Cichy Fragles

skocz do treści

Kolory sztandarów

Dodane: 18 września 2016, w kategorii: Nauka

Naszło mnie jakiś czas temu pytanie: czy kolorystyka flag państwowych jest jakoś powiązana z kulturą, religią, geografią i tak dalej, czy raczej stanowi ona kwestię zupełnie przypadkową? Jak wiadomo, różne kultury nadają kolorom różną symbolikę (np. w kręgu cywilizacji zachodniej czerń jest kolorem żałoby, podczas gdy w Chinach jest nim biel), a trudno o coś bardziej symbolicznego niż flaga – czy zatem da się tu znaleźć jakieś prawidłowości?

Jest tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić – napisałem więc skrypt zliczający występowanie poszczególnych kolorów (z dokładnością do 1%, żeby nie komplikować sobie sprawy śladowymi barwami i artefaktami graficznymi), przemieliłem nim wszystkie flagi, i oto co z tego wyszło.

Na początek najprostsza ze statystyk, czyli uśredniony kolor flagi:

Mapa

Czy da się w tej pstrokaciźnie dostrzec jakiekolwiek wzorce? Hmm. Ciężko, prawda? No ale cóż, wiadomo, jak to jest ze średnią – średnio każdy człowiek ma jedno jądro i tak dalej, więc nie można oczekiwać za dużo. Przyjrzyjmy się zatem, jak rozkładają się poszczególne kolory, z uwzględnieniem zajmowanej na fladze powierzchni.



Efekt kuli śniegowej

Dodane: 28 sierpnia 2016, w kategorii: Nauka

Upał dziś potężny, więc temat w sam raz na ochłodę: „efekt kuli śniegowej” to pojęcie z teorii gier, oznaczające sytuację, w której im więcej zasobów gracz posiada, tym łatwiej może zdobywać kolejne zasoby, dzięki którym będzie mógł jeszcze łatwiej zdobywać kolejne i tak dalej. Nazwa wzięła się oczywiście z tego, że w takiej sytuacji przyrost stanu posiadania jest (od pewnego momentu) lawinowy i samonapędzający się, podobnie jak kula śniegowa.

Najlepszym przykładem takiej sytuacji jest gra w Monopol: im więcej mamy miast, tym częściej inni gracze na nich stają, tym więcej muszą nam płacić i tym więcej możemy wydać na zakup kolejnych miast lub ich rozbudowę, żeby inni płacili nam jeszcze częściej i jeszcze więcej – co prędzej czy później prowadzi nas do tytułowego monopolu, gdy wszyscy inni zbankrutują. Oczywiście pod warunkiem, że oni nie puszczą nas z torbami pierwsi. Tak czy siak jednak ktoś kogoś w końcu oskubie, równowaga sił jest na dłuższą metę praktycznie nie do utrzymania, ponieważ mechanizm gry sprzyja silniejszemu – jeśli więc któryś z graczy uzyska zauważalną przewagę, najprawdopodobniej będzie ona już tylko rosnąć.

Żeby nie było nieporozumień: nie chodzi o to, że przewaga zwiększa szansę zwycięstwa – to jest oczywistością w każdej grze, niejako z definicji. Rzecz w tym, że w grach typu Monopol przewaga zwiększa także prędkość dalszych postępów – co już bynajmniej oczywistością nie jest.



Opowiadania nominowane do Nagrody Zajdla 2015

Dodane: 18 sierpnia 2016, w kategorii: Literatura

Po raz kolejny opowiadania nominowane do najważniejszej nagrody w polskiej fantastyce zostały wydane w darmowym ebooku i zamierzałem je tu po raz kolejny zrecenzować – ale po raz kolejny stwierdziłem, że do recenzowania nie mam już serca, a do tego również po raz kolejny muszę powiedzieć, że poziom tekstów ciągle spada. Jeszcze w zeszłym roku przynajmniej jedno opowiadanie było naprawdę dobre i oryginalne, a dwa kolejne niezłe – w tym natomiast nie jestem w stanie pochwalić zupełnie niczego.

