Cichy Fragles

skocz do treści

Elizabeth Costello (J. M. Coetzee)

Dodane: 6 kwietnia 2012, w kategorii: Literatura

okładka (Znak)

Wydaje się, że obracam się wśród ludzi z wielką łatwością, że mam absolutnie normalne relacje z nimi. Czy to możliwe, zadaję sobie pytanie, że wszyscy oni uczestniczą w zbrodni na niewyobrażalną skalę? Czy ja to wszystko sobie uroiłam? Muszę być szalona! Ale codziennie widzę nowe dowody tych zbrodni. I to właśnie ci, których podejrzewam, dostarczają mi dowodów, demonstrują mi je, podsuwają przed oczy. Trupy. Fragmenty zwłok, które kupują w sklepach.

To jest tak, jakbym odwiedziła przyjaciół i pochwaliła uprzejmie lampę w ich salonie, a oni odpowiedzieliby: „Ach tak, ładna, prawda? Abażur jest ze skóry polskiej Żydówki, stwierdziliśmy, że takie są najlepsze, skóry młodych żydowskich dziewic”. A potem wchodzę do łazienki, a na opakowaniu mydła napis: „Treblinka – sto procent stearynianu”. Czy ja śnię, pytam samą siebie? Cóż to za dom?

A jednak nie śnię. Patrzę ci w oczy, patrzę w oczy Normy, dzieci i widzę tylko dobroć, ludzką dobroć. Uspokój się, mówię sobie, robisz z igły widły. Takie jest życie. Wszyscy się z tym pogodzili, czemu ty jedna nie możesz? Dlaczego?

Mocne słowa. Ich autorka nie ma jednak w zwyczaju owijania w bawełnę – jak sama deklaruje: „Mówię, co myślę. Jestem starą kobietą. Nie mam już czasu mówić rzeczy, których nie myślę.” A w kwestii praw zwierząt myśli inaczej niż reszta ludzkości i nie waha się w ich obronie sięgać po najostrzejsze sformułowania, włącznie z porównywaniem ich traktowania przez ludzi z Holocaustem – co naturalnie budzi wielkie emocje i kontrowersje. Byłoby jednak rażącym uproszczeniem sprowadzanie tej postaci tylko do jej poglądów na prawa zwierząt. Elizabeth Costello jest przede wszystkim pisarką – znaną, docenianą i nagradzaną, na starość zajmującą się głównie wygłaszaniem wykładów, które składają się na niniejszą powieść. A właściwie powieścio-esej, jako że fabuły prawie tu nie ma.


Moloch (Stanisław Lem)

Dodane: 11 marca 2012, w kategorii: Literatura, Nauka

Moloch | Stanisław Lem (Agora)

[tom 30 Lemowej Kolekcji]

Zbiór esejów publikowanych w latach 90-tych w PC Magazine, a potem zebranych w tomach „Tajemnica chińskiego pokoju” i „Bomba megabitowa”. Po miejscu publikacji nietrudno się domyślić tematyki – i owszem, o komputerach jest tu sporo, ale w wielu tekstach stanowią one tylko pretekst do rozważań o powiązanych problemach. Przede wszystkim o sztucznej inteligencji, która mimo gigantycznego wzrostu możliwości obliczeniowych komputerów była wówczas (i dziś zresztą nadal jest) tylko ciut mniej odległym marzeniem niż kilka dekad wcześniej, kiedy pierwszy raz zaczęto o jej stworzeniu poważnie myśleć. Autor nie ma złudzeń: na sztuczną inteligencję z prawdziwego zdarzenia jeszcze sobie długo poczekamy, skoro póki co przerasta nas nawet stworzenie sztucznego instynktu, którym może się pochwalić byle owad, a najpotężniejsze komputery świata ciągle jeszcze nie.

A nawet jak już się doczekamy, możemy zderzyć się z kolejnym problemem – sztuczny rozum może po prostu nie umieć się dogadać z rozumem naturalnym, jako inaczej zbudowany i wobec tego w inny sposób myślący. Tu oczywiście pojawia się wątpliwość: czy taki niepojmowalny dla nas rozum może w ogóle istnieć? Czy nasz sposób racjonalnego myślenia nie jest jedynym możliwym? Cóż, nigdy nie mieliśmy do czynienia z rozumem innym niż ludzki, więc nie mamy w tej kwestii żadnego punktu zaczepienia – i nie będziemy go mieć, dopóki tej sztucznej inteligencji nie stworzymy. Tu jednak wychodzi kolejny problem: skoro ta inteligencja może być dla nas niezrozumiała, w jaki sposób ją w ogóle rozpoznamy? Skąd będziemy wiedzieć, czy zbudowaliśmy nieludzki rozum, czy tylko dziwacznie funkcjonujący komputer? Czy w ogóle da się to rozstrzygnąć?


