Cichy Fragles

skocz do treści

Dlaczego większość nie musi mieć racji

Dodane: 24 kwietnia 2016, w kategorii: Polityka, Przemyślenia

„Co z ciebie za demokrata, skoro nie popierasz demokratycznie wybranego rządu” – taki argument, w tej czy innej formie, zdarzyło się usłyszeć chyba każdemu, a przez ostatnie pół roku szczególnie przybrał on na popularności. Nawet sam rząd chętnie go używa, oskarżając organizatorów antyrządowych demonstracji o niezdolność do pogodzenia się z wynikami wyborów. Nonsensowność tego argumentu zawsze wydawała mi się oczywista, ale z jakiegoś powodu dla wielu ludzi oczywiste to nie jest – i to nie tylko ludzi tego sortu, który aktualnie nami rządzi. Nawet Leszek Kołakowski, intelekt wszak niepospolity, zabłysnął kiedyś niezbyt mądrym bon motem: „Jeżeli 51% społeczeństwa chce zabić pozostałe 49%, to ja nie jestem demokratą”.

Nonsensowność, o której mówię, wynika z mieszania dwóch porządków – czym innym jest przecież popieranie ustroju jako takiego, a czym innym popieranie konkretnych ludzi, którzy w ramach tego ustroju akurat sprawują władzę. Parafrazując Kołakowskiego, można by równie dobrze powiedzieć: „Jeśli król chce zabić 49% poddanych, to ja nie jestem monarchistą” – i idąc dalej tym tropem, odrzucić w końcu wszystkie znane ludzkości ustroje polityczne, bo nie ma i pewnie nigdy nie będzie takiego, który uniemożliwiałby podejmowanie decyzji głupich, szkodliwych, czy zbrodniczych. Prawdopodobieństwo ich podjęcia może być oczywiście mniejsze lub większe, w zależności od trybu ich podejmowania – ale nigdy zerowe, niestety.



Polska w studni

Dodane: 26 lutego 2016, w kategorii: Polityka

W ciągu stu dni od exposé Beaty Szydło działo się a działo: Trybunał Konstytucyjny sparaliżowany, budżety TK, RPO i KBW mocno przycięte, media publiczne oficjalnie zawłaszczone przez rząd, prokuratura takoż, w państwowych firmach TKM na całego, w służbie cywilnej zniesiono konkursy i zakaz mianowania funkcjonariuszy partyjnych, innym służbom zwiększono możliwości inwigilowania obywateli… Co by o kaczystach nie mówić, nudzić przy nich się nie można. W tak zwanym międzyczasie giełda osiągnęła najniższy poziom od pięciu lat, euro jest najdroższe od lat czterech, a dolar od jedenastu, pierwszy raz w historii obniżyli nam rating, deficyt budżetu państwa zanosi się w tym roku na rekordowy – słowem, realizacja hasła „Polska w ruinie” idzie pełną parą.

A jak z realizacją innych haseł? Sto dni temu zapowiedziałem, że jeśli rząd z dziewięciu obietnic na ten okres spełni przynajmniej trzy całkowicie i trzy kolejne częściowo, to zrobię porządną listę obietnic na całą kadencję – zobaczmy zatem, jak im poszło:



Mein Kampf

Dodane: 31 grudnia 2015, w kategorii: Literatura, Polityka

Pierwszym godnym uwagi wydarzeniem roku 2016 będzie przejście książki „Mein Kampf” do domeny publicznej, co pozwoli ponownie legalnie ją wydawać – wbrew powszechnemu mniemaniu do tej pory było to niemożliwe nie z powodu jakichś szczególnych zakazów, tylko z powodu praw autorskich. Należały one bowiem do władz landu Bawaria, które to władze nie były zainteresowane jakimikolwiek wznowieniami. Z jednej strony trudno im się dziwić, z drugiej jednak strony przyczyniło się to trochę do zmitologizowania tej książki – całkowicie niezasłużonego.

