Cichy Fragles

skocz do treści

„Popieram monarchię, dopóki król ma takie poglądy jak ja”

Dodane: 12 sierpnia 2018, w kategorii: Absurdy

Mało kiedy miałem w życiu taką chichrenfreude (© by Wojciech Orliński), jak po pamiętnym przemówieniu JP2 z 2003, zakończonym słowami „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”. W toczącej się wówczas debacie o naszym wejściu do UE katoprawica z Rydzykiem na czele często gęsto używała bowiem argumentu, że Unia jest antychrześcijańska i to nie po bożemu za nią głosować – po wypowiedzi JP2 trzeba więc było albo podkulić ogon i posłusznie zmienić front, albo wznieść się na wyżyny erystyki, żeby wmówić sobie i innym, że papież nie powiedział tego, co powiedział (a nawet jak powiedział, to nie miał tego na myśli, a nawet jak miał, to i tak bez znaczenia). Pierwsza opcja oczywiście nie wchodziła w grę, bo tuż przed referendum równałoby się to kapitulacji, więc prawactwo zaczęło się wznosić na wyżyny, naturalnie dostarczając tym lewactwu niemałej uciechy.



Mundialowe lapidarium

Dodane: 18 lipca 2018, w kategorii: Futbol, Przemyślenia

Jak głosi popularny mem, Rosja to nie kraj, tylko stan umysłu – nic więc dziwnego, że i tamtejszy mundial nie był za normalny. Dosłownie od pierwszego do ostatniego meczu (w których padło odpowiednio pięć i sześć bramek, co zdarza się nieczęsto) oglądaliśmy zwariowany turniej, z największym co najmniej od 2002 nagromadzeniem sensacyjnych wyników, nieprawdopodobnych zwrotów akcji i innych wydarzeń obalających wszystko, co naiwnie uznawaliśmy za pewniki na tym świecie.

Za symboliczne podsumowanie tego stojącego na głowie turnieju, można uznać dwa ostatnie mecze: od dekad oczywistością było, że walka o trzecie miejsce przebiega na luzie i z masą goli (futbol to bowiem taki wyjątkowy sport, w którym różnica między trzecim i czwartym miejscem w zasadzie nie istnieje), podczas gdy w finale mamy piłkarskie szachy i klincz zakończony karnymi lub jedną bramką, ewentualnie jednostronny mecz bez historii – no to teraz musiało być odwrotnie.

***

Niestety jeden standard pozostał nienaruszony, a nawet prowokacyjnie wręcz ugruntowany: Polska na trzecim mundialu z rzędu zaliczyła identyczną sekwencję wyników, nawet wyniki bramkowe po raz kolejny uzyskała prawie takie same – czarna rozpacz, klątwa i fatum. Miałem przed mistrzostwami taką cichą nadzieję, że trafimy w drugiej rundzie na Anglików i w końcu ich sklepiemy raz a dobrze, żeby już zakończyć to rozpamiętywanie w nieskończoność Wembley 1973 – a tu ani awansu, ani nawet złudzeń, że przy takiej formie (naszej i ich) stawilibyśmy Anglii jakikolwiek opór…

Ale przynajmniej możemy się pocieszać, że podobnie jak w 2002, zagraliśmy jak mistrz świata. I tego się do następnych mistrzostw trzymajmy, bo innych powodów do optymizmu chwilowo nie widać.



Książki nominowane do nagrody ArtRage

Dodane: 19 czerwca 2018, w kategorii: Literatura

Problem z książkowymi nagrodami z czytelniczego punktu widzenia jest taki, że rzadko kiedy zna się wszystkie nominowane tytuły, nawet jeśli ktoś czyta nałogowo – za dużo książek jest na rynku, za dużo różnych gustów, za dużo nawet nagród, żeby za tym wszystkim nadążać. Można sobie oczywiście powiedzieć, że np. będę czytać wszystko, co nominują do Nike, to jednak wymaga odrobiny samokontroli, z którą bywa różnie, no i planowania, żeby się wyrobić z lekturą pomiędzy ogłoszeniem nominacji a werdyktem – z czym także bywa różnie.

