Cichy Fragles

skocz do treści

Mikołaje z kosmosu

Dodane: 12 stycznia 2026, w kategorii: Absurdy, Nauka

Niedorzeczność bajek Daenikena (na szlachetne miano teorii, czy nawet hipotez, to trzeba sobie zasłużyć) chyba najbardziej rzuca się w oczy, kiedy spojrzymy na jego wizję z lotu ptaka (albo, żeby lepiej wczuć się w klimat, latającego talerza).

Oto byli sobie kosmici, którzy dawno, dawno temu przylecieli na Ziemię i spędzili tu co najmniej cztery i pół tysiąca lat, od czasów Stonehenge, którego budowa rozpoczęła się w XXX wieku p.n.e. aż po Machu Pichu zbudowane w XV wieku n.e. – być może Daeniken przypisywał im jakieś jeszcze starsze lub jeszcze nowsze budowle, ale oczywiście nie mam ochoty przegryzać się przez całą jego twórczość, żeby to sprawdzić.

Co robili przez większość tego czasu, nie wiadomo, ale raz na ileś stuleci upatrywali sobie jakąś nację i zaczynali jej pomagać w budowie świątyń, grobowców czy pomników. Z jakiegoś powodu był to absolutnie jedyny przejaw ich działalności – nie wykazywali żadnego zainteresowania podnoszeniem jakości życia tych ludów, dzieleniem się wiedzą, czy nawet ochroną wybranego narodu przed zagrożeniami; budowali w pocie czułków te piramidy i inne cuda, a jednocześnie nie kiwali palcem, gdy państwo zmagało się z wojną, klęską głodu czy zarazą.

Regularności w ich działaniu próżno było szukać: czasem chodziło raptem o jedną, niespecjalnie nawet wielką budowlę, czasem o cały ich kompleks, a czasem w ogóle siedzieli przez wiele pokoleń w jednym miejscu i stawiali tam dziesiątki monumentalnych świątyń czy czegoś. Ile by jednak czasu gdzieś nie spędzili, ilu rzeczy nie zbudowali, zawsze potrafili perfekcyjnie zadbać o to, żeby nie zostały po nich żadne ślady – ani jednej zgubionej śrubki, ani jednej wzmianki w kronikach czy listach, żadnych wizerunków, nic. Mało tego, jeszcze tworzyli fałszywe dokumenty z epoki, np. traktaty o budowie piramid (według których stawiać je mieli wyłącznie ludzie z użyciem własnych technologii), rozliczenia wypłat dla robotników, harmonogramy robót i tak dalej.

Literalnie jedyną pozostałością po kosmitach były wzniesione przez nich budynki – ale żeby ich pochodzenie nie rzucało się w oczy, zawsze konstruowali je w sposób możliwy do osiągnięcia za pomocą technologii stosowanych przez tubylców i idealnie wpasowywali je w lokalną kulturę (czyżby nie mieli własnej?), religię i historię.

Co jednak najzabawniejsze, kosmici mieli tym większy gest, im bogatszą i bardziej zaawansowaną nację napotkali: w czasach megalitycznych poprzestawali na układaniu jednych wielkich kamieni na drugich, by w późniejszych epokach systematycznie stosować coraz staranniejszą obróbkę materiałów i coraz doskonalsze rozwiązania architektoniczne; biednym Indianom z płaskowyżu Nazca zafundowali raptem jakieś skromne rysunki wyryte kijem w ziemi, a potężnemu i bogatemu Egiptowi postawili tuziny piramid i masę wypasionych pomników, o świątyniach i innych cudach architektury nie wspominając. Zupełnie jak święty Mikołaj, który z sobie tylko wiadomych powodów przynosi dzieciom tym droższe prezenty, im bogatszych te dzieci mają rodziców.

Co stwierdziwszy, nie muszę już chyba dodawać, że wiarę w Daenikena wypada szanować równie mocno, jak wiarę w Mikołaja.


Skomentuj na Facebooku

Podobne wpisy