Niech żyje ziemniak!
Dodane 20 marca 2009 w kategorii Varia.Nie, to nie jest wyraz poparcia dla obecnego prezydenta. Po prostu chciałem zwrócić uwagę, że dziś przypada Światowy Dzień Bez Mięsa. Wiem, o tej porze każdy szanujący się mięsożerca już na pewno zdążył pożreć ze smakiem jakieś zwierzątko, a przynajmniej jego kawałek, więc ze świętowania nici - ale nigdy nie jest za późno, żeby się nawrócić na słuszniejszą i bardziej ekologiczną dietę, by móc świętować za rok;-).
Weekendy są po prostu za krótkie
Dodane 15 marca 2009 w kategorii Varia.W każdy piątek sobie obiecuję, że w weekend zrobię to, tamto i siamto.
W każdą sobotę zwalam co się da na niedzielę.
W każdą niedzielę stwierdzam pod wieczór, że poniedziałek za pasem, a z zaplanowanych rzeczy zrobiłem w najlepszym razie jedną.
W każdy poniedziałek zaczynam czekać na następny weekend, podczas którego już na pewno się wezmę i zrobię wszystko, co zamierzam.
I jakby ten weekend był trochę dłuższy, to może nawet faktycznie by mi się udało.
Dlatego właśnie przez resztę tygodnia po cichu marzę o 32-godzinnym tygodniu pracy, albo chociaż 36-godzinnym (co drugi piątek wolny). Wiem, że w dobie kryzysu to marzenie niezbyt poprawne politycznie, ale jak już się ten kryzys skończy, to warto by było o tym pomyśleć. Przecież w dwudziestym pierwszym wieku miał panować dobrobyt i błogie lenistwo, a nie praca na pełny etat;-).
10 lat euro
Dodane 05 stycznia 2009 w kategorii Varia.
Początek roku nigdy nie należał do moich ulubionych okresów, bo zawsze jakoś ciężko się zmusić do jakichkolwiek konstruktywnych działań po długim świątecznym odpoczynku. A w tym roku jakoś szczególnie ciężko mi się przebudzić - toteż dopiero dzisiaj zauważyłem, że cztery dni temu minęło dziesięć lat (jak ten czas leci!) od powstania euro.
Rocznica nie jest - jak na walutę - szczególnie imponująca, a w dodatku wypadła paskudnie, bo w środku gigantycznego kryzysu - ale też te nieciekawe okoliczności pozwalają dodatkowo docenić sukces wspólnej waluty. Dość porównać Słowację, która dzięki wejściu do Eurolandu nie musi się obawiać wahań kursu, z Islandią, która poznała ostatnio uroki dewaluacji - czy choćby z Polską, która nagle się przekonała, że jednak złotówka nie jest tak doskonale stabilna, jak się wydawało. Zresztą co tam złotówka - nawet mocarny brytyjski funt leci ostatnio na pysk. A euro - wbrew niegdysiejszym twierdzeniom o jego nieuniknionym upadku - z roku na rok radzi sobie coraz lepiej.
Tylko przyjmowanie wspólnej waluty przez kolejne państwa idzie jak po grudzie - do początkowej jedenastki dołączyło przez ten czas zaledwie pięć krajów. Dla innych albo wymagania były za wysokie (tu wyrazy współczucia dla Litwy, która nie zdołała spełnić kryteriów w 2007, bo miała inflację o 0.07% za wysoką), albo rządzącym się nie chciało (tu ukłon pod adresem rządów Marcinkiewicza i Kaczyńskiego), a obecnie widoki na dalsze rozszerzenia są marne - Polska wejdzie w najlepszym razie w 2012, reszta pewnie jeszcze później. Chyba że Islandia się pospieszy;-).
Ale, jak zwykł mawiać mój nauczyciel matematyki, cóż to jest wobec wieczności.

PS. Z przyczyn wspomnianych na początku również dopiero dzisiaj się dowiedziałem, że w przeddzień tej rocznicy EuroPAP zakończył działalność. Szkoda, bo dobrych serwisów informacyjnych z wiadomościami ze świata mamy bardzo niewiele. Ten może rewelacyjny nie był, ale przynajmniej pisał o czymś więcej niż wygłupy Berlusconiego i pogróżki Putina. A główny serwis PAP to bieda z nędzą...