Dlatego bardzo mi się spodobał pomysł na nagrodę literacką ArtRage, polegający na tym, że lista nominowanych książek to zarazem pakiet e-booków, sprzedawany w trybie „zapłać ile chcesz”, przy czym zakup pakietu daje prawo do zagłosowania na wybraną książkę. Dzięki temu nie trzeba samodyscypliny ani biegania po księgarniach – wszystko można kupić za jednym zamachem, a potem już tylko czytać, by na koniec z pełną znajomością tematu zdecydować, komu ta nagroda się należy.

Podjąłem zatem wyzwanie – i oto, co z tego wynikło. Nominowane tytuły ułożyłem poniżej w kolejności od najsłabszego do najlepszego, z zastrzeżeniem, że jest to kolejność mocno orientacyjna i praktycznie dowolne sąsiednie pozycje mógłbym z czystym sumieniem zamienić miejscami.



Pytania z Dudy

Dodane: 13 czerwca 2018, w kategorii: Absurdy, Polityka

Wybory z 2015, poza wszystkimi innymi smutnymi następstwami, miały i taki efekt, że pozbawiły mnie jednego z pobocznych złudzeń – tego mianowicie, że szwajcarski zwyczaj częstego organizowania referendów z wieloma pytaniami nadawałby się do wprowadzenia w Polsce. Złudzenia tego pozbawił mnie najpierw Komorowski, który w ramach genialnej zagrywki PR-owej postanowił znienacka zrobić referendum z trzema głupimi i kompletnie nieprzemyślanymi pytaniami, a potem Duda, który radośnie go przelicytował, proponując pytania jeszcze głupsze.

Złudzenia nie umierają jednak bez walki – jakiś promyk nadziei ciągle się we mnie tlił, że może jednak by się dało, może tamta żenada to był tylko efekt wyskoczenia z pomysłem na ostatnią chwilę kampanii wyborczej, a gdyby zabrać się do sprawy na spokojnie, to inaczej by to wyglądało. Dlatego też, mimo całej niechęci, jaką żywię wobec Dudy, mimo oczywistej absurdalności inicjowania dyskusji o konstytucji przez osobnika skompromitowanego jej łamaniem, po cichutku jednak liczyłem, że stanie się cud i coś dobrego z tego wyniknie. Skoro przecież tak się w ten pomysł zaangażował, nawet wbrew swojej partii, skoro ponoć odbył ileś tam spotkań w tej sprawie, skoro specjalny zespół powołał do ułożenia pytań, to chyba można oczekiwać czegoś lepszego niż tamte pytania wymyślone na chybcika podczas kampanii?

Wczoraj w końcu te pytania poznaliśmy – no i cóż, skomentujmy je tu po kolei.



Dziesięć lat bloga

Dodane: 29 maja 2018, w kategorii: Prywata

Dziesiąty rok zamknąłem już trzecim z rzędu antyrekordem: raptem 17 notek i 108 komentarzy (6.35 na wpis). Gdyby więc tylko o ten rok chodziło, to podsumowanie byłoby bardzo krótkie – ale wbrew pozorom optymistyczne. Raz, że z tak niskiego poziomu można iść już raczej tylko w górę (OK, rok temu też tak myślałem, ale tym razem to już na pewno), a dwa, że poziom był niski tylko ilościowo, natomiast jakościowo wręcz przeciwnie – nie znalazłem wśród tych siedemnastu wpisów takiego, z którego byłbym niezadowolony, za to bez wahania mogę kilka z nich polecić:

I na tym, gdyby tylko o ten rok chodziło, w zasadzie mógłbym poprzestać. Ale skoro mamy okrągłą rocznicę, to przecież trzeba podsumować także całe to dziesięciolecie – a to już nieco dłuższy temat.



A co na to media?

