Cichy Fragles

skocz do treści

Dyktaturcja

Dodane: 26 lipca 2016, w kategorii: Polityka

Przyczyny:

Szach myślał, że kluczem do nowoczesności jest miasto i przemysł, ale było to myślenie błędne. Kluczem do nowoczesności jest wieś. Szach upajał się wizją elektrowni atomowych, sterowanych komputerami taśm produkcyjnych i wielkiej petrochemii. Ale w kraju zapóźnionym są to tylko atrapy nowoczesności. W takim kraju większość ludzi żyje na biednej wsi, z której ucieka do miasta. Tworzą oni młodą, energiczną siłę, która mało umie, ale ma duże ambicje i jest gotowa walczyć o wszystko. (…) Do walki wykorzystują tę ideologię, którą wynieśli ze swojej wsi – zwykle jest nią religia. Ponieważ stanowią siłę, której naprawdę zależy na awansie, często zwyciężają.

(…)

Tak długo jak zacofana jest wieś, tak długo zacofany jest kraj, choćby istniało w nim pięć tysięcy fabryk. Tak długo jak syn osiedlony w mieście będzie odwiedzać rodzinną wioskę jak egzotyczną krainę, tak długo naród, do którego należy, nie będzie nowoczesnym.
Ryszard Kapuściński, „Szachinszach”

Objawy:

Turcja, jaką my lubimy, z jaką chcemy się konfrontować, jaka jest dla nas zrozumiała, to jest Stambuł i okolice, a prawdziwa Turcja to jest Anatolia. W Stambule przybywa rocznie 50 ulic. Ok. 250 tys. ludzi przybywa do Stambułu z głębokiej Anatolii. I Stambuł się anatolizuje. I to jest na poziomie społecznym. A na poziomie państwowym od parunastu lat trwa zmiana tego, co było kośćcem tego państwa. Ona się odbywa w dwóch segmentach. Na poziomie szkoły i na poziomie wojska.

(…)

Moim zdaniem ta walka jest przegrana, bo po drugiej stronie jest o wiele większa masa ludzi. Ta Anatolia zaczyna teraz rządzić Turcją. A w finale jest kalifat. Bez złudzeń, w finale jest kalifat.
Bartłomiej Sienkiewicz

Skutek:

Demokracja jest jak pociąg. Kiedy dojedziesz do swojej stacji, po prostu wysiadasz.
Recep Tayyip Erdogan

Przestroga:

Trzeba czynić wszystko, by Polska była tym, czym jest dziś Turcja.
Jarosław Kaczyński w 2014

Bezpieczeństwo

Dodane: 23 czerwca 2016, w kategorii: Polityka


(obrazek © by Clay Bennett)

Prezydent podpisał wczoraj kolejną ustawę mającą zwiększyć nasze bezpieczeństwo. Nazbierało się tych ustaw w ostatnim półroczu, więc przyjrzyjmy się obecnej sytuacji na froncie:

Służby mogą nas inwigilować pod byle pretekstem, także prewencyjnie, a nawet przy okazji inwigilacji kogoś innego, z kim przypadkiem mieliśmy do czynienia. Zbierać mogą wszelkie, nawet najbardziej wrażliwe dane, samodzielnie decydując, co może mieć znaczenie dla śledztwa. To, czy podejrzewają nas (lub tego kogoś, z kim mieliśmy do czynienia) o terroryzm, czy o przejście na czerwonym świetle, nie robi różnicy. Jeśli coś na nas w ten sposób znajdą, mogą nas zatrzymać na 14 dni bez postawienia zarzutów.

Następnie prokurator może nas wsadzić do „aresztu tymczasowego”, który tymczasowy jest tylko z nazwy, można go bowiem przedłużać bez ograniczeń. Teoretycznie potrzebna jest zgoda sądu co trzy miesiące – w praktyce jednak wystarczy, że sąd zgodzi się raz; potem prokurator może po prostu nic nie robić i co trzy miesiące pisać we wniosku (poniekąd zgodnie z prawdą), że śledztwo nadal trwa i nie pojawiły się żadne nowe ustalenia, które zmieniałyby naszą sytuację.



Dialog rocznicowy

Dodane: 4 czerwca 2016, w kategorii: Absurdy, Polityka

– Tato, a ten komunizm, co go wtedy obalili, to czemu właściwie był zły?