Ucieczka od wolności (Erich Fromm)

Dodane: 12 lutego 2012, w kategorii: Literatura, Nauka

Ucieczka od wolności | Erich Fromm (Czytelnik)

Nikt nie zwalcza wolności, zwalcza się co najwyżej wolność innych – głosi jeden z aforyzmów Leca. Nie do końca zgodnie z prawdą – wielu ludzi uwiera bowiem nawet ich własna wolność, jakkolwiek niedorzecznie by to nie brzmiało. Wyborcy, którzy głosują na polityków otwarcie zapowiadających wprowadzenie twardej dyktatury w razie dojścia do władzy; więźniowie, którzy po opuszczeniu więzienia czym prędzej popełniają jakieś przestępstwo, żeby tam wrócić; ofiary przemocy domowej, które nawet mając szerokie możliwości uwolnienia się od oprawcy, jednak przy nim trwają i czasem wręcz aktywnie się bronią przed jakąkolwiek pomocą – przykładów dobrowolnego zakładania sobie kajdanek (lub odmowy ich zdjęcia, choć były nałożone przemocą) nie brakuje. Jak to możliwe?

Na myśl od razu przychodzą uzasadnienia zaprzeczające takiemu podejściu: wyborcy popierają potencjalnych dyktatorów, bo ważniejszy od wolności wydaje im się porządek, dobrobyt, duma narodowa czy co tam jeszcze im się obiecuje; więźniowie wracają do więzień, bo są niezdolni do normalnego życia; ofiary przemocy ulegają psychomanipulacji ze strony dręczycieli lub/i nazbyt się ich boją, żeby stawić im czoła. Wszystko to brzmi logicznie i wydaje się zadowalająco wyjaśniać te zachowania. Fromm twierdzi jednak, że to tylko pozory – rzeczywistym powodem tych i innych zachowań jest nieuświadomiony lęk przed wolnością, a inne uzasadnienia są jedynie racjonalizacją nielogicznego postępowania.


***

Dodane: 2 lutego 2012, w kategorii: Literatura

Kto śmie twierdzić, że Polacy
Twórców cenią, chociaż trochę,
Temu zaraz dziurę w glacy
Zrobi się pod Świętym Rochem

Moskalik, wymyślony na poczekaniu, dedykuję naszym portalom, które niecałą dobę po śmierci Szymborskiej już praktycznie o niej zapomniały. A szczególny ukłon w stronę WP, gdzie newsem numer jeden są w tej chwili ustalenia na temat śmierci… Violetty Villas. Kwintesencja tego wszystkiego, co by się chciało teraz powiedzieć o poziomie polskich mediów.

Chciałbym dodać coś mądrego o samej zmarłej, ale nic nieoczywistego mi do głowy nie przychodzi, wszystkie najbardziej stosowne do sytuacji jej wiersze zostały już wielokrotnie użyte w charakterze komentarza, a i nie zamierzam udawać, że jestem nie wiadomo jakim fanem i znawcą poezji. Zamilczę więc pokornie, zadając sobie tylko pytanie: jak długo będziemy czekać na kolejnego polskiego noblistę?


Ślimacze opowieści

Dodane: 18 stycznia 2012, w kategorii: Literatura

Ślimacze opowieści

Właściwie to ja się na niczym nie znam… Ale mam epicki dar samoobserwacji, więc będę pisać o sobie!
Wymiona krowy, będące w sposób oczywisty symbolem fallicznym, w dodatku obficie tryskającym białym płynem, występujące w mnogiej liczbie, są ewidentnie wyrazem fantazji o seksie grupowym.
– Synku, czemu naopowiadałeś w szkole, że jestem striptizerką?
– A co, miałem się przyznać, że rysujesz komiksy?
– Ile to wody! Jesteś chodzącą katastrofą ekologiczną! To przez takich jak ty topnieją lodowce, zmienia się pole magnetyczne Ziemi i maleje populacja diabłów tasmańskich na Alasce!
– Ale kotku, one nie żyją na Alasce.

