Cichy Fragles

skocz do treści

„Łupienie bogatych”

Dodane: 21 listopada 2019, w kategorii: Absurdy, Polityka

Przy okazji awantury o zniesienie limitu składek na ZUS rzuciło mi się w oczy, że największy hejt w sieci wywołał nie sam projekt PiS-u, tylko propozycja Lewicy, żeby przy okazji wprowadzić górny limit wysokości emerytury. Okradanie pracujących, komuna, bolszewicy, Kambodża z czasów Pol Pota, hunwejbini – to tylko pierwsze z brzegu epitety internautów, a nieoceniona Dominika Wielowieyska dowaliła z grubej rury, że Lewica „łamie umowę społeczną i niszczy zaufanie do państwa” (podkreślmy – nie PiS, który chce podnieść składki, tylko Lewica, która chce przyciąć emerytury najbogatszym). Państwa, które system emerytalny reformowało przez ostatnie dwadzieścia lat już kilka razy, praktycznie zawsze na niekorzyść przyszłych emerytów – ale to, jak rozumiem, zaufania nie niszczyło.

Mniejsza o ten drobny szczegół, że górny limit wysokości emerytury nie jest żadnym wynalazkiem Pol Pota, tylko rozwiązaniem od dawna stosowanym w wielu państwach Europy Zachodniej – jak zresztą 90% tego straszliwie lewackiego programu Razem. Mniejsza o to, że aby móc dostawać te 15 tysięcy emerytury miesięcznie, trzeba przez 40 lat życia zawodowego zarabiać średnio jakieś 35 tysięcy brutto – grubo więcej niż pensja prezydenta czy premiera, grubo więcej niż 99% Polaków zarobi choćby u szczytu kariery, nie mówiąc o osiągnięciu takiej średniej życiowej. Mniejsza i o to, że przy takich zarobkach wkracza się w wiek emerytalny jako multimilioner, któremu państwowa emerytura tak naprawdę zwisa i powiewa, bo nawet bez niej można już spać na pieniądzach do końca życia.

Przede wszystkim jednak wypada zauważyć, że porównywalnych protestów z jakiegoś powodu nigdy nie budzi podnoszenie podatków biedniejszym – PiS w zeszłej kadencji podwyższał różne pomniejsze daniny wiele razy i reakcją było generalnie wzruszenie ramion: podnoszą akcyzę to podnoszą, wprowadzają kolejne opłaty to wprowadzają, na co drążyć temat. W przyszłym roku rząd ma nam zabrać (nam wszystkim, a nie tylko garstce bogaczy) 15% środków z kont emerytalnych, co było zapowiadane od miesięcy, a ostatecznie przyklepane dwa tygodnie temu – i nadal nie budzi to w zasadzie żadnych emocji, co najwyżej smętną rezygnację. Nam mogą zabierać, ale od najbogatszych wara!

A potem mamy zdumienie, że w Polsce panuje degresywny system podatkowy. No, ciekawe czemu?


Recenzja znaleziona na strychu

Dodane: 12 kwietnia 2019, w kategorii: Absurdy

Akcja powieści toczy się, jak to zwykle w SF, w XXI wieku – a dokładniej w roku 2019, czyli prawie równo pięćdziesiąt lat od dzisiaj. Również jak zwykle w SF, ważniejsza od fabuły wydaje się wizja świata przyszłości – ale wizja ta okazuje się całkowicie odmienna od wszystkich innych, jakie dane nam było poznać.
Autor to ewidentnie miłośnik komputerów, na nich bowiem się koncentruje i bardzo szczegółowo przedstawia ich przyszły rozwój, nie szczędząc nam nawet parametrów technicznych. Zarazem jednak w swoich prognozach całkowicie puszcza wodze wyobraźni, nie zachowując nawet minimum troski o prawdopodobieństwo – w powieściowym świecie każdy (z dziećmi włącznie) nosi w kieszeni komputer wielkości paczki papierosów (!), z procesorem wykonującym miliardy operacji na sekundę i z pamięcią liczoną w miliardach bajtów. Dla porównania: najpotężniejszy współczesny komputer, CDC 6600, potrafi wykonać trzy miliony operacji na sekundę i posiada dwa miliony bajtów pamięci. Czy można traktować poważnie pomysł noszenia odpowiednika tysiąca takich maszyn w kieszeni?


