Cichy Fragles

skocz do treści

Przeczytane w 2018

Dodane: 10 stycznia 2019, w kategorii: Literatura

W roku czytelniczym 2018 przeczytałem 51 książek (27 na czytniku) i 24 komiksy, czyli z grubsza tyle samo co w 2017, choć pod względem liczby stron wyszłoby pewnie więcej, bo cegieł trochę się zebrało tym razem. Jakościowo też nie mogę narzekać – jest dobrze i oby w 2019 było jeszcze lepiej.

Co zatem najbardziej godnego polecenia przeczytałem?


Głód (Martin Caparrós)

Tytuł roku – książka tak monumentalna i wstrząsająca, że wszystkie słowa komentarza są przy niej zawstydzająco małe i banalne. W recenzji próbowałem oddać jej wybitność masą cytatów, tu już ich dodawać nie będę – po prostu w link do recenzji klikajcie i czytajcie.



Głód (Martín Caparrós)

Dodane: 22 listopada 2018, w kategorii: Literatura, Polityka

„Fakt, że co roku dziesiątki milionów mężczyzn, kobiet i dzieci umiera z głodu, jest skandalem naszego stulecia. Co pięć sekund dziecko poniżej dziesiątego roku życia umiera z głodu na planecie, która obfituje w bogactwa. W obecnym stanie rozwoju rolnictwo światowe zdolne byłoby wyżywić bez problemu dwanaście miliardów ludzi, niemal dwukrotnie więcej, niż wynosi liczba mieszkańców Ziemi. Nie jest to zatem nieuchronny los. Dziecko, które umiera z głodu, to dziecko zamordowane”, napisał w swoim raporcie zatytułowanym Destruction massive, były ekspert ONZ do spraw prawa do żywności Jean Ziegler.
W Stanach Zjednoczonych na początku XXI wieku hektar ziemi nawożonej i nawadnianej daje 10 ton zboża, a każdy rolnik może obrobić średnio 200 hektarów; produkuje zatem 2 tysiące ton.
W Sahelu na początku XXI wieku z hektara pozyskuje się 700 kilogramów zboża, a każdy rolnik obrabia przeciętnie hektar ziemi, produkując 700 kilogramów. Nieco mniej niż chłop w cesarstwie rzymskim przed dwoma tysiącami lat, dwa tysiące razy mniej niż współczesny farmer amerykański.
W niewielu dziedzinach nierówność jest tak widoczna, tak krzycząca, jak w rolnictwie – podstawowym zajęciu ludzi, zapewniającym im pożywienie.
Wszystko jest absolutnie niepewne. Pada albo nie pada, nadlatują roje szarańczy, jakiś kupiec podwyższa ceny – i jest to sprawa życia i śmierci dziesiątek tysięcy ludzi. Bogactwo polega na tym, że człowiek ma różne możliwości, w razie czego może na coś liczyć, nie musi żyć wciąż o krok od katastrofy. Porusza się w szerszym obszarze, na którym jest nawet miejsce na potknięcie, i jeśli się potyka, to ma jakieś wyjście. Nędza to życie na krawędzi: potknięcie się jest równoznaczne z roztrzaskaniem.


Opowiadania nominowane do Nagrody Zajdla 2017

Dodane: 23 sierpnia 2018, w kategorii: Literatura

Po części z powodu mundialu, a po części dla ogólnego zamotania, umknęło mi jakoś, że w tym roku Polcon odbył się w lipcu, zamiast pod koniec sierpnia, zatem Nagroda Zajdla została już dawno przyznana – ale blogową tradycję recenzowania nominowanych opowiadań (jak zwykle dostępnych w e-booku na stronie nagrody) mimo to podtrzymam. Tradycje mają przecież to do siebie, że bywają kultywowane nawet gdy utracą pierwotny sens (lub w ogóle jakikolwiek), więc czemu moja ma być gorsza?


Diabolus ex Machina (Dawid Cieśla)

XIX wiek, wróżby, diabeł, wędrówki dusz, zagadka kryminalno-ontologiczna… a to wszystko na niespełna dwudziestu stronach. Nie wróży to najlepiej – i faktycznie trudno się tym tekstem zachwycić. Większość treści schodzi autorowi na ekspozycję, a zagadka zostaje rozwiązana znienacka i na chybcika, po czym zamiast pociągnąć dalej oryginalny pomysł za nią stojący, autor raz-dwa zamyka sprawę ultymatywnie. W efekcie całość sprawia wrażenie bardziej zajawki, niż samodzielnego utworu – z tą tylko różnicą, że w zajawce nie poznalibyśmy od razu zakończenia.



