Zbrodnia i statystyka

Dodane 10 lutego 2009 w kategorii Przemyślenia.

Od kilku dni cała Polska żyje wiadomością o tym, że gdzieś na drugim końcu świata (no, może trochę bliżej) jacyś psychole kogoś zamordowali. Rzecz niby niespecjalnie sensacyjna, bo każdego dnia, świątek, piątek czy niedziela, rozmaici psychole na całym świecie mordują w porywach do kilkuset osób i nikogo to specjalnie nie obchodzi - ale w tym akurat przypadku zamordowany był Polakiem, a mordercy pochwalili się swoją zbrodnią wszem i wobec, więc medialność automatycznie wzrosła tysiąckrotnie.

Mógłbym teraz napisać, co sądzę o takiej mentalności plemiennej i takiej hierarchii ważności, w której nic nie znaczący incydent, jakim była śmierć jednego polskiego inżyniera, stoi wyżej niż np. wielki atak terrorystyczny w stolicy Indii, o którym przez dwa i pół miesiąca tyle w polskich mediach nie napisano/powiedziano, co o tym inżynierze przez tydzień. Mógłbym też coś napisać o powszechnej histerii, w ramach jeden kretyn domaga się komisji śledczej, drugi chce wpisać do konstytucji zakaz negocjacji z terrorystami, a trzeci ogłasza naszą porażkę w wojnie z terroryzmem - ale tymi tematami zajmę się może kiedy indziej, a póki co wolę wspomnieć coś o statystyce.

Statystyka, której się przyjrzałem na marginesie ww. sprawy, wygląda następująco - według danych Komendy Głównej Policji w roku 2008 w Polsce miało miejsce 759 zabójstw. Innymi słowy, ciut powyżej dwóch dziennie. Nie muszę chyba dodawać, że żadna z tych siedmiuset pięćdziesięciu dziewięciu ofiar nie trafiła na pierwszą stronę jakiejkolwiek poważnej gazety, ani też nie wzbudziła większego zainteresowania komentatorów, choć morderstwo w Polsce wydaje mi się ciut ważniejszym dla mieszkańca Polski tematem, niż morderstwo w Pakistanie. Ale to tylko tak na marginesie. Wróćmy do wspomnianej liczby, która - jakkolwiek niezbyt miła - okazuje się być najlepszym wynikiem od 1990, kiedy zabójstw było tylko (?) 730. W międzyczasie liczba ta wynosiła zwykle około tysiąca, szczyt osiągając w 2001 (1325), by potem spaść do poziomu nieco powyżej 800. Zresztą, co się będę rozpisywać, spójrzmy lepiej na wykres:

Jak nietrudno zauważyć, po skoku w pierwszej połowie lat 90-tych (spowodowanym zapewne "szokiem transformacyjnym") zaczęliśmy notować systematyczny spadek, z wyjątkiem podskoku w latach 2000-2004 oraz małej nieregularności w roku 2007. Złośliwy los sprawił, że dwa najgorsze lata mieliśmy, kiedy Lech Kaczyński był ministrem sprawiedliwości - ale to oczywiście przypadek, a przyczyną wzrostu był zapewne ówczesny kryzys.

A teraz pytanie - co Ci się rzuciło w oczy w poprzednim akapicie, czytelniku/czytelniczko?

Jedni pewnie zwrócili uwagę przede wszystkim na "szok transformacyjny", inni na Kaczyńskiego, jeszcze inni na jakże medialne ostatnio słowo "kryzys". Ale idę o zakład, że absolutnie nikogo specjalnie nie zainteresowały słowa "podskok" czy "mała nieregularność". I idę o zakład, że o ile nazwanie zabójstwa inżyniera "nic nie znaczącym incydentem" w drugim akapicie tego tekstu niejednego oburzyło, o tyle nazwanie kilkudziesięciu "nadmiarowych" morderstw w 2007 "małą nieregularnością" nie oburzyło nikogo.

Zabicie jednego człowieka to zbrodnia, zabicie milionów to tylko statystyka - powiedział podobno Stalin. Trochę przesadził, statystyka zaczyna się dużo szybciej. Pojedyncze morderstwo może być w mediach tematem numer jeden przez tydzień, a gdyby rządowi udało się tego inżyniera uratować, przez dwa tygodnie o niczym innym byśmy nie słyszeli. Tymczasem informacja, że w zeszłym roku było w kraju prawie o sto morderstw mniej niż w poprzednim, nie obchodzi nikogo - sam się o tym dowiedziałem tylko przez przypadek. Nie muszę chyba dodawać, że rok temu psa z kulawą nogą nie obchodził wzrost w 2007, a podczas kampanii wyborczej w 2001 żaden polityk ówczesnej opozycji nie wypomniał ówczesnemu rządowi, że liczba zabójstw w poprzednim roku wzrosła o ponad dwieście - choć pojedynczych zamarzniętych bezdomnych wypominali bardzo chętnie.

Wiem, marudny jestem, a ludzkiej natury i tak nie zmienię. Wiem, że emocje zawsze będą u większości ludzi przeważać nad rozumem, a jedno wyjątkowo brutalne morderstwo nagłośnione przez media zawsze będzie znaczyć więcej niż tysiąc anonimowych zbrodni w policyjnych statystykach. Ale może chociaż parę osób te wywody trochę otrzeźwią.


Komentarze [Atom]

  • 1.
    10 lutego 2009, 22:55:05 radmen

    Hmm dzisiaj o tym rozmawiałem ze znajomą. Mnie zawsze jako przykład służą ludzie z afryki, gdzie dziennie to pewnie setkami można liczyć ofiary, ale łot tam, oni nie polacy także problemu nie ma.


  • 2.
    11 lutego 2009, 21:14:31 Silent's brother

    No w przypadku tego inżyniera był jeszcze czynnik międzynarodowy. Obcy Polaka biją a nawet zabili;)) To zawsze dobrze się sprzedaje jak naszego biją;))

    Notabene co do zabójstw w Polsce, wiesz jakie są okoliczności większości zabójstw? W znaczeniu kto najczęściej kogo zabija?


  • 3.
    21 stycznia 2010, 17:42:40 killer666

    Podobno (statystycznie) najczęściej w rodzinie przy alkoholu.


  • 4.
    13 sierpnia 2011, 00:27:13 asdf

    witam
    trzeba wziąć pod uwagę ze 30% z tej liczby morderstw to usiłowania, polska policja wlicza je w statystyki


Dodaj komentarz