Nie żeby był jakiś zupełny dramat, nie w tym rzecz – wszystkie pięć utworów napisane jest solidnie, bez jakichś znaczących potknięć, żaden się nie prosi, by się nad nim poznęcać, a to już więcej, niż można było powiedzieć o zeszłorocznych nominacjach. Problem w tym, że niczego poza solidnością żaden z tych tekstów nie oferuje. Wszystko to wariacje historii tysiąc razy już opowiedzianych, w dekoracjach tysiąc razy już użytych, wszystko aż do bólu sztampowe, schematyczne i przewidywalne – może tylko „Simon” Przybyłka lekko zaskakuje finałowym twistem fabularnym (notabene chytrze wykorzystanym przez autora, żeby się bezkarnie pozachwycać samym sobą), reszta grzecznie biegła dokładnie takimi torami, jakich się spodziewałem już po pierwszych stronach. Albo za dużo fantastyki w życiu przeczytałem, albo branża goni w piętkę, zainteresowana już tylko kasą i niezdolna wyprodukować cokolwiek oryginalnego.

Gdybym koniecznie musiał na coś zagłosować, to chyba właśnie na „Simona”, który jako jedyny przynajmniej próbuje się wybić ponad przeciętność – ale to nadal tylko mniejsze zło, tekst tylko trochę sprawniej napisany. Pozostałych opowiadań nawet nie byłbym w stanie ułożyć w jakiś ranking – wszystkie jednakowo nijakie, jednakowo eksploatujące znane schematy, jednakowo grające na bezbramkowy remis.

I to jest zresztą jeden z powodów, dla których recenzowanie mi się przejadło: wybitnym utworem można się pozachwycać, oryginalny można docenić za wyjątkowość, denny można chociaż malowniczo zjechać, natomiast w przypadku tekstu przeciętnego i sztampowego, który ani niczym nie zaskakuje, ani niczym się nie wyróżnia, ani nie ma poważnych plusów czy minusów – cóż, w takim przypadku najzwyczajniej w świecie nie ma czego ciekawego napisać…

(A w kategorii Powieść w ciemno bym głosował na Starość aksolotla – to wprawdzie jedna ze słabszych powieści Dukaja, ale idę o zakład, że i tak powyżej poziomu konkurencji)


Mistrzostwa świata w zdobywaniu medali

Dodane: 5 sierpnia 2016, w kategorii: Przemyślenia

Igrzyska Olimpijskie, największa impreza sportowa na świecie, to również impreza najbardziej chyba kuriozalna. Do jednego worka wrzuca się tu masę dyscyplin, które przez pozostałe cztery lata w większości mało kogo obchodzą, ale przez ten jeden miesiąc nagle urastają do miana najważniejszych sportów narodowych – choć rzecz jasna nie wszystkie, tylko te, w których nasi akurat coś osiągną.

Na co dzień zjawisko sezonowych kibiców oczywiście też obserwujemy (dość wspomnieć Małyszomanię czy Kubicomanię) – efekt jest jednak bez porównania słabszy i dotyczy tylko dyscyplin samych w sobie cieszących się jakąś popularnością. Trudno sobie wyobrazić nagły szał na punkcie np. chodziarstwa, choćby nasz reprezentant seryjnie zdobywał wszystkie możliwe nieolimpijskie trofea. Tylko te olimpijskie nobilitują bezdyskusyjnie, wyciągając z cienia nawet najbardziej egzotyczne sporty, jak wspomniane chodziarstwo – dopóki Robert Korzeniowski wygrywał mistrzostwa Europy czy świata, psa z kulawą nogą to nie obchodziło, ale jak sięgnął po złoto w Atlancie, natychmiast stał się bohaterem narodowym.