Obrazek i obraza

Dodane: 12 października 2018, w kategorii: Absurdy

Przedwczorajszy wyrok na Urbana, wyceniający publikację widocznego obok obrazka na 120 tysięcy złotych kary, niewątpliwie zajmie poczesne miejsce w historii polskiego oszołomstwa, z przyczyn oczywistych. Przy okazji warto jednak wyjaśnić jedną nieoczywistą kwestię, z której mało kto zdaje sobie sprawę.

Mianowicie: wbrew powszechnemu mniemaniu, obraza uczuć religijnych nie jest w Polsce karalna.

Serio. Zerknijmy bowiem na artykuł 196 Kodeksu Karnego, na podstawie którego zapadł wspomniany wyrok:

Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Zwróćmy uwagę: karane jest nie obrażanie uczuć religijnych samo w sobie, tylko znieważanie przedmiotu czci religijnej lub miejsca obrzędów (co ciekawe, tylko publicznego – co by oznaczało, że prywatne miejsca odprawiania obrzędów już można znieważać bezkarnie). Innymi słowy, obrażać uczucia można do woli, byle tylko nie znieważyć przy tym przedmiotu lub miejsca.



Bez komentarza: Vel no habes frameam stupide?

Dodane: 24 września 2018, w kategorii: Absurdy

W drugiej połowie lat czterdziestych XVII wieku Bogdan Chmielnicki popadł w konflikt z kresowym magnatem Aleksandrem Koniecpolskim i jego urzędnikiem – Danielem Czaplińskim. Zatarg dotyczył ziemi, którą Chmielnicki stracił – niesłusznie w jego mniemaniu – na korzyść Koniecpolskiego. Przyszły przywódca powstania szukał sprawiedliwości w lokalnych sądach, ale nic nie wskórał. Udało mu się w końcu uzyskać audiencję u króla polskiego Władysława IV, który wysłuchawszy skarg Chmielnickiego, zadał mu sarkastyczne pytanie: „Vel no habes frameam stupide?” („Czyż nie miałeś szabli, głupcze?”).

(…)

Chmielnicki szablę miał i uczynił z niej świetny użytek. Jego powstanie zatrzęsło w posadach polskim imperium kolonialnym.

Jan Sowa, „Fantomowe ciało króla”

„Popieram monarchię, dopóki król ma takie poglądy jak ja”

Dodane: 12 sierpnia 2018, w kategorii: Absurdy

Mało kiedy miałem w życiu taką chichrenfreude (© by Wojciech Orliński), jak po pamiętnym przemówieniu JP2 z 2003, zakończonym słowami „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”. W toczącej się wówczas debacie o naszym wejściu do UE katoprawica z Rydzykiem na czele często gęsto używała bowiem argumentu, że Unia jest antychrześcijańska i to nie po bożemu za nią głosować – po wypowiedzi JP2 trzeba więc było albo podkulić ogon i posłusznie zmienić front, albo wznieść się na wyżyny erystyki, żeby wmówić sobie i innym, że papież nie powiedział tego, co powiedział (a nawet jak powiedział, to nie miał tego na myśli, a nawet jak miał, to i tak bez znaczenia). Pierwsza opcja oczywiście nie wchodziła w grę, bo tuż przed referendum równałoby się to kapitulacji, więc prawactwo zaczęło się wznosić na wyżyny, naturalnie dostarczając tym lewactwu niemałej uciechy.



Pytania z Dudy

Dodane: 13 czerwca 2018, w kategorii: Absurdy, Polityka

Wybory z 2015, poza wszystkimi innymi smutnymi następstwami, miały i taki efekt, że pozbawiły mnie jednego z pobocznych złudzeń – tego mianowicie, że szwajcarski zwyczaj częstego organizowania referendów z wieloma pytaniami nadawałby się do wprowadzenia w Polsce. Złudzenia tego pozbawił mnie najpierw Komorowski, który w ramach genialnej zagrywki PR-owej postanowił znienacka zrobić referendum z trzema głupimi i kompletnie nieprzemyślanymi pytaniami, a potem Duda, który radośnie go przelicytował, proponując pytania jeszcze głupsze.