Dodane: 21 maja 2018, w kategorii: Absurdy

Naszła mnie ostatnio myśl: jak w realnym świecie wyglądałyby relacje medialne o wydarzeniach z popularnych filmów? Jak to zwykle bywa, jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać – wysmarowałem zatem kilka przykładów. Naturalnie mam nadzieję, że zechcecie dopisać więcej w komentarzach.


Pulp Fiction

Kuriozalny napad na restaurację: dwoje młodocianych bandytów trafiło na… dwóch innych bandytów. Wszyscy byli uzbrojeni, do strzelaniny jednak nie doszło – po kilku minutach negocjacji napastnicy doszli do porozumienia i cała czwórka opuściła restaurację, oddalając się w nieznanym kierunku. Jak dotąd nie ujęto żadnego ze sprawców.
Strzelanina w mieszkaniu boksera Butcha C. Wezwana przez sąsiadów policja znalazła zwłoki mężczyzny w łazience. Denat został zidentyfikowany jako znany policji Vincent V., podejrzewany o współpracę z mafią. Trwają poszukiwania Butcha C. – ktokolwiek zna jego aktualne miejsce pobytu, jest proszony o kontakt z policją.


Zagadka matematyczno-logiczna #3

Dodane: 24 kwietnia 2018, w kategorii: Nauka

Bardziej podobna do pierwszej, niż drugiej.

Jeszcze jeden robot zapragnął przetestować geniuszy – wybrał więc dwie różne liczby z przedziału od 1 do 10 włącznie, po czym podał Trurlowi ich iloczyn, Klapaucjuszowi różnicę, a Diodazemu (ich mniej znanemu, ale nie mniej bystremu przyjacielowi) sumę. Mędrcy zastanowili się i zaczęli rozmawiać:

TRURL: Nie wiem, co to za liczby.
KLAPAUCJUSZ: Też nie wiem.
DIODAZY: I ja nie wiem.
TRURL: Nadal nie wiem.
DIODAZY: Też nadal nie wiem.
KLAPAUCJUSZ: Już wiem!
TRURL: No to wszyscy już wiemy.

Jakie to liczby?


Płacenie za piksele

Dodane: 5 kwietnia 2018, w kategorii: Przemyślenia

Nieodłącznym elementem dyskusji o grach online jest kwestia „płacenia za piksele”, czyli płacenia realną kasą za wirtualne zabawki w grze. A gdy ta kwestia zostanie poruszona, równie pewnym elementem są głosy mówiące, że to idiotyzm, wydawać prawdziwe pieniądze na nieistniejące przedmioty. Głosy te zwykle są przykrywką dla zwykłego cebulactwa, ale przynajmniej niektórzy wygłaszają taką opinię serio – ewidentnie nie zastanawiając się nad jej sensem.

Na czym bowiem polega różnica między płaceniem za piksele, a płaceniem za cokolwiek innego? Przedmiot w grze może sobie być wirtualny, ale korzyść z niego (czy to w postaci ułatwienia gry, czy to w postaci przyjemności z jego posiadania) jest tak samo realna, jak z przedmiotu rzeczywiście istniejącego. Wartość tej korzyści można oczywiście różnie oceniać, ale przecież wszelkie korzyści są przynajmniej częściowo subiektywne – próżno szukać towaru czy usługi, którą każdy wyceni tak samo, a o gustach się nie dyskutuje.

Druga sprawa: czy tylko przedmioty w grach są wirtualne? Gry same w sobie również istnieją tylko w komputerze – mogą oczywiście mieć fizyczny nośnik, ale przecież nie za nośnik płacimy. Podobnie filmy, podobnie ebooki, podobnie muzyka – wszystko to także dane na dysku, nie mniej i nie bardziej materialne od wirtualnego miecza czy pojazdu.

Mało tego – nawet pieniądze, którymi za to wszystko płacimy, też są prawie zawsze wirtualne. Co jest zatem nie tak w płaceniu za piksele, skoro płacimy także pikselami?


