Cichy Fragles

skocz do treści

Foe (J. M. Coetzee)

Dodane: 2 sierpnia 2008, w kategorii: Literatura

Foe | J.M. Coetzee (Znak)

Jak twierdzą niektórzy fantaści, różnica między fantastyką a mainstreamem polega na tym, że utwory fantastyczne służą do czytania, a mainstreamowe do interpretowania. Jakkolwiek jest to opinia mocno przesadzona i krzywdząca, nie wzięła się jednak z powietrza. Jak już chyba każdy zgadł po tym wstępie, „Foe” służy przede wszystkim do interpretowania – co jednak nie znaczy, że źle się go czyta.

Rzecz się dzieje – jak można przypuszczać – na przełomie siedemnastego i osiemnastego wieku. Główna bohaterka, Susan Barton, płynie do Brazylii w poszukiwaniu zaginionej córki, porwanej ponoć przez handlarzy niewolników. Poszukiwania nie przynoszą żadnego rezultatu, a w drodze powrotnej na statku wybucha bunt. Pani Barton zostaje przez buntowników wsadzona do szalupy i płynąc przed siebie ląduje na bezludnej wyspie. Prawie bezludnej – żyje tam bowiem starzec Robinson Kruzo oraz jego sługa Piętaszek. Brzmi znajomo? Bez wątpienia. W tym miejscu wypada dodać, że „Foe” w tytule książki to prawdziwe nazwisko pisarza szerzej znanego jako Daniel Defoe.


Kolor magii – komiks (Ross i Rockwell)

Dodane: 25 lipca 2008, w kategorii: Literatura

Kolor magii | Ross & Rockwell (Prószyński i s-ka)

Generalnie rzecz biorąc, adaptację można zrobić na trzy sposoby. Sposób pierwszy – przeniesienie historii żywcem z jednego medium do drugiego, przy tak daleko posuniętej zgodności z oryginałem, jak to tylko możliwe – vide film „Władca pierścieni”. Sposób drugi – przeniesienie tylko bohaterów i dopisanie własnego scenariusza – vide filmy o Batmanie. Sposób trzeci, ostatnio szczególnie popularny – wziąć tylko chwytliwy tytuł/autora i olać całą resztę – vide niedawne ekranizacje Dicka i Wellsa. „Kolor magii” to wprawdzie ten pierwszy przypadek, ale o sukcesie na miarę „Władcy pierścieni” nie ma mowy. W sumie to w ogóle nie ma mowy o sukcesie.

Historia, jako się rzekło, została przeniesiona żywcem z książki. Kto ją czytał, tego komiks nie zaskoczy absolutnie niczym – fabuła została jedynie nieco okrojona, scenarzysta nie pokusił się o dodanie choćby jednej scenki od siebie. Dialogi w większości zostały praktycznie przepisane z książki i tu również nie zauważyłem, by cokolwiek dodano. Nikogo więc chyba nie zaskoczy informacja, że i rysunki sprowadzają się do zilustrowania tego, co było opisane w książce, bez jakiejkolwiek własnej inwencji.

No właśnie, co do rysunków – dość powiedzieć, że ich autorem nie jest Josh Kirby ani choćby jego naśladowca. Ani choćby rozumny człowiek, który zdawałby sobie sprawę, że jeśli wszystkie „Światy Dysku” były ilustrowane przez Kirby’ego, to czytelnicy mają mocno ugruntowane wyobrażenie tego świata i zastępowanie go własną wizją nie jest najlepszym pomysłem. Szczególnie, jeśli ta wizja nie dorasta Kirby’emu do pięt. Niestety, rysunki są co najwyżej przeciętne i bez wyrazu, a z klimatem Świata Dysku mają niewiele wspólnego. Drażni szczególnie Rincewind, który przypomina raczej menela niż maga.

Tytułem podsumowania – nie wystarczy pociąć tekst i dodać obrazki, żeby z dobrej książki zrobić równie dobry komiks. Autorzy albo tego nie wiedzieli, albo świadomie zrobili skok na kasę, posiłkując się magią tytułu i nazwiska. Nie radzę im tej kasy oddawać, zdecydowanie lepiej ją wydać na oryginał.

Ocena: 3-


Historia i Fantastyka (Sapkowski i Bereś)

Dodane: 17 lipca 2008, w kategorii: Literatura

Historia i fantastyka | Andrzej Sapkowski i Stanisław Bereś (SuperNOWA)

Pisząc o tej książce trudno uniknąć porównań z „Tako rzecze Lem” – szczególnie, że już pierwsze jej zdanie zaczyna się od słów „Stanisław Lem twierdzi”. A że rozmowy Beresia z Lemem darzę uwielbieniem, czcią i kultem, oznacza to zawieszenie poprzeczki na najwyższym możliwym pułapie. Czy możliwym do przeskoczenia, to kwestia dyskusyjna.

