Cichy Fragles

skocz do treści

Spamstwo

Dodane: 20 sierpnia 2010, w kategorii: Absurdy

– Halo?
– Dzień dobry, czy mogę rozmawiać z panem X?
– Nie jestem zainteresowany żadną waszą ofertą i proszę usunąć mój numer z bazy.
– To niestety niemożliwe.
– Zatem proszę o wasze dane, żebym mógł was podać do sądu.
– To również niemożliwe.
– …

Kiedyś to przynajmniej obiecywali skasowanie albo ściemniali, że nie mają bazy, tylko biorą numery z książki telefonicznej – a teraz to już się dziadom nawet nie chce dbać o pozory. I nawet nie ma jak pogonić tej hołoty, niech ich szlag jasny trafi.


Przyszłość polskiej piłki

Dodane: 12 sierpnia 2010, w kategorii: Futbol

2015

Reprezentacja po raz pierwszy traci punkty z Liechtensteinem, a kluby zaczynają grę w pucharach od pierwszej rundy kwalifikacyjnej i żaden nie dochodzi dalej niż do drugiej. Kwalifikacyjnej.

2020

W eliminacjach MŚ 2022 zajmujemy ostatnie miejsce w grupie, a w pucharach żaden klub nie przeszedł choćby jednej rundy. Trzeci raz z rzędu.

2025

Dość upokorzeń – przenosimy się do strefy azjatyckiej, tam przynajmniej będziemy wygrywać. Europejski futbol żegnamy honorowym 1-2 z Czarnogórą i trochę mniej honorowym 0-3 mistrza Polski z mistrzem San Marino.

2030

No, czasem nawet wygrywamy, ale i tak awansować do jakichkolwiek mistrzostw się nie udało. Cóż, czekaliśmy 20 lat, możemy poczekać jeszcze trochę.

2035

Do listy państw, które dzięki nam odniosły historyczne piłkarskie sukcesy, dopisaliśmy Oman, Mongolię, Bhutan, Malediwy i Bangladesz. Cóż, przynajmniej nas lubią.

2040

Jednak ta Azja to paskudna jest. Przenosimy się do Oceanii. Jako że Australia i Nowa Zelandia od dawna grają w Azji, powinniśmy już się nie bać kolejnych upokorzeń.

2045

Szkoda, że nie mamy tak wybitnych piłkarzy jak oni, wzdycha selekcjoner po porażce z Fidżi. A tak niewiele brakowało, żebyśmy w końcu awansowali. Do baraży, ale jednak.

2050

PZPN przyznaje, że w polskiej piłce źle się dzieje.


Krzyżacy

Dodane: 8 sierpnia 2010, w kategorii: Literatura, Polityka
Lecz stojący w pobliżu pan z Taczewa odpowiedział:
– Komu wadził chrzest Litwy, tego może mierzić i krzyż.
– My krzyż na płaszczach nosim – odpowiedział z dumą Schonfeld.
Na to zaś Powała:
– A trzeba go nosić w sercach.

Henryk Sienkiewicz, „Krzyżacy”

Z dedykacją dla „obrońców krzyża”. Wszelkich, nie tylko tych spod pałacu.


Po końcu świata

Dodane: 4 sierpnia 2010, w kategorii: Prywata

W dzień końca świata
Pszczoła krąży nad kwiatem nasturcji,
Rybak naprawia błyszczącą sieć.
Skaczą w morzu wesołe delfiny,
Młode wróble czepiają się rynny
I wąż ma złotą skórę, jak powinien mieć.

W dzień końca świata
Kobiety idą polem pod parasolkami,
Pijak zasypia na brzegu trawnika,
Nawołują na ulicy sprzedawcy warzywa
I łódka z żółtym żaglem do wyspy podpływa,
Dźwięk skrzypiec w powietrzu trwa
I noc gwiaździstą odmyka.

A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.

Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.

Czesław Miłosz, „Piosenka o końcu świata”

Świat mojego ojca skończył się dwa tygodnie temu. Tak, trochę trwało, zanim się po tym pozbierałem i odzyskałem chęci do tak przyziemnych działań jak pisanie bloga. Ale czas najwyższy wrócić do normalnego życia. Innego końca świata nie będzie…


Z powrotem na zadupiu

Dodane: 15 lipca 2010, w kategorii: Futbol
Rozmawiają dwie koleżanki:
– Czemu jesteś taka smutna?
– A wiesz, poznałam wczoraj czarującego, przystojnego faceta, poszliśmy do niego i przeżyłam parę godzin wspaniałego, dzikiego seksu…
– No to chyba powinnaś się cieszyć, a nie smucić?
– No tak, ale potem wróciłam do domu i mąż mnie po staremu przeleciał.

