Przeczytane w 2010

Dodane 03 lutego 2011 w kategorii Literatura.

W dzisiejszym odcinku:

  • Wiek żelaza (J. M. Coetzee)
  • Inna Ziemia (Philip K. Dick)
  • Lucyfer 5-6
  • Al-Kaida i korzenie nowoczesności (John Gray)
  • Lituma w Andach (Mario Vargas Llosa)
  • Kroniki birmańskie (Guy Delisle)
  • Myślenie konstytucyjne (Wojciech Sadurski)
  • Blaze (Stephen King)
  • spis treści;-)

Wiek żelaza (J. M. Coetzee)

Wiek żelaza | J. M. Coetzee (Znak)

To już trzecia z rzędu (według mojej kolejności czytania) powieść JMC, w której narratorem jest samotna kobieta z problemami osobistymi. Co więcej, tworzą one pewien logiczny ciąg: w "Foe" bohaterka była młoda, "W sercu kraju" opisywało życie od młodości do starości, a "Wiek żelaza" przedstawia starość i oczekiwanie na śmierć. Jeśli jeszcze dodać, że tak w "Foe", jak i w "Wieku żelaza" ważną rolę odgrywa nieobecna (a może nawet nieistniejąca) córka bohaterki, to aż się prosi o zbiorczą interpretację tej nieformalnej trylogii.

Tyle tylko, że moja kolejność czytania ma się nijak do kolejności powstania ww. książek - "W sercu kraju" było wcześniej niż "Foe", a całą trójkę rozdzielają inne tytuły - cała interpretacja zatem się wali już na wstępie. I na co mi było to sprawdzać? Może nawypisywałbym głupot, ale przynajmniej ładnie by mi się ułożyły w jedną całość, a i tak mało kto by się zorientował;-).

Bądźmy już jednak poważni, bo i powieść do humorystycznych zdecydowanie nie należy. Bohaterka - staruszka umierająca na raka - pisze długi list do córki, która kilkanaście lat temu wyemigrowała do Ameryki. O ile w ogóle istniała - z całego listu nie dowiadujemy się o niej praktycznie niczego, nie ma tu prawie żadnych wspomnień na jej temat, ani słowa o wzajemnych relacjach, nawet jej imienia. I ani słowa o jej ojcu, co także zastanawia. Czy można zatem wierzyć autorce listu? Cóż, ona sama deklaruje: "Ten list nie jest obnażaniem własnej duszy. Odsłania pewne prawdy, ale nie są to prawdy mojego serca".

A jakie prawdy odsłania? Przede wszystkim gorzkie i niepopularne - o starości, upadku dawnego świata, powszechnej obojętności wobec cudzego cierpienia... Nie są to jednak łzawe wynurzenia, lecz raczej zjadliwa krytyka - bohaterka do końca stara się nie poddawać rozpaczy, mimo otaczających ją nieszczęść i postępującego rozpadu wszystkiego co znała, mimo osamotnienia i rosnącego poczucia bezradności wciąż walczy, by odejść z godnością. Cóż - u kresu życia tylko to jej pozostało.

Tytułem podsumowania: nie jest to może arcydzieło (jak już kiedyś wspominałem, powieści JMC zawsze zostawiają u mnie jakiś niedosyt, podobnie i tym razem czegoś mi zabrakło do pełnej satysfakcji), można by się do tego i owego przyczepić, ale mniejsza o szczegóły - równie frapującej i dającej do myślenia książki dawno nie czytałem.

Ocena: 5-

Zobacz także: Foe, W sercu kraju



Arystoteles vs Platon

Dodane 17 stycznia 2011 w kategorii Literatura,Nauka.

(nie mylić z Aliens vs Predator)

Z pewną taką nieśmiałością sięgnąłem po nową (nową zeszłej wiosny, a teraz już starą, a nawet dawno zakończoną) kolekcję GW. Z jednej bowiem strony każda inicjatywa na rzecz podnoszenia poziomu intelektualnego społeczeństwa jest cenna (szczególnie w dzisiejszych czasach postępującej kretynizacji), ale z drugiej strony dzieła filozoficzne to wyjątkowo ciężka lektura i większość nabywców pewnie przez nią nie zdołała przebrnąć, a niektórzy mogli się wręcz zniechęcić do filozofii w ogóle. Sam po lekturze pierwszych czterech tomów mam mieszane uczucia i sporo wątpliwości co do sensu sięgania po kolejne tomy - no ale pożyjemy, zobaczymy. A póki co przyjrzyjmy się dziełom dwóch ojców filozofii, jakkolwiek by to określenie dwuznacznie nie brzmiało.