– No, na przykład władza łamała wtedy konstytucję, służby mogły nas inwigilować praktycznie bez ograniczeń, w telewizji leciała nachalna rządowa propaganda, wobec opozycjonistów prowadzono kampanię oszczerstw, państwowe stanowiska masowo obsadzano niekompetentnymi partyjnymi działaczami, mieliśmy fatalne stosunki z Zachodem, państwo dążyło do kontrolowania wszystkiego i promowało jedynie słuszną ideologię, a premier i głowa państwa byli figurantami, bo tak naprawdę wszystkim rządził lider partii…

– Ojejku, to musiały być paskudne czasy. Jak dobrze, że mamy to już za sobą.


Dlaczego większość nie musi mieć racji

Dodane: 24 kwietnia 2016, w kategorii: Polityka, Przemyślenia

„Co z ciebie za demokrata, skoro nie popierasz demokratycznie wybranego rządu” – taki argument, w tej czy innej formie, zdarzyło się usłyszeć chyba każdemu, a przez ostatnie pół roku szczególnie przybrał on na popularności. Nawet sam rząd chętnie go używa, oskarżając organizatorów antyrządowych demonstracji o niezdolność do pogodzenia się z wynikami wyborów. Nonsensowność tego argumentu zawsze wydawała mi się oczywista, ale z jakiegoś powodu dla wielu ludzi oczywiste to nie jest – i to nie tylko ludzi tego sortu, który aktualnie nami rządzi. Nawet Leszek Kołakowski, intelekt wszak niepospolity, zabłysnął kiedyś niezbyt mądrym bon motem: „Jeżeli 51% społeczeństwa chce zabić pozostałe 49%, to ja nie jestem demokratą”.

Nonsensowność, o której mówię, wynika z mieszania dwóch porządków – czym innym jest przecież popieranie ustroju jako takiego, a czym innym popieranie konkretnych ludzi, którzy w ramach tego ustroju akurat sprawują władzę. Parafrazując Kołakowskiego, można by równie dobrze powiedzieć: „Jeśli król chce zabić 49% poddanych, to ja nie jestem monarchistą” – i idąc dalej tym tropem, odrzucić w końcu wszystkie znane ludzkości ustroje polityczne, bo nie ma i pewnie nigdy nie będzie takiego, który uniemożliwiałby podejmowanie decyzji głupich, szkodliwych, czy zbrodniczych. Prawdopodobieństwo ich podjęcia może być oczywiście mniejsze lub większe, w zależności od trybu ich podejmowania – ale nigdy zerowe, niestety.



Polska w studni

Dodane: 26 lutego 2016, w kategorii: Polityka

W ciągu stu dni od exposé Beaty Szydło działo się a działo: Trybunał Konstytucyjny sparaliżowany, budżety TK, RPO i KBW mocno przycięte, media publiczne oficjalnie zawłaszczone przez rząd, prokuratura takoż, w państwowych firmach TKM na całego, w służbie cywilnej zniesiono konkursy i zakaz mianowania funkcjonariuszy partyjnych, innym służbom zwiększono możliwości inwigilowania obywateli… Co by o kaczystach nie mówić, nudzić przy nich się nie można. W tak zwanym międzyczasie giełda osiągnęła najniższy poziom od pięciu lat, euro jest najdroższe od lat czterech, a dolar od jedenastu, pierwszy raz w historii obniżyli nam rating, deficyt budżetu państwa zanosi się w tym roku na rekordowy – słowem, realizacja hasła „Polska w ruinie” idzie pełną parą.

A jak z realizacją innych haseł? Sto dni temu zapowiedziałem, że jeśli rząd z dziewięciu obietnic na ten okres spełni przynajmniej trzy całkowicie i trzy kolejne częściowo, to zrobię porządną listę obietnic na całą kadencję – zobaczmy zatem, jak im poszło:



Mein Kampf

Dodane: 31 grudnia 2015, w kategorii: Literatura, Polityka

Pierwszym godnym uwagi wydarzeniem roku 2016 będzie przejście książki „Mein Kampf” do domeny publicznej, co pozwoli ponownie legalnie ją wydawać – wbrew powszechnemu mniemaniu do tej pory było to niemożliwe nie z powodu jakichś szczególnych zakazów, tylko z powodu praw autorskich. Należały one bowiem do władz landu Bawaria, które to władze nie były zainteresowane jakimikolwiek wznowieniami. Z jednej strony trudno im się dziwić, z drugiej jednak strony przyczyniło się to trochę do zmitologizowania tej książki – całkowicie niezasłużonego.