Co tu dużo mówić – cztery dni po zakończeniu mundialu oglądanie meczu Wisły dostarczyło mi wrażeń zupełnie jak w powyższym dowcipie. Ale przynajmniej wuwuzeli wreszcie nie było – zawsze to jakieś pocieszenie.


Postęp

Dodane: 10 lipca 2010, w kategorii: Techblog

1995
Procesor: 75 MHz
RAM: 8 MB
Dysk: 850 MB

1999
Procesor: 300 MHz
RAM: 64 MB
Dysk: 5 GB

2004
Procesor: 2,4 GHz
RAM: 512 MB
Dysk: 40 GB

2010 (netbook)
Procesor: 1,6 GHz
RAM: 1 GB
Dysk: 160 GB

Ciekawe, jaką zabawkę będę mógł sobie kupić za kolejne kilka lat;-).


Dwa mecze do historii

Dodane: 6 lipca 2010, w kategorii: Futbol

Fortuna kołem się toczy. Po rundzie grupowej wydawało się, że dla Europy będą to najgorsze mistrzostwa w historii, a dla Ameryki Południowej najlepsze – tymczasem po dwóch kolejnych rundach sytuacja się odwróciła: Europa ma trzy zespoły w półfinale, a Latynosów reprezentuje już tylko Urugwaj, dla którego to już raczej koniec sukcesów. Wszystko zatem wskazuje, że będą to mistrzostwa historyczne, bo pierwsze, które Europejczycy wygrają poza swoim kontynentem.

Historyczne będą na pewno dla zwycięzców – Holandia i Hiszpania nigdy jeszcze tytułu nie zdobyły; triumf Urugwaju byłby bodaj największą sensacją w historii MŚ; a Niemcy, choć do wygrywania przyzwyczajeni, nigdy jeszcze nie mieli po drodze tylu przeciwników z najwyższej półki. Jest o co walczyć.

Kto zatem wygra?

Niemcy – 40%

Grają pięknie i mądrze, bardzo konsekwentni w obronie, überskuteczni w ataku, opromienieni miażdżącymi zwycięstwami nad Anglią i Argentyną – doprawdy trudno znaleźć jakiś argument przeciwko nim. Chyba tylko taki, że nikt nie jest doskonały, każdemu może się zdarzyć zły dzień (im już się zresztą zdarzył z Serbią), a w futbolu nie ma stuprocentowych pewniaków.

Holandia – 30%

Ta drużyna to dla mnie zagadka, bo tak się pechowo złożyło, że prawie wszystkie mecze grali w środku dnia, kiedy byłem w pracy, więc widziałem ich tylko w nudnym meczu z Japonią i w końcówce spotkania z Brazylią. Tak czy siak w półfinale wydają się zdecydowanymi faworytami, a w finale – cóż, wszystko jest możliwe.

Hiszpania – 25%

Przed mundialem uznawani za absolutnych faworytów do złota, ale jak dotąd męczą się potwornie – w pięciu meczach zdobyli raptem sześć bramek (tyle samo co w jednym z Polską…), przez 90% czasu biją głową w mur, a akcje nijak im się nie mogą elegancko ułożyć. Do tego w półfinale trafiają na perfekcyjnych Niemców, a w ewentualnym finale najpewniej na Holandię, która wyspecjalizowała się w defensywie. Nie ma lekko, ale to ciągle drużyna zdolna do wszystkiego.

Urugwaj – 5%

Co tu dużo mówić – już półfinał jest dla nich wielkim sukcesem. Niby wszystko jest możliwe (dość wspomnieć Grecję na Euro 2004), ale jak już wspomniałem, mistrzostwo dla nich byłoby megasensacją.

No to półfinały czas zacząć. Za chwilę Holandia-Urugwaj, a jutro Niemcy-Hiszpania – prawdopodobnie najlepszy mecz tych mistrzostw;-).