Zachęta do filozofii, Fizyka (Arystoteles)

Zachęta do filozofii, Fizyka | Arystoteles (Agora)

Dlaczego warto zajmować się filozofią? Arystoteles wali z grubej rury: "filozofia (...) jest największym dobrem i jest łatwa do opanowania, tak iż pod każdym względem godna jest tego, ażeby się nią ochoczo zająć", a zresztą "wszystko poza tym jest bezsensowne i bezwartościowe". Trudno na takie dictum nie zareagować kpiącym uśmiechem, ale jeśli pominąć momenty, kiedy autora trochę ponosi, trudno "Zachęcie do filozofii" coś zarzucić - krótki, bardzo zgrabny i starannie skonstruowany wywód faktycznie może być niezłą zachętą, jeśli nawet nie do filozofii, to przynajmniej do myślenia i dążenia ku mądrości.

Dużo ciekawiej jednak prezentuje się "Fizyka". Dopiero tutaj Arystoteles rozwija skrzydła i daje pokaz filozoficznego rozumowania, dogłębnie analizującego wszystkie potrzebne pojęcia i trzymającego się żelaznej dyscypliny myślenia, gdzie każda teza musi być przemyślana, a każda definicja starannie sformułowana - aczkolwiek do ideału trochę brakuje, zdarza się parę razy przyjmowanie wątpliwych tez jako oczywistych oczywistości, lub nieprecyzyjne rozumienie pojęć. A pojęcia, którymi "Fizyka" się zajmuje, to m.in. byt, materia, forma, przyczynowość, celowość, przypadek, czas, przestrzeń, próżnia, ruch...

Rozważania te nie całkiem dotyczą fizyki w dzisiejszym tego słowa znaczeniu. Arystoteles zajmuje się raczej kwestiami z pogranicza fizyki i metafizyki, rozważając np. czy czas i przestrzeń można dzielić w nieskończoność na coraz mniejsze części, czy też mają one "ziarnisty" charakter, i co wynika z obu możliwych odpowiedzi - przy okazji daje odpór Zenonowi z Elei, jako że w obu przypadkach jego sławne paradoksy tracą sens. Jeśli bowiem możliwy jest podział w nieskończoność, to możliwe jest także przebycie nieskończonej liczby odcinków w skończonym czasie, a jeśli istnieją najmniejsze niepodzielne cząstki, to nie można z nich utworzyć nieskończonej liczby odcinków.

Generalnie rozumowanie Arystotelesa sprawdza się nieźle - w tych punktach, które od jego czasów poddały się naukowej weryfikacji, w większości przypadków jego przypuszczenia okazały się słuszne. Wbrew temu, co by można pomyśleć po lekturze "Innych Pieśni" Dukaja, świat według Arystotelesa nie różni się zbyt mocno od naszego. Bolesnym wyjątkiem jest, niestety, ruch - kwestia, której analiza zajmuje (co za pech) blisko połowę "Fizyki", a w której intuicja zawiodła wielkiego filozofa na całej linii. Fakt, że przez kolejne dwa tysiące lat zawodziła ona wszystkich, dopóki nie pojawił się Newton - no ale się pojawił i nie da się o jego odkryciach zapomnieć na czas lektury. Ale przymrużyć oko można - i jeśli się tak zrobi, to ocena całości będzie zdecydowanie pozytywna.

Ocena: 4+



Strzelby, zarazki, maszyny (Jared Diamond)

Dodane 29 grudnia 2010 w kategorii Literatura,Nauka.

Strzelby, zarazki, maszyny | Jared Diamond (Prószyński i S-ka)

Dlaczego jedne części świata są rozwinięte, a inne zacofane? Dlaczego w Europie czy w Chinach cywilizacja istnieje od tysięcy lat, a niektóre plemiona afrykańskie czy indiańskie do dziś żyją w epoce kamienia łupanego? Dlaczego Europejczycy stworzyli dziesiątki silnych i trwałych państw, a w Ameryce przed Kolumbem państwa z prawdziwego zdarzenia można było zupełnie dosłownie na palcach policzyć? Dlaczego nawet te nieliczne amerykańskie państwa zostały bez najmniejszego trudu zmiecione z powierzchni ziemi przez garstkę konkwistadorów? Dlaczego rdzenni mieszkańcy Afryki i Australii osiągnęli zaledwie etap wspólnot plemiennych?