Przeczytane w 2011 #3

Dodane: 30 grudnia 2011, w kategorii: Literatura

W dzisiejszym odcinku:

  • O poznaniu w twórczości Stanisława Lema (Maciej Płaza)
  • Kot, który czytał wspak (L.J. Braun)
  • Osiedle Swoboda (Śledziu)
  • Rosja. Widzenia transoceaniczne (Czesław Miłosz)
  • Pan Samochodzik i jego autor (Piotr Łopuszański)
  • spis treści;-)

O poznaniu w twórczości Stanisława Lema (Maciej Płaza)

O poznaniu w twórczości Stanisława Lema | Maciej Płaza (Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego)

Doktorat o problemach poznawczych poruszanych przez Lema. Brzmi groźnie? No i słusznie – zdecydowanie nie jest to książka dla masowego czytelnika. Ale spokojnie – ciężko jest tylko przez pierwsze 300 stron z kawałkiem, pozostałe 200 to już luzik;-).

A już na poważnie: zaczyna się od rozdziału pt „Struktury i strategie” wprowadzającego nas w metody, jakimi Lem dążył w swojej prozie i eseistyce do prawdy. Metody, do których należytego zrozumienia przydałby się możne nie od razu doktorat, ale choćby magisterka z literaturoznawstwa, a i o filozofii wypadałoby to i owo wiedzieć. Naprawdę ciężko robi się jednak dopiero w drugim rozdziale, analizującym książki Lema o nauce, ze szczególnym uwzględnieniem takich tytułów jak Summa Technologiae czy Filozofia przypadku, która sama w sobie była bardzo wymagającą lekturą, a jej analiza, pełna nisko latających specjalistycznych terminów, wymaga nawet jeszcze większego wysiłku od czytelnika.

Ale potem, jak wspomniałem, jest już z górki – rozdział o powieściach czyta się dość gładko, bo i przedmiot analizy prostszy, i sama analiza mniej wyczerpująca (w obu tego słowa znaczeniach) – na stu stronach z okładem przelatujemy przez, jeśli dobrze policzyłem, w sumie jedenaście tytułów, by na koniec dojść do Doskonałej próżni, gdzie znowu trzeba się trochę wysilić, tak przy meritum, jak i przy teoretycznym wprowadzeniu do apokryfów.

Wysiłek niewątpliwie warto podjąć, bo autor zdecydowanie wie co pisze, a drugiej równie „wysokopoziomowej” publikacji o twórczości Lema długo by szukać. Jednak każdy kij ma dwa końce – bez fachowej wiedzy brnie się przez to z trudem i kończy w poczuciu niepełnego zrozumienia, o co tu dokładnie chodziło. Cóż, jak już wspominałem, to doktorat, a nie książka popularno-naukowa, więc brak taryfy ulgowej jest uzasadniony – aczkolwiek wydając pracę w formie książki, można było pomyśleć nad jej „wygładzeniem”, żeby nie tylko naukowcy mieli z niej pełną satysfakcję.

Ocena: 4+


Przeczytane w 2011 #2

Dodane: 28 grudnia 2011, w kategorii: Literatura

W dzisiejszym odcinku:

  • Wąż w kaplicy (Tomasz Piątek)
  • Pokrzywione drzewo człowieczeństwa (Isaiah Berlin)
  • Nocni wędrowcy (Wojciech Jagielski)
  • Człowiek do Przeróbki (Alfred Bester)
  • Lucyfer #7: Exodus
  • Fonsito i księżyc (Mario Vargas Llosa)

Wąż w kaplicy (Tomasz Piątek)

Wąż w kaplicy | Tomasz Piątek (W.A.B.)

Trzecia powieść Piątka, jaką przeczytałem, i po raz trzeci dziwność jest. Dość powiedzieć, że główny bohater to krakus o szwajcarsko-włoskich korzeniach, który w wyniku zawirowań historii podczas pierwszej wojny światowej walczy w polskim oddziale austro-węgierskiej armii, a podczas drugiej – zostaje nazistą („technicznym”, jak o sobie myśli, bo w ideologię ani trochę nie wierzy) i jako współpracownik Hansa Franka prowadzi eksperymenty psychologiczno-socjologiczne na Polakach, by wreszcie po wojnie uciec do Argentyny, gdzie rozmyśla nad swoim życiem i nad samobójczymi zapędami narodu polskiego.