Internet od zawsze był rajem dla piratów, więc „Mein Kampf” czytałem już wiele lat temu (na monitorze, bo czytniki jeszcze nie istniały – au, moje oczy) i była to lektura wprawdzie nieciekawa, ale zarazem pouczająca. Nieciekawa, bo Hitler ani talentem literackim nie grzeszył, ani nie miał za wiele do powiedzenia; pouczająca natomiast, bo zawartość książki nijak się miała do oczekiwań: żadnego wykładu ideologii nazistowskiej, żadnych demonicznych treści, rasistowskich i antysemickich wtrętów zaledwie garstka… Miała być Biblia Szatana, a były tylko smętne prawackie wynurzenia, które doskonale znamy i dzisiaj: mój Naród najlepszy na świecie, prześladowany przez obce siły i światowe spiski żydowsko-masońsko-komunistyczne, lewackie media atakują tradycję i patriotyzm, wszędzie zdrajcy, obcy agenci i Układ, a przyczyną zła wszelkiego Okrągły Stół… tfu, Traktat Wersalski. Słowem, totalny standard – nic, co by zapowiadało późniejsze „dokonania” autora.

Nauka, jaką można z tego wyciągnąć, niewesoła: nie trzeba być Demonem Zła, żeby popełnić niewyobrażalne zbrodnie – w zupełności do tego wystarczył śmieszny oszołom z talentem politycznym i sprzyjające okoliczności. Książkę czytałem gdzieś tak w 2003 czy 2004, w szczycie sukcesów LPR, więc podczas lektury musiałem kijami się opędzać od skojarzeń z Giertychem – kto natomiast kojarzy mi się dzisiaj, nie muszę chyba mówić, a przez ostrożność pewnie i nie powinienem.

Ale z drugiej strony, prawicowych oszołomów było i jest wielu, a Hitler zdarzył się tylko jeden – i tego się w nowym roku trzymajmy.


Szydło w studni

Dodane: 19 listopada 2015, w kategorii: Polityka

Obietnice z wczorajszego exposé, które rząd Kaczyńskiego Szydło chce zrealizować w ciągu pierwszych stu dni:

  • Pięćset złotych na dziecko, począwszy od drugiego, a w rodzinach o mniejszych dochodach od pierwszego dziecka
  • Obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn
  • Podniesienie do 8 tysięcy złotych kwoty wolnej od podatku
  • Bezpłatne leki od 75 roku życia
  • Podwyższenie minimalnej stawki godzinowej do 12 zł
  • Projekt ustawy o ubezpieczeniach rolniczych
  • Wprowadzenie realnej ochrony polskiej ziemi przed niekontrolowanym wykupem
  • Rodzice będą decydowali, czy ich dziecko pójdzie do szkoły w wieku lat sześciu czy w wieku lat siedmiu
  • Zlikwidowanie tak zwanych godzin karcianych w szkołach

Próbowałem spisać wszystkie obietnice na całą kadencję, żeby móc je potem rzetelnie rozliczyć, podobnie jak to robiłem w poprzednich kadencjach – ale samych tylko jednoznacznych stwierdzeń „zrobimy to i to”, zebrało mi się prawie siedemdziesiąt, a gdyby doliczyć te wszystkie „trzeba”, „musi” i „chcemy”, które nie wiadomo jak traktować (obietnica to, czy tylko refleksja?), wyszłoby z grubsza dwa razy tyle. Na dodatek pełno wśród nich ogólników, trudnych lub niemożliwych do jednoznacznego zweryfikowania. Cóż zatem począć – na razie odczekam te sto dni (w tej chwili już 99) i jeśli ww. obietnice zostaną potraktowane serio, to zrobię porządną listę pozostałych.