Skąd ta różnica? Owszem, IO to najbardziej prestiżowe zawody – ale w każdej dyscyplinie jakieś zawody są najbardziej prestiżowe, a jednak nie wszystkimi się interesujemy, choćby nasi nie wiadomo jakie triumfy w nich odnosili. W takim na przykład brydżu Polska jest podobno mocarstwem, zbierającym medale seryjnie – ale kto w ogóle o tym wie? Poza garstką pasjonatów, prawie nikt. Nie dyscyplina jest tu zatem ważna, tylko olimpijski prestiż.



Dyktaturcja

Dodane: 26 lipca 2016, w kategorii: Polityka

Przyczyny:

Szach myślał, że kluczem do nowoczesności jest miasto i przemysł, ale było to myślenie błędne. Kluczem do nowoczesności jest wieś. Szach upajał się wizją elektrowni atomowych, sterowanych komputerami taśm produkcyjnych i wielkiej petrochemii. Ale w kraju zapóźnionym są to tylko atrapy nowoczesności. W takim kraju większość ludzi żyje na biednej wsi, z której ucieka do miasta. Tworzą oni młodą, energiczną siłę, która mało umie, ale ma duże ambicje i jest gotowa walczyć o wszystko. (…) Do walki wykorzystują tę ideologię, którą wynieśli ze swojej wsi – zwykle jest nią religia. Ponieważ stanowią siłę, której naprawdę zależy na awansie, często zwyciężają.

(…)

Tak długo jak zacofana jest wieś, tak długo zacofany jest kraj, choćby istniało w nim pięć tysięcy fabryk. Tak długo jak syn osiedlony w mieście będzie odwiedzać rodzinną wioskę jak egzotyczną krainę, tak długo naród, do którego należy, nie będzie nowoczesnym.
Ryszard Kapuściński, „Szachinszach”

Objawy:

Turcja, jaką my lubimy, z jaką chcemy się konfrontować, jaka jest dla nas zrozumiała, to jest Stambuł i okolice, a prawdziwa Turcja to jest Anatolia. W Stambule przybywa rocznie 50 ulic. Ok. 250 tys. ludzi przybywa do Stambułu z głębokiej Anatolii. I Stambuł się anatolizuje. I to jest na poziomie społecznym. A na poziomie państwowym od parunastu lat trwa zmiana tego, co było kośćcem tego państwa. Ona się odbywa w dwóch segmentach. Na poziomie szkoły i na poziomie wojska.

(…)

Moim zdaniem ta walka jest przegrana, bo po drugiej stronie jest o wiele większa masa ludzi. Ta Anatolia zaczyna teraz rządzić Turcją. A w finale jest kalifat. Bez złudzeń, w finale jest kalifat.
Bartłomiej Sienkiewicz

Skutek:

Demokracja jest jak pociąg. Kiedy dojedziesz do swojej stacji, po prostu wysiadasz.
Recep Tayyip Erdogan

Przestroga:

Trzeba czynić wszystko, by Polska była tym, czym jest dziś Turcja.
Jarosław Kaczyński w 2014

Refleksje po Euro 2016

Dodane: 12 lipca 2016, w kategorii: Futbol, Przemyślenia

Pierwsze i najważniejsze: powiększenie Euro do dwudziestu czterech drużyn było kretynizmem. Mogliśmy się o tym przekonać na wszystkich etapach rywalizacji – im dalej, tym dobitniej.