Owe zapędy stały się jego obsesją podczas wspomnianej pierwszej wojny, gdy jego przyjaciel, gorliwy polski patriota, zginął w bezsensownym, samotnym ataku na wroga – bezsensownym tym bardziej, że zupełnie niepotrzebnym, ba, szkodliwym dla własnego oddziału, któremu ta szarża omal nie pokrzyżowała szyków. Bohater wstrząśnięty tym czynem, jak również kultem otaczającym męczennika, zaczyna badać temat, rozmawiając o tym z samym Freudem, Jungiem, a nawet z Göringiem, u którego zabiega o wsparcie dla swojego projektu badawczego. Kulminacją staje się powojenne spotkanie w Argentynie z Gombrowiczem, snującym w kawiarni swoje wywody z „Trans-Atlantyku” o ojczyźnie i synczyźnie – bohater odpowiada na nie płomienną tyradą o fałszywych ideałach zatruwających naród i o tchórzostwie pisarza, który uciekł w swoje synczyzny i chłopięcość, zamiast po męsku nazwać rzecz po imieniu i otwarcie zaatakować dla dobra narodu, wykrwawiającego się niepotrzebnie przez pokolenia.

Trudno wątpić, że jest to również pogląd autora – ale co za przewrotność kazała mu włożyć te wszystkie wywody w usta nazistowskiego zbrodniarza (niechby nawet „technicznego”)? Czy chodziło tu tylko o prowokację, czy jednak też o jakieś zdystansowanie się od jego radykalnej diagnozy? Przypuszczam, że jedno i drugie nie było bez znaczenia – bądź co bądź żyjemy już w czasach na tyle spokojnych, że umieranie za ojczyznę nam nie grozi, a kult męczeństwa nawet mimo erupcji po katastrofie smoleńskiej systematycznie słabnie i dawno już przestał pociągać większość Polaków. Lamenty nad naszymi historycznymi dążeniami do samozniszczenia wydają się zatem mocno spóźnione i przesadzone. Mimo to przeczytać nie zaszkodzi – przecież historia już nas wiele razy zaskakiwała (zwykle negatywnie), więc nigdy nie wiadomo…

Ocena: 4+

Zobacz także: Kilka nocy poza domem, Błogosławiony wiek


Przeczytane w 2011 #1

Dodane: 26 grudnia 2011, w kategorii: Literatura

W dzisiejszym odcinku:

  • Rany wylotowe (Rutu Modan)
  • Biały zamek (Orhan Pamuk)
  • Liberał po przejściach (Wojciech Sadurski)
  • Bogowie Lema (Marek Oramus)
  • Dylan Dog: Morgana / Opowieść o Nikim
  • Rozmowy przekorne (Dawid Brykalski)

Rany wylotowe (Rutu Modan)

Rany wylotowe | Rutu Modan (Kultura Gniewu)

Kobi, taksówkarz z Tel Awiwu, kończy kolejny ciężki dzień pracy, gdy na jego drodze staje Numi – dziewczyna w mundurze, która przynosi mu wiadomość, że jedną z ofiar niedawnego ataku terrorystycznego był prawdopodobnie jego ojciec. Początkowo Kobi niespecjalnie się przejmuje – raz, że w to nie wierzy (przypuszczenie Numi opiera się na słabych podstawach), a dwa, że ojca serdecznie nie znosi, od lat nie utrzymuje z nim żadnych kontaktów i ogólnie ma go gdzieś. Jak się jednak okazuje, nie do końca – po namyśle podejmuje próbę skontaktowania się z nim. Bez skutku – telefon milczy, mieszkanie stoi puste – przy okazji jednak Kobi znajduje tam liścik miłosny do ojca podpisany przez Numi. Ciąg dalszy nietrudno przewidzieć – Kobi odnajduje dziewczynę i oboje zaczynają badać sprawę, mimochodem zbliżając się do siebie (ale też co i rusz kłócąc się i obrażając).

Dziwny komiks, który trudno jednoznacznie ocenić. Fabuła z jednej strony sprawnie pokręcona i długo trzymająca w niepewności co do losu ojca (z nieszablonowym zakończeniem), z drugiej strony schematyczny wątek romansowy idący regularną sinusoidą między wzajemną nienawiścią a już-prawie-miłością (z zakończeniem łatwo przewidywalnym, choć kropki nad „i” autorka nie stawia). Z jednej strony ciekawe przedstawienie nieobecnego ojca, o którym wiemy tyle, ile słyszymy od bohaterów (a oboje widzą go w skrajnie odmiennym świetle, trudno powiedzieć czy z powodu odmiennych relacji, jakie z nim mieli, czy raczej on sam tak się zmienił w międzyczasie), z drugiej strony sami bohaterowie bywają sztuczni, a ich zachowania nieprawdopodobne.