Przez wieki odpowiedź na te wszystkie pytania była jedna, banalnie prosta: my, biali ludzie, jesteśmy najzwyczajniej w świecie lepsi i mądrzejsi, stoimy na wyższym szczeblu ewolucji i słusznie rządzimy kolorowymi dzikusami. Kiedy jednak naukowcy wzięli się na serio za porównywanie ludzi różnych ras, szybko stwierdzili, że różnice genetyczne między nimi są zbyt małe, by tę tezę obronić. Co więcej, przedstawiciele "niższych" ras, którzy wychowywali się w cywilizowanym otoczeniu, ani trochę nie ustępowali białym w umiejętności obchodzenia się ze zdobyczami ich cywilizacji. Czyżby więc przyczyną wspomnianych nierówności nie była natura, tylko kultura?

Ten trop również nie wytrzymuje krytyki. Kultur na całym świecie jest multum, a ewolucja nie zna litości - kultury sprzyjające postępowi musiałyby szybko wygrać rywalizację z kulturami antyrozwojowymi, czy to przez propagowanie swoich osiągnięć, czy to przez eksterminację zacofanych sąsiadów. Prymitywne plemiona toczą przecież między sobą jeszcze więcej wojen niż państwa (i zadają sobie w proporcji do liczby ludności dużo większe straty), więc tym bardziej żadne z nich nie mogłoby sobie pozwolić na bycie mniej rozwiniętym od konkurencji.



I człowiek stworzył bogów (Pascal Boyer)

Dodane 25 listopada 2010 w kategorii Literatura,Nauka.

I człowiek stworzył bogów | Pascal Boyer (Prószyński i S-ka)

Z czego wynika niezwykła popularność religii? Jak to jest, że na całym świecie, we wszystkich możliwych kulturach prawie każdy wyznaje jakąś wiarę, a ateizm (światopogląd teoretycznie bardziej naturalny) jeszcze parę wieków temu był praktycznie niespotykany? Gdyby religia była jedna i wszędzie ta sama, można by taki stan rzeczy tłumaczyć po prostu jej prawdziwością;-), ale nie - religii jest legion, przybierają one najróżniejsze formy, głoszą najróżniejsze treści i nie ma chyba twierdzenia, co do którego wszystkie by się zgodziły, za to multum fundamentalnych sprzeczności. Płynie z tego prosty wniosek, że ludzie odczuwają potrzebę wiary jako takiej, nieważne w co - ale skąd ta potrzeba się bierze? Dlaczego ludzie wierzą "grupowo", a nie każdy w co innego? I dlaczego za wiarą zawsze idą jakieś rytuały i obrzędy?

Na te i inne pytania próbuje odpowiedzieć ta książka. Zaczyna jednak od kwestii podstawowej - czym właściwie jest religia? Autor szybko dochodzi do wniosku, podobnie jak Dennett w "Odczarowaniu", że religię można uznać za szczególnie rozbudowany i sprawnie się replikujący mem - ale skąd ten mem się bierze i czemu się tak sprawnie replikuje, praktycznie niezależnie od konkretnej formy? To już dużo trudniejsze pytanie, a udzielenie satysfakcjonującej odpowiedzi wymaga gruntownej analizy problemu. I trzeba przyznać, że taką analizę faktycznie dostajemy - autor ani przez chwilę nie idzie na skróty, krok po kroku objaśniając powiązane z tematem zagadnienia. A jest tego sporo: procesy przetwarzania informacji przez mózg (wraz z ewolucyjnymi uzasadnieniami), systemy kojarzeniowe, psychologia poznawcza, komunikacja społeczna, teoria gier, elementy socjologii...

Już wiadomo, że nudzić się nie można, ale co z tego wszystkiego wynika? Spróbujmy to krótko streścić, zaczynając, za autorem, od kwestii poznawczych.



Relacja z Targów Książki w Krakowie

Dodane 06 listopada 2010 w kategorii Literatura.

Targi Książki w Krakowie

No i kolejne targi za mną - i liczę, że dla czytających mnie krakusów również, a jeśli któryś jeszcze się nie wybrał, to zachęcam, żeby zrobił to jutro.

