Cichy Fragles

skocz do treści

Obrazek i obraza

Dodane: 12 października 2018, w kategorii: Absurdy

Przedwczorajszy wyrok na Urbana, wyceniający publikację widocznego obok obrazka na 120 tysięcy złotych kary, niewątpliwie zajmie poczesne miejsce w historii polskiego oszołomstwa, z przyczyn oczywistych. Przy okazji warto jednak wyjaśnić jedną nieoczywistą kwestię, z której mało kto zdaje sobie sprawę.

Mianowicie: wbrew powszechnemu mniemaniu, obraza uczuć religijnych nie jest w Polsce karalna.

Serio. Zerknijmy bowiem na artykuł 196 Kodeksu Karnego, na podstawie którego zapadł wspomniany wyrok:

Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Zwróćmy uwagę: karane jest nie obrażanie uczuć religijnych samo w sobie, tylko znieważanie przedmiotu czci religijnej lub miejsca obrzędów (co ciekawe, tylko publicznego – co by oznaczało, że prywatne miejsca odprawiania obrzędów już można znieważać bezkarnie). Innymi słowy, obrażać uczucia można do woli, byle tylko nie znieważyć przy tym przedmiotu lub miejsca.



Bez komentarza: Vel no habes frameam stupide?

Dodane: 24 września 2018, w kategorii: Absurdy

W drugiej połowie lat czterdziestych XVII wieku Bogdan Chmielnicki popadł w konflikt z kresowym magnatem Aleksandrem Koniecpolskim i jego urzędnikiem – Danielem Czaplińskim. Zatarg dotyczył ziemi, którą Chmielnicki stracił – niesłusznie w jego mniemaniu – na korzyść Koniecpolskiego. Przyszły przywódca powstania szukał sprawiedliwości w lokalnych sądach, ale nic nie wskórał. Udało mu się w końcu uzyskać audiencję u króla polskiego Władysława IV, który wysłuchawszy skarg Chmielnickiego, zadał mu sarkastyczne pytanie: „Vel no habes frameam stupide?” („Czyż nie miałeś szabli, głupcze?”).

(…)

Chmielnicki szablę miał i uczynił z niej świetny użytek. Jego powstanie zatrzęsło w posadach polskim imperium kolonialnym.

Jan Sowa, „Fantomowe ciało króla”

Jak oni trenują

Dodane: 6 września 2018, w kategorii: Futbol, Nauka

Zbliża się debiut nowego trenera reprezentacji Polski – i przy tej okazji warto zwrócić uwagę na fakt, że gdy my po ostatnim mundialu pożegnaliśmy się z Nawałką, Niemcy, mimo zaliczenia wtopy nieporównanie boleśniejszej (wynik prawie identyczny z Polską, ale przy dużo wyższych oczekiwaniach), jednak pozostawili Loewa na stanowisku. Co skojarzyło mi się z popełnioną prawie równo rok temu notką o średniej długości urzędowania szefów rządu w różnych państwach – nietrudno bowiem zauważyć, że niemieccy selekcjonerzy, podobnie jak kanclerze, utrzymują się na stanowisku dużo dłużej od swoich polskich odpowiedników (notabene od zeszłorocznej notki zmieniliśmy już także premiera). A to z kolei prowadzi do pytania: czy istnieje jakaś korelacja między długością rządzenia państwem i jego reprezentacją piłkarską?

Z jednej strony można oczekiwać, że jakaś będzie – tzw. charakter narodowy powinien mieć podobny wpływ na oba stanowiska, skoro oba są dość porównywalnie eksponowane w mediach i emocjogenne, w obu też przypadkach mamy czteroletni rytm wyznaczający chwile prawdy (wybory i mistrzostwa). Z drugiej strony, zupełnie inne są metody wyboru, pozycja wybieranego (premier jest zazwyczaj liderem partii, natomiast selekcjoner nie musi mieć żadnych wpływów w federacji, często nawet bywa cudzoziemcem) i inne realia, więc korelacja może być nikła.

