Dziwność. Tak najkrócej można podsumować moje wrażenia po zakończeniu lektury. Powieść nawet jak na standardy Huberatha jest bowiem bardzo dziwna (czy to w kwestii budowy świata przedstawionego, czy to fabularnie) i – oględnie mówiąc – niełatwa w interpretacji, co widać zarówno w znakomitej dyskusji Szostaka, Orbitowskiego i Dukaja, jak i w relacji z debaty Stolyka Literackiego na ten temat. Jedni i drudzy kombinowali ostro, mnożąc tropy interpretacyjne, ale koniec końców w obu przypadkach stanęło na tym, że tak naprawdę żadnego solidnego tropu nie widać. Sam też żadnego nie znalazłem, chociaż gdyby zebrać do kupy pomysły z obu dyskusji, może by się dało do czegoś dojść… Ale po kolei.
Rzecz się dzieje na planecie przypominającej Ziemię, ale mocno się od niej różniącej przyrodą i klimatem. Rok trwa tam, jak można wydedukować z treści, mniej więcej cztery ziemskie lata, ale połowę tego czasu stanowi nocelj – ekstremalnie surowa zima, w czasie której grubość pokrywy śnieżnej sięga kilku metrów, a wszelkie życie zamiera. W sen zimowy zapadają nawet ludzie, osiągając stan wielomiesięcznego letargu za pomocą ziół i mikstur. Normalnie funkcjonować można tylko podczas medinocelja, ale i wtedy nie ma lekko – poza wczesną wiosną w powietrzu i wodzie pełno jest bliżej nieokreślonych zanieczyszczeń czy zarazków, w każdym razie czegoś szkodliwego dla zdrowia, przez co ludzie prawie nigdy nie żyją dłużej niż sześć-siedem tamtejszych lat, nawet jeśli unikną śmierci z łap poroka, medvada, mlokan jogra czy innego przedstawiciela tamtejszej fauny.
W takich to nieprzyjemnych warunkach musi sobie radzić mała, kilkudziesięcioosobowa społeczność zamieszkująca Matcinu Dolanu – względnie przyjazną dolinę odciętą od świata wysokimi górami. Odciętą na tyle skutecznie, że jej mieszkańcy nie mają pojęcia o reszcie świata – nie oddalają się zbyt daleko od swojej osady i nie mają pojęcia, czy poza nimi ktokolwiek na tej planecie mieszka, ani czy w ogóle istnieją jeszcze jakieś miejsca nadające się do życia. Tytułowy Vatran Auraio to formalny władca tej społeczności, w rzeczywistości jednak bardziej panuje niż rządzi – mieszka bowiem wysoko w górach, tylko czasem schodząc w dolinę na dzień czy dwa. Górskie powietrze jest mniej zanieczyszczone, więc on jako jedyny może dożyć sędziwego wieku, pełniąc rolę łącznika między pokoleniami i strażnika wiedzy przekazanej przez przodków – jego głównym zajęciem jest przepisywanie starych ksiąg, zanim się rozpadną.




(Wydawnictwo Literackie)

(Znak)
(Agora)
(Waneko)


(Agora)
(Muza)
(Ha!art)