Cichy Fragles

skocz do treści

Dzień dobroci dla świata

Dodane: 22 sierpnia 2008, w kategorii: Prywata

Rejestracja Total Commandera – 102 złote
Donacja dla twórcy edytora PSPad – 40 euro
Darowizna dla Wikimedii – 100 złotych
Darowizna dla Amnesty International – 100 złotych

Wykazanie się dobrym sercem – no, może nie bezcenne, ale na pewno sporo warte:-).


Powstanie i bitwa, czyli kult porażki

Dodane: 18 sierpnia 2008, w kategorii: Przemyślenia

Dzień Wojska Polskiego – skąd się wzięło to święto? Co to za rocznica? Kto odpowiedział bez zastanowienia, może przejść do następnego akapitu. Kto potrzebował się zastanowić, czy – o zgrozo – skorzystać z Google lub Wikipedii (z doświadczenia wiem, że nie jest to szczególnie rzadki przypadek), niech dobrze zapamięta, że to rocznica bitwy warszawskiej. Bitwy, w której pokonaliśmy jedną z najpotężniejszych wówczas armii świata. Bitwy, która uratowała naszą dopiero co odzyskaną niepodległość. Bitwy, która uratowała Europę przed ofensywą komunizmu. Bitwy, którą zaliczono do przełomowych bitew w historii świata. Bitwy, którą bez żadnej przesady można uznać za największy sukces militarny w naszej historii, porównywalny tylko z Grunwaldem i Wiedniem.

Bitwy, która mimo to w świadomości historycznej Polaków praktycznie nie istnieje.


Modyfikowany węgiel (Richard Morgan)

Dodane: 16 sierpnia 2008, w kategorii: Literatura

Modyfikowany węgiel | Richard Morgan (ISA)

Nieczęsto się zdarza, żeby akcja powieści zaczynała się śmiercią głównego bohatera – pomijając oczywiście powieści złożone z retrospekcji, jak również awangardową grafomanię, w której sens i logika ustępuje miejsca „eksperymentom formalnym” i „postmodernistycznej grze z czytelnikiem”. Tu jednak żaden z tych przypadków nie ma miejsca.

Rzecz się dzieje w odległej o kilkaset lat przyszłości, kiedy śmierć nie stanowi już wielkiego problemu, jako że każdy ma wbudowany implant zwany stosem korowym, który pozwala przechować umysł po śmierci i przenieść go do nowego ciała. Koncepcja kulawa i naiwna, ale Morgan to nie Dukaj, nie oczekujmy więc przesadnej dbałości o szczegóły, ani też dysput filozoficznych, choć można by je tu długo snuć – stosy korowe stanowią tylko element świata przedstawionego, ich działanie i konsekwencje ich istnienia niespecjalnie interesują autora.

Wracając do fabuły – główny bohater, Takeshi Kovacs, po śmierci na odległej planecie zostaje przesłany (w postaci danych ze stosu korowego) na Ziemię, gdzie dostaje nowe ciało i ciężkie zadanie – wyjaśnić okoliczności zamordowania miliardera Laurensa Bancrofta. Zleceniodawcą jest, żeby było ciekawiej, sam zamordowany. Zabójca zniszczył wprawdzie jego stos korowy, ale Bancroft – człowiek zamożny i mający licznych wrogów – regularnie robił sobie kopię zapasową, dzięki czemu nadal chodzi po tym świecie, ale nie pamięta wydarzeń z ostatnich dwóch dni przed śmiercią. Dodatkowy szkopuł w tym, że wszelkie możliwe poszlaki wskazują na samobójstwo…


Urzędnicy zwalczają bezrobocie

Dodane: 13 sierpnia 2008, w kategorii: Polityka

Nie, ten tytuł to nie ironia – urzędnicy naprawdę zabrali się za walkę z bezrobociem, aczkolwiek tylko w Głogowie. Nie żeby jakoś spektakularnie – po prostu wydzwaniają do bezrobotnych, zapraszając ich na rozmowy kwalifikacyjne. Kto się wymiguje, traci prawo do zasiłku. W efekcie jedni bezrobotni znaleźli pracę, inni zostali zdemaskowani jako oszuści pracujący na czarno i traktujący zasiłek jako dodatek do pensji. A my dzięki jednym i drugim zaoszczędzimy na zasiłkach.

Proste? Dziecinnie proste.

Dużo trudniejsze jest natomiast zrozumienie, czemu takie działanie urzędów nie jest standardem. Mniejsza o dzwonienie z ofertami pracy, ale czemu nie ma przepisu, który uzależniałby otrzymywanie zasiłku od np. codziennego stawiania się w urzędzie w środku dnia? Czemu nasze państwo nie zadaje sobie nawet tak minimalnego trudu, by kontrolować, czy beneficjenci świadczeń socjalnych faktycznie na nie zasługują?

