Cichy Fragles

skocz do treści

Kronika kryminalna

Dodane: 20 marca 2014, w kategorii: Absurdy

  1. prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie śmierci dziecka w szpitalu
  2. dwoje dzieci trafiło do szpitala po pobiciu przez ojca
  3. trwa proces księdza oskarżonego o pedofilię
  4. jakiś gostek aresztowany pod zarzutem molestowania nieletniej
  5. ksiądz skazany za spowodowanie wypadku po pijanemu
  6. trwają przesłuchania w sprawie Amber Gold
  7. Sąd Najwyższy wydał wyrok w sprawie Sawickiej
  8. sąd partyjny SLD nie ukarał polityka partii za wyjazd na Krym

Tak wyglądały pierwsze dzisiejsze wiadomości w radiu klasy Zet. Daje do myślenia zarówno dobór newsów, jak i ich kolejność – jedyna istotna informacja załapała się na przedostatnie miejsce…


Co z tym Krymlem?

Dodane: 18 marca 2014, w kategorii: Polityka


(GIF via RocketNews24)

Gdybym był Putinem, deklaracja niepodległości Krymu w zupełności by mi wystarczała do szczęścia. Jego niezależność od Rosji była już i tak wyłącznie formalna, a oficjalna aneksja tylko dodaje argumentów „rusofobom” i wyklucza możliwość grania sąsiadom na nerwach statusem spornego terytorium. Gdyby Krym pozostał w zawieszeniu, na dłuższą metę stanowiłby dla Ukrainy podobny problem (a dla Rosji podobny atut), jak Naddniestrze dla Mołdawii oraz Abchazja i Osetia Południowa dla Gruzji – a tak można przypuszczać, że po opadnięciu emocji Ukraińcy jakoś się pogodzą ze stratą półwyspu, który i tak historycznie do nich nie należał (sytuacja zupełnie inna niż w przypadku Serbii i Kosowa) i na którym stanowią zdecydowaną mniejszość. Straty jednak nie zapomną – a formalna aneksja uniemożliwi prorosyjskiej części społeczeństwa nawet wmawianie sobie, że sprawa nie jest czarno-biała. Zdobyć Krym, a stracić Ukrainę – bardzo wątpliwy interes.

No ale Putinem nie jestem[citation needed], więc mogę tylko zgadywać, co mu chodzi po głowie. Wersja optymistyczna, że pogodził się z utratą Ukrainy, więc postanowił uratować chociaż Krym, to… no właśnie, wersja bardzo optymistyczna. Po co mu zatem ta aneksja? Dla umocnienia pozycji w polityce wewnętrznej? I bez tego nie ma konkurencji. Dla zapewnienia sobie miejsca w podręcznikach historii jako ten, który odzyskał Krym? Trochę za daleko mu do emerytury, żeby już myśleć w takich kategoriach. Może więc po prostu nie ma racjonalnego uzasadnienia, tylko emocjonalne? Jakby nie patrzeć, Krym poza granicami Rosji pewnie mu trochę doskwierał i może tylko o to chodzi.

Albo może – i to już wersja najbardziej pesymistyczna, ale niestety również najbardziej prawdopodobna – chodzi o tradycyjne rosyjskie rozpoznanie bojem. Świat jakoś tolerował podboje nieformalne, to sprawdzamy, jak zareaguje na podbój zupełnie jawny. Żeby nie zareagował za mocno, przez parę tygodni trwało rozmiękczanie podbojem pełzającym, a dopiero kiedy już wyrazy oburzenia trochę przebrzmiały, stawiamy kropkę nad „i”, która już nie wzbudzi wielkich reakcji, bo wszyscy zdążyli się naoburzać oficjalnie i pogodzić z porażką nieoficjalnie.

A jeśli zdecydowanych reakcji nie będzie… Cóż, pozostanie tylko zgadywać, gdzie nastąpi kolejne „rozpoznanie”, bo że nastąpi, można w takiej sytuacji uznać za pewnik. W Doniecku? W Estonii? Estonia wprawdzie jest w NATO, ale skoro nie chcieli umierać za Sewastopol, to może za Tallin też nie zechcą? Jest tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić…

Gdybym był Putinem, na pewno bym nie sprawdzał – ale co z tego, skoro nie jestem?


