Cichy Fragles

skocz do treści

Targi Książki w Krakowie

Dodane: 22 października 2008, w kategorii: Literatura

Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział: już jutro startują Targi Książki w Krakowie – impreza, na której można spotkać prawie każdego godnego uwagi pisarza i znaleźć prawie każdą godną uwagi książkę.

Czas trwania – do niedzieli włącznie
Miejsce – ul. Centralna 41a
Wstęp – 7 złotych (dla studentów 5 złotych)
Obecność – dla moli książkowych obowiązkowa;-)


Lemowa kolekcja – przewodnik (1-5)

Dodane: 14 października 2008, w kategorii: Literatura

1. Dzienniki gwiazdowe

Zbiór groteskowych opowiadań o kosmicznych (w przenośni i dosłownie) perypetiach Ijona Tichego – międzygwiezdnego podróżnika i najczęstszego bohatera utworów Lema. Nie wiem, które z nich znajdą się w tym wydaniu – jak dotąd bowiem wydań było od groma, a w każdym nieco inny zestaw. Nie sądzę, żeby tym razem był komplet, ale z pewnością nie może tam zabraknąć podróży siódmej, w której Tichy trafia w wir czasowy i za nic nie może dojść do ładu z samym sobą, powielanym coraz więcej razy – do tego stopnia, że w końcu trzeba zorganizować obrady, utworzyć kilka komisji i przeprowadzić wybory, by zdecydować, który z kilkudziesięciu Tichych podejmie się naprawy sterów statku.

Na pewno musi się pojawić także podróż trzynasta, gdzie poznajemy dwa najbardziej niedorzeczne totalitaryzmy we Wszechświecie – Pintę i Pantę – jak również podróż czternasta, z uwagi na słynne sepulki. Nie może wreszcie zabraknąć podróży dwudziestej pierwszej (mojej ulubionej), w której Tichy studiuje historię Dychtonii – planety, gdzie fantastyczne postępy nauki i techniki doprowadziły do problemów i dylematów, o jakich nie śniło się ziemskim filozofom, wszelkie religie upadły, a jedynymi wierzącymi pozostały roboty, wyznające religię bez dogmatów i z jednym tylko zakazem (którego oczywiście nie zdradzę). Mógłbym długo wymieniać, czego jeszcze nie może zabraknąć, bo podróży Tichego było multum, a jedna lepsza od drugiej. Czegoś zabraknie na pewno, ale i tak grzech nie kupić, bo to jedna z najlepszych książek Lema, przez wielu uważana wręcz za najlepszą. A dziesięć złotych to cena wręcz nieprzyzwoita;-).

Ocena: 6-


Lemowa kolekcja

Dodane: 10 października 2008, w kategorii: Literatura

Czy wspominałem już, że uważam Stanisława Lema za najgenialniejszego pisarza wszech czasów? Jeśli nie, to niniejszym wspominam. Okazja po temu jest dobra, bo Wyborcza ogłosiła, że od najbliższej środy startuje kolekcja książek Mistrza. Sam za bardzo nie skorzystam, bo prawie wszystko czytałem (dopiero na samym końcu będą dwa wyjątki – „Wysoki Zamek” i „Sknocony kryminał”), ale gorąco namawiam tych, którzy jeszcze Lema nie znają, do skorzystania z okazji. Na pierwszy ogień idą „Dzienniki gwiazdowe” – ciekawe, które podróże się tym razem pojawią, a które wypadną…


Nike 2008 – do czterech razy sztuka

Dodane: 5 października 2008, w kategorii: Literatura

Nie mogło być inaczej – Olga Tokarczuk, wcześniej trzykrotnie nagradzana przez czytelników i niedoceniana przez jurorów, tym razem w końcu zgarnęła wszystko. Gratulacje!


Przeczytane w sierpniu

Dodane: 23 września 2008, w kategorii: Literatura

Zgodnie z zapowiedzią przemyślałem sprawę recenzji i postanowiłem publikować je zbiorczo, za to nieco krótsze – wyjątki robiąc tylko dla tytułów szczególnie godnych uwagi bądź wymagających dłuższego opisu. Mam nadzieję, że nowa formuła spotka się z pozytywnym odzewem mas czytających;-).

Co to są sepulki? (Wojciech Orliński)

Co to są sepulki? | Wojciech Orliński (Znak)

Kim jest Wojciech Orliński, wie chyba każdy internauta jako tako obyty towarzysko;-). Mało kto jednak wie o jego fascynacji twórczością Lema – a jest to fascynacja tak wielka, że skłoniła go ona do napisania małej encyklopedii życia i twórczości Mistrza. Pomysł chwalebny, jakkolwiek nie podzielam wiary autora, że zarazi kogoś w ten sposób Lemowym bakcylem – jeśli ktoś nie zna Lema, a zechce go poznać, sięgnie raczej po „Solaris” czy „Dzienniki gwiazdowe”, niż po encyklopedię jego twórczości. Książka Orlińskiego nadaje się raczej dla gorliwych wyznawców Lema (Lemingów?), którym sen z oczu spędza pytanie, ile było podróży Ijona Tichego i jakie miały numery.

