Zdarzają się powieści, do których stosuje się nie tyle sakramentalne pytanie „co autor miał na myśli?”, ile raczej „co diler autora miał w ofercie?” – poziom ich zakręcenia i dziwności każe bowiem wątpić w poczytalność autora w trakcie pisania. Literatura piękna tym się jednak różni od niepięknej, że logika i zdrowy rozsądek nie jest w niej warunkiem koniecznym do czerpania przyjemności z lektury – ba, czasem ich brak może być nawet wskazany. To rzekłszy, zerknijmy na cztery przykłady daleko posuniętego zakręcenia.
Zamek (Franz Kafka)
(PIW)
Ma wstęp do jednej kancelarii, ale jak się wydaje, nie jest to nawet kancelaria, ale raczej tylko przedsionek kancelarii, a może nawet nie, może po prostu pokój, gdzie przetrzymuje się tych wszystkich, którzy do prawdziwej kancelarii nie mają wstępu. Podobno Barnabas rozmawia z Klammem, ale czy to jest Klamm? Może to tylko ktoś trochę do niego podobny? Może najwyżej sekretarz, który z wyglądu nieco Klamma przypominając usiłuje się do niego jeszcze bardziej upodobnić i udaje ważnego, naśladując ospały, marzycielski sposób bycia Klamma. Ta jego cecha jest najłatwiejsza do naśladowania i dlatego wielu próbuje upodobnić się do niego pod tym względem. Co do innych cech oczywiście przezornie wystrzegają się naśladownictwa. I w ten sposób, tak często upragniony, a tak trudno osiągalny człowiek jak Klamm w wyobraźni ludzkiej przyjmuje nader łatwo różne postacie.