Żeby sprawę rozstrzygnąć, podobnie jak poprzednio odpaliłem Wikipedię i wziąłem się do liczenia. Podobnie jak poprzednio, pomijałem trenerów tymczasowych (jak również tych, którzy poprowadzili drużynę w nie więcej niż jednym meczu), a odzyskujących posadę po jej utracie liczyłem powtórnie. Lata liczyłem od powstania federacji w danym kraju lub od mianowania pierwszego samodzielnego selekcjonera – w początkach futbolowej historii popularną praktyką było bowiem prowadzenie reprezentacji przez komitet trenerów. W przypadku zamiany selekcjonera na komitet, liczyłem ten komitet jako jedną osobę. W przypadku państw, które na dłużej traciły niepodległość (kraje nadbałtyckie czy bałkańskie), zaczynałem liczenie od jej odzyskania. Dla Wielkiej Brytanii wziąłem dane reprezentacji Anglii.

Dla niektórych państw dane na Wikipedii były niekompletne, więc liczyłem tylko lata, dla których dane były. Często też brakowało informacji o liczbie spotkań rozegranych z danym trenerem, więc uwzględniałem wszystkich, którzy nie byli oznaczeni jako tymczasowi. Oba te niedostatki nie powinny nam jednak znacząco zaburzyć obrazu.

A oto efekty:



Opowiadania nominowane do Nagrody Zajdla 2017

Dodane: 23 sierpnia 2018, w kategorii: Literatura

Po części z powodu mundialu, a po części dla ogólnego zamotania, umknęło mi jakoś, że w tym roku Polcon odbył się w lipcu, zamiast pod koniec sierpnia, zatem Nagroda Zajdla została już dawno przyznana – ale blogową tradycję recenzowania nominowanych opowiadań (jak zwykle dostępnych w e-booku na stronie nagrody) mimo to podtrzymam. Tradycje mają przecież to do siebie, że bywają kultywowane nawet gdy utracą pierwotny sens (lub w ogóle jakikolwiek), więc czemu moja ma być gorsza?


Diabolus ex Machina (Dawid Cieśla)

XIX wiek, wróżby, diabeł, wędrówki dusz, zagadka kryminalno-ontologiczna… a to wszystko na niespełna dwudziestu stronach. Nie wróży to najlepiej – i faktycznie trudno się tym tekstem zachwycić. Większość treści schodzi autorowi na ekspozycję, a zagadka zostaje rozwiązana znienacka i na chybcika, po czym zamiast pociągnąć dalej oryginalny pomysł za nią stojący, autor raz-dwa zamyka sprawę ultymatywnie. W efekcie całość sprawia wrażenie bardziej zajawki, niż samodzielnego utworu – z tą tylko różnicą, że w zajawce nie poznalibyśmy od razu zakończenia.



„Popieram monarchię, dopóki król ma takie poglądy jak ja”

Dodane: 12 sierpnia 2018, w kategorii: Absurdy

Mało kiedy miałem w życiu taką chichrenfreude (© by Wojciech Orliński), jak po pamiętnym przemówieniu JP2 z 2003, zakończonym słowami „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”. W toczącej się wówczas debacie o naszym wejściu do UE katoprawica z Rydzykiem na czele często gęsto używała bowiem argumentu, że Unia jest antychrześcijańska i to nie po bożemu za nią głosować – po wypowiedzi JP2 trzeba więc było albo podkulić ogon i posłusznie zmienić front, albo wznieść się na wyżyny erystyki, żeby wmówić sobie i innym, że papież nie powiedział tego, co powiedział (a nawet jak powiedział, to nie miał tego na myśli, a nawet jak miał, to i tak bez znaczenia). Pierwsza opcja oczywiście nie wchodziła w grę, bo tuż przed referendum równałoby się to kapitulacji, więc prawactwo zaczęło się wznosić na wyżyny, naturalnie dostarczając tym lewactwu niemałej uciechy.