Złudzenia nie umierają jednak bez walki – jakiś promyk nadziei ciągle się we mnie tlił, że może jednak by się dało, może tamta żenada to był tylko efekt wyskoczenia z pomysłem na ostatnią chwilę kampanii wyborczej, a gdyby zabrać się do sprawy na spokojnie, to inaczej by to wyglądało. Dlatego też, mimo całej niechęci, jaką żywię wobec Dudy, mimo oczywistej absurdalności inicjowania dyskusji o konstytucji przez osobnika skompromitowanego jej łamaniem, po cichutku jednak liczyłem, że stanie się cud i coś dobrego z tego wyniknie. Skoro przecież tak się w ten pomysł zaangażował, nawet wbrew swojej partii, skoro ponoć odbył ileś tam spotkań w tej sprawie, skoro specjalny zespół powołał do ułożenia pytań, to chyba można oczekiwać czegoś lepszego niż tamte pytania wymyślone na chybcika podczas kampanii?

Wczoraj w końcu te pytania poznaliśmy – no i cóż, skomentujmy je tu po kolei.



A co na to media?

Dodane: 21 maja 2018, w kategorii: Absurdy

Naszła mnie ostatnio myśl: jak w realnym świecie wyglądałyby relacje medialne o wydarzeniach z popularnych filmów? Jak to zwykle bywa, jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać – wysmarowałem zatem kilka przykładów. Naturalnie mam nadzieję, że zechcecie dopisać więcej w komentarzach.


Pulp Fiction

Kuriozalny napad na restaurację: dwoje młodocianych bandytów trafiło na… dwóch innych bandytów. Wszyscy byli uzbrojeni, do strzelaniny jednak nie doszło – po kilku minutach negocjacji napastnicy doszli do porozumienia i cała czwórka opuściła restaurację, oddalając się w nieznanym kierunku. Jak dotąd nie ujęto żadnego ze sprawców.
Strzelanina w mieszkaniu boksera Butcha C. Wezwana przez sąsiadów policja znalazła zwłoki mężczyzny w łazience. Denat został zidentyfikowany jako znany policji Vincent V., podejrzewany o współpracę z mafią. Trwają poszukiwania Butcha C. – ktokolwiek zna jego aktualne miejsce pobytu, jest proszony o kontakt z policją.


Uzależnienie

Dodane: 22 grudnia 2017, w kategorii: Absurdy

Jadę kilka godzin busem.

Jedna laska ogląda serial na netbooku, trzy czy cztery odcinki ciurkiem.

Druga zawzięcie czatuje przez komórkę, praktycznie bez przerwy.

Dzieciak gra na komórce, bez przerwy nawet teoretycznie, jeśli nie liczyć kilkunastu (!) przesiadek z FIFy na GTA i z powrotem.

Z przodu widzę wystający ekran, na którymś też leci serial.

Gość za mną ciągle stuka oburącz w komórkę, chyba i on w coś gra.

Babka koło niego słucha muzyki, oprócz tego coś pisze.

Laska od serialu wysiada, jej miejsce zajmuje koleś, który od razu odpala przeglądarkę na tablecie.

Nie wszystkich widzę, ale z dużym prawdopodobieństwem jestem tu oprócz kierowcy jedyną osobą, która nie gapi się w ekran, tylko przez okno, jak zwierzę. Bite pięć godzin nie wyciągam ani kompa, ani komórki (poza odebraniem telefonu), ani nawet czytnika – tymczasem dookoła rzadko widzę, by ktokolwiek w ogóle je wyłączał.

Ironia losu i chichot historii – przez lata to ja uchodziłem w otoczeniu za beznadziejnie uzależnionego komputerowego maniaka, tymczasem teraz wyrastam na ostoję normalności pośród rzeszy nałogowców. Uzależnionych zresztą bez porównania silniej niż ja kiedykolwiek – przesiedzieć dobrowolnie pięć godzin bez przerwy przed komputerem zdarzyło mi się ze trzy razy w życiu, tymczasem dla dzisiejszych normalsów to już najwyraźniej codzienność…


Bitnonsens

Dodane: 23 listopada 2017, w kategorii: Absurdy, Net

Im dłużej żyję, tym trudniej mnie czymś naprawdę zdziwić – świat jest tak pełen absurdów wszelakich, że gdybym nie był zakamieniałym racjonalistą, dawno już bym się nawrócił na wiarę w Latającego Potwora Spaghetti, bo jakież inne bóstwo mogłoby taki cyrk stworzyć. Ciągle jednak zdarzają się newsy, których poziom absurdalności pozostawia mnie bezbronnym. Powyższa mapa (znaleziona tutaj) pokazuje państwa, które zużywają mniej energii elektrycznej niż… kopalnie Bitcoinów.