Sposób na niedźwiedzia

Dodane: 10 marca 2014, w kategorii: Polityka

Miałem właśnie zaczynać dłuższy wpis o sytuacji wokół Krymu, wszechstronnie analizujący działania wszystkich stron konfliktu i tak dalej (przynajmniej w założeniu), gdy nagle wpadło mi w oko takie coś:

Wiecie co macie zrobić jak spotkacie głodnego niedźwiedzia w Tatrach? Nic nie musicie robić, on zrobi wszystko za was…

I stwierdziłem, że po co komu uczone analizy, skoro ten dowcip pozwala w jednej chwili zrozumieć strategię ukraińskiego rządu. Nie tłumaczy tylko, czemu zbliżoną strategię stosuje Zachód…


Przeczytane w 2013 – podsumowanie

Dodane: 27 lutego 2014, w kategorii: Literatura

Koniec lutego – rychło w czas się wziąłem za podsumowywanie zeszłego roku. Cóż, nie bez powodu moim totemem jest ślimak.

Ale w 2013 bynajmniej się nie ślimaczyłem – uzbierały się aż 53 przeczytane ksiązki (z czego 18 na czytniku) i 9 komiksów, czyli ilościowo najlepszy rok od może nawet dekady. Jakościowo niestety bynajmniej – patrząc po tytułach, niewiele mogę wskazać hitów, natomiast sporo rozczarowań, jak również pozycji nijakich, o których niby niewiele złego można powiedzieć, ale i niewiele dobrego. Albo wzrosły mi wymagania, albo mniej uważnie wybierałem lektury. A wybierać miałem z czego, zwłaszcza na czytniku – oficjalnie e-booki ani myślą tanieć, ale z jednej strony pojawił się BookRage, a z drugiej promocje (i to ze zniżkami nierzadko przekraczającymi 50%) tak się zaczęły mnożyć, że w efekcie również pod względem liczby kupionych książek był to z pewnością rekordowy rok.

Gdyby ktoś ciągle się zastanawiał nad zakupem czytnika, raz jeszcze namawiam i rekomenduję – kupowanie papierowych książek nigdy nie było tak proste i tanie, a zakupy nigdy nie zajmowały tak niewiele miejsca na półkach (co szczególnie cenne, gdy w mieszkaniu brakuje już miejsca na kolejne szafy). Jak sobie pomyślę, ile ja już tego mam i ile by to zajmowało na papierze… Ostatnio aż mnie dopadły wyrzuty sumienia przy kupowaniu papierowej cegły, że przyczyniam się do wycinki drzew – no ale wersji elektronicznej nie było, więc poczułem się usprawiedliwiony.

OK, starczy tych wynurzeń, czas przejść do konkretów, czyli co warto wyróżnić – okładki linkują do recenzji, żeby łatwo było trafić;-).


UkraiNa krawędzi

Dodane: 23 lutego 2014, w kategorii: Polityka, Przemyślenia

Powiedzieć, że w tym tygodniu sporo się na Ukrainie działo, to nic nie powiedzieć. Konflikt, który po trzech miesiącach bezowocnych przepychanek wydawał się tkwić w impasie, nagle nabrał takiego przyspieszenia, że aż trudno było nadążyć za kolejnymi zawirowaniami, a huśtawka nastrojów była naprawdę ekstremalna.

W poniedziałek wyglądało na to, że kolejną fazę konfrontacji mamy już za sobą – władza zgodziła się na amnestię dla demonstrantów w zamian za przerwanie okupacji budynków administracji rządowej, obie strony się trochę cofnęły i zanosiło się na kolejne dni albo tygodnie wyczekiwania na jakiś przełom.

We wtorek okazało się, że konfrontacja dopiero się zaczyna – Janukowycz przeszedł do ofensywy, starcia uliczne pochłonęły co najmniej kilkanaście ofiar śmiertelnych i wszystko wskazywało, że to początek ostatecznej rozprawy z Majdanem. Zachód, jak zwykle w takich przypadkach, wyraził oburzenie i potępienie, a Majdanowcy uprzejmie wyrazili, ile to dla nich znaczy.

We środę Zachód jakby pojął aluzję – USA i UE nałożyły sankcje i wywarły większy nacisk dyplomatyczny na Ukrainę, a Janukowycz jakby też pojął aluzję i dzień upłynął bez kolejnych starć. Eskalacja przemocy zatrzymana, więc może jednak uda się rozwiązać problem drogą negocjacji?

We czwartek szok – zamiast rozmów kolejny starcia na Majdanie, kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych, kilkaset osób rannych, stan wyjątkowy, obustronna radykalizacja stanowisk i najwyraźniej koniec szans na jakiekolwiek porozumienie. W komentarzach mnożą się porównania z Egiptem i Syrią. Wszystko wskazuje, że kraj zmierza ku katastrofie. Wojna domowa, krwawa dyktatura, rozpad państwa – niczego już nie można wykluczyć.