Jako że sam się do tych wyznawców zaliczam, mogę w ich imieniu powiedzieć, że WO odwalił kawał dobrej roboty, wygrzebując niejeden ciekawy szczegół i niejedną zapomnianą anegdotę, za co należy mu się cześć i chwała – ale pisania encyklopedii musi się jeszcze trochę pouczyć, bo całość chwilami sprawia wrażenie nieuporządkowania, a osobiste poglądy i odczucia autora dochodzą do głosu trochę za często. Przykładem chociażby hasło „Głos Pana”, w którym Orliński przez dwie strony rozwodzi się na temat roli przypadku w odkryciach naukowych, samej powieści poświęcając o połowę mniej miejsca. Jest to zatem nie tyle encyklopedia Lema, co encyklopedia tego, co o Lemie wie i sądzi Orliński. Ale że wie naprawdę sporo, a sądzi zwykle mądrze i słusznie, można mu to wybaczyć.

Ocena: 4+


Kilka nocy poza domem (Tomasz Piątek)

Dodane: 5 września 2008, w kategorii: Literatura

Kilka nocy poza domem | Tomasz Piątek (Czarne)

Tomasz Piątek to autor nader oryginalny – ciężko znaleźć drugiego pisarza, który by miał na koncie autobiograficzną powieść o narkomanii, kryminał, horror, powieść SF i serię fantasy, a wszystko to (w sumie jedenaście książek) zaledwie w sześć lat. Trzeba więc było w końcu poznać tego oryginała. Na początek wybrałem kryminał.

Hmm, czy aby na pewno kryminał? Kwestia mocno dyskusyjna, bo wprawdzie główny bohater prowadzi dziennikarskie śledztwo, ale tak jakby go nie prowadził – większość czasu traci na działania bądź to poboczne, bądź zupełnie prywatne, samym śledztwem zajmując się właściwie przy okazji. Nie uświadczymy tu również błyskotliwej dedukcji, żmudnej analizy wszystkich szczegółów, rekonstrukcji wydarzeń, rozgryzania psychiki zbrodniarza itp. rzeczy charakterystycznych dla kryminałów. Inna sprawa, że przedmiot śledztwa jest dość niecodzienny i „standardowe” metody nie mają tu wielkiego zastosowania.


And the Zajdel goes to…

Dodane: 30 sierpnia 2008, w kategorii: Literatura

Powieść – „Lód”, Jacek Dukaj.
Opowiadanie – „Miasto grobów. Uwertura”, Wit Szostak.

O ile w pierwszym przypadku żadnych wątpliwości co do zwycięzcy być nie mogło, o tyle statuetka dla Szostaka trochę mnie zaskoczyła, bo stawiałem raczej na Brzezińską.

Ale oczywiście obu zwycięzcom gratulujemy:-).


Modyfikowany węgiel (Richard Morgan)

Dodane: 16 sierpnia 2008, w kategorii: Literatura

Modyfikowany węgiel | Richard Morgan (ISA)

Nieczęsto się zdarza, żeby akcja powieści zaczynała się śmiercią głównego bohatera – pomijając oczywiście powieści złożone z retrospekcji, jak również awangardową grafomanię, w której sens i logika ustępuje miejsca „eksperymentom formalnym” i „postmodernistycznej grze z czytelnikiem”. Tu jednak żaden z tych przypadków nie ma miejsca.

Rzecz się dzieje w odległej o kilkaset lat przyszłości, kiedy śmierć nie stanowi już wielkiego problemu, jako że każdy ma wbudowany implant zwany stosem korowym, który pozwala przechować umysł po śmierci i przenieść go do nowego ciała. Koncepcja kulawa i naiwna, ale Morgan to nie Dukaj, nie oczekujmy więc przesadnej dbałości o szczegóły, ani też dysput filozoficznych, choć można by je tu długo snuć – stosy korowe stanowią tylko element świata przedstawionego, ich działanie i konsekwencje ich istnienia niespecjalnie interesują autora.