Już z zewnątrz widać, że o równym starciu nie ma mowy – mała i niezbyt gruba „Historia i fantastyka” nie wygląda zbyt okazale obok opasłej księgi, jaką jest „Tako rzecze…”, różnica objętości jest kilkakrotna, trudno więc liczyć na równie długie i głębokie dyskusje na temat życia, wszechświata i całej reszty. I faktycznie takich dyskusji tu za wiele nie ma. Niemal cała rozmowa kręci się wokół dwóch tytułowych tematów, przy czym „historia” to głównie Husyci, a „fantastyka” to głównie Wiedźmin. Rolę spójnika pełnią wspomnienia Sapkowskiego (począwszy od wypraw z dziadkiem na grzyby, przez karierę w handlu zagranicznym, skończywszy na sukcesach pisarskich i bojach z niekompetentnymi dziennikarzami)… i na tym w zasadzie się kończy.


Trzynastu apostołów (Dean Koontz)

Dodane: 3 lipca 2008, w kategorii: Literatura

Trzynastu apostołów | Dean Koontz

Prawie jak King – tak można najkrócej podsumować ten zbiór opowiadań. Wiadomego sloganu jednak nie powtórzę, bo nie chcę tworzyć wrażenia, że to jakiś szajs, który najmarniejszej z książek Kinga do pięt nie dorasta. Co to, to nie. W tym przypadku „prawie” nie robi aż tak wielkiej różnicy – Koontz ustępuje Kingowi tylko nieznacznie (przynajmniej tą książką, bo innych nie czytałem), a diabeł tkwi w szczegółach.

Szczegół pierwszy – przewidywalność. King, nawet jeśli kończył sztampowym happy endem, dbał przynajmniej o to, żeby czytelnik wcześniej w ten happy end mocno zwątpił. Koontz nie dba, a w każdym razie nie wychodzi mu to – w niemal wszystkich opowiadaniach można łatwo odgadnąć, co będzie dalej i czym to się skończy.

Szczegół drugi – konsekwencja. Zabrakło jej szczególnie w tytułowym opowiadaniu, którego końcówka sprawia wrażenie totalnej improwizacji połączonej z pogardą dla logiki i konwencji utworu. Na minus należałoby też zaliczyć deus ex machina w opowiadaniu „Twardziel”, skądinąd całkiem niezłym.


Lapidaria IV-VI (Ryszard Kapuściński)

Dodane: 17 czerwca 2008, w kategorii: Literatura

Lapidaria IV-VI | Ryszard Kapuściński (Agora)

Gdyby Kapuściński prowadził bloga, jak by ów blog wyglądał? Jest tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić – poczytać Lapidaria.

I na tym w zasadzie mógłbym zakończyć ten wpis, bo co tu jeszcze mądrego można napisać – o Kapuścińskim słyszał każdy, a rzetelne zrecenzowanie zbioru wycinków na wszelkie tematy, połączonych tylko osobą autora, to zadanie praktycznie niewykonalne. Można oczywiście sadzić banały, ogólniki i wyrazy zachwytu przez kilka akapitów, ale po przeczytaniu takiej recenzji człowiek będzie głupszy niż przed, bo niewiele z niej wyniknie, poza mało odkrywczym stwierdzeniem, że Kapuściński wielkim pisarzem był.

Cóż zatem począć? Myślę, że najlepszym pomysłem będzie oddanie głosu autorowi. Blog, choćby i papierowy, najłatwiej przecież ocenić, po prostu czytając kilka wpisów. Ktoś może powiedzieć, że idę na łatwiznę – i może będzie w tym trochę prawdy, ale najprostsze środki są czasem najlepsze. Do dzieła zatem:


Tai-Pan (James Clavell)

Dodane: 2 czerwca 2008, w kategorii: Literatura

Tai-Pan | James Clavell (vis-a-vis/Etiuda)

Akcja powieści rozpoczyna się 26 stycznia 1841 roku – w dniu, w którym Brytyjczycy obejmują panowanie nad Hong-kongiem. Przejęcie wyspy oznacza początek nowej epoki w stosunkach brytyjsko-chińskich, nic więc dziwnego, że zgromadzeni na wybrzeżu ludzie snują wielkie plany. Najwięcej do snucia ma Dirk Struan – właściciel wielkiej firmy handlowej Noble House, z racji swojej pozycji zwany Tai-Panem („wszechpotężnym władcą”). Jak nietrudno zgadnąć, treścią powieści są właśnie próby realizacji tych planów.


Nowsze wpisy »