Książki nominowane do nagrody ArtRage

Dodane: 19 czerwca 2018, w kategorii: Literatura

Problem z książkowymi nagrodami z czytelniczego punktu widzenia jest taki, że rzadko kiedy zna się wszystkie nominowane tytuły, nawet jeśli ktoś czyta nałogowo – za dużo książek jest na rynku, za dużo różnych gustów, za dużo nawet nagród, żeby za tym wszystkim nadążać. Można sobie oczywiście powiedzieć, że np. będę czytać wszystko, co nominują do Nike, to jednak wymaga odrobiny samokontroli, z którą bywa różnie, no i planowania, żeby się wyrobić z lekturą pomiędzy ogłoszeniem nominacji a werdyktem – z czym także bywa różnie.

Dlatego bardzo mi się spodobał pomysł na nagrodę literacką ArtRage, polegający na tym, że lista nominowanych książek to zarazem pakiet e-booków, sprzedawany w trybie „zapłać ile chcesz”, przy czym zakup pakietu daje prawo do zagłosowania na wybraną książkę. Dzięki temu nie trzeba samodyscypliny ani biegania po księgarniach – wszystko można kupić za jednym zamachem, a potem już tylko czytać, by na koniec z pełną znajomością tematu zdecydować, komu ta nagroda się należy.

Podjąłem zatem wyzwanie – i oto, co z tego wynikło. Nominowane tytuły ułożyłem poniżej w kolejności od najsłabszego do najlepszego, z zastrzeżeniem, że jest to kolejność mocno orientacyjna i praktycznie dowolne sąsiednie pozycje mógłbym z czystym sumieniem zamienić miejscami.



Przeczytane w 2017

Dodane: 31 stycznia 2018, w kategorii: Literatura

Kolejny rok czytelniczy upłynął, podobnie jak poprzedni, bardzo udanie: 58 przeczytanych książek (w tym 26 na czytniku) i 17 komiksów to najlepszy wynik od nawet nie pamiętam, jak dawna – oby tak dalej. Dodatkowo praktycznie zakończyłem nadrabianie zaległości – o ile jeszcze parę lat temu miałem momentami ponad dwadzieścia nieprzeczytanych książek na półkach (i sporo samokontroli potrzebowałem, żeby tej liczby jeszcze nie powiększyć), a przed rokiem bodajże osiem, to w chwili obecnej już tylko dwie.

I pewnie z setkę na czytniku, ale ojtam ojtam. Zresztą ta liczba też systematycznie spada, odkąd uodporniłem się na promocje i przyjąłem zasadę, że albo na serio zamierzam dany tytuł przeczytać w najbliższym czasie, albo nie biorę nawet za darmo, chyba że się trafi jakaś naprawdę wyjątkowa okazja. Podobnie z grami. Burżuj jestem, stać mnie.

Natomiast z recenzjami nadal posucha – znowu przez cały rok wycisnąłem z siebie tylko jedną. Wstyd i hańba, ale co zrobić, skoro chęć i wena jakoś odeszła i nie chce wrócić. Nawet do niniejszego podsumowania zbierałem się i zbierałem, zanim udało mi się ruszyć z miejsca – co widać po dacie publikacji.

Ale dość marudzenia, przejdźmy do rzeczy – czyli co szczególnie godnego uwagi miałem okazję przeczytać. Kolejność chronologiczna, czytaj przypadkowa.



Opowiadania nominowane do Nagrody Zajdla 2016

Dodane: 23 sierpnia 2017, w kategorii: Literatura

Ojejku, jak już dawno nic nie pisałem – a jeszcze dawniej nic nie recenzowałem. Czas najwyższy się poprawić w obu kwestiach, a cóż może być po temu lepszą okazją, niż kolejna edycja nominacji do Zajdla?

Wiem, praktycznie co roku narzekam, że poziom tekstów spada, a ostatnio już nawet recenzować mi się ich nie chciało, tak bardzo były szare i przeciętne – ale tym razem nastąpiło jeśli nie odbicie, to przynajmniej rozrzut, tzn. opowiadania dają się od siebie odróżnić, jest co pochwalić i co zganić – słowem, jest co napisać. Piszmy więc.