Zachęcam też do skorzystania z akcji "książka za książkę" - za każdą książkę oddaną dla krakowskich bibliotek dostajemy jeden kupon rabatowy do wykorzystania na targach. Co prawda tylko część wydawnictw honoruje te kupony, ale okazji do obłowienia się nie brakuje - tym bardziej, że w niektórzy dają bonusy nawet dla książek i tak już przecenionych.

Spostrzeżenia

  • Targi ciągle rosną - już od paru edycji była jedna przybudówka do hali, teraz doszła jeszcze druga, a i tak stoiska wydają się bardziej upchane niż poprzednio. Niby od przybytku głowa nie boli, ale ma to i swoje minusy: po pierwsze, coraz większy tłok i hałas; po drugie, coraz większe problemy z obejściem wszystkiego w sensownym czasie. Przydałoby się wymalować jakąś optymalną ścieżkę na podłodze, jak w Ikei, żeby odwiedzający mogli mieć pewność, że niczego nie przegapili.
  • Mała wpadka organizacyjna - spotkanie z Dukajem miało być o 14, a było o 13, przez co załapałem się tylko na końcówkę, w której Dukaj wywodził, że cegły wcale nie są przeżytkiem, a seriale oglądane po kilka odcinków naraz można uznać za nowe wcielenie XIX-wiecznej powieści. Coś w tym jest...
  • Czytniki - przybyło ich w porównaniu z zeszłym rokiem, ale poza tym postępu nie widać - ceny dalej wysokie, oferta książkowa ciągle bardzo ograniczona i po zbójeckich cenach. Zdecydowanie nie idzie to tak jak powinno. Nawiasem mówiąc - na całych targach widziałem tylko jeden czytnik w okładce, a to przecież dość znaczący element.
  • Pani z wydawnictwa Post zapewniła mnie, że w przyszłym roku wreszcie będzie wznowienie "V for Vendetta" - co prawda rok temu też to słyszałem, ale "tym razem to już na pewno na pewno". Cóż, trzymam za słowo.
  • Na jednym ze stoisk padłem ofiarą ejdżyzmu - nie chcieli mi dać balonika, bo mam więcej niż dziesięć lat. Buu;-(.

Łupy

Wydane: 98 złotych. Zaoszczędzone: 39 złotych. Nie tak dobrze jak rok temu, ale nadal przyzwoicie:-).


Za co Mario Vargas Llosa dostał Nobla

Dodane 07 października 2010 w kategorii Literatura.

Nie ukrywam, że dzisiejszy werdykt Akademii Szwedzkiej bardzo mnie ucieszył. Po serii laureatów, których nazwiska niewiele mi mówiły, w końcu nagrodę dostał pisarz, którego twórczość znam i lubię. Prędko raczej się kolejny taki przypadek nie zdarzy - pewnie dopiero przy Noblu dla Dukaja;-).

Cóż, grzechem byłoby nie wykorzystać tej okazji do przybliżenia moim wiernym czytelnikom (niewiernym zresztą też, co mi tam) twórczości laureata. Co prawda tylko częściowo, bo wiele jego książek dopiero przede mną, ale i te przeczytane są godne uwagi. Co najbardziej?

Przede wszystkim "Pochwała macochy" - krótka (niestety) powieść przesycona mocno dwuznacznym erotyzmem. Niejaki don Rigoberto, miłośnik sztuki i kobiet, żeni się po raz drugi, a jego nową wybranką jest bajecznie piękna i mądra Doňa Lukrecja. Problem tylko w tym, że don Rigoberto ma już małego synka z pierwszego małżeństwa, więc pytanie, czy zdoła on zaakceptować i pokochać nową mamę? Jak się okaże, pokocha ją od pierwszego wejrzenia, ale, hmm, miłością niekoniecznie dziecięcą. Biorąc pod uwagę, że do wieku dojrzewania jeszcze mu daleko, nie muszę chyba tłumaczyć, na czym polega wspomniana dwuznaczność. No i diaboliczna przewrotność, bo jak inaczej nazwać sytuację, gdy dziecko molestuje dorosłą osobę...