Zauważmy, że wśród owych państw znajduje się Nigeria, licząca skromne 190 mln mieszkańców.

W wizję Bitcoina jako nowej, lepszej waluty, która przyniesie nam wolność od państw i banków, nie wierzyłem nigdy (a szkoda, bo gdybym uwierzył i trochę kupił na początku, byłbym dzisiaj milionerem), długo jednak uważałem go za nieszkodliwą zabawkę dla libertariańskich oszołomów. Dziś już nawet to przekonanie okazuje się zbyt optymistyczne – mało, że Bitcoin stał się doskonałym systemem transakcyjnym dla przestępców, mało że walnie się przyczynił do rozkwitu ransomware’u, mało że stał się jedną wielką bańką spekulacyjną (której wirtualny charakter sprawia, że pęknięcie może pójść w tempie, jakiego realna gospodarka nigdy nie zaznała), to jeszcze pompowanie tej bańki zużywa coraz bardziej zauważalny odsetek światowej produkcji prądu.

Odsetek, jeszcze raz podkreślmy, większy niż zużywa 190 mln Nigeryjczyków.

I ten odsetek idzie na nic innego, jak na liczenie haszy. Nieprzydatnych do niczego i nie mających żadnej wartości poza tą, jaką im nadaje ludzkie przekonanie, także niepoparte absolutnie niczym. Bez cienia gwarancji, że jutro (literalnie jutro) te hasze nadal będą warte choćby tyle, co cena zużytego prądu. Czy można wierzyć, że ten świat mógł stworzyć ktoś inny niż Latający Potwór Spaghetti?


Grosik

Dodane: 5 kwietnia 2017, w kategorii: Absurdy

Wygrałem z systemem: jestem winny Żabce grosika. I przy tej okazji zacząłem się zastanawiać, o co tak naprawdę z tymi grosikami chodzi.

„Będę winny/a grosika” słyszał każdy wielokrotnie. OK, zdarza się, że sprzedawca faktycznie nie ma za grosz (nomen omen) pieniędzy w kasie, bo tak akurat fatalnie się złożyło, czarna seria klientów z samymi banknotami i nic nie poradzisz. Jak najbardziej bym rozumiał, gdyby zdarzało się to sporadycznie – ale ostatnio mam wrażenie, że pomijanie tego grosika staje się powoli normą. Może to tylko wrażenie, może jakoś pechowo ostatnio trafiam – ile jednak można tak trafiać? Popularny dowcip o kasjerze z Żabki, który obrabował bank i został rozpoznany po tym, że zabierając pieniądze odruchowo powiedział „będę winny grosika”, też się chyba nie wziął znikąd.

O co zatem chodzi z tymi grosikami? Jeśli z jakiegoś powodu faktycznie tak często się kończą, to przecież nawet równowartość kilku czy kilkunastu złotych wystarczy, żeby mieć, ho ho, jaki zapas bezpieczeństwa. Dla sklepu, przez który codziennie przepływają kilogramy bilonu, nie powinien to być żaden problem. Nasuwa się zatem oczywiste podejrzenie, że tak naprawdę mamy do czynienia z naciąganiem klientów – grosz do grosza, będzie kokosza, jak to kiedyś mawiano. To wytłumaczenie niespecjalnie się jednak broni, bo ilu klientów sklep musiałby tak naciągnąć, żeby w ogóle zauważyć korzyści z tej zabawy? Nawet w piekarni statystyczny klient zostawia przynajmniej parę złotych, a daleko nie każdemu wyjdzie grosik reszty – o jakiego rzędu zyskach można zatem mówić? 0.01% przychodów? 0.001%?

Ale kto wie, żyjemy w czasach postkryzysowego kapitalizmu, który wszystko już tak zoptymalizował i wyżyłował, że ciężko wycisnąć z czegokolwiek jeszcze jakąś dodatkową kasę, więc może i po te 0.001% opłaca się schylać. Albo po prostu kasjerzy są już tak „zoptymalizowani”, że te kilkadziesiąt niezaksięgowanych groszy dziennie na bułkę czy dwie już im robi znaczącą różnicę w budżecie. W jedno i drugie byłbym w stanie uwierzyć, ale w jedno i drugie trochę od biedy. Może więc jest jakiś inny powód? Guglanie mi go nie podsunęło, więc jeśli jest na sali ktoś zorientowany w temacie, byłbym wdzięczny za rozwiązanie zagadki.


« Starsze wpisy