Przeczytane w 2016

Dodane: 18 stycznia 2017, w kategorii: Literatura

Wstyd przyznać: z książek przeczytanych w zeszłym roku, zrecenzowałem – uwaga – jedną. Fakt, zapowiadałem rok temu, że będę recenzować rzadziej – ale że aż tak, to sam siebie zaskoczyłem. Tym bardziej, że czytelniczo był to rok więcej niż owocny: 52 książki (w tym 22 na czytniku) i 15 komiksów to najokazalszy bilans od wielu lat, a i jakościowo powodów do narzekania wiele nie miałem. Pisać o wszystkim oczywiście zatem nie zamierzam – poprzestanę na pozycjach najbardziej godnych wyróżnienia (w kolejności, w jakiej je czytalem, czyli de facto przypadkowej).


Nowoczesność i Zagłada (Zygmunt Bauman)

To właśnie ta jedyna recenzja, jaką popełniłem w zeszłym roku. Rozpisałem się w niej bardzo szeroko, więc powtarzać się już nie będę – zapewnię tylko raz jeszcze, że choć porusza ona temat niby już przeanalizowany do imentu, to i tak co i rusz zaskakuje, bezpardonowo wytrąca z równowagi i daje do myślenia na długo.

Pisałem kiedyś, że Bauman to najmądrzejszy z żyjących Polaków, i zamierzałem to jeszcze raz tutaj powtórzyć – ale fatalnym zrządzeniem losu akurat po rozpoczęciu pisania notki to określenie zdezaktualizowało się na wieki wieków…



Opowiadania nominowane do Nagrody Zajdla 2015

Dodane: 18 sierpnia 2016, w kategorii: Literatura

Po raz kolejny opowiadania nominowane do najważniejszej nagrody w polskiej fantastyce zostały wydane w darmowym ebooku i zamierzałem je tu po raz kolejny zrecenzować – ale po raz kolejny stwierdziłem, że do recenzowania nie mam już serca, a do tego również po raz kolejny muszę powiedzieć, że poziom tekstów ciągle spada. Jeszcze w zeszłym roku przynajmniej jedno opowiadanie było naprawdę dobre i oryginalne, a dwa kolejne niezłe – w tym natomiast nie jestem w stanie pochwalić zupełnie niczego.

Nie żeby był jakiś zupełny dramat, nie w tym rzecz – wszystkie pięć utworów napisane jest solidnie, bez jakichś znaczących potknięć, żaden się nie prosi, by się nad nim poznęcać, a to już więcej, niż można było powiedzieć o zeszłorocznych nominacjach. Problem w tym, że niczego poza solidnością żaden z tych tekstów nie oferuje. Wszystko to wariacje historii tysiąc razy już opowiedzianych, w dekoracjach tysiąc razy już użytych, wszystko aż do bólu sztampowe, schematyczne i przewidywalne – może tylko „Simon” Przybyłka lekko zaskakuje finałowym twistem fabularnym (notabene chytrze wykorzystanym przez autora, żeby się bezkarnie pozachwycać samym sobą), reszta grzecznie biegła dokładnie takimi torami, jakich się spodziewałem już po pierwszych stronach. Albo za dużo fantastyki w życiu przeczytałem, albo branża goni w piętkę, zainteresowana już tylko kasą i niezdolna wyprodukować cokolwiek oryginalnego.

Gdybym koniecznie musiał na coś zagłosować, to chyba właśnie na „Simona”, który jako jedyny przynajmniej próbuje się wybić ponad przeciętność – ale to nadal tylko mniejsze zło, tekst tylko trochę sprawniej napisany. Pozostałych opowiadań nawet nie byłbym w stanie ułożyć w jakiś ranking – wszystkie jednakowo nijakie, jednakowo eksploatujące znane schematy, jednakowo grające na bezbramkowy remis.