Ulga

Dodane: 4 lipca 2010, w kategorii: Polityka

W ostatnich dniach kampanii miałem dojmujące uczucie deja vu – nieudana ostatnia debata, Kaczyński rosnący w sondażach i bezczelnie podlizujący się lewicy, przy bierności Platformy – wypisz wymaluj powtórka z 2005. Tym większy kamień spadł mi z serca po ogłoszeniu wyników. Mogło być lepiej, ale grunt, że ekshumacji IV RP nie będzie, a kaczyści mimo sprzyjających im okoliczności ponieśli już czwartą porażkę z rzędu – oby tak dalej:-).


Słowo na niedzielę

Dodane: 2 lipca 2010, w kategorii: Polityka

Co do tego, jaki powinien być prezydent, zdania są podzielone. Natomiast wszyscy chyba się zgodzą, że prezydent nie powinien:

Oczywiście nie jestem tak naiwny, żeby na serio myśleć, że wszyscy się z tym zgodzą. Skoro Jarek od dwóch tygodni z rozmachem pluje w twarz swoim wyborcom (do niedawna z definicji antykomunistom), a oni – z rzadkimi wyjątkami – nawet nie mają o to pretensji, to doprawdy brak mi już wyobraźni, co w ogóle mogłoby podważyć ich wiarę w Prezesa.

Ale dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe, więc trzeba walczyć do końca. Przecież Polska jest najważniejsza.


Przeczytane wiosną

Dodane: 30 czerwca 2010, w kategorii: Literatura

W dzisiejszym odcinku:

  • Żmija (Andrzej Sapkowski)
  • Dokąd zmierza świat?
  • Zabójcza kuracja (Robin Cook)
  • Muzyka duszy (Terry Pratchett)
  • Dylan Dog: Zamek grozy / Dama w czerni

Żmija (Andrzej Sapkowski)

Żmija | Andrzej Sapkowski (SuperNOWA)

Lata osiemdziesiąte, Afganistan w środku wojny z radzieckimi „wyzwolicielami”. Placówka tych ostatnich w górach Hindukuszu, żyjąca od jednego straceńczego ataku mudżahedinów do drugiego, a między atakami umierająca z nudów. I pewnie nic by się w tej kwestii prędko nie zmieniło, gdyby nie to, że dowódca podczas patrolu napotkał złotą żmiję o hipnotyzującym spojrzeniu, które wywoływało dziwne wizje z przeszłości Afganistanu…

Najpierw był pięcioksiąg, potem trylogia, a teraz jeden krótki tomik – tendencja bardzo nieładna, bo pozwalająca przypuszczać, że na tym twórczość Sapkowskiego się skończy. Co gorsza, jakość idzie w parze z ilością: Wiedźmin był genialny, Narrenturm dobre, a Żmija – no cóż, najwyżej przyzwoita. Fabuła prościutka i przewidywalna, dialogi sztuczne, bohaterowie papierowi, a do tego nachalna propaganda poglądów autora na wojnę w Afganistanie. Poglądów sprowadzających się do stwierdzenia, że w tym ponurym kraju przegrał i Aleksander Wielki, i Brytyjczycy, i Armia Czerwona, więc taki sam los czeka teraz i wojska NATO.

Pomijając nachalność tej propagandy, jest ona zwyczajnie bzdurna, z czego Sapkowski – przecież spec od historii – musiał sobie zdawać sprawę. Tak dla Macedończyków, jak i dla Brytyjczyków Afganistan był celem drugorzędnym, o który po prostu nie chciało im się walczyć odpowiednio dużymi siłami, a nie miejscem niemożliwym do podbicia. Poza tym Afganistan bywał w swojej historii podbijany całkiem skutecznie, nierzadko na dekady czy stulecia – np. przez Partów, Kuszanów czy Mongołów. Wiem, Żmija to tylko fikcja literacka, nie traktat historyczny, ale jakieś minimum rzetelności wypadałoby jednak zachować – albo przynajmniej darować sobie ten epilog z polskimi żołnierzami, żeby całość nie miała takiego propagandowego wydźwięku.

Owszem, książka ma swoje mocne strony – świetny język, złośliwy humor, niezłe sceny batalistyczne, studium upadku moralności w warunkach ekstremalnych, krwawy bezsens wojny – ale wszystko to już mieliśmy i w Wiedźminie, i w Narrenturm, w dużo większych ilościach zresztą. Wypada mieć nadzieję, że Sapkowski nie pożegna się z czytelnikami w tak słabym stylu i napisze jeszcze coś lepszego. Może – dla odwrócenia wspomnianej tendencji – znowu trylogię?

Ocena: 4

Zobacz także: Historia i fantastyka


« Starsze wpisy Nowsze wpisy »