Internet od zawsze był rajem dla piratów, więc „Mein Kampf” czytałem już wiele lat temu (na monitorze, bo czytniki jeszcze nie istniały – au, moje oczy) i była to lektura wprawdzie nieciekawa, ale zarazem pouczająca. Nieciekawa, bo Hitler ani talentem literackim nie grzeszył, ani nie miał za wiele do powiedzenia; pouczająca natomiast, bo zawartość książki nijak się miała do oczekiwań: żadnego wykładu ideologii nazistowskiej, żadnych demonicznych treści, rasistowskich i antysemickich wtrętów zaledwie garstka… Miała być Biblia Szatana, a były tylko smętne prawackie wynurzenia, które doskonale znamy i dzisiaj: mój Naród najlepszy na świecie, prześladowany przez obce siły i światowe spiski żydowsko-masońsko-komunistyczne, lewackie media atakują tradycję i patriotyzm, wszędzie zdrajcy, obcy agenci i Układ, a przyczyną zła wszelkiego Okrągły Stół… tfu, Traktat Wersalski. Słowem, totalny standard – nic, co by zapowiadało późniejsze „dokonania” autora.

Nauka, jaką można z tego wyciągnąć, niewesoła: nie trzeba być Demonem Zła, żeby popełnić niewyobrażalne zbrodnie – w zupełności do tego wystarczył śmieszny oszołom z talentem politycznym i sprzyjające okoliczności. Książkę czytałem gdzieś tak w 2003 czy 2004, w szczycie sukcesów LPR, więc podczas lektury musiałem kijami się opędzać od skojarzeń z Giertychem – kto natomiast kojarzy mi się dzisiaj, nie muszę chyba mówić, a przez ostrożność pewnie i nie powinienem.

Ale z drugiej strony, prawicowych oszołomów było i jest wielu, a Hitler zdarzył się tylko jeden – i tego się w nowym roku trzymajmy.


Szydło w studni

Dodane: 19 listopada 2015, w kategorii: Polityka

Obietnice z wczorajszego exposé, które rząd Kaczyńskiego Szydło chce zrealizować w ciągu pierwszych stu dni:

  • Pięćset złotych na dziecko, począwszy od drugiego, a w rodzinach o mniejszych dochodach od pierwszego dziecka
  • Obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn
  • Podniesienie do 8 tysięcy złotych kwoty wolnej od podatku
  • Bezpłatne leki od 75 roku życia
  • Podwyższenie minimalnej stawki godzinowej do 12 zł
  • Projekt ustawy o ubezpieczeniach rolniczych
  • Wprowadzenie realnej ochrony polskiej ziemi przed niekontrolowanym wykupem
  • Rodzice będą decydowali, czy ich dziecko pójdzie do szkoły w wieku lat sześciu czy w wieku lat siedmiu
  • Zlikwidowanie tak zwanych godzin karcianych w szkołach

Próbowałem spisać wszystkie obietnice na całą kadencję, żeby móc je potem rzetelnie rozliczyć, podobnie jak to robiłem w poprzednich kadencjach – ale samych tylko jednoznacznych stwierdzeń „zrobimy to i to”, zebrało mi się prawie siedemdziesiąt, a gdyby doliczyć te wszystkie „trzeba”, „musi” i „chcemy”, które nie wiadomo jak traktować (obietnica to, czy tylko refleksja?), wyszłoby z grubsza dwa razy tyle. Na dodatek pełno wśród nich ogólników, trudnych lub niemożliwych do jednoznacznego zweryfikowania. Cóż zatem począć – na razie odczekam te sto dni (w tej chwili już 99) i jeśli ww. obietnice zostaną potraktowane serio, to zrobię porządną listę pozostałych.