Dyplomacja non grata

Dodane: 8 marca 2018, w kategorii: Polityka

Niemcy, Francja, większość UE, Ukraina, Izrael, USA – lista państw, z którymi mamy na pieńku, wydłuża się systematycznie, a rząd robi co w jego mocy, by ten trend utrzymywać. Z nie lada sukcesami – wydawałoby się, że zostać persona non grata w Białym Domu, to dla przywódców demokratycznego państwa w środku Europy, członka NATO i w ogóle, rzecz nieosiągalna – a tu proszę, jednak można.

Pisowska propaganda oczywiście staje na głowie, żeby przedstawiać wszystkie konflikty jako cenę za „wstawanie z kolan”: poprzednicy byli lubiani, bo nie walczyli o polskie interesy, a my walczymy twardo, więc lubiani być nie możemy – to główna oś ich narracji. Cóż, gdyby faktycznie tak było, moglibyśmy dyskutować, czy zyski przewyższają koszty – ale tak oczywiście nie jest. Zadajmy sobie bowiem pytanie: o co oni właściwie walczą?



Let’s play a Game of Life

Dodane: 21 lutego 2018, w kategorii: Nauka

Kto interesuje się choć trochę informatyką (nie mylić z komputerami), z pewnością słyszał o stworzonej przez Johna Conwaya grze w życie, pozostałym polecam hasło w Wikipedii. W skrócie: mamy planszę podzieloną na kwadratowe komórki, niektóre „żywe” (zabarwione na czarno), pozostałe „martwe” (na biało). W każdej iteracji komórki, które mają dokładnie trzech żywych sąsiadów (poziomo, pionowo lub na ukos), stają się żywe, komórki z dwoma żywymi sąsiadami zachowują swój aktualny stan, wszystkie pozostałe stają się martwe.

Gdzie tu jakaś interakcja? Cóż, nie ma żadnej – wbrew nazwie nie jest to gra, tylko automat. Tym, co niezmiennie interesuje w nim matematyków, jest fakt, że mimo banalnie prostych reguł zachowanie automatu jest praktycznie nieprzewidywalne – układy komórek zmieniają się chaotycznie, czasem szybko wygasając, a czasem rosnąc w nieskończoność i poza najbardziej trywialnymi przypadkami nie da się stwierdzić, jak dla danego stanu będzie postępować ewolucja. Jedynym sposobem jest po prostu puścić automat w ruch – żadnej drogi na skróty nie ma.

Czemu o tym wszystkim piszę? Otóż zainteresowałem się ostatnio, jak by ten automat działał dla innych zestawów reguł – a że jest tylko jeden sposób, żeby to sprawdzić, napisałem narzędzie do tego celu:

KLIK!

Gdyby ktoś miał problemy z rozszyfrowaniem interfejsu: tabelka na górze pozwala ustalać, jak liczba sąsiadów komórki wpływa na jej stan (szary kolor oznacza zachowanie aktualnego stanu); pole tekstowe poniżej zawiera liczbowy zapis konfiguracji, który można też losowo zmienić przyciskiem po prawej; czerwony przycisk czyści planszę, pozostawiając jedną żywą komórkę pośrodku; kolejne pole umożliwia wygenerowanie losowej planszy z zadanym procentem żywych komórek; przyciski w ostatniej linii pozwalają, kolejno: zapauzować automat (ustawienie domyślne), wykonać jedną iterację, wystartować automat w tempie jednej iteracji na sekundę i, dla mniej cierpliwych, dziesięciu iteracji na sekundę.

Dodatkowo można ręcznie zmieniać stan wybranych komórek, po prostu klikając na planszy – nic więc nie stoi na przeszkodzie, by przetestować dowolne własne ustawienie komórek.

Wszystkich możliwych zestawów reguł jest, jak łatwo policzyć, 39 = 19 683 (tak naprawdę o połowę mniej, bo konfiguracja zapisana od końca daje ten sam efekt co wyjściowa, tylko z odwróconymi kolorami), więc jest co badać. Bawcie się dobrze!


« Starsze wpisy