Cichy Fragles

skocz do treści

73 obietnice Tuska i ich realizacja

Dodane: 23 listopada 2009, w kategorii: Polityka

Uwaga: ten wpis jest niezbyt aktualny, jako że dotyczy lat 2007-2009, czyli pierwszych dwóch lat rządów Tuska. Prawdopodobnie bardziej interesujące będzie podsumowanie całej pierwszej kadencji lub zbiór obietnic na drugą kadencję.


Dziś mijają dwa lata od legendarnego najdłuższego exposé w historii trzeciej Rzeczypospolitej. Exposé, które przyniosło Tuskowi ksywkę „polski Castro” i skłoniło jakiegoś skrupulatnego internautę do zrobienia listy poczynionych obietnic. Lista szybko rozprzestrzeniła się w sieci i krąży po niej do dziś – zwykle w charakterze wyrzutu sumienia dla Platformy, która tyle naobiecywała, a teraz nic z tym nie robi. No właśnie, czy na pewno nic? Półmetek kadencji to chyba dobra okazja, żeby wreszcie na poważnie skonfrontować te obietnice z rzeczywistością i ocenić stopień ich realizacji – co też postanowiłem uczynić.

Od razu zastrzegam, że analiza jest daleka od profesjonalizmu – o wielu dziedzinach (jak rolnictwo czy służba zdrowia) pojęcie mam marne i wiem tyle co wyguglałem, więc możliwe, że w niektórych punktach moje oceny są błędne. Wiele obietnic było też na tyle ogólnych, że rzetelna ocena była w zasadzie niemożliwa, więc oceniałem „na wyczucie”. Całość należy zatem traktować z przymrużeniem oka i nie bić autora za ewentualne potknięcia;-).

Dla lepszej przejrzystości oznaczyłem każdy punkt stosowną ikonką – wszak żyjemy w cywilizacji obrazkowej. Znaczenie ikonek jest chyba oczywiste, ale na wszelki wypadek legenda:
Niezrealizowane – obietnica jak dotąd niezrealizowana.
Zrealizowane częsciowo – obietnica zrealizowana częściowo / w trakcie realizacji / trudno orzec.
Zrealizowane – obietnica zrealizowana

Wiem, że wyglądają jak w Paincie robione. I słusznie, bo faktycznie były w Paincie robione;-). A teraz przejdźmy wreszcie do rzeczy:


Dżdż?

Dodane: 20 listopada 2009, w kategorii: Varia

Ostatnio na Joggerze moda na zagadki lingwistyczne, więc też się dołączę:

Jak brzmi mianownik od dżdżu?


Lesbijki lepiej wychowują dzieci….

Dodane: 17 listopada 2009, w kategorii: Varia

…niż rodzice heteroseksualni – donosi Daily Telegraph. Hmm…


Skonsumowani (Benjamin R. Barber)

Dodane: 12 listopada 2009, w kategorii: Literatura

Skonsumowani | Benjamin R. Barber (Muza)

Barber, który zasłynął kilka lat temu książką „Dżihad kontra McŚwiat”, tym razem skoncentrował się na McŚwiecie, a konkretnie na patologiach i zagrożeniach towarzyszących gospodarce rynkowej. Problemy opisane przez autora zgrabnie podsumowuje podtytuł: „Jak rynek psuje dzieci, infantylizuje dorosłych i połyka obywateli”.

Co do psucia dzieci, trudno się nie zgodzić – co prawda kolejne państwa zakazują reklamy do nich skierowanej, ale nie są w stanie całkowicie ich ochronić przed wszechobecnym klimatem konsumpcjonizmu i działaniami speców od marketingu, którzy robią co mogą, żeby wychowywać sobie kolejne pokolenia konsumentów. Autor szeroko opisuje, jak wyrafinowanych chwytów i przemyślanych do najmniejszego szczegółu strategii używa się do wciągania dzieci niemalże od urodzenia w świat konsumpcji i kreowania im hierarchii wartości, w której nowe zabawki czy ciuchy są najwyższym celem i sensem życia. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że dzieci są wobec ataku marketingowców praktycznie bezbronne, a efekty – cóż, efekty tłoczą się w galeriach handlowych, radośnie kupując np. kolejną komórkę, jeszcze bardziej wypasioną od poprzedniej, kupionej miesiąc temu. A ich dzieci będą jeszcze bardziej bezbronne, bo już nawet na ochronę przez rodziców nie będą mogły liczyć…