Mundialowe lapidarium

Dodane: 18 lipca 2018, w kategorii: Futbol, Przemyślenia

Jak głosi popularny mem, Rosja to nie kraj, tylko stan umysłu – nic więc dziwnego, że i tamtejszy mundial nie był za normalny. Dosłownie od pierwszego do ostatniego meczu (w których padło odpowiednio pięć i sześć bramek, co zdarza się nieczęsto) oglądaliśmy zwariowany turniej, z największym co najmniej od 2002 nagromadzeniem sensacyjnych wyników, nieprawdopodobnych zwrotów akcji i innych wydarzeń obalających wszystko, co naiwnie uznawaliśmy za pewniki na tym świecie.

Za symboliczne podsumowanie tego stojącego na głowie turnieju, można uznać dwa ostatnie mecze: od dekad oczywistością było, że walka o trzecie miejsce przebiega na luzie i z masą goli (futbol to bowiem taki wyjątkowy sport, w którym różnica między trzecim i czwartym miejscem w zasadzie nie istnieje), podczas gdy w finale mamy piłkarskie szachy i klincz zakończony karnymi lub jedną bramką, ewentualnie jednostronny mecz bez historii – no to teraz musiało być odwrotnie.

***

Niestety jeden standard pozostał nienaruszony, a nawet prowokacyjnie wręcz ugruntowany: Polska na trzecim mundialu z rzędu zaliczyła identyczną sekwencję wyników, nawet wyniki bramkowe po raz kolejny uzyskała prawie takie same – czarna rozpacz, klątwa i fatum. Miałem przed mistrzostwami taką cichą nadzieję, że trafimy w drugiej rundzie na Anglików i w końcu ich sklepiemy raz a dobrze, żeby już zakończyć to rozpamiętywanie w nieskończoność Wembley 1973 – a tu ani awansu, ani nawet złudzeń, że przy takiej formie (naszej i ich) stawilibyśmy Anglii jakikolwiek opór…

Ale przynajmniej możemy się pocieszać, że podobnie jak w 2002, zagraliśmy jak mistrz świata. I tego się do następnych mistrzostw trzymajmy, bo innych powodów do optymizmu chwilowo nie widać.



Książki nominowane do nagrody ArtRage

Dodane: 19 czerwca 2018, w kategorii: Literatura

Problem z książkowymi nagrodami z czytelniczego punktu widzenia jest taki, że rzadko kiedy zna się wszystkie nominowane tytuły, nawet jeśli ktoś czyta nałogowo – za dużo książek jest na rynku, za dużo różnych gustów, za dużo nawet nagród, żeby za tym wszystkim nadążać. Można sobie oczywiście powiedzieć, że np. będę czytać wszystko, co nominują do Nike, to jednak wymaga odrobiny samokontroli, z którą bywa różnie, no i planowania, żeby się wyrobić z lekturą pomiędzy ogłoszeniem nominacji a werdyktem – z czym także bywa różnie.

Dlatego bardzo mi się spodobał pomysł na nagrodę literacką ArtRage, polegający na tym, że lista nominowanych książek to zarazem pakiet e-booków, sprzedawany w trybie „zapłać ile chcesz”, przy czym zakup pakietu daje prawo do zagłosowania na wybraną książkę. Dzięki temu nie trzeba samodyscypliny ani biegania po księgarniach – wszystko można kupić za jednym zamachem, a potem już tylko czytać, by na koniec z pełną znajomością tematu zdecydować, komu ta nagroda się należy.

Podjąłem zatem wyzwanie – i oto, co z tego wynikło. Nominowane tytuły ułożyłem poniżej w kolejności od najsłabszego do najlepszego, z zastrzeżeniem, że jest to kolejność mocno orientacyjna i praktycznie dowolne sąsiednie pozycje mógłbym z czystym sumieniem zamienić miejscami.