Wynurzenia na koniec 2008
Dodane 31 grudnia 2008 w kategorii Varia.Ech, jak ja nie cierpię Sylwestra. Drażni mnie w nim prawie wszystko, począwszy od wszechobecnego kiczu (czy naprawdę nie można zilustrować zmiany roku inaczej niż rysunkiem odchodzącego dziadka i przychodzącego bobasa?) i dennych imprez z sakramentalnym odliczaniem sekund (tak jakby ktokolwiek miał zegarek ustawiony co do sekundy), przez debili stukających fajerwerkami od ósmej wieczorem do drugiej w nocy zamiast odpalić wszystko o dwunastej, jak $DEITY przykazał, aż po wszechobecną kretyńską radość z faktu, że znowu jesteśmy o rok starsi i znowu będziemy się przez miesiąc przyzwyczajać do nowej końcówki w dacie.
Janusz Christa nie żyje
Dodane 16 listopada 2008 w kategorii Varia.Jak donosi Wrak (i chyba tylko on, bo na żadnym portalu wzmianki nie znalazłem), Janusz Christa wczoraj zmarł...
- Niech co krwawy Hegemon?
- Niech mu ziemia lekką będzie!
Pomysł na Dzień Niepodległości
Dodane 11 listopada 2008 w kategorii Varia.[prawicowych oszołomów proszę o przymrużenie oka podczas lektury tego wpisu]
Pełno dziś narzekań, że świętujemy niepodległość ponuro, zamiast wzorem innych narodów robić to radośnie. Nie da się ukryć, ale jak tu się cieszyć w połowie listopada, gdy zimno i ciemno? Dlatego właśnie proponowałbym to święto przenieść na lepszy termin, jakim niewątpliwie byłby czwarty czerwca, czyli rocznica obalenia komuny. W czerwcu jest zwykle ciepło i słonecznie, więc i cieszyć by się było łatwiej.
Ponadto dzięki takiej zmianie świętowalibyśmy sukces, który wielu z nas jeszcze pamięta, podczas gdy ludzi pamiętających rok 1918 można już niemal dosłownie na palcach policzyć. No i sukces wciąż aktualny, podczas gdy niepodległość zdobytą w 1918 już dawno straciliśmy, więc jej świętowanie siłą rzeczy nie może być całkiem radosne.
A poza tym - tu ukłon w stronę LPR-owców i kaczystów - w lecie łatwiej się wybrać na dłuższy spacer w poszukiwaniu jakiegoś otwartego sklepu...
Poczta po sąsiedzku - sukces!
Dodane 17 października 2008 w kategorii Varia.A jednak nasz monopolista potrafi czasem pozytywnie zaskoczyć. Co prawda deliberowali tam nad moją skargą dość długo, a pierwsza reakcja pozostawiała wiele do życzenia, ale dziś w końcu stanęli na wysokości zadania - przyszedł listonosz z przeprosinami i solenną obietnicą, że to się więcej nie powtórzy. Przyznam, że tego się nie spodziewałem - znając podejście Poczty Polskiej do klientów należało oczekiwać raczej olania sprawy lub/i mnożenia przeszkód - a tymczasem skarga przyniosła efekt i nawet nie musiałem jej składać na papierze.
Może jednak jest jeszcze nadzieja dla tej firmy;-).
Poczta po sąsiedzku - sprawa w toku
Dodane 08 października 2008 w kategorii Varia.Moja skarga z zeszłego tygodnia doczekała się jak dotąd dwóch reakcji ("odpowiedź" to w tym wypadku za duże słowo). Pierwsza miała miejsce następnego dnia - była to informacja, że sprawa dostała taki i taki numer, złożony z wielu literek, cyferek i innych znaczków, a Biuro Tego i Owego przesłało ją do Centrali Takiej i Owakiej. Cóż, można to chyba uznać za niezły początek, skoro biurokracja tak szybko nadała mi numerek i nawet sama przesłała skargę w odpowiednie miejsce, zamiast zwalić to na mnie.
Druga reakcja nastąpiła po tygodniu. Tym razem był to mail złożony z podpisu i załącznika - oczywiście w formacie doc, jakże by inaczej. W zestawie logo Poczty Polskiej pięknie wciśnięte w ciasną komórkę tabelki (wiadomo, ściśnięte mniej zajmuje;-)) oraz adresy, telefony i NIPy umieszczone, bardzo inteligentnie, na obrazku. Cały załącznik ważył 200kB, z czego sama treść niecały 1kB, a po odcedzeniu wszystkich podpisów, paragrafów i standardowych formułek - niecałe 400 bajtów. Nie ma to jak dobór optymalnego formatu. Co ciekawe, pismo nosi wczorajszą datę, choć dostałem je dzisiaj - bynajmniej nie minutę po północy. Strasznie wolno im te maile muszą chodzić. Dodatkowo w załączniku podpisała się inna osoba niż w mailu, a moja sprawa dostała już drugi numerek, jeszcze dłuższy od pierwszego. Muszę być wyjątkowo skomplikowanym przypadkiem.
