Cichy Fragles

skocz do treści

Kornik Rubika

Dodane: 9 lutego 2017, w kategorii: Nauka

W drewnianej kostce Rubika zagnieździł się kornik. Nieważne, jak tam się znalazł, ważne, co zamierza zrobić. Mianowicie chce sobie wygryźć korytarzyk – w taki sposób, żeby przejść przez wszystkie segmenty kostki (tzn. te małe sześciany, z których jest zbudowana) z centralnym włącznie, dokładnie po razie, wyłącznie prostopadle do ścianek (czyli nie na ukos), a na koniec wylądować w punkcie wyjścia.

Czy da się to zrobić? Jeśli tak, to w jaki sposób? Jeśli nie, to dlaczego?

Poniewczasie kornik zdał sobie sprawę, że centralny segment kostki jest metalowy i wgryźć się do niego nie da, więc trzeba go pominąć. Czy w tym wypadku zadanie będzie wykonalne? Jeśli tak, to w jaki sposób? Jeśli nie, to dlaczego?


Przeczytane w 2016

Dodane: 18 stycznia 2017, w kategorii: Literatura

Wstyd przyznać: z książek przeczytanych w zeszłym roku, zrecenzowałem – uwaga – jedną. Fakt, zapowiadałem rok temu, że będę recenzować rzadziej – ale że aż tak, to sam siebie zaskoczyłem. Tym bardziej, że czytelniczo był to rok więcej niż owocny: 52 książki (w tym 22 na czytniku) i 15 komiksów to najokazalszy bilans od wielu lat, a i jakościowo powodów do narzekania wiele nie miałem. Pisać o wszystkim oczywiście zatem nie zamierzam – poprzestanę na pozycjach najbardziej godnych wyróżnienia (w kolejności, w jakiej je czytalem, czyli de facto przypadkowej).


Nowoczesność i Zagłada (Zygmunt Bauman)

To właśnie ta jedyna recenzja, jaką popełniłem w zeszłym roku. Rozpisałem się w niej bardzo szeroko, więc powtarzać się już nie będę – zapewnię tylko raz jeszcze, że choć porusza ona temat niby już przeanalizowany do imentu, to i tak co i rusz zaskakuje, bezpardonowo wytrąca z równowagi i daje do myślenia na długo.

Pisałem kiedyś, że Bauman to najmądrzejszy z żyjących Polaków, i zamierzałem to jeszcze raz tutaj powtórzyć – ale fatalnym zrządzeniem losu akurat po rozpoczęciu pisania notki to określenie zdezaktualizowało się na wieki wieków…



Największy sukces Małysza

Dodane: 6 stycznia 2017, w kategorii: Varia

Brak słów, by adekwatnie skomentować dzisiejszy wyczyn polskich skoczków – trzy z czterech pierwszych miejsc w TCS to wynik zbyt mocno przerastający najśmielsze oczekiwania, by w jego obliczu zachować trzeźwość umysłu. Silić się na jakieś oryginalne wyrazy uwielbienia zatem nie będę – żadne i tak by nie były wystarczające. Oby tak dalej!

Nie można jednak przy tej okazji nie przypomnieć o Małyszu – w końcu to właśnie jego niegdysiejszy triumf w TCS, odniesiony w tym samym miejscu i nie mniej sensacyjny niż dzisiejsza dominacja Polaków, rozpoczął długą drogę polskich skoków narciarskich od totalnej biedy z nędzą do obecnego bogactwa. I nie można nie podkreślić, że wszystkie dokonania Małysza pozostawiłyby nam tylko piękne wspomnienia, gdyby nie to, że potrafiono je wykorzystać i zbudować system, który dał nam już całą drużynę gwiazd. I to jest koniec końców cenniejsze od wszystkich jednostkowych sukcesów: umiejętność ich wykorzystania i zbudowania trwałych fundamentów pod kolejne zwycięstwa.

Umiejętność rzadko spotykana – tym bardziej więc trzeba pogratulować wszystkim tym, którzy się do tego przyczynili: od Małysza, przez działaczy PZN, po trenerów i na koniec raz jeszcze skoczków, którzy oby tak skakali jak najdłużej i co nie mniej ważne, oby doczekali się równie wspaniałych następców:-).