Żeby samemu nie operować ogólnikami: za „potraktowanie serio” uznam pełną realizację trzech obietnic i przynajmniej częściową trzech kolejnych. Taki mniej więcej procent skuteczności miał w obu poprzednich kadencjach Tusk, według kaczystów będący przecież najgorszym premierem w historii świata, więc chyba za wysoko tej poprzeczki nie stawiam…


Trudne wybory

Dodane: 22 października 2015, w kategorii: Polityka

Tu miało być obszerne podsumowanie dwóch minionych kadencji, ale po przypomnieniu sobie poprzedniego podsumowania stwierdziłem, że pozostało ono w 80% aktualne, więc nie ma sensu się powtarzać.

Wybory za pasem, a ja ciągle nie wiem, na kogo tu zagłosować. Niecodzienna sytuacja, bo do tej pory zawsze to wiedziałem jeszcze przed rozpoczęciem kampanii – może poza rokiem 2005, kiedy prawie do końca się wahałem między SdPl i PO. Koniec końców postawiłem wtedy na tę drugą opcję i pozostałem jej wierny przez dekadę, ale tym razem należy im się żółta kartka – po pierwsze za aferę taśmową, po drugie za ujawnione przy tej okazji negocjacje z prezesem NBP w sprawie „podgrzania” gospodarki przed wyborami, po trzecie za dekaczyzację, a raczej jej brak (niedawne głosowanie w sprawie Trybunału Stanu dla Ziobry, na które nawet Ewa Kopacz się nie pofatygowała, symbolicznie podsumowało totalne olewactwo PO w tej kwestii), po czwarte wreszcie za wciąganie na pokład ludzi pokroju Kamińskiego, Giertycha czy Dorna…

Ale na kogo zamiast? Jak zwykle najłatwiejsza jest eliminacja: psychoprawica w sposób oczywisty nie wchodzi w grę; PSL to potencjalny koalicjant PiS-u, więc odpada; ZL to Miller i Palikot, więc też odpada (skądinąd tęgi łeb z tego Millera – stworzyć koalicję z drobnicą wartą do kupy może 1%, w zamian podnosząc sobie próg o 3%, to pomysł tak oryginalny, że wystawienie Ogórek na prezydenta zaczęło przy tym wyglądać prawie sensownie). Do rozważenia zostaje więc tylko Nowoczesna i Razem.



Niezależne media

Dodane: 3 sierpnia 2015, w kategorii: Absurdy, Polityka

ABC – gazeta wydawana przez spółkę Fratria, należącą do firmy Apella (dawniej Media SKOK), należącej do Grzegorza Biereckiego, senatora PiS.

Fronda – jak wyżej.

Gazeta Polska – wydawana przez Słowo Niezależne, kontrolowane przez spółkę Srebrna, należącą do Instytutu Lecha Kaczyńskiego, założonego oczywiście przez PiS.

Gazeta Polska Codziennie – wydawana przez spółkę Forum SA, kontrolowaną przez ludzi z PiS (w radzie nadzorczej m.in. europoseł Czarnecki).

Niezależna.pl – patrz Gazeta Polska.

Nowe Państwo – patrz Gazeta Polska Codziennie.

wPolityce.pl – patrz ABC i Fronda.

wSieci – patrz ABC i Fronda.

W tej sytuacji trudno się nawet dziwić, że jeden z media workerów („dziennikarz” to w tym przypadku za dużo powiedziane) paru powyższych tytułów pracował w sztabie wyborczym Dudy.

I pomyśleć, że oni wszyscy mają czelność nazywać się „niezależnymi”, ekscytować się i obnosić z tą rzekomą niezależnością, a w niektórych przypadkach wręcz umieszczać to słowo w tytule lub podtytule (Niezależna.pl tworzona przez Słowo Niezależne – Orwell przewraca się w grobie). Niech mi ktoś powie, że to nie są Himalaje hipokryzji.

Update: z kolei „Wprost” i „Do Rzeczy” mają związki z Putinem


Lapidarium powyborcze

Dodane: 25 maja 2015, w kategorii: Polityka, Przemyślenia


(obrazek © by Raczkowski)

„Kto przybywa na konklawe jako papież, opuszcza je jako kardynał” – taki katolik z Komorowskiego, a tego nie wiedział.

