
Dawno nic o książkach nie pisałem, a ostatnio mam wyjątkowo dobrą passę czytelniczą, więc czas rzucić trochę polecajek:
Nadzieja (J. M. Coetzee) – krótki suplement do „Elizabeth Costello”, który może być nie całkiem zrozumiały bez jej znajomości, więc przy okazji jeszcze raz polecam i tamtą książkę – a o tej dość powiedzieć, że to więcej tego samego dobra.
Egipcjanin Sinuhe (Mika Waltari) – tytułowemu bohaterowi przyszło żyć w burzliwych czasach faraona Echnatona i jego rewolucji religijnej, która na pewien czas wywróciła świat Egipcjan do góry nogami – ale i bez tego nudzić by się nie mógł, bo w swym długim życiu zwiedził kawał świata, od Babilonu po Kretę, przeżywając niezliczone perypetie, tak śmieszne jak i tragiczne, by u kresu życia wszystko opisać – trudno powiedzieć, na ile zgodnie z prawdą, ale niewątpliwie wybitnie.
Ballada dla Sophie (Filipe Melo, Juan Cavia) – przepięknie narysowana i opowiedziana historia pianisty, którego życie upłynęło pod znakiem kompleksów wobec bardziej utalentowanego konkurenta oraz frustracji z powodu rozmieniania swojego talentu na drobne dla pieniędzy. Na kompleksach i frustracjach się jednak nie kończy – w miarę jak bohater opowiada swoje życie dziennikarce, dowiadujemy się o nim coraz ciekawszych rzeczy, aż do zacnego plot twistu w końcówce.
Wielcy artyści ucieczek – ponownie Coetzee, ale tym razem nie jako autor, tylko temat – a konkretnie chodzi o jego powieść „Życie i czasy Michaela K”, którą różni krytycy analizują tak wnikliwie, że ten zbiór esejów jest parokrotnie grubszy od samej powieści. I nie wynika to bynajmniej z powtarzania tych samych twierdzeń – pewne powtórzenia oczywiście się pojawiają, kluczowe sceny i cytaty są przywoływane wielokrotnie, ale generalnie każdy z autorów podchodzi do tematu w sobie tylko właściwy sposób. Jeden z wyznaczników wielkiej literatury: można ją interpretować bez końca.
Ja, która nie poznałam mężczyzn (Jacqueline Harpman) – Margaret Atwood z domieszką Franza Kafki. Efekt genialny, jedna z najlepszych książek, jakie czytałem w ostatnich latach – o szczegółach jednak pisać nie będę, bo najlepiej to czytać bez jakiejkolwiek wiedzy, czego się spodziewać.
Lekcje greki (Han Kang) – ślepnący nauczyciel i niema uczennica to gotowy przepis na cudaczny romans, ale autorka nie idzie tą drogą. Zamiast tego mamy tu refleksyjną historię o problemach z porozumieniem między ludźmi, budzącą pewne (choć odległe) skojarzenia z filmem „Kod nieznany” – próby dialogu, choć wytrwale ponawiane przez nauczyciela, pozostają skazane na niepowodzenie, gdy bohaterowie są dla siebie wzajemnie niepojmowalni. Można tej książce zarzucić, że uderza w te same struny co „Wegetarianka” (kobieta niekompatybilna ze światem i przez nikogo nierozumiana) – gra na nich jednak nieco inną melodię.
Człowiek i błędy ewolucji (Nathan H. Lents) – bardzo ciekawa i lekka w czytaniu opowieść o błędach i niedoróbkach w naszych organizmach – a jest o czym pisać, bo ewolucja nie działa planowo, tylko ad hoc, więc przez miliony lat nazbierało nam się od groma zaszłości (pre)historycznych, które na różne sposoby utrudniają nam życie. Najzabawniejszy przykład to kwestia witaminy B12: nasza flora jelitowa potrafi ją wytwarzać, ale dzieje się to w jelicie grubym, a wchłaniać tę witaminę potrafimy tylko w jelicie cienkim, więc ta produkcja literalnie gówno nam daje…





Dodaj komentarz