Wynurzenia o 2016

Dodane: 31 grudnia 2016, w kategorii: Polityka, Przemyślenia

Że lata idą, to nic, ale w którą stronę!

S. J. Lec

Rok temu wielu spodziewało się, że w 2016 dojdzie do Brexitu – ale że ledwo zmieści się on na podium w kategorii największych katastrof roku, chyba nawet najwięksi pesymiści nie sądzili.

Tylko na podium, bo na drugim miejscu stawiam jednak Turcję. Wielka Brytania, w UE czy poza nią, pozostanie demokratycznym krajem zintegrowanym z Europą, w najgorszym razie na zasadach podobnych do Norwegii czy Szwajcarii – a w najlepszym, wróci do nas za jakiś czas z podkulonym ogonem. Jej odejście doraźnie oznacza dla Unii bolesny cios i redukcję potencjału, ale w dłuższej perspektywie brak wiecznego hamulcowego może nawet wyjść nam na zdrowie – choć złośliwym zrządzeniem losu Brexit nastąpił akurat w momencie, kiedy do pogłębiania integracji nikt specjalnie się nie pali.

Tymczasem upadku demokracji w Turcji odkręcić już się prędko nie uda – tym bardziej, że obecna sytuacja to tylko zwieńczenie wieloletnich wysiłków Erdogana włożonych w jej demontaż. Nawet gdyby jakimś cudem stracił teraz władzę, niemal wszystkie instytucje tureckiego państwa trzeba by zbudować praktycznie od nowa, żeby demokracja mogła tam znowu zacząć funkcjonować. Ba, co tam instytucje – samo społeczeństwo musiałoby się nad sobą zastanowić, wszak Erdogan mimo wszystkich swoich działań ciągle utrzymuje wysokie poparcie, kilkakrotnie zweryfikowane w wyborach – i nawet absurdalnie przesadzone represje po puczu nie obniżyły mu notowań, jeśli wierzyć sondażom.

W perspektywie krótszej niż pokolenie nadziei na to nie widać, odwrót od Zachodu i nowoczesności w ogóle wydaje się trwałym trendem – co wobec geopolitycznego znaczenia Turcji zapowiada wiele problemów zarówno dla Europy, jak i Bliskiego Wschodu. Państwo, które przez lata stanowiło najmocniejszy argument za możliwością pogodzenia islamu z demokracją, teraz zmienia się w równie mocny kontrargument – skoro bowiem naród, który z własnej inicjatywy postawił na laicką republikę (i to prawie sto lat temu, kiedy nawet w Europie nie był to jeszcze standard), koniec końców wraca do kalifatu, to jakie perspektywy mogą mieć narody, które de facto nigdy jeszcze od kalifatu nie odeszły?

Nawiasem mówiąc, to chyba paradoks roku, że symbolicznym końcem tureckiej demokracji stał się nieudany pucz wojskowy przeciwko demokratycznie wybranej władzy…



Kup pan kwitek

Dodane: 15 grudnia 2016, w kategorii: Absurdy

Kupowałem mieszkanie. Właściwie to dwie trzecie mieszkania, bo jedną trzecią już miałem, ale mniejsza o szczegóły.

W związku z tym potrzebowałem wypisu z kartoteki lokali (cokolwiek i po cokolwiek by to nie było). Poszedłem do urzędu, odczekałem w kolejce i okazało się, że… mieszkania nie ma w kartotece. Muszę je dopiero zgłosić, ale do tego potrzebuję wypisu z księgi wieczystej, który powinienem wziąć z innego urzędu. Inny urząd szczęśliwie pozwalał wygenerować wypis przez internet, ale nie za darmo – skromne 24 złote za kilka milisekund pracy serwera.

Cóż, trzeba to trzeba – zapłaciłem, wydrukowałem trzy kartki A4, poszedłem znowu do pierwszego urzędu, złożyłem wniosek z wypisem o wpis potrzebny do wypisu (mam nadzieję, że wszystko jest ciągle jasne i logiczne), po czym okazało się, że wprowadzenie danych do kartoteki zajmie kilka dni, więc po wypis mogę przyjść za tydzień. Cóż – minął ten tydzień, poszedłem po raz kolejny, odczekałem w kolejce, złożyłem wniosek i wypis wreszcie dostałem – jedna kartka A4, wydrukowana i ostemplowana w minutę, ale znowu nie za darmo, tylko za kolejne 30 złotych.