W eliminacjach emocje jak na rybach – już nie tylko mocarzom, ale i lepszym średniakom nic nie grozi, gdy miejsc na turnieju wystarcza dla prawie połowy drużyn (a nawet ponad połowy, jeśli odliczymy etatowych chłopców do bicia typu Andora czy Gibraltar). Fakt, nie wystarczyło dla Holendrów – to jednak wyjątek potwierdzający regułę, oni zrobili naprawdę wszystko co w ich mocy, by odpaść, wygrywając jedynie z Łotwą i Kazachstanem, zdobywając jeden (!) punkt w pozostałych sześciu meczach. A i tak potrzebowaliby tylko wygrać rewanż z Turcją, by się mimo wszystko na to trzecie miejsce wdrapać…

W rundzie grupowej jeszcze gorzej – potęgi wygodnie porozsadzane osobno, żadnej grupy śmierci, żadnego hitowego meczu, a możliwość awansu z trzeciego miejsca dodatkowo wykluczyła jakąkolwiek dramaturgię. Walka o awans toczyła się w najlepszym razie między Turcją a Czechami, z poważniejszych drużyn zagrożona była przez chwilę tylko Portugalia. Nuda, panie, zero porównania z poprzednimi turniejami. Dodatkowo te trzecie miejsca koszmarnie skomplikowały wyznaczanie par w 1/8 finału, a niektórym przyniosły emocje zupełnie niepożądane – Albańczycy po ostatnim meczu jeszcze przez trzy dni musieli czekać na rozstrzygnięcia w innych grupach, żeby się dowiedzieć, czy awansowali. Portugalczycy dla odmiany mieli ten komfort, że grali na końcu, więc w meczu z Węgrami nie musieli umierać za zwycięstwo – z góry wiedzieli, że do awansu wystarczy im remis. Niesprawiedliwość rażąca.

W fazie pucharowej wreszcie zobaczyliśmy kuriozalne niezrównoważenie – nadmiar drużyn, wpadka Hiszpanii i mała złośliwość losu sprawiły, że wszyscy potentaci trafili do jednej połówki drzewka, a do drugiej… Cóż, dość powiedzieć, że Portugalia przed tym turniejem miała na koncie dziesięć spotkań w fazie pucharowej Euro, Chorwacja i Belgia po dwa, a pozostałe pięć drużyn – absolutne zero. Czemu zresztą trudno się dziwić, skoro trzy z nich dopiero na tym Euro zadebiutowały. Co za niespodzianka, że do finału weszła akurat Portugalia, prawda?



Bezpieczeństwo

Dodane: 23 czerwca 2016, w kategorii: Polityka


(obrazek © by Clay Bennett)

Prezydent podpisał wczoraj kolejną ustawę mającą zwiększyć nasze bezpieczeństwo. Nazbierało się tych ustaw w ostatnim półroczu, więc przyjrzyjmy się obecnej sytuacji na froncie:

Służby mogą nas inwigilować pod byle pretekstem, także prewencyjnie, a nawet przy okazji inwigilacji kogoś innego, z kim przypadkiem mieliśmy do czynienia. Zbierać mogą wszelkie, nawet najbardziej wrażliwe dane, samodzielnie decydując, co może mieć znaczenie dla śledztwa. To, czy podejrzewają nas (lub tego kogoś, z kim mieliśmy do czynienia) o terroryzm, czy o przejście na czerwonym świetle, nie robi różnicy. Jeśli coś na nas w ten sposób znajdą, mogą nas zatrzymać na 14 dni bez postawienia zarzutów.

Następnie prokurator może nas wsadzić do „aresztu tymczasowego”, który tymczasowy jest tylko z nazwy, można go bowiem przedłużać bez ograniczeń. Teoretycznie potrzebna jest zgoda sądu co trzy miesiące – w praktyce jednak wystarczy, że sąd zgodzi się raz; potem prokurator może po prostu nic nie robić i co trzy miesiące pisać we wniosku (poniekąd zgodnie z prawdą), że śledztwo nadal trwa i nie pojawiły się żadne nowe ustalenia, które zmieniałyby naszą sytuację.



Dialog rocznicowy

Dodane: 4 czerwca 2016, w kategorii: Absurdy, Polityka

– Tato, a ten komunizm, co go wtedy obalili, to czemu właściwie był zły?