Żeby samemu nie operować ogólnikami: za „potraktowanie serio” uznam pełną realizację trzech obietnic i przynajmniej częściową trzech kolejnych. Taki mniej więcej procent skuteczności miał w obu poprzednich kadencjach Tusk, według kaczystów będący przecież najgorszym premierem w historii świata, więc chyba za wysoko tej poprzeczki nie stawiam…


Trudne wybory

Dodane: 22 października 2015, w kategorii: Polityka

Tu miało być obszerne podsumowanie dwóch minionych kadencji, ale po przypomnieniu sobie poprzedniego podsumowania stwierdziłem, że pozostało ono w 80% aktualne, więc nie ma sensu się powtarzać.

Wybory za pasem, a ja ciągle nie wiem, na kogo tu zagłosować. Niecodzienna sytuacja, bo do tej pory zawsze to wiedziałem jeszcze przed rozpoczęciem kampanii – może poza rokiem 2005, kiedy prawie do końca się wahałem między SdPl i PO. Koniec końców postawiłem wtedy na tę drugą opcję i pozostałem jej wierny przez dekadę, ale tym razem należy im się żółta kartka – po pierwsze za aferę taśmową, po drugie za ujawnione przy tej okazji negocjacje z prezesem NBP w sprawie „podgrzania” gospodarki przed wyborami, po trzecie za dekaczyzację, a raczej jej brak (niedawne głosowanie w sprawie Trybunału Stanu dla Ziobry, na które nawet Ewa Kopacz się nie pofatygowała, symbolicznie podsumowało totalne olewactwo PO w tej kwestii), po czwarte wreszcie za wciąganie na pokład ludzi pokroju Kamińskiego, Giertycha czy Dorna…

Ale na kogo zamiast? Jak zwykle najłatwiejsza jest eliminacja: psychoprawica w sposób oczywisty nie wchodzi w grę; PSL to potencjalny koalicjant PiS-u, więc odpada; ZL to Miller i Palikot, więc też odpada (skądinąd tęgi łeb z tego Millera – stworzyć koalicję z drobnicą wartą do kupy może 1%, w zamian podnosząc sobie próg o 3%, to pomysł tak oryginalny, że wystawienie Ogórek na prezydenta zaczęło przy tym wyglądać prawie sensownie). Do rozważenia zostaje więc tylko Nowoczesna i Razem.



Niezależne media

Dodane: 3 sierpnia 2015, w kategorii: Absurdy, Polityka

ABC – gazeta wydawana przez spółkę Fratria, należącą do firmy Apella (dawniej Media SKOK), należącej do Grzegorza Biereckiego, senatora PiS.

Fronda – jak wyżej.

Gazeta Polska – wydawana przez Słowo Niezależne, kontrolowane przez spółkę Srebrna, należącą do Instytutu Lecha Kaczyńskiego, założonego oczywiście przez PiS.

Gazeta Polska Codziennie – wydawana przez spółkę Forum SA, kontrolowaną przez ludzi z PiS (w radzie nadzorczej m.in. europoseł Czarnecki).

Niezależna.pl – patrz Gazeta Polska.

Nowe Państwo – patrz Gazeta Polska Codziennie.

wPolityce.pl – patrz ABC i Fronda.

wSieci – patrz ABC i Fronda.

W tej sytuacji trudno się nawet dziwić, że jeden z media workerów („dziennikarz” to w tym przypadku za dużo powiedziane) paru powyższych tytułów pracował w sztabie wyborczym Dudy.

I pomyśleć, że oni wszyscy mają czelność nazywać się „niezależnymi”, ekscytować się i obnosić z tą rzekomą niezależnością, a w niektórych przypadkach wręcz umieszczać to słowo w tytule lub podtytule (Niezależna.pl tworzona przez Słowo Niezależne – Orwell przewraca się w grobie). Niech mi ktoś powie, że to nie są Himalaje hipokryzji.

Update: z kolei „Wprost” i „Do Rzeczy” mają związki z Putinem


Lapidarium powyborcze

Dodane: 25 maja 2015, w kategorii: Polityka, Przemyślenia


(obrazek © by Raczkowski)

„Kto przybywa na konklawe jako papież, opuszcza je jako kardynał” – taki katolik z Komorowskiego, a tego nie wiedział.

***

Szczerze mówiąc, nawet mi go nie szkoda – jego wyskok z JOW-ami po pierwszej turze był wrong on so many levels, że już miałem olać drugą turę. Ostatecznie stwierdziłem, że to mimo wszystko ciągle mniejsze zło, ale niesmak pozostał.



« Starsze wpisy Nowsze wpisy »