Pytania z Dudy

Dodane: 13 czerwca 2018, w kategorii: Absurdy, Polityka

Wybory z 2015, poza wszystkimi innymi smutnymi następstwami, miały i taki efekt, że pozbawiły mnie jednego z pobocznych złudzeń – tego mianowicie, że szwajcarski zwyczaj częstego organizowania referendów z wieloma pytaniami nadawałby się do wprowadzenia w Polsce. Złudzenia tego pozbawił mnie najpierw Komorowski, który w ramach genialnej zagrywki PR-owej postanowił znienacka zrobić referendum z trzema głupimi i kompletnie nieprzemyślanymi pytaniami, a potem Duda, który radośnie go przelicytował, proponując pytania jeszcze głupsze.

Złudzenia nie umierają jednak bez walki – jakiś promyk nadziei ciągle się we mnie tlił, że może jednak by się dało, może tamta żenada to był tylko efekt wyskoczenia z pomysłem na ostatnią chwilę kampanii wyborczej, a gdyby zabrać się do sprawy na spokojnie, to inaczej by to wyglądało. Dlatego też, mimo całej niechęci, jaką żywię wobec Dudy, mimo oczywistej absurdalności inicjowania dyskusji o konstytucji przez osobnika skompromitowanego jej łamaniem, po cichutku jednak liczyłem, że stanie się cud i coś dobrego z tego wyniknie. Skoro przecież tak się w ten pomysł zaangażował, nawet wbrew swojej partii, skoro ponoć odbył ileś tam spotkań w tej sprawie, skoro specjalny zespół powołał do ułożenia pytań, to chyba można oczekiwać czegoś lepszego niż tamte pytania wymyślone na chybcika podczas kampanii?

Wczoraj w końcu te pytania poznaliśmy – no i cóż, skomentujmy je tu po kolei.



Dziesięć lat bloga

Dodane: 29 maja 2018, w kategorii: Prywata

Dziesiąty rok zamknąłem już trzecim z rzędu antyrekordem: raptem 17 notek i 108 komentarzy (6.35 na wpis). Gdyby więc tylko o ten rok chodziło, to podsumowanie byłoby bardzo krótkie – ale wbrew pozorom optymistyczne. Raz, że z tak niskiego poziomu można iść już raczej tylko w górę (OK, rok temu też tak myślałem, ale tym razem to już na pewno), a dwa, że poziom był niski tylko ilościowo, natomiast jakościowo wręcz przeciwnie – nie znalazłem wśród tych siedemnastu wpisów takiego, z którego byłbym niezadowolony, za to bez wahania mogę kilka z nich polecić:

I na tym, gdyby tylko o ten rok chodziło, w zasadzie mógłbym poprzestać. Ale skoro mamy okrągłą rocznicę, to przecież trzeba podsumować także całe to dziesięciolecie – a to już nieco dłuższy temat.



A co na to media?

Dodane: 21 maja 2018, w kategorii: Absurdy

Naszła mnie ostatnio myśl: jak w realnym świecie wyglądałyby relacje medialne o wydarzeniach z popularnych filmów? Jak to zwykle bywa, jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać – wysmarowałem zatem kilka przykładów. Naturalnie mam nadzieję, że zechcecie dopisać więcej w komentarzach.


Pulp Fiction

Kuriozalny napad na restaurację: dwoje młodocianych bandytów trafiło na… dwóch innych bandytów. Wszyscy byli uzbrojeni, do strzelaniny jednak nie doszło – po kilku minutach negocjacji napastnicy doszli do porozumienia i cała czwórka opuściła restaurację, oddalając się w nieznanym kierunku. Jak dotąd nie ujęto żadnego ze sprawców.
Strzelanina w mieszkaniu boksera Butcha C. Wezwana przez sąsiadów policja znalazła zwłoki mężczyzny w łazience. Denat został zidentyfikowany jako znany policji Vincent V., podejrzewany o współpracę z mafią. Trwają poszukiwania Butcha C. – ktokolwiek zna jego aktualne miejsce pobytu, jest proszony o kontakt z policją.


« Starsze wpisy