Za granicą giną nam agenci – co zresztą było do przewidzenia. Z kolei w kraju MON przeprasza za oszczerstwa Macierewicza i nie jest to pierwszy, ani nawet drugi taki przypadek, a w kolejce czeka jeszcze kilkanaście. Bajki o wielkim sukcesie, jakim miała być likwidacja WSI, sypią się na całego – szkoda tylko, że takim kosztem.
Nie ma już chyba wątpliwości, że miejsce tego mitomana jest za kratami, ewentualnie w psychiatryku. Niestety, jak znam życie, wszystko mu ujdzie na sucho lub spotka go zaledwie symboliczna kara. Przy całej swojej paranoi ma on jednak silny instynkt samozachowawczy i zawsze potrafi tak się ustawić, że prawo go nie dosięgnie. Pamiętna „lista agentów” formalnie była tylko listą zasobów archiwum; równie pamiętny „skrót myślowy” dotyczył tylko „większości” byłych ministrów, wskutek czego żaden nie mógł podać Macierewicza do sądu; pewnie i teraz się okaże, że za raport z likwidacji WSI odpowiedzialność ponosi każdy, tylko nie jego autor. Ale zawsze jest nadzieja…
Komentarze
Byłem za likwidacją WSI, nie jestem zwolennikiem raportu WSI.
Myślę podobnie – WSI trzeba było zlikwidować, natomiast to, co zrobiono z raportem, było wielkim nieporozumieniem.