Rok 2045. Rozwój technologii poszedł tak daleko, że możliwe stało się pozyskanie szczegółowych informacji o wszystkich komórkach ludzkiego ciała w danej chwili i wprowadzenie ich do pamięci komputera, gdzie można doskonale symulować dalsze funkcjonowanie organizmu, z mózgiem włącznie. Innymi słowy, osiągnięto możliwość kopiowania ludzi – tyle że Kopie mogą funkcjonować tylko w wirtualnej rzeczywistości, a ograniczenia techniczne sprawiają, że symulacja nie może działać w czasie rzeczywistym, lecz w najlepszym razie 17 razy wolniej. Trochę to utrudnia Kopiom utrzymywanie kontaktu z realnym światem – a na kontakcie im zależy, bo świat wirtualny pozostaje nieporównanie uboższy, boleśnie sztuczny i Kopie często wręcz popełniają samobójstwa zaraz po uruchomieniu, nie mogąc tam wytrzymać.
W tym momencie oczywiście narzuca się pytanie: czy Kopie są świadomymi istotami? A jeśli tak, to skąd się bierze ich świadomość i co się z nią dzieje po spowolnieniu czy wstrzymaniu działania programu? Paul Durham z determinacją dąży do znalezienia odpowiedzi, posuwając się do stworzenia swojej Kopii i zablokowania jej możliwości „katapultowania się”, jak eufemistycznie określa się wirtualne samobójstwo. Kopia chcąc nie chcąc musi wziąć udział w serii eksperymentów, które mają rzucić trochę światła na kwestię natury wirtualnej świadomości. I rzucają – w pewnym momencie Kopia wpada na szaloną ideę, która przeraża nawet samego Durhama.
Tu ostrzegam, że zaczynają się delikatne spoilery, ale fabuła jest względnie przewidywalna, więc chyba mogę sobie na nie pozwolić.




(Solaris)
(Wydawnictwo Czarne)
(Prószyński i S-ka)
(Czytelnik)
(W.A.B.)
(Wydawnictwo Literackie)
(Orka)