Jak twierdzą niektórzy fantaści, różnica między fantastyką a mainstreamem polega na tym, że utwory fantastyczne służą do czytania, a mainstreamowe do interpretowania. Jakkolwiek jest to opinia mocno przesadzona i krzywdząca, nie wzięła się jednak z powietrza. Jak już chyba każdy zgadł po tym wstępie, „Foe” służy przede wszystkim do interpretowania – co jednak nie znaczy, że źle się go czyta.
Rzecz się dzieje – jak można przypuszczać – na przełomie siedemnastego i osiemnastego wieku. Główna bohaterka, Susan Barton, płynie do Brazylii w poszukiwaniu zaginionej córki, porwanej ponoć przez handlarzy niewolników. Poszukiwania nie przynoszą żadnego rezultatu, a w drodze powrotnej na statku wybucha bunt. Pani Barton zostaje przez buntowników wsadzona do szalupy i płynąc przed siebie ląduje na bezludnej wyspie. Prawie bezludnej – żyje tam bowiem starzec Robinson Kruzo oraz jego sługa Piętaszek. Brzmi znajomo? Bez wątpienia. W tym miejscu wypada dodać, że „Foe” w tytule książki to prawdziwe nazwisko pisarza szerzej znanego jako Daniel Defoe.




(Znak)
(Prószyński i s-ka)
(SuperNOWA)
(Agora)
(vis-a-vis/Etiuda)