– No, na przykład władza łamała wtedy konstytucję, służby mogły nas inwigilować praktycznie bez ograniczeń, w telewizji leciała nachalna rządowa propaganda, wobec opozycjonistów prowadzono kampanię oszczerstw, państwowe stanowiska masowo obsadzano niekompetentnymi partyjnymi działaczami, mieliśmy fatalne stosunki z Zachodem, państwo dążyło do kontrolowania wszystkiego i promowało jedynie słuszną ideologię, a premier i głowa państwa byli figurantami, bo tak naprawdę wszystkim rządził lider partii.

– Ojejku, to musiały być paskudne czasy. Jak dobrze, że mamy to już za sobą.


Osiem lat bloga

Dodane: 29 maja 2016, w kategorii: Prywata

Ósmy rok blogowania był czasem zmian: odwrót (niecałkowity, ale jednak) od recenzowania książek, porzucenie paru innych świeckich tradycji, wyprowadzka z Joggera (niech mu ziemia lekką będzie) – no i niestety też bezprecedensowy spadek częstotliwości pisania, po części spowodowany postanowieniem przejścia w końcu z ilości w jakość, po części narastającym syndromem Blutfelda (narastającym w tym sensie, że coraz więcej rzeczy wydaje mi się zbyt oczywistymi, by o nich pisać), a po części też niestety niedostatkiem weny i zapału.

W efekcie popełniłem przez ten czas raptem 35 wpisów, czyli mocno poniżej dotychczasowego antyrekordu – za to zebrały one 280 komentarzy, co daje równo osiem komciów na wpis, czyli całkiem blisko rekordu pozytywnego.



Nowoczesność i Zagłada (Zygmunt Bauman)

Dodane: 8 maja 2016, w kategorii: Literatura, Nauka

Miałem swoje wyobrażenie na temat Zagłady, które dzieliłem z wieloma ludźmi mojego pokolenia i pokoleń młodszych: straszliwa zbrodnia dokonana przez nikczemników na niewinnych ofiarach. Świat podzielony na obłąkanych morderców i bezsilne ofiary oraz rzeszę tych, którzy w miarę możności pomagali ofiarom, choć na ogół nie byli w stanie tego uczynić. W tym świecie mordercy mordowali, ponieważ byli obłąkani, nikczemni i opętani przez obłędną i nikczemną ideę. Ofiary szły na rzeź, ponieważ nie były w stanie przeciwstawić się potężnemu i uzbrojonemu po zęby wrogowi. Reszta świata mogła się tylko przyglądać, w osłupieniu i zgrozie, wiedząc, że dopiero ostateczne zwycięstwo sojuszniczych armii antyhitlerowskiej koalicji położy kres ludzkiemu cierpieniu. Zbudowana na podstawie tej wiedzy moja wizja Zagłady przypominała obraz wiszący na ścianie: jego staranna oprawa miała oddzielać malowidło od tapety i podkreślać, jak bardzo różni się ono od reszty wystroju mieszkania.

Przyjęło się uważać Holocaust za wydarzenie jedyne w swoim rodzaju. Z jednej strony słusznie, jako że nie było w historii innej próby wymordowania całego narodu, nie było innego „przemysłowego” ludobójstwa i tak dalej. Z drugiej jednak strony, określenie „jedyne w swoim rodzaju” pomaga w budowaniu zwodniczego przekonania, że coś podobnego już się nigdy nie powtórzy – zdarzyło się raz, to prawda, ale to był niepowtarzalny wyjątek w historii ludzkości, zresztą teraz jesteśmy mądrzejsi i do powtórki nikt nie dopuści. Książka Baumana wytrąca z tego błogiego przekonania, dowodząc, że Holocaust nie był jednorazowym wykwitem chorej ideologii, lecz pełnoprawnym wytworem nowoczesności, doskonale się mieszczącym w jej logice – i nie istnieją żadne zabezpieczenia, które by gwarantowały, że do niczego takiego więcej nie dojdzie.



« Starsze wpisy