I czemu mam przekonanie graniczące z pewnością, że głogowski urząd pozostanie ciekawostką, której zatroskani o nas politycy nawet nie zauważą między jedną a drugą konferencją prasową?


Igrzyska hipokryzji

Dodane: 8 sierpnia 2008, w kategorii: Polityka

Miałem napisać dłuższy komentarz na temat wiadomej imprezy, ale – po pierwsze, właściwie wszystko w tej kwestii już zostało napisane; po drugie, jeden obrazek wart jest ponoć tysiąc słów – więc skomentujmy sprawę krótko i węzłowato:

@@@@@

Znawcy twórczości śp. Kurta Vonneguta wiedzą, o co chodzi, pozostali – mam nadzieję – się domyślą.

Nieoczekiwanie muszę jednak pochwalić media, a przynajmniej portale, które skoncentrowały się na ważniejszych sprawach, zostawiając olimpijskie popisy obłudy na drugim planie. Co i czytającym te słowa proponuję, bo wydarzenia w Cchinwali zapewne będą mieć daleko większe reperkusje, niż wydarzenia w Pekinie.


Wisła-Beitar 5-0

Dodane: 6 sierpnia 2008, w kategorii: Futbol

Co tu dużo mówić – po takich meczach odzyskuję wiarę w polski futbol. Gdyby tak jeszcze z Barceloną…


RSS Stats

Dodane: 5 sierpnia 2008, w kategorii: Net

Jako że ostatnio po raz kolejny przekroczyłem dwusetkę subskrypcji, postanowiłem trochę bliżej im się przyjrzeć i zrobić małą statystykę. Oto, co z tego wynikło:

Liczba subskrypcji: 203
W tym blogów: 192
W tym używających FeedBurnera: 47

Kategorie (nie sumują się do 203, bo niektóre blogi zaliczyłem do więcej niż jednej):
Humor: 16
Kultura: 14
Nauka: 19
Net: 25
Obrazki: 21
Polityka: 28
Rozrywka: 13
Software: 7
Świat: 22
Varia: 30
WWW: 27

Platformy:
WordPress: 67 (w tym 12 na domenie wordpress.com i 55 na własnej)
Blox: 63
Jogger.pl: 21 (w tym 13 na domenie jogger.pl i 8 na własnej)
Blogspot: 15
Salon24: 3
Blog.pl: 2
Bblog: 2
Inna/własna/niezidentyfikowana: 19

Przyznam, że tak duża liczba blogów na WordPressie trochę mnie zaskoczyła, podobnie jak słaby wynik Joggera. Choć z drugiej strony – na WordPressie stoi ponad tysiąc razy więcej blogów niż na Joggerze, więc zaledwie trzykrotna różnica oznacza, że nasi górą;-).

Blogi dziennikarzy i publicystów:
Gazeta Wyborcza: 16 (wszystkie na blox.pl)
Polityka: 13 (wszystkie na WordPressie)
Inni: 7

Częstotliwość aktualizacji:
Kanały z więcej niż jednym wpisem dziennie: 19
Kanały nieaktualizowane przez ostatnie dwa miesiące: 32
Średnia dzienna liczba wpisów: 0.46 (co pomnożone przez 203 kanały daje 94.3 wpisów dziennie).


Foe (J. M. Coetzee)

Dodane: 2 sierpnia 2008, w kategorii: Literatura

Foe | J.M. Coetzee (Znak)

Jak twierdzą niektórzy fantaści, różnica między fantastyką a mainstreamem polega na tym, że utwory fantastyczne służą do czytania, a mainstreamowe do interpretowania. Jakkolwiek jest to opinia mocno przesadzona i krzywdząca, nie wzięła się jednak z powietrza. Jak już chyba każdy zgadł po tym wstępie, „Foe” służy przede wszystkim do interpretowania – co jednak nie znaczy, że źle się go czyta.

Rzecz się dzieje – jak można przypuszczać – na przełomie siedemnastego i osiemnastego wieku. Główna bohaterka, Susan Barton, płynie do Brazylii w poszukiwaniu zaginionej córki, porwanej ponoć przez handlarzy niewolników. Poszukiwania nie przynoszą żadnego rezultatu, a w drodze powrotnej na statku wybucha bunt. Pani Barton zostaje przez buntowników wsadzona do szalupy i płynąc przed siebie ląduje na bezludnej wyspie. Prawie bezludnej – żyje tam bowiem starzec Robinson Kruzo oraz jego sługa Piętaszek. Brzmi znajomo? Bez wątpienia. W tym miejscu wypada dodać, że „Foe” w tytule książki to prawdziwe nazwisko pisarza szerzej znanego jako Daniel Defoe.


-om!

