Nie ukrywam, że dzisiejszy werdykt Akademii Szwedzkiej bardzo mnie ucieszył. Po serii laureatów, których nazwiska niewiele mi mówiły, w końcu nagrodę dostał pisarz, którego twórczość znam i lubię. Prędko raczej się kolejny taki przypadek nie zdarzy – pewnie dopiero przy Noblu dla Dukaja;-).
Cóż, grzechem byłoby nie wykorzystać tej okazji do przybliżenia moim wiernym czytelnikom (niewiernym zresztą też, co mi tam) twórczości laureata. Co prawda tylko częściowo, bo wiele jego książek dopiero przede mną, ale i te przeczytane są godne uwagi. Co najbardziej?
Przede wszystkim „Pochwała macochy” – krótka (niestety) powieść przesycona mocno dwuznacznym erotyzmem. Niejaki don Rigoberto, miłośnik sztuki i kobiet, żeni się po raz drugi, a jego nową wybranką jest bajecznie piękna i mądra Doňa Lukrecja. Problem tylko w tym, że don Rigoberto ma już małego synka z pierwszego małżeństwa, więc pytanie, czy zdoła on zaakceptować i pokochać nową mamę? Jak się okaże, pokocha ją od pierwszego wejrzenia, ale, hmm, miłością niekoniecznie dziecięcą. Biorąc pod uwagę, że do wieku dojrzewania jeszcze mu daleko, nie muszę chyba tłumaczyć, na czym polega wspomniana dwuznaczność. No i diaboliczna przewrotność, bo jak inaczej nazwać sytuację, gdy dziecko molestuje dorosłą osobę…
Na tym jednym wątku rzecz się jednak nie kończy – mamy tu też wiele smakowitych scen (wyobrażonych i rzeczywistych) między dwojgiem małżonków, jak również poetyckie opisy takich obrazów jak „Diana po kąpieli” Bouchera czy „Zwiastowanie” Fra Angelico – niby na zasadzie przerywników, ale wplatające się zręcznie w fabułę i podsuwające (szczególnie ten ostatni) przewrotne, a nawet bluźniercze jej interpretacje. Wszystko to pisane naprawdę pięknym językiem, sprawiającym niemal fizyczną przyjemność przy czytaniu. Trzeba też pochwalić zakończenie – tak przewrotne, że już bardziej nie można, jedno z najlepszych, jakie widziałem. Wielka szkoda, że to misterne dzieło sztuki ma niecałe dwieście stron.




(Agora)
(Mucha Comics)