
Jak co roku o tej porze, na stronie Nagrody Zajdla pojawił się ebook z nominowanymi opowiadaniami – przyjrzyjmy się zatem, co tym razem krajowa fantastyka ma nam do zaoferowania.
Demon pod murami Jerozolimy (Paweł Domownik) – najkrótsze opowiadanie wśród nominowanych – i to jego jedyna zaleta. Pozbawione większego sensu walki cybernetycznych bogów w świecie postapo, idiotyzmy typu „sztylet z php-ową iniekcją” (zapewne do psucia cyborgom blogów na WordPressie) i brak elementarnej korekty: hinduski bóg z głową słonia to raz Ganesh, a raz Ganesha, tu i ówdzie literom brakuje ogonków i tak dalej. Nie wiem, jakim cudem to coś dostało nominację.
O autorze przeczytałem na ww. stronie, że „prowadzi w głowie złomowisko złej i dziwnej fantastyki”. Cóż, to wiele tłumaczy.
Kiedy będziesz gotowy, idź (Wojciech Gunia) – historia żyjącej na odludziu rodziny, której członkowie próbują się pozbierać po śmierci matki – ale szybko da się zauważyć, że mamy tu alegorię raju: siostra głównego bohatera z pewnością nieprzypadkowo nazywa się Ewa, tym bardziej nieprzypadkowo to ona pierwsza zjada owoc (niby nie zakazany, ale biorąc pod uwagę okoliczności, stanowi to złamanie tabu), a gdy zjada go główny bohater (autor słusznie nie podaje nam jego imienia – gdyby bowiem nazwać go Adamem, byłoby to już zbyt jednoznaczne postawienie sprawy, natomiast inne imię psułoby metaforę), otwierają mu się oczy na pewne grzeszne sprawy…
Opowiadanie być może lekko przegadane, ale wspaniale napisane, inteligentne i dające do myślenia – mój bezdyskusyjny faworyt do tegorocznej nagrody i w ogóle najlepszy z nominowanych utworów od lat. Dla tego jednego tekstu warto sięgnąć po ebooka. Autora dotąd nie znałem, ale teraz stanowczo będę musiał poznać bliżej.
Niewiedźma (Aleksandra Janusz) – urban fantasy w Polsce lat 90-tych, ale takiej, gdzie ciągle powszechnie wyznaje się religię dawnych Słowian, a chrześcijaństwo jest takim samym marginesem jak judaizm. Główna bohaterka zajmuje się usługami magicznymi typu odczynianie uroków, ale tym razem trafia jej się poważniejsze zlecenie, które od początku wygląda podejrzanie – a potem oczywiście okazuje się, że wdepnęła w grubszą aferę niż myślała. Całość napisana bez zarzutu, ale nie zapadająca w pamięć bardziej niż sto innych historii tego typu.
Gambit profesora Fargusa (Łukasz Kucharczyk) – humorystyczna fantasy wyśmiewająca uniwersyteckie absurdy, czyli przede wszystkim poziom zarobków („Szedłem sobie do stołówki, bo dziś czwartek i podają schabowe, więc chciałem stanąć obok kolejki i sobie trochę powąchać”) i wzajemnej nienawiści między profesorami (osiągającej tu poziom literalnego strzelania sobie z kusz w plecy), w pewnym momencie jednak nagle uderzająca w poważniejszy ton – trochę zbyt poważny jak na humoreskę, przez co tworzący niezamierzony dysonans. Opowiadanie niezłe, ale nic ponadto.
Ot i wszystko. Pozostaje czekać na głosowanie – gdyby to ode mnie zależało, statuetkę zgarnąłby Wojciech Gunia, ale chłodna kalkulacja wskazuje, że faworytką będzie raczej Aleksandra Janusz (która notabene wygrała w zeszłym roku, aczkolwiek opowiadaniem nieco lepszym od tegorocznego). Czas pokaże.





Komentarze
PHP-owa iniekcja… :-D
Czyli na nowego Dukaja i nowego Sapkowskiego cały czas czekamy. O Guni słyszałem tu i ówdzie sporo dobrego, ale nie miałem jeszcze okazji.
Szacun, że ciągle jesteś na bieżąco z antologiami zajdlowskimi, bo ja zrezygnowałem z ich lektury ładnych kilka lat temu. Nie miałem już siły co roku zastanawiać się, czy to poziom polskiej fantastyki pofrunął do dołu, czy moje czytelnicze wymagania wraz z wiekiem poszły do góry.