
Doszły mnie słuchy, że dziś jest Dzień Nadrabiania Zaległości Książkowych, więc sprawdziłem, ile tych zaległości mi się nazbierało.
No i cóż: na liście życzeń w Publio mam 159 tytułów (a byłoby dużo więcej, gdybym nie stosował zasady, że wrzucam tylko po jednej książce danego autora i dopiero po jej zakupieniu dodaję w zamian kolejną), a linków do książek spoza Publio mam zapisanych 177. W tempie jednej książki na tydzień (a ostatnio nawet tyle nie za bardzo osiągam) nadrobienie tego wszystkiego zajęłoby mi skromne sześć i pół roku – a gdyby dodać wspomniane kolejne książki tych samych autorów, to jeszcze co najmniej następny rok czy dwa.
OK, daleko nie wszystko to pewniaki do przeczytania, wiele książek sobie zapisuję na zasadzie „może kiedyś” – ale nawet gdyby skrócić te listy o połowę, to nadal wychodzą minimum trzy-cztery lata. A przecież pisarze i tłumacze nie zamierzają na mnie czekać, więc kolejne książki godne uwagi ciągle mi dochodzą do kolejki – i ciągle dzieje się to w tempie nie mniejszym niż ich czytanie.
Tak więc nadziei na nadrobienie czegokolwiek nie mam żadnych, a już na pewno nie w ten jeden dzień. Ale próbować nie zaszkodzi…