***

Szczerze mówiąc, nawet mi go nie szkoda – jego wyskok z JOW-ami po pierwszej turze był wrong on so many levels, że już miałem olać drugą turę. Ostatecznie stwierdziłem, że to mimo wszystko ciągle mniejsze zło, ale niesmak pozostał.



Prawie jak wybory

Dodane: 8 maja 2015, w kategorii: Polityka


Pod względem poziomu kampanii wybory prezydenckie zajmują u nas bezdyskusyjne ostatnie miejsce. Co prawda eurowybory mocno walczą, by tę kolejność zmienić, ale tam kampania przynajmniej częściowo obraca się wokół tego, czym europosłowie się zajmują – natomiast przed wyborami prezydenckimi dyskutuje się o wszystkim, tylko nie o tym, co faktycznie mieści się w uprawnieniach prezydenta.

Fakt, że inaczej nie bardzo byłoby o czym rozmawiać – prezydent nie może ani obniżyć podatków, ani cofnąć reformy emerytalnej, ani zmienić ordynacji wyborczej, ani tym bardziej konstytucji, ani zreformować armii, ani wprowadzić euro… Krótko mówiąc, nie może zrobić praktycznie żadnej z tych rzeczy, które kandydaci nam kłamliwie obiecują. Wszystko to leży w gestii rządu i parlamentu, a prezydent może co najwyżej to i owo zawetować – na tym jego władza zasadniczo się kończy. Ale gdyby to uczciwie przyznać, kampania stałaby się strasznie nudna, więc wszyscy zgodnie udają, że tego nie wiedzą (niektórzy zresztą chyba nawet nie muszą udawać) i ochoczo dyskutują o czym tylko przyjdzie im do głowy – skutecznie tworząc wrażenie, że wybieramy dyktatora, a nie urzędnika.

A ciemny lud tak lubi tę grę pozorów, że frekwencja w wyborach prezydenckich jest generalnie większa niż w parlamentarnych, co można śmiało uznać za największy absurd naszej demokracji. Niestety, na jego naprawę się nie zanosi – choć to oczywiste, że prezydent o tak niewielkich uprawnieniach powinien być wybierany przez parlament, to nie mniej oczywiste jest, że nikt nie się odważy zaproponować takiej zmiany, bo to przecież byłby zamach na demokrację, odbieranie głosu społeczeństwu i tak dalej. Patologia raz lekkomyślnie wprowadzona będzie się zatem trzymać wieki, choćby jej bezsens nie wiem jak walił po oczach.

Ale cóż – niektórzy muszą żyć z dużo większymi absurdami. Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej…


Histoeria

Dodane: 25 kwietnia 2015, w kategorii: Absurdy, Polityka

Najważniejsze problemy Polski: przejazd grupki rosyjskich motocyklistów, niezręczne sformułowanie w przemówieniu szefa FBI, określenie „Nazi Poland” na karcie w jakiejś amerykańskiej grze. Wokół tych tematów toczy się ostatnio istna debata narodowa, czy zakazać, czy napiętnować, czy żądać odszkodowań, no i oczywiście czy to bardziej wina Tuska, czy Michnika. I jak zwykle w takich przypadkach, nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, czy naprawdę jest się czym przejmować.



Jest jeszcze w Polsce prawo i sprawiedliwość:-)

Dodane: 30 marca 2015, w kategorii: Polityka

W moim subiektywnym rankingu największych świństw kaczystów afera gruntowa nie zmieściłaby się nawet na podium – ale bez wątpienia jest jak dotąd największym, jakie doczekało się zasłużonej kary. Jakże miły początek tygodnia.

Łyżką dziegciu w beczce miodu jest tylko informacja, że prokurator chciał dla Kamińskiego symbolicznego wyroku w zawiasach – co można uznać za jeszcze jedno potwierdzenie mojej opinii o polskiej prokuraturze. Na szczęście są jeszcze sądy w Warszawie.


« Starsze wpisy Nowsze wpisy »