Poczta po sąsiedzku
Dodane 01 października 2008 w kategorii Absurdy,Varia.Co robi listonosz z paczką, jeśli adresata nie ma w domu? Odpowiedź wydaje się oczywista - zostawia awizo i odnosi paczkę do urzędu pocztowego. Ale nie - listonosz Poczty Polskiej jest zaradny i w takim przypadku może zostawić paczkę... sąsiadowi. Tak po prostu. Zgoda (ani nawet wiedza) adresata nie jest wymagana. Przekonałem się o tym wczoraj, gdy zapukał sąsiad i oznajmił, że ma dla mnie paczkę od listonosza. Paczkę, dodajmy, wartą 450 złotych (zapłacone z góry). Sąsiad, dodajmy, zupełnie mi obcy i nieznany nawet z widzenia. A że w ciągu ostatniego miesiąca słyszałem dwie podobne historie, najwyraźniej nie był to odosobniony przypadek, tylko jakiś nowy standard w działaniu naszego kochanego monopolisty.
-om!
Dodane 28 lipca 2008 w kategorii Varia.Z natury jestem człowiekiem wyjątkowo tolerancyjnym. Toleruję nawet błędy ortograficzne, choć mało co mnie drażni bardziej od nich. Oczywiście lata siedzenia w sieci zrobiły swoje - potworki, które kiedyś zwalały mnie z nóg, dziś bez mrugnięcia okiem ignoruję, bo i po co się denerwować, skoro nic to nie da. Co z tego, że nawet wbiję coś do głowy jednemu analfabecie, skoro dookoła krążą ich miliony.
Nawet moja tolerancja ma jednak swoje granice, których ani myślę przesuwać. Oprócz błędów, na które już dawno się uodporniłem, są i takie, na widok których po prostu krew mnie zalewa, a diabełek siedzący na ramieniu krzyczy mi do ucha: "Zostań nauczycielem polskiego!", na co aniołek z drugiego ramienia odkrzykuje: "Nie rób tego, świat jest już wystarczająco okrutny!". Jeśli do tej pory nie posłuchałem diabełka, to tylko i wyłącznie z wrodzonego lenistwa.
Absolutnym numerem jeden wśród tych "kwiatków" podnoszących mi ciśnienie jest używanie "ą" w celowniku liczby mnogiej: ludzią, państwą, fraglesą, kretyną... Popełnienie takiego czegoś dyskwalifikuje delikwenta w moich oczach absolutnie, jako wtórnego analfabetę, który kontaktu ze słowem pisanym (poza internetem) nie miał od lat - nikt choć odrobinę oczytany nie ma bowiem prawa czegoś takiego popełnić. Jeśli popełni - hańba na wieki wieków.
Każdemu, kto o taki czyn choćby się otarł, radzę powiesić nad monitorem lub/i nad łóżkiem napis:
Celownik liczby mnogiej kończy się na -om i nigdy nie daj sobie wmówić, że jest inaczej!
Jeśli w naszym pogmatwanym języku istnieje jakaś reguła bez wyjątków, to właśnie ta. O czym wszystkim czytelnikom, a tym bardziej komentatorom, radzę dobrze pamiętać.
Poniedziałkowy dół
Dodane 21 lipca 2008 w kategorii Varia.
Człowiek przez pierwsze pół życia traci zdrowie, żeby zarabiać pieniądze, a przez drugie pół traci pieniądze, żeby odzyskać zdrowie.
Napisanie 90% kodu zajmuje 90% czasu. Napisanie pozostałych 10% zajmuje kolejne 90% czasu.
Program, który zaczyna się dobrze, kończy się źle.
Program, który zaczyna się źle, kończy się przerażająco.
Jeżeli udoskonalasz coś wystarczająco długo, na pewno to zepsujesz.
Wiecie, dlaczego Garfield nie cierpi poniedziałków? Ja też nie. Ale całkowicie się z nim zgadzam w tej kwestii.
Prof. Bronisław Geremek nie żyje
Dodane 13 lipca 2008 w kategorii Polityka,Varia.Jak podaje TVN24, prof. Geremek zginął dziś w wypadku samochodowym.
...