W piątek kolejny szok, tym razem pozytywny – europejska (czytaj: polsko-niemiecka) misja dyplomatyczna odnosi historyczny sukces, po wielogodzinnych dwutorowych negocjacjach (Merkel z Putinem oraz Sikorskiego i Steinmeiera z Janukowyczem) doprowadzając do podpisania porozumienia, które brzmi jak akt kapitulacji władzy – spełnione zostają prawie wszystkie postulaty opozycji.

Części Majdanu „prawie” jednak nie zadowala – Prawy Sektor odrzuca porozumienie i zapowiada, że jeśli Janukowycz nie odda władzy do jutra, spalą jego rezydencję. Agenci czy tylko kretyni, myślę sobie – przecież to może być dla władzy idealny pretekst do zerwania rozejmu i powrotu do rozwiązań siłowych. Zresztą gotowość Janukowycza do dotrzymania warunków i bez tego stoi pod dużym znakiem zapytania…

W sobotę znowu pozytywne zaskoczenie – rezydencja zostaje zajęta (na szczęście jednak nie spalona) bez walki, jej mieszkaniec gdzieś zniknął (kolejne kaczki dziennikarskie widzą go już to w Charkowie, już to w Soczi, już to nawet w Emiratach Arabskich), a jego obóz rozsypał się jak domek z kart. Opozycja dzięki dezerterom z Partii Regionów uzyskuje większość w parlamencie i zaczyna przegłosowywać coraz odważniejsze zmiany – najpierw te z porozumienia, potem uwolnienie Julii Tymoszenko, wreszcie nawet oficjalne odsunięcie Janukowycza od władzy. Aż trudno uwierzyć – przeciwnik, który zaledwie przedwczoraj wydawał się już gotowy do ostatecznej rozprawy z opozycją, nagle po prostu skapitulował…

Dziś, gdy piszę te słowa, na Ukrainie trwa wielkie sprzątanie – zarówno na Majdanie, jak i w parlamencie, który od rana usuwa ludzi Janukowycza ze stanowisk i anuluje kolejne kontrowersyjne ustawy przyjęte za jego rządów. Można już z czystym sumieniem pogratulować Ukraińcom zwycięstwa – ale i zapytać, co dalej?


Przeczytane w 2013 #5

Dodane: 20 lutego 2014, w kategorii: Literatura

W dzisiejszym odcinku:

  • W co wierzy ten, kto nie wierzy? (Umberto Eco i Carlo Maria Martini)
  • Lucyfer #9: Przełom
  • W pościeli (Ian McEwan)
  • Upadek człowieka publicznego (Richard Sennett)
  • Czego chcą krytycy globalizacji
  • Asteriks u piktów
  • Kaprysik (Mariusz Szczygieł)
  • Testament (John Grisham)

W co wierzy ten, kto nie wierzy? (Umberto Eco i Carlo Maria Martini)

okładka (Wydawnictwo WAM)

Zapis dyskusji, jaką dwaj intelektualiści (ateista i biskup, nie muszę chyba precyzować, który jest który) przeprowadzili na łamach czasopisma „liberal” w latach 1995-96. Dyskusja trwała dobry rok i obejmowała takie kwestie jak źródła etyki, aborcja czy równość płci, można by się więc spodziewać ostrych sporów, ale bynajmniej – obaj polemiści aż do przesady podkreślają swój szacunek dla interlokutora i jego poglądów, a własne artykułują tak subtelnie i ostrożnie, zawczasu unikając jakichkolwiek zadrażnień, że czytelnik przyzwyczajony do polskich standardów debaty publicznej gotów zwątpić, czy oni tak na serio. Ot, różnice kulturowe.

Problem w tym, że przy tych wszystkich wzajemnych uprzejmościach chwilami brakuje miejsca na meritum – rozmówcy unikają przekształcenia się dyskusji w kłótnię, ale za cenę jej ugładzenia (żeby nie powiedzieć zbanalizowania) i poprzestania w konkluzji na tradycyjnym „agree to disagree”. Oczywiście z kłótni też by pewnie nie wynikło nic więcej, bo i jakie porozumienie można osiągnąć w kwestiach światopoglądowych wobec tak poważnej różnicy stanowisk – ale przynajmniej coś by się działo, a tak pozostaje lekki zawód i poczucie, że zamiast gry o stawkę zobaczyliśmy mecz towarzyski, zakończony zadowalającym obie strony bezbramkowym remisem.