Na tym jednym wątku rzecz się jednak nie kończy - mamy tu też wiele smakowitych scen (wyobrażonych i rzeczywistych) między dwojgiem małżonków, jak również poetyckie opisy takich obrazów jak "Diana po kąpieli" Bouchera czy "Zwiastowanie" Fra Angelico - niby na zasadzie przerywników, ale wplatające się zręcznie w fabułę i podsuwające (szczególnie ten ostatni) przewrotne, a nawet bluźniercze jej interpretacje. Wszystko to pisane naprawdę pięknym językiem, sprawiającym niemal fizyczną przyjemność przy czytaniu. Trzeba też pochwalić zakończenie - tak przewrotne, że już bardziej nie można, jedno z najlepszych, jakie widziałem. Wielka szkoda, że to misterne dzieło sztuki ma niecałe dwieście stron.



Fantastyka i futurologia (Stanisław Lem)

Dodane 06 października 2010 w kategorii Literatura.

Fantastyka i futurologia | Stanisław Lem (Agora)

[tomy 23-24 Lemowej Kolekcji]

Największe dzieło Lema. Największe w sensie dosłownym - dwa tomy liczą sobie łącznie ponad 900 stron. A że nie jest to lektura lekka i łatwa, kawał życiorysu można przy tym stracić. Co jednak nie znaczy, że będzie to stracony czas;-).

Żeby się o tym przekonać, trzeba jednak trochę samozaparcia - szczególnie na początku, gdy po przydługim wstępie wypływamy na głębokie wody literaturoznawstwa (z elementami futurologii), w krzyżowy ogień takich terminów, jak "struktura semantyczna" czy "powiązania kauzalne". Bez przygotowania lepiej się tam nie pakować, tylko najpierw przeczytać np. "Mój pogląd na literaturę", poruszający zbliżone tematy nieco mniej wyczerpująco.

A jakie to tematy? Na początek język dzieła literackiego i problemy lingwistyczne związane z pisaniem o przyszłości (rozwój technologiczny a rozwój języka), następnie konstrukcja świata przedstawionego i sposoby kreowania światów nieistniejących (w SF stanowiących spodziewaną przyszłość naszego świata bądź racjonalną dla niego alternatywę), a na koniec najcięższa artyleria, czyli struktury (narracyjne, fabularne itp.) i metody kreacyjne utworów literackich - oczywiście ze szczególnym uwzględnieniem fantastyczno-naukowych. Wszystko to zdecydowanie bez taryfy ulgowej, więc chwilami nie ma lekko.

W tej ostatniej części Lem podejmuje też próbę stworzenia klasyfikacji pomysłów, na jakich SF się opiera. Próbę ciekawą i nadspodziewanie udaną - okazuje się, że niemal wszystko, co fantaści wykombinowali, możne dość gładko sprowadzić do złożenia kilku elementarnych operacji myślowych. Pozostaje pytanie, czy należy to traktować jako dowód mizerii intelektualnej fantastów, czy raczej jako przejaw geniuszu Lema, który zdołał w tak przemyślny sposób wymodelować podstawy tak szerokiej i różnorodnej dziedziny twórczości. Sam autor skłania się ku pierwszej odpowiedzi - bynajmniej nie z wrodzonej skromności, bo tą nie grzeszył.



Uzależnienie

Dodane 17 września 2010 w kategorii Literatura.

Co robi prawdziwy mól książkowy, który ma zapas dwunastu książek (w większości ciężkich cegieł) do skonsumowania, ustawiczny niedobór wolnego czasu, a w niedalekiej perspektywie targi książki, gwiazdkę i wyczerpanie miejsca na półkach?

Oczywiście - bez wahania kupuje pięć kolejnych książek.

Ale cóż, istnieją gorsze nałogi;-).


Marvels (Kurt Busiek i Alex Ross)

Dodane 26 sierpnia 2010 w kategorii Literatura.

Marvels | Kurt Busiek i Alex Ross (Mucha Comics)

Na hasło "superbohaterowie na poważnie" każdy szanujący się miłośnik komiksu bez wątpienia wymieni "Strażników" Moore'a, "Powrót mrocznego rycerza" Millera i... pewnie nic więcej. Na tych dwóch tytułach się jednak nie kończy - oto mamy kolejne dzieło z tego nurtu, może ciut mniej ambitne i wybitne, ale nadal zdecydowanie godne uwagi.