Z wahaniami przymykam jednak oko na niedociągnięcia, uznając plusy za bardziej znaczące od minusów;-) i oceniam pozytywnie.

Ocena: 4+


Białe zęby (Zadie Smith)

Dodane: 18 grudnia 2011, w kategorii: Literatura

Białe zęby | Zadie Smith (Znak)

– Nie mamy tu pozwolenia na samobójstwa. To miejsce jest halal. Koszerne, rozumiesz pan? Jeśli chciałbyś pan tu wykitować, przyjacielu, to najpierw niestety musiałbyś się całkiem wykrwawić.
– Nie jem wieprzowiny z takich samych powodów, dla których wy, Anglicy, nigdy naprawdę nie zadowolicie kobiety.
– A to niby dlaczego? – zapytał Archie, przerywając ucztę.
– To kwestia naszych kultur, przyjacielu.
Samadowi przytrafiły się dzieci, tak jak przytrafia się człowiekowi zakaźna choroba. Owszem, spłodził dwoje z nich z ochotą – z najwyższą ochotą – ale nie był przygotowany do dalszego ciągu.
– to tacy mili ludzie – i n t e l e k t u a l i ś c i – powiedziała szeptem, jakby mówiła o jakiejś egzotycznej, tropikalnej chorobie.
– To pieprzona zaraza, te dwa staruchy. Żyją tylko dlatego, że są zbyt skąpi, żeby zapłacić za pieprzoną kremację.
Poszukując nowych pomysłów, przeczytał w dziale mody swej gazety, że czarne kobiety wydają pięciokrotnie więcej od białych na środki upiększające i dziewięciokrotnie więcej na pielęgnację włosów. Przyjąwszy, że jego żona jest reprezentatywną białą kobietą, Paul King aż dostał ślinotoku z wrażenia.

Amazon Kindle – pierwsze wrażenia

Dodane: 7 grudnia 2011, w kategorii: Literatura, Techblog

No, może nie tak całkiem pierwsze, bo używam tej zabawki już prawie dwa tygodnie. Zacznijmy jednak od początku.

Wrażenie numer zero – kurde, jaka drożyzna! Model, który wybrałem (Kindle Keyboard 3G) kosztował niby nie tak dużo – 189 dolarów, czyli 600 złotych z kawałkiem – ale przy finalizacji zakupu okazało się, że koszty wysyłki, cła i podatki podnoszą cenę w sumie prawie o 80$, a potem jeszcze bank ją przeliczył po kursie o 20 groszy wyższym niż oficjalny (nie da się ukryć, Pawlak miał sporo racji z tymi spreadami), co koniec końców dało ponad 900 złotych. Grr. Ale co tam, coś mi się od życia należy.

Wrażenie numer jeden – jejku, jakie to malutkie! Z jednej strony fajnie, bo czytnik lekki i poręczny, porównywalny z książką formatu prawie że kieszonkowego, można go schować byle gdzie – z drugiej strony ekran mógłby być jednak trochę większy, bo nawet przy najmniejszej czcionce mieści się na nim jakieś 1500-2000 znaków, czyli mniej więcej trzy akapity niniejszego wpisu. Trochę mało, przy szybkim czytaniu przerzuca się strony praktycznie co chwila. Nie żeby było to specjalnie kłopotliwe (odświeżenie ekranu zajmuje ułamek sekundy, na dobrą sprawę mniej niż przewrócenie strony w papierowej książce), ale lekki niedosyt pozostaje.

Dalsze wrażenia – jak wiadomo, e-papier nie świeci, więc czytnik w lekturze praktycznie nie ustępuje tradycyjnej książce – ekran wydaje się wręcz ciemniejszy niż np. papier w nowej gazecie, ale może to tylko moja autosugestia;-). Tak czy siak z ekranem monitora nie ma porównania, czyta się prawie równie dobrze jak ze zwykłego papieru, a wygoda użytkowania pod wieloma względami zdecydowanie papier przewyższa – dość wspomnieć wyszukiwanie słów w tekście, pojemność dysku pozwalającą zmieścić naprawdę solidną bibliotekę (trzy gigabajty, gdy rozmiar książki rzadko osiąga choćby pięć mega, to istny bezmiar – moje trzy szafy książek nie zapełniłyby pewnie nawet połowy) czy możliwość kupowania książek w sieci. No i nie trzeba używać zakładek ani pamiętać, gdzie się przerwało lekturę – odkłada się czytnik i tyle, nawet wyłączać nie trzeba. Pełen luksus.


« Starsze wpisy Nowsze wpisy »