I to jest zresztą jeden z powodów, dla których recenzowanie mi się przejadło: wybitnym utworem można się pozachwycać, oryginalny można docenić za wyjątkowość, denny można chociaż malowniczo zjechać, natomiast w przypadku tekstu przeciętnego i sztampowego, który ani niczym nie zaskakuje, ani niczym się nie wyróżnia, ani nie ma poważnych plusów czy minusów – cóż, w takim przypadku najzwyczajniej w świecie nie ma czego ciekawego napisać…

(A w kategorii Powieść w ciemno bym głosował na Starość aksolotla – to wprawdzie jedna ze słabszych powieści Dukaja, ale idę o zakład, że i tak powyżej poziomu konkurencji)


Nowoczesność i Zagłada (Zygmunt Bauman)

Dodane: 8 maja 2016, w kategorii: Literatura, Nauka

Miałem swoje wyobrażenie na temat Zagłady, które dzieliłem z wieloma ludźmi mojego pokolenia i pokoleń młodszych: straszliwa zbrodnia dokonana przez nikczemników na niewinnych ofiarach. Świat podzielony na obłąkanych morderców i bezsilne ofiary oraz rzeszę tych, którzy w miarę możności pomagali ofiarom, choć na ogół nie byli w stanie tego uczynić. W tym świecie mordercy mordowali, ponieważ byli obłąkani, nikczemni i opętani przez obłędną i nikczemną ideę. Ofiary szły na rzeź, ponieważ nie były w stanie przeciwstawić się potężnemu i uzbrojonemu po zęby wrogowi. Reszta świata mogła się tylko przyglądać, w osłupieniu i zgrozie, wiedząc, że dopiero ostateczne zwycięstwo sojuszniczych armii antyhitlerowskiej koalicji położy kres ludzkiemu cierpieniu. Zbudowana na podstawie tej wiedzy moja wizja Zagłady przypominała obraz wiszący na ścianie: jego staranna oprawa miała oddzielać malowidło od tapety i podkreślać, jak bardzo różni się ono od reszty wystroju mieszkania.

Przyjęło się uważać Holocaust za wydarzenie jedyne w swoim rodzaju. Z jednej strony słusznie, jako że nie było w historii innej próby wymordowania całego narodu, nie było innego „przemysłowego” ludobójstwa i tak dalej. Z drugiej jednak strony, określenie „jedyne w swoim rodzaju” pomaga w budowaniu zwodniczego przekonania, że coś podobnego już się nigdy nie powtórzy – zdarzyło się raz, to prawda, ale to był niepowtarzalny wyjątek w historii ludzkości, zresztą teraz jesteśmy mądrzejsi i do powtórki nikt nie dopuści. Książka Baumana wytrąca z tego błogiego przekonania, dowodząc, że Holocaust nie był jednorazowym wykwitem chorej ideologii, lecz pełnoprawnym wytworem nowoczesności, doskonale się mieszczącym w jej logice – i nie istnieją żadne zabezpieczenia, które by gwarantowały, że do niczego takiego więcej nie dojdzie.



Przeczytane w 2015 #3

Dodane: 24 stycznia 2016, w kategorii: Literatura

« Część pierwsza
« Część druga


Internet. Czas się bać (Wojciech Orliński)

Czego się bać w sieci? Znając poglądy autora, nietrudno zgadnąć – Google’a i Facebooka. Korporacji tak wielkich i wpływowych, że praktycznie nie sposób poruszać się po necie, nie zaczepiając o ich wszechobecne macki, nawet jeśli nie korzysta się z ich usług (co samo w sobie staje się z roku na rok coraz trudniejsze). Korporacji tak wielkich i wpływowych, że choć formalnie nie mają monopolu w swoich dziedzinach, to mają już silniejszą władzę niż niejeden monopolista – i oczywiście korzystają z niej, by zabezpieczać swoje interesy i zmieniać warunki gry na własną korzyść. Jest się zatem czego bać, i to z roku na rok coraz bardziej.

Autor zęby zjadł na tym temacie, więc zna się na rzeczy jak mało kto. Wiele ciekawostek można tu znaleźć, wiele mało znanych faktów, wiele inteligentnych spostrzeżeń – ale też trochę naciągania rzeczywistości pod tezę, trochę wydumanych zagrożeń i obwiniania cyberkorpów za wszystko, nie zawsze słusznie. Bilans jednak wypada zdecydowanie na korzyść książki. Dla tych, którzy Orlińskiego nie czytują, może być ona objawieniem – a tym, którzy czytują, rekomendacji chyba i tak nie trzeba.

Ocena: 5-

Inne tego autora: Co to są sepulki, Jeśli nie jesteś płacącym klientem…



« Starsze wpisy