Ocena: 4

Inne Umberto Eco: Imię róży, Podziemni bogowie


Przeczytane w 2013 #4

Dodane: 16 lutego 2014, w kategorii: Literatura

W dzisiejszym odcinku:

  • To oślepiające, nieobecne światło (Tahar ben Jelloun)
  • Spider-man: Powrót do domu (Michael Straczynski i John Romita Jr)
  • Polityka zagraniczna III Rzeczypospolitej (Roman Kuźniar)
  • Imperialna rozgrywka (Maciej Olchawa)
  • Namiętności (Isaac Bashevis Singer)
  • Szarańcza (Gabriel Garcia Marquez)
  • 566 kadrów (Dennis Wojda)
  • Wielki Gatsby (F. Scott Fitzgerald)

To oślepiające, nieobecne światło (Tahar ben Jelloun)

okładka (Karakter)

Oparta na faktach historia marokańskich żołnierzy, wyjątkowo sadystycznie ukaranych za udział w nieudanym zamachu stanu – bez żadnego sądu wysłano ich do tajnego więzienia, które miało się stać ich grobem za życia. Bardzo zresztą grób przypominało, bo umieszczone pod ziemią, gdzie słońce nie zaglądało, a i cele nie odbiegały standardem od grobowców – gołe ściany, wieczna ciemność, sufit tak nisko, że można było tylko siedzieć albo leżeć. Do kompletu oczywiście chłód, smród i wilgoć – no i perspektywa dożycia swoich dni w tym miejscu, bo żaden oficjalny wyrok wprawdzie nie zapadł, ale więźniom dano jasno do zrozumienia, że na wolność już nie wyjdą, a o ich losie nikt się nigdy nie dowie.

Co można zrobić w takiej sytuacji? Siąść i płakać? Popełnić samobójstwo? Oszaleć? Szukać pociechy w religii? Poddać się zobojętnieniu na wszystko? Schować się we własnym świecie, uciekając od rzeczywistości? Żyć nadzieją na cud? Wśród kilkudziesięciu więźniów mamy pełen przegląd możliwych reakcji i postaw, z czasem jednak coraz bardziej dominuje poczucie beznadziei i czekanie na śmierć, bo cóż innego pozostało…

Powieść powstała, ponieważ cud się w końcu zdarzył – po osiemnastu latach (!) informacje o istnieniu makabrycznego więzienia ujrzały światło dzienne, trafiły do światowych mediów i rząd zdecydował się wypuścić więźniów, a jeden z nich opowiedział autorowi swoją historię. Historię początkowo przejmującą, ale z czasem coraz bardziej monotonną, nużącą i wreszcie przyprawiającą czytelnika o zobojętnienie, bo ileż można czytać wciąż o tych samych cierpieniach, gdy jedyne co się zmienia na przestrzeni ponad dwustu stron, to malejąca liczba żywych jeszcze więźniów. Ale gdyby nie ta monotonia, niewiele można by było książce zarzucić, więc na pewno dam autorowi kolejną szansę.

Ocena: 4


Trynkiewicz srynkiewicz

Dodane: 13 lutego 2014, w kategorii: Absurdy

Opinią publiczną w Polsce znów wstrząsnęła seria wydarzeń pozbawionych znaczenia

W Polsce dochodzi do ok. siedmiuset morderstw rocznie. Nawet przy wykrywalności rzędu 90%, jaką chwali się policja, oznacza to, że samych tylko zeszłorocznych morderców mamy na wolności kilkudziesięciu. I kolejnych kilkudziesięciu, którzy dopuścili się mordu w 2012, kolejnych kilkudziesięciu z 2011 i tak dalej. Każdy z nich potencjalnie groźniejszy od Trynkiewicza, który ma pięćdziesiątkę na karku i pozostaje pod obserwacją policji. I psa z kulawą nogą to nie obchodzi. Nikt ani myśli zmieniać prawa, żeby skuteczniej wykrywać te kilkadziesiąt „bestii” rocznie. Żaden brukowiec nie krzyczy z okładki, że po polskich ulicach chodzą setki morderców.

A nawet tysiące, bo przecież i z tych ponad sześciuset rocznie lądujących w więzieniach, tylko nieliczni dostają dożywocie – zdecydowana większość prędzej czy później opuszcza więzienie. Dokładnych statystyk nie znalazłem, ale z wyguglanych strzępów informacji można wnosić, że praktycznie codziennie gdzieś w Polsce jakiś morderca wychodzi na wolność. A może nawet ciut częściej. I to również psa z kulawą nogą nie obchodzi.

Cztery morderstwa to zbrodnia, siedemset rocznie to już tylko statystyka.