Wracając do fabuły – główny bohater, Takeshi Kovacs, po śmierci na odległej planecie zostaje przesłany (w postaci danych ze stosu korowego) na Ziemię, gdzie dostaje nowe ciało i ciężkie zadanie – wyjaśnić okoliczności zamordowania miliardera Laurensa Bancrofta. Zleceniodawcą jest, żeby było ciekawiej, sam zamordowany. Zabójca zniszczył wprawdzie jego stos korowy, ale Bancroft – człowiek zamożny i mający licznych wrogów – regularnie robił sobie kopię zapasową, dzięki czemu nadal chodzi po tym świecie, ale nie pamięta wydarzeń z ostatnich dwóch dni przed śmiercią. Dodatkowy szkopuł w tym, że wszelkie możliwe poszlaki wskazują na samobójstwo…


Foe (J. M. Coetzee)

Dodane: 2 sierpnia 2008, w kategorii: Literatura

Foe | J.M. Coetzee (Znak)

Jak twierdzą niektórzy fantaści, różnica między fantastyką a mainstreamem polega na tym, że utwory fantastyczne służą do czytania, a mainstreamowe do interpretowania. Jakkolwiek jest to opinia mocno przesadzona i krzywdząca, nie wzięła się jednak z powietrza. Jak już chyba każdy zgadł po tym wstępie, „Foe” służy przede wszystkim do interpretowania – co jednak nie znaczy, że źle się go czyta.

Rzecz się dzieje – jak można przypuszczać – na przełomie siedemnastego i osiemnastego wieku. Główna bohaterka, Susan Barton, płynie do Brazylii w poszukiwaniu zaginionej córki, porwanej ponoć przez handlarzy niewolników. Poszukiwania nie przynoszą żadnego rezultatu, a w drodze powrotnej na statku wybucha bunt. Pani Barton zostaje przez buntowników wsadzona do szalupy i płynąc przed siebie ląduje na bezludnej wyspie. Prawie bezludnej – żyje tam bowiem starzec Robinson Kruzo oraz jego sługa Piętaszek. Brzmi znajomo? Bez wątpienia. W tym miejscu wypada dodać, że „Foe” w tytule książki to prawdziwe nazwisko pisarza szerzej znanego jako Daniel Defoe.


Kolor magii – komiks (Ross i Rockwell)

Dodane: 25 lipca 2008, w kategorii: Literatura

Kolor magii | Ross & Rockwell (Prószyński i s-ka)

Generalnie rzecz biorąc, adaptację można zrobić na trzy sposoby. Sposób pierwszy – przeniesienie historii żywcem z jednego medium do drugiego, przy tak daleko posuniętej zgodności z oryginałem, jak to tylko możliwe – vide film „Władca pierścieni”. Sposób drugi – przeniesienie tylko bohaterów i dopisanie własnego scenariusza – vide filmy o Batmanie. Sposób trzeci, ostatnio szczególnie popularny – wziąć tylko chwytliwy tytuł/autora i olać całą resztę – vide niedawne ekranizacje Dicka i Wellsa. „Kolor magii” to wprawdzie ten pierwszy przypadek, ale o sukcesie na miarę „Władcy pierścieni” nie ma mowy. W sumie to w ogóle nie ma mowy o sukcesie.

Historia, jako się rzekło, została przeniesiona żywcem z książki. Kto ją czytał, tego komiks nie zaskoczy absolutnie niczym – fabuła została jedynie nieco okrojona, scenarzysta nie pokusił się o dodanie choćby jednej scenki od siebie. Dialogi w większości zostały praktycznie przepisane z książki i tu również nie zauważyłem, by cokolwiek dodano. Nikogo więc chyba nie zaskoczy informacja, że i rysunki sprowadzają się do zilustrowania tego, co było opisane w książce, bez jakiejkolwiek własnej inwencji.

No właśnie, co do rysunków – dość powiedzieć, że ich autorem nie jest Josh Kirby ani choćby jego naśladowca. Ani choćby rozumny człowiek, który zdawałby sobie sprawę, że jeśli wszystkie „Światy Dysku” były ilustrowane przez Kirby’ego, to czytelnicy mają mocno ugruntowane wyobrażenie tego świata i zastępowanie go własną wizją nie jest najlepszym pomysłem. Szczególnie, jeśli ta wizja nie dorasta Kirby’emu do pięt. Niestety, rysunki są co najwyżej przeciętne i bez wyrazu, a z klimatem Świata Dysku mają niewiele wspólnego. Drażni szczególnie Rincewind, który przypomina raczej menela niż maga.

Tytułem podsumowania – nie wystarczy pociąć tekst i dodać obrazki, żeby z dobrej książki zrobić równie dobry komiks. Autorzy albo tego nie wiedzieli, albo świadomie zrobili skok na kasę, posiłkując się magią tytułu i nazwiska. Nie radzę im tej kasy oddawać, zdecydowanie lepiej ją wydać na oryginał.

Ocena: 3-


« Starsze wpisy Nowsze wpisy »