Jak sam tytuł wskazuje, rzecz się dzieje w uniwersum Marvela. Oczami nowojorskiego fotoreportera oglądamy tu takie historyczne wydarzenia jak powstanie Sentinels, starcie Fantastycznej Czwórki z Galactusem czy śmierć Gwen Stacy. Nie, ten reporter nie nazywa się Peter Parker, nie prowadzi podwójnego życia i nie bierze udziału we wspomnianych wydarzeniach. Odmienność tego komiksu od zwykłych superbohaterskich nawalanek polega właśnie na tym, że na pierwszym planie stoją tu zwykli śmiertelnicy, którzy o herosach czytają w gazetach lub co najwyżej widzą ich czasem z daleka.

Odwrotnie niż zwykle, epickie super-starcia oglądamy tu tylko przy okazji - ważniejsze dla autora są reakcje szarych ludzi na niezwykłe zjawisko, jakim bez wątpienia są superbohaterowie. A reakcje, jak nietrudno zgadnąć, obejmują całe spektrum emocji: strach, nienawiść, ciekawość, fascynacja, uwielbienie... Niekoniecznie w tej kolejności.



Krzyżacy

Dodane 08 sierpnia 2010 w kategorii Literatura,Polityka.
Lecz stojący w pobliżu pan z Taczewa odpowiedział:
- Komu wadził chrzest Litwy, tego może mierzić i krzyż.
- My krzyż na płaszczach nosim - odpowiedział z dumą Schonfeld.
Na to zaś Powała:
- A trzeba go nosić w sercach.

Henryk Sienkiewicz, "Krzyżacy"

Z dedykacją dla "obrońców krzyża". Wszelkich, nie tylko tych spod pałacu.


Przeczytane wiosną

Dodane 30 czerwca 2010 w kategorii Literatura.

W dzisiejszym odcinku:

  • Żmija (Andrzej Sapkowski)
  • Dokąd zmierza świat?
  • Zabójcza kuracja (Robin Cook)
  • Muzyka duszy (Terry Pratchett)
  • Dylan Dog: Zamek grozy / Dama w czerni

Żmija (Andrzej Sapkowski)

Żmija | Andrzej Sapkowski (SuperNOWA)

Lata osiemdziesiąte, Afganistan w środku wojny z radzieckimi "wyzwolicielami". Placówka tych ostatnich w górach Hindukuszu, żyjąca od jednego straceńczego ataku mudżahedinów do drugiego, a między atakami umierająca z nudów. I pewnie nic by się w tej kwestii prędko nie zmieniło, gdyby nie to, że dowódca podczas patrolu napotkał złotą żmiję o hipnotyzującym spojrzeniu, które wywoływało dziwne wizje z przeszłości Afganistanu...

Najpierw był pięcioksiąg, potem trylogia, a teraz jeden krótki tomik - tendencja bardzo nieładna, bo pozwalająca przypuszczać, że na tym twórczość Sapkowskiego się skończy. Co gorsza, jakość idzie w parze z ilością: Wiedźmin był genialny, Narrenturm dobre, a Żmija - no cóż, najwyżej przyzwoita. Fabuła prościutka i przewidywalna, dialogi sztuczne, bohaterowie papierowi, a do tego nachalna propaganda poglądów autora na wojnę w Afganistanie. Poglądów sprowadzających się do stwierdzenia, że w tym ponurym kraju przegrał i Aleksander Wielki, i Brytyjczycy, i Armia Czerwona, więc taki sam los czeka teraz i wojska NATO.

Pomijając nachalność tej propagandy, jest ona zwyczajnie bzdurna, z czego Sapkowski - przecież spec od historii - musiał sobie zdawać sprawę. Tak dla Macedończyków, jak i dla Brytyjczyków Afganistan był celem drugorzędnym, o który po prostu nie chciało im się walczyć odpowiednio dużymi siłami, a nie miejscem niemożliwym do podbicia. Poza tym Afganistan bywał w swojej historii podbijany całkiem skutecznie, nierzadko na dekady czy stulecia - np. przez Partów, Kuszanów czy Mongołów. Wiem, Żmija to tylko fikcja literacka, nie traktat historyczny, ale jakieś minimum rzetelności wypadałoby jednak zachować - albo przynajmniej darować sobie ten epilog z polskimi żołnierzami, żeby całość nie miała takiego propagandowego wydźwięku.