Na koniec okazało się, że dodatkowo muszę jeszcze zdobyć zaświadczenie, że mój lokal nie leży w strefie rewitalizacji, bo w Krakowie rewitalizują na potęgę – trzeci już urząd do odwiedzenia, tym razem na szczęście bez kolejki, ale znowu 17 złotych do zapłacenia i tydzień czekania na wydanie dokumentu, który okazał się jeszcze jedną kartką A4 z pieczątką.



Czucie i rozum

Dodane: 27 listopada 2016, w kategorii: Przemyślenia

Pozostaje tylko owa symetria zdziwień: Pańskiego, tego, z któregoś mnie Pan pytał, czy jestem „that strong”, żeby upierać się przy „non serviam” – oraz mojego, że można, jak Pan to odważnie robi, polegać na doznaniach najprywatniejszych, gdy poszukuje się prawdy z uniwersalistyczną ważnością. Myśl, żeby na takich doznaniach, przeczuciach, uczuciach fundować światopogląd, wydawała mi się zawsze i wydaje mi się czymś najdziwniejszym w człowieku – i tam gdzie polegający na owych przeżyciach dostrzega swoją naturalną i przyrodzoną skromność, ja widzę nadzwyczajne uroszczenie – gdyż to, co ja czuję, mam za całkowicie nieważne, jako indykator stanu rzeczy tego świata. Jeśli bowiem istnieje rzecz myśląca, jako człowiek oraz rzecz w sobie, jeśli przystać na taką segmentację, to owo myślące, będąc tylko powłoką fenomenalistyczną, wtórnikiem, nie może mieć (w mym pojmowaniu) żadnych racji logicznych za sobą, żeby orzekać o tym, co fenomenalistyką powierzchniową już NIE JEST.

Stanisław Lem, „Sława i Fortuna”, s. 144

Romantyczne stawianie czucia i wiary przed rozumem zawsze uważałem za idiotyzm wagi ciężkiej – ale nigdy bym nie potrafił tego uzasadnić tak elegancko, lapidarnie i dobitnie zarazem, jak Lem. Żeby więc wrażenia nie popsuć, niczego więcej już tu od siebie nie dodaję.


World Trump Center

Dodane: 9 listopada 2016, w kategorii: Polityka


obrazek © by Lennart Gäbel

W USA wszystko musi być the best – i jak widać, katastrofy także. Mieli już dwa największe kryzysy w historii, największy atak terrorystyczny w historii, a teraz przyszedł czas na najdurniejszego prezydenta w historii (przynajmniej biorąc pod uwagę państwa ważne i poważne, bo w różnych Trapezfikach znalazłoby się oczywiście parę postaci jeszcze bardziej kuriozalnych).

Tu próbowałem ulepić jakiś poważniejszy komentarz, ale brak weny, lenistwo, jesienna depresja, załamanie wynikiem wyborów, ogólne zniechęcenie do polityki, niepotrzebne skreślić, mnie powstrzymało. A najbardziej chyba przekonanie, że cokolwiek napiszę, zostało już dziś napisane sto razy i każdy jako tako zainteresowany tematem już to przeczytał.

Może oprócz jednego: co właściwie spowodowało, że Amerykanie byli zdolni wybrać na prezydenta kogoś takiego jak Trump? Prostej odpowiedzi oczywiście nie ma, ale warto zwrócić uwagę na jeden z tropów. Znaleziony kilka lat temu – tak dawno, że za cholerę już sobie nie przypomnę źródła – ale dopiero teraz powinien należycie walić po oczach.


Stars and stripes, czyli jeszcze raz o flagach

Dodane: 23 października 2016, w kategorii: Nauka

Widoczny tu bohomaz to efekt nałożenia na siebie flag wszystkich państw świata – jak widać, niewiele na nim widać, ale da się zauważyć popularność takich wzorców jak trzy poziome/pionowe pasy, ukośne linie wzdłuż przekątnych, wyróżniony środek czy lewa górna ćwiartka. I o tym będzie dzisiejsza notka.