Przeczytane w 2013 #3

Dodane: 7 lutego 2014, w kategorii: Literatura

W dzisiejszym odcinku:

  • Arka (Adam Wiśniewski-Snerg)
  • Motyl i czołg (Ernest Hemingway)
  • Nie ma kto pisać do pułkownika (Gabriel Garcia Marquez)
  • Przekładaniec (Stanisław Lem)
  • All-star Superman (Grant Morrison i Frank Quitely)
  • Ukojenie (Ian McEwan)
  • Ostatni brzeg (Nevil Shute)
  • Podcięte skrzydła (Aleksy Tołstoj)

Arka (Adam Wiśniewski-Snerg)

okładka (Czytelnik)

Czym jest Arka? Jeśli wierzyć głównemu bohaterowi, a zarazem narratorowi – okrętem przypadkowo napotkanym podczas morskiej podróży, który niegdyś należał do jego rodziny. Jeśli wziąć pod uwagę liczne sygnały otoczenia – szpitalem psychiatrycznym, w którym bohatera osadzono. A jeśli wierzyć innym pasażerom/pacjentom – może faktycznie szpitalem, ale na statku kosmicznym w podróży międzygwiezdnej. Tylko komu tu wierzyć? O ile pierwszą opcję można spokojnie wykluczyć na rzecz drugiej, o tyle trzecią nie tak łatwo skreślić, nawet biorąc pod uwagę, że wśród bohaterów ewidentnie roi się od chorych psychicznie.

Książka z jednej strony dająca do myślenia – chociażby w kwestii, jak odróżnić rzeczywistość od urojeń, a zdrowego psychicznie od wariata (zwłaszcza gdy nie ma pewności, że samemu się nim nie jest) – zarazem jednak czyta się ją w bólach, brnąc strona po stronie z coraz większym wysiłkiem. Trudno nawet powiedzieć czemu, ale mimo ciekawego pomysłu i inteligentnej realizacji nie byłem w stanie czerpać przyjemności z lektury – zamiast tego trzeba było się zmuszać, żeby ją dokończyć. Zmusiłem się skutecznie, ale jednak…

Ocena: 4-


Prokur*atura

Dodane: 30 stycznia 2014, w kategorii: Absurdy, Polityka

W zeszłym tygodniu dowiedzieliśmy się, że wiceminister obrony nie jest funkcjonariuszem publicznym, a napisany przez niego w ramach obowiązków służbowych raport, za który państwo wypłaciło fafnaście odszkodowań, nie jest oficjalnym dokumentem. Już wtedy metaforyczny nóż mi się w kieszeni otworzył, ale powstrzymałem się od publicznego komentarza. I słusznie, bo dziś wypłynęło coś jeszcze mocniejszego:

Gdy jesienią 2007 r. PiS przegrał wybory i Macierewicz odchodził z SKW, z jej siedziby wywieziono dokumentację WSI, tłumacząc, że jest potrzebna Komisji Weryfikacyjnej WSI, która do czerwca 2008 r. działała przy prezydenckim Biurze Bezpieczeństwa Narodowego pod przewodnictwem Jana Olszewskiego. Wcześniej jej szefem był Macierewicz.

Nowe kierownictwo SKW odkryło jednak, że oprócz akt WSI wywieziono też komputerową bazę agentury.

Pod nadzorem podwładnej Macierewicza – szefowej Biura Ewidencji i Archiwów SKW kpt. Agnieszki W. – dane te bezprawnie skopiowano na kilka twardych dysków. W ten sposób opuściły one bezpieczne komputery, których zgodnie z pragmatyką służb nie miały prawa opuścić. Także osoby bez odpowiedniej autoryzacji uzyskały możliwość łączenia prawdziwych nazwisk z pseudonimami i operacjami.

(…)

Prokuratura prowadziła śledztwo kilka lat, aż w 2013 r. po cichu je umorzyła. Powód? Niska szkodliwość czynu.

(…)

W związku z działalnością SKW pod rządami Macierewicza kontrwywiad złożył 10 zawiadomień o przestępstwie. Dotyczyły m.in. nielegalnego kopiowania dokumentów dla Komisji Weryfikacyjnej, wywiezienia ich poza siedzibę SKW, niedopuszczenia SKW do kontroli materiałów przechowywanych w BBN. Wszystkie postępowania zostały umorzone.

Pamiętajcie, drodzy czytelnicy – jeśli trafi się Wam okazja, by ukraść ściśle tajne dane, za które obce wywiady z pewnością hojnie zapłacą, nie wahajcie się, to przecież zupełnie nieszkodliwe. Jak wszystko, co w swojej – tfu! – karierze politycznej zrobił Macierewicz.

Być może nie trzeba być niespełna rozumu, żeby zostać w Polsce prokuratorem – ale to z pewnością pomaga.


« Starsze wpisy Nowsze wpisy »