Dodane: 28 lipca 2008, w kategorii: Varia

Z natury jestem człowiekiem wyjątkowo tolerancyjnym. Toleruję nawet błędy ortograficzne, choć mało co mnie drażni bardziej od nich. Oczywiście lata siedzenia w sieci zrobiły swoje – potworki, które kiedyś zwalały mnie z nóg, dziś bez mrugnięcia okiem ignoruję, bo i po co się denerwować, skoro nic to nie da. Co z tego, że nawet wbiję coś do głowy jednemu analfabecie, skoro dookoła krążą ich miliony.

Nawet moja tolerancja ma jednak swoje granice, których ani myślę przesuwać. Oprócz błędów, na które już dawno się uodporniłem, są i takie, na widok których po prostu krew mnie zalewa, a diabełek siedzący na ramieniu krzyczy mi do ucha: „Zostań nauczycielem polskiego!”, na co aniołek z drugiego ramienia odkrzykuje: „Nie rób tego, świat jest już wystarczająco okrutny!”. Jeśli do tej pory nie posłuchałem diabełka, to tylko i wyłącznie z wrodzonego lenistwa.

Absolutnym numerem jeden wśród tych „kwiatków” podnoszących mi ciśnienie jest używanie „ą” w celowniku liczby mnogiej: ludzią, państwą, fraglesą, kretyną… Popełnienie takiego czegoś dyskwalifikuje delikwenta w moich oczach absolutnie, jako wtórnego analfabetę, który kontaktu ze słowem pisanym (poza internetem) nie miał od lat – nikt choć odrobinę oczytany nie ma bowiem prawa czegoś takiego popełnić. Jeśli popełni – hańba na wieki wieków.

Każdemu, kto o taki czyn choćby się otarł, radzę powiesić nad monitorem lub/i nad łóżkiem napis:

Celownik liczby mnogiej kończy się na -om i nigdy nie daj sobie wmówić, że jest inaczej!

Jeśli w naszym pogmatwanym języku istnieje jakaś reguła bez wyjątków, to właśnie ta. O czym wszystkim czytelnikom, a tym bardziej komentatorom, radzę dobrze pamiętać.


Kolor magii – komiks (Ross i Rockwell)

Dodane: 25 lipca 2008, w kategorii: Literatura

Kolor magii | Ross & Rockwell (Prószyński i s-ka)

Generalnie rzecz biorąc, adaptację można zrobić na trzy sposoby. Sposób pierwszy – przeniesienie historii żywcem z jednego medium do drugiego, przy tak daleko posuniętej zgodności z oryginałem, jak to tylko możliwe – vide film „Władca pierścieni”. Sposób drugi – przeniesienie tylko bohaterów i dopisanie własnego scenariusza – vide filmy o Batmanie. Sposób trzeci, ostatnio szczególnie popularny – wziąć tylko chwytliwy tytuł/autora i olać całą resztę – vide niedawne ekranizacje Dicka i Wellsa. „Kolor magii” to wprawdzie ten pierwszy przypadek, ale o sukcesie na miarę „Władcy pierścieni” nie ma mowy. W sumie to w ogóle nie ma mowy o sukcesie.

Historia, jako się rzekło, została przeniesiona żywcem z książki. Kto ją czytał, tego komiks nie zaskoczy absolutnie niczym – fabuła została jedynie nieco okrojona, scenarzysta nie pokusił się o dodanie choćby jednej scenki od siebie. Dialogi w większości zostały praktycznie przepisane z książki i tu również nie zauważyłem, by cokolwiek dodano. Nikogo więc chyba nie zaskoczy informacja, że i rysunki sprowadzają się do zilustrowania tego, co było opisane w książce, bez jakiejkolwiek własnej inwencji.

No właśnie, co do rysunków – dość powiedzieć, że ich autorem nie jest Josh Kirby ani choćby jego naśladowca. Ani choćby rozumny człowiek, który zdawałby sobie sprawę, że jeśli wszystkie „Światy Dysku” były ilustrowane przez Kirby’ego, to czytelnicy mają mocno ugruntowane wyobrażenie tego świata i zastępowanie go własną wizją nie jest najlepszym pomysłem. Szczególnie, jeśli ta wizja nie dorasta Kirby’emu do pięt. Niestety, rysunki są co najwyżej przeciętne i bez wyrazu, a z klimatem Świata Dysku mają niewiele wspólnego. Drażni szczególnie Rincewind, który przypomina raczej menela niż maga.

Tytułem podsumowania – nie wystarczy pociąć tekst i dodać obrazki, żeby z dobrej książki zrobić równie dobry komiks. Autorzy albo tego nie wiedzieli, albo świadomie zrobili skok na kasę, posiłkując się magią tytułu i nazwiska. Nie radzę im tej kasy oddawać, zdecydowanie lepiej ją wydać na oryginał.

Ocena: 3-


« Starsze wpisy Nowsze wpisy »