Refleks nie jest moją mocną stroną (ślimak w nagłówku bloga to nie przypadek, oj nie), więc dopiero po opublikowaniu wpisu o kolorach flag przyszło mi do głowy, że można by przeanalizować także układy flag i ich elementy składowe. Tego już niestety nie dało się załatwić automatem, musiałem zatem odwalić trochę nudnej i żmudnej roboty, żeby to wszystko skatalogować i policzyć – ale czego się nie robi dla ludzkości…

Czy jednak efekt wart był wysiłku? Zobaczmy:



A niech zakażą

Dodane: 29 września 2016, w kategorii: Polityka

Co kilka lat (za obecnego rządu trochę częściej) oglądamy ten sam spektakl: do Sejmu trafia projekt zaostrzenia zakazu aborcji, kobiety się mobilizują, zaskakują rząd skalą protestów, projekt upada, oddychamy z ulgą i na tym się kończy. A nie powinno. Protestującym nieodmiennie umyka bowiem, że bronią zaledwie status quo, który i tak jest patologią, w cywilizowanym świecie praktycznie już niespotykaną. Kolejne zwycięstwa są więc tak naprawdę pyrrusowe – nie zmieniają nic, a tylko utwierdzają opinię publiczną w przekonaniu, że obowiązujący stan rzeczy stanowi jakąś akceptowalną normę, której utrzymanie samo w sobie oznacza dla kobiet sukces.

W rzeczywistości nic bardziej mylnego – legalnych aborcji mamy około tysiąca rocznie, a nielegalnych nawet według najostrożniejszych szacunków pięćdziesiąt tysięcy (realnie raczej dwa razy tyle), co oznacza, że aborcja pozostaje w 98-99% przypadków zakazana. Czy jest to sytuacja, której warto bronić? Nie uważam.

Dlatego, paradoksalnie, może jednak lepiej, żeby „obrońcy życia” w końcu wywalczyli ten swój upragniony całkowity zakaz. W praktyce niewiele on zmieni, za to efekt psychologiczny powinien być potężny – i może dopiero wtedy nastąpi otrzeźwienie, zmiana dyskursu z „nie ruszać kompromisu” na „przywrócić normalność” i zmiana taktyki z defensywnej na ofensywną, skoro już nie będzie czego bronić. A wtedy pojawi się nadzieja na całkowite obalenie tego chorego prawa, zamiast jego podtrzymywania w nieskończoność w obawie przed jeszcze gorszym.

Zanim to nastąpi, wiele kobiet w międzyczasie ucierpi, niewątpliwie – ale jeśli ten całkowity zakaz, wbrew intencjom autorów, przyspieszy powrót do aborcji na życzenie o choćby jeden rok, to przy wspomnianych wyżej proporcjach korzyści natychmiastowo przewyższą straty o rząd wielkości. Brzmi opłacalnie, prawda?

Cynicznie do tego podchodzę, to prawda. Ale cóż – polityka zazwyczaj sprowadza się do wyboru mniejszego zła.


Kolory sztandarów

Dodane: 18 września 2016, w kategorii: Nauka

Naszło mnie jakiś czas temu pytanie: czy kolorystyka flag państwowych jest jakoś powiązana z kulturą, religią, geografią i tak dalej, czy raczej stanowi ona kwestię zupełnie przypadkową? Jak wiadomo, różne kultury nadają kolorom różną symbolikę (np. w kręgu cywilizacji zachodniej czerń jest kolorem żałoby, podczas gdy w Chinach jest nim biel), a trudno o coś bardziej symbolicznego niż flaga – czy zatem da się tu znaleźć jakieś prawidłowości?

Jest tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić – napisałem więc skrypt zliczający występowanie poszczególnych kolorów (z dokładnością do 1%, żeby nie komplikować sobie sprawy śladowymi barwami i artefaktami graficznymi), przemieliłem nim wszystkie flagi, i oto co z tego wyszło.

Na początek najprostsza ze statystyk, czyli uśredniony kolor flagi:

Mapa

Czy da się w tej pstrokaciźnie dostrzec jakiekolwiek wzorce? Hmm. Ciężko, prawda? No ale cóż, wiadomo, jak to jest ze średnią – średnio każdy człowiek ma jedno jądro i tak dalej, więc nie można oczekiwać za dużo. Przyjrzyjmy się zatem, jak rozkładają się poszczególne kolory, z uwzględnieniem zajmowanej na fladze powierzchni.



« Starsze wpisy Nowsze wpisy »