
…a mi tu na blogu pustka zieje. Chyba powinienem był tydzień temu wywiesić karteczkę „Nieczynne z powodu Euro”, zamiast sobie wmawiać, że na pewno trochę czasu na wyskrobanie czegoś się znajdzie. No ale w końcu weekend jest, więc można odetchnąć, a że akurat druga kolejka się skończyła, to i okazję do pierwszego podsumowania mamy.
Przede wszystkim, są to mistrzostwa wyjątkowo obfitujące w gole – padło ich już 46, co daje średnią prawie 2.9 na mecz. Jeśli takie tempo się utrzyma, będzie to najbardziej ofensywny turniej od 1976. Warto dodać, że ten grad bramek rozkłada się dość równomiernie – nie było żadnego bezbramkowego remisu, tylko dwa razy skończyło się na 1-0, z drugiej strony nie było też orgii z więcej niż pięcioma golami. Oprócz tego tylko czterokrotnie zdarzyło się, żeby któraś z drużyn zeszła z boiska z czystym kontem. Słowem, strzelanina na całego – oby tak dalej!
Polska wreszcie nie gra o honor, tylko o awans – i wierzę, że go wywalczy, ale pewności mieć nie można, bo to chyba najbardziej nieprzewidywalna drużyna turnieju, ciągle przeplatająca wzloty i upadki. Z Grecją dominacja do przerwy i dramat po przerwie, z Rosją najpierw modlitwa o 0-0, potem narastająca przewaga, ale ze strzałami na wiwat zamiast zimnej krwi, która mogłaby nam dać zwycięstwo. Per saldo na razie wychodzimy na remis, ale dziś nam to już do szczęścia nie wystarczy. Widać rękę Smudy – Lech Poznań pod jego rządami tak samo popadał ze skrajności w skrajność w Pucharze UEFA, po szalonych meczach głównie remisując. Ale na koniec wreszcie udało mu się wygrać ostatni mecz w grupie i awansować, więc może i tym razem będzie podobnie.






