... Czy na pewno?
1999 - utworzenie Pucharu Ligi, wprowadzenie dwumeczu w finale Pucharu Polski
2000 - wprowadzenie baraży o utrzymanie w ekstraklasie
2001 - wprowadzenie podziału ekstraklasy na grupy
2002 - rezygnacja z podziału ekstraklasy na grupy, likwidacja Pucharu Ligi
2003 - zmniejszenie ekstraklasy z 16 do 14 drużyn
2004 - wprowadzenie rundy grupowej w Pucharze Polski
2005 - powiększenie ekstraklasy z 14 do 16 drużyn, rezygnacja z rundy grupowej w Pucharze Polski
2006 - rezygnacja z dwumeczu w finale Pucharu Polski
2007 - utworzenie Pucharu Ekstraklasy (ups, to akurat nie dzieło PZPN)
2008 - zmiana nazewnictwa (I Liga -> Ekstraklasa, II Liga -> I Liga, III Liga -> II Liga itd.)
2009 - rezygnacja z baraży o utrzymanie w ekstraklasie
I niech mi ktoś powie, że działacze PZPN nic nie robią dla polskiej piłki.
W meczu o (prawie) mistrzostwo Wisła wygrała z Legią 1:0 po golu Marcelo i po raz pierwszy od nie wiem ilu miesięcy samodzielnie prowadzi w tabeli! Jeśli tylko nie będzie potknięcia w trzech ostatnich kolejkach, obrona tytułu stanie się faktem:-D.
Ale fakt, że mecz mógł być mniej dramatyczny. Kibice wokół mnie wypalili w nerwach tyle papierosów, że do tej pory nimi "pachnę". Fuj;-P.