Z zepsutych dzieci wyrastają bowiem infantylni dorośli, stwierdza autor – i trudno się z nim nie zgodzić, ale część książki dotycząca infantylizmu pozostawia wiele do życzenia. Po pierwsze, definiuje on infantylizm tak szeroko, że w tej definicji zmieściłoby się pewnie 90% ludzkości, włącznie z ludźmi, którzy uroki kapitalizmu znają co najwyżej z telewizji. Wolni od oskarżenia o infantylizm byliby według Barbera chyba tylko wiktoriańscy dżentelmeni, bo objawem infantylizmu wydaje się tu być niemal wszystko, co odstaje od konserwatywnych ideałów: wolne związki, rozwody, bezdzietność, korzystanie z serwisów społecznościowych, gry komputerowe, no i oczywiście wszelkie możliwe przejawy konsumpcyjnego trybu życia.


Relacja z Targów Książki w Krakowie

Dodane: 6 listopada 2009, w kategorii: Literatura

Targi Książki w Krakowie

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że targi trwają do końca weekendu, a relację piszę już teraz, bo jeden dzień mi wystarczył na ich gruntowne zwiedzenie. Jeśli więc ktoś chciałby się wybrać, to jeszcze nic straconego.

Plusy

Rabaty – pod tym względem jest naprawdę spory postęp. Wielu wydawców dawało nawet 20-30% zniżki, a 5-10% widziałem praktycznie co krok, podczas gdy jeszcze rok temu zdecydowana większość wydawców miała normalne ceny. Czyżby efekt kryzysu? Trochę wątpię, bo podobno na rynku księgarskim go nie widać. Ale mniejsza o przyczyny, liczy się efekt. A efekt jest taki, że wyprawa na targi zaczęła się naprawdę opłacać. Najbardziej wykazał się chyba PISM, w którym rabaty przekraczały nawet 40%. Oby tak dalej!

Dodatkowo, jak co roku, można było zyskać dodatkowe bonusy za oddanie starych książek dla bibliotek – jedna książka, jeden kupon – z czego oczywiście nie omieszkałem skorzystać. Tu też jest spory postęp – kupony honoruje już kilkadziesiąt wydawnictw, a nie kilkanaście, jak w poprzednich latach.


Google analizuje fora

Dodane: 31 października 2009, w kategorii: Net

Ostatnio przy guglaniu rzuciło mi się w oczy takie coś:

Informacje o postach w wynikach wyszukiwania

Funkcjonalność bardzo ciekawa i niewątpliwie przydatna. Pytanie tylko – jak oni to robią? Przez chwilę myślałem, że po prostu dostosowali się do skryptu phpBB, na którym stoi miażdżąca większość forów w sieci, ale nie – dane o postach widać też dla forum Racjonalista.pl czy forum Frondy, ale dla forum.gazeta.pl już nie, czyli najwyraźniej działa tu jakaś automagiczna analiza.

Tak czy siak pomysłowość ludzi z Google ciągle nie przestaje mnie zadziwiać. Ani chybi wkrótce będą rządzić światem – o ile już teraz tego po cichu nie robią;-).


Przygarnij skina

Dodane: 26 października 2009, w kategorii: Absurdy

genialne tłumaczenie z Bebo

Zauważone tutaj. Komentować chyba nie muszę.


Przeczytane w wakacje

Dodane: 22 października 2009, w kategorii: Literatura

Heh, wakacje. Udał mi się dowcip.


Fun Home (Alison Bechdel)

Fun Home | Alison Bechdel (Timof i cisi wspólnicy)

Dawno już nie było komiksu w takim stopniu dostrzeżonego przez media spoza getta. Przyczyna – jak to zwykle bywa, modny temat, czyli w tym przypadku homoseksualizm. Autobiografia lesbijki, której ojciec miał gejowskie skłonności – czy trzeba tu coś dodawać?