Owszem, książka ma swoje mocne strony - świetny język, złośliwy humor, niezłe sceny batalistyczne, studium upadku moralności w warunkach ekstremalnych, krwawy bezsens wojny - ale wszystko to już mieliśmy i w Wiedźminie, i w Narrenturm, w dużo większych ilościach zresztą. Wypada mieć nadzieję, że Sapkowski nie pożegna się z czytelnikami w tak słabym stylu i napisze jeszcze coś lepszego. Może - dla odwrócenia wspomnianej tendencji - znowu trylogię?

Ocena: 4

Zobacz także: Historia i fantastyka



Życie we wszechświecie

Dodane 08 czerwca 2010 w kategorii Literatura,Nauka.

Życie we wszechświecie (PIW)

Czy we wszechświecie istnieje jakieś życie? Z pewnością - na trzeciej planecie od Słońca jest go całkiem sporo, żeby daleko nie szukać. Jeśli jednak szukać trochę dalej, sprawa się komplikuje. Z jednej strony - skoro życie mogło powstać na Ziemi, to dlaczego nie miałoby się pojawić i na innych planetach? Matka Ziemia nie wydaje się być pod jakimkolwiek względem wyjątkowa, planet o podobnych rozmiarach, budowie, odległości od macierzystej gwiazdy itd. z pewnością jest bardzo, ale to bardzo dużo. Z drugiej strony - skoro życie pozaziemskie istnieje, czemu mimo wszystkich podjętych wysiłków nie zdołaliśmy go dotąd zaobserwować?

Cóż, powodów jest wiele, ale zacznijmy od kwestii podstawowej, o której mówi pierwsza część książki - jak wyglądają szanse na powstanie życia poza Ziemią? Autorzy esejów - ze Stephenem Hawkingiem na czele - wykazują się sporym optymizmem, ale sprawa nie jest taka prosta. Jak dotąd nie udało się odtworzyć laboratoryjnie warunków powstania życia, wiadomo jednak, że byłoby to jeśli nie niemożliwe, to przynajmniej mocno utrudnione, gdyby nie splot wielu korzystnych okoliczności - tak wielu, że być może w ogóle nigdzie indziej nie splotły się one tak szczęśliwie (vide hipoteza jedynej Ziemi).

Sam przebieg biogenezy od strony chemicznej pozostaje zresztą bardzo niejasny, a prawdopodobieństwo spontanicznego powstania nawet najprostszych białek jest tak niewyobrażalnie małe, że nawet przemnożone przez liczbę planet we wszechświecie i czas ich istnienia, daje liczbę z wciąż bardzo wieloma zerami po przecinku. Bez wątpienia przed powstaniem znanych nam białek musiały istnieć jakieś formy pośrednie, które mogły powstać dużo łatwiej i posiadały potencjał do przekształcenia się w białka z prawdziwego zdarzenia. Co to jednak było, jak powstało, jak się przekształciło w białko, DNA itd. - jak dotąd nie wiadomo. No ale jakoś do tego doszło, więc szansa powtórki gdzie indziej jest przynajmniej niezerowa - i tego się trzymajmy;-).

A co z szansami wykształcenia przez to życie inteligencji wystarczającej do stworzenia cywilizacji? Cóż, tu znowu potrzebny jest cały splot sprzyjających okoliczności, bo inteligencja - wbrew pozorom - nie daje aż takiej przewagi ewolucyjnej, żeby jej przyrost był w naturze nieunikniony. Utrzymanie dużego i sprawnego mózgu kosztuje, więc jego posiadanie musi się doraźnie opłacać, a u miażdżącej większości gatunków tak nie jest - rozwinięty instynkt wystarczy do uporania się ze znakomitą większością problemów spotykanych w naturze, więc szkoda zasobów na dodatkowe neurony.

Nawiasem mówiąc, u ludzi wzrost liczby neuronów był najprawdopodobniej tylko efektem ubocznym stosowania prymitywnej metody polowania przez zabieganie na śmierć - nasi prehistoryczni przodkowie ganiali za antylopą czy innym zwierzęciem tak długo, aż padało ono z powodu przegrzania mózgu. Żeby taką metodę efektywnie stosować, sami musieli być na przegrzanie odporniejsi, więc ewolucja premiowała tych, którzy mieli więcej neuronów i mogli dłużej biegać, zanim im makówka odmówiła posłuszeństwa. A dopiero potem się okazało, że sprawniejszy mózg ma i inne zastosowania...