No cóż, dla porządku jednak dodajmy, że treść jest dużo mniej sensacyjna, niż by mogło sugerować poprzednie zdanie. Komiks traktuje głównie o relacjach autorki z jej ojcem – relacjach, jak nietrudno zgadnąć, dość skomplikowanych. Ojciec to antypatyczny dziwak, „traktujący meble jak dzieci, a dzieci jak meble”, zainteresowany głównie literaturą i upiększaniem domu w nieskończoność, a do tego tyran zadręczający rodzinę swoimi obsesjami. Gdy zatem ginie w wypadku, nikt specjalnie po nim nie płacze. Potem jednak autorka dowiaduje się od matki o jego sekretnym życiu i zaczyna patrzeć na niego z innej perspektywy, widząc w nim bratnią duszę, porównując i niemalże utożsamiając się z nim. Przypomina sobie wszystkie dobre chwile, próbuje patrzeć na minione zdarzenia jego oczami i generalnie buduje sobie jego wizerunek od nowa, by na koniec stwierdzić, że ten patologiczny ojciec był jednak dla niej największym wzorem i podporą życiową.

Streszczam to oczywiście dość stronniczo i trochę przejaskrawiam, ale tylko trochę. Podejście autorki do ojca zmienia się na przestrzeni tych dwustu stron aż nazbyt radykalnie – można odnieść wrażenie, że skoro już poczuła z nim jakąś więź, to postanowiła go wybielić i wyidealizować choćby siłą. Ale to może tylko moje wrażenie. Z innych wrażeń – plus za formę (zgrabne czarno-biało-zielone rysunki pełne szczegółów, charakterystyczny styl), minus za dłużyzny i lekki bałagan w treści (pewnie zamierzony, ale jednak bałagan). Całość niewątpliwie godna uwagi, jakoś jednak nie podzielam powszechnego zachwytu nad tym tytułem. Jest nieźle, ale do rewelacji daleko.

Ocena: 4+


Nadmiar

Dodane: 17 października 2009, w kategorii: Prywata

Książek do przeczytania: 6
Czasopism itp. do przeczytania: 7
Filmów do obejrzenia: 1
Gierek do zagrania: 2
Stron do zrobienia/przerobienia/wykończenia: 3
Zaplanowanych wpisów na blog do napisania: 4
Czasu na to wszystko: wiecznie za mało

Podobno od przybytku głowa nie boli. Jak kogo.


Wywiad roku

Dodane: 12 października 2009, w kategorii: Absurdy, Futbol

Jeśli po kolejnej porażce naszej reprezentacji ktoś myślał, że polski futbol osiągnął już dno, to się grubo mylił. Owszem, piłkarzom już niewiele pozostało pola do popisu, ale są jeszcze działacze PZPN – a na nich to w tej kwestii zawsze można liczyć i nigdy chyba się nie przeliczymy. Dzisiejszy wywiad z Piechniczkiem nie pozostawia co do tego żadnych złudzeń – nawet na tle dotychczasowych rozbłysków Polskiej Myśli Działaczowskiej wybija się on szczególnie. Całości tych genialnych wywodów nie śmiem nawet komentować, dość przytoczyć jeden krótki fragment:

J..ć, j..ć PZPN, co tak pięknie krzyczą kibice, a was raduje, oznacza także j..ć reprezentację. U Majewskiego piłkarze zrozumieli, że nie są to słowa skierowane tylko do prezesa Grzegorza Laty i ich pracowników, ale także do nich. Zaczęli rozumieć, gdzie jest ich macierzysta federacja.
Czyli piłkarze przede wszystkim powinni się utożsamiać z PZPN?
– Oczywiście. Wspólnie odpowiadamy za wizerunek związku.

Doprawdy, jedyne co zwala z nóg bardziej niż intelekt działaczy PZPN, to ich bezczelność.


« Starsze wpisy Nowsze wpisy »