Cichy Fragles

skocz do treści

Upadek książki papierowej

Dodane: 26 czerwca 2020, w kategorii: Przemyślenia

Minęły już jakieś dwa miesiące, odkąd ostatnio czytałem książkę na papierze. Pandemia oczywiście się do tego przyczyniła, ale tylko trochę – trend i bez niej był od dawna jednoznaczny. Ostatnim rokiem, w którym przeczytałem więcej książek papierowych niż ebooków, był 2017, kolejnego takiego już się raczej nie spodziewam. W obecnym wynik wynosi na razie 17:9 dla ebooków, a i to głównie dlatego, że w styczniu i lutym odrabiałem jeszcze zaległości z Targów Książki – potem przewaga czytnika już tylko rosła.

Ewolucja mimo wszystko postępuje wolniej, niż by można było oczekiwać – bądź co bądź mija już prawie dziewięć lat odkąd kupiłem czytnik, a papier, choć na równi pochyłej, ciągle stanowi znaczący procent lektur; minie pewnie drugie, a może i trzecie tyle, zanim spadnie w okolice zera. Dlaczego właściwie?



Dwanaście lat bloga

Dodane: 29 maja 2020, w kategorii: Prywata

Kolejny rok blogowania za mną, niestety kolejny schyłkowy: 17 notek oznacza zaledwie wyrównanie antyrekordu sprzed dwóch lat, natomiast 71 komentarzy (4.18 na wpis) to już nowy antyrekord. Słabo, coraz słabiej, już chyba bez widoków na przełamanie.

I nawet nie mogę powiedzieć, żeby ilość przeszła w jakość – podobnie jak rok temu, tylko trzema wpisami jestem skłonny się pochwalić…

…z czego dwa właściwie nawet nie są wpisami sensu stricto.

Cóż zatem począć? Chciałbym obiecać poprawę, ale nie jestem politykiem, żeby ciągle obiecywać i się nie wywiązywać. Jedyne zatem, co obiecuję, to że mimo wszystko się nie poddam.

Co rzekłszy, tradycyjnie czekam na Wasze skargi, zażalenia i wolne wnioski. Korzystajcie, póki możecie.


Państwo beztrybia

Dodane: 9 maja 2020, w kategorii: Polityka

Piszę to w czasie, kiedy teoretycznie powinna trwać cisza wyborcza, więc trochę ryzykuję. Niby PKW oświadczyła, że cisza wyborcza nie obowiązuje, ale ani już nie wiem, jaką właściwie to oświadczenie ma moc prawną, ani już nie mam cienia złudzeń, że żyję w państwie prawa.

Odwołanie jutrzejszych wyborów nastąpiło przecież bez żadnego trybu, bez choćby pozorowania jakichś podstaw prawnych – ot, dwóch szeregowych posłów ogłosiło, że wybory się nie odbędą, bo nie. Tak po prostu. Nie było (i nadal nie ma) żadnej formalnej decyzji parlamentu, rządu, PKW, Sądu Najwyższego czy kogokolwiek – wybory są odwołane na gębę. I nawet bym się specjalnie nie zdziwił, gdyby dziś w nocy Kaczyński oznajmił, że z tą zmianą terminu tylko żartował i jednak jutro głosujemy. Wszystko jest już przecież możliwe w tym pierdolniku.

(Pardon my French, ale delikatniej nie można tego określić – gdybym to nazwał cyrkiem, obraziłbym cyrki, a gdybym to nazwał burdelem, obraziłbym burdele.)



Przemówienie, którego nie było

Dodane: 10 kwietnia 2020, w kategorii: Polityka

Pani marszałek, wysoka izbo.

Obchodzimy dziś dziesiątą rocznicę jednej z największych tragedii w dziejach Polski. Zarazem jest to czwarta rocznica pod rządami PiS-u, który został tą tragedią szczególnie dotknięty i szczególnie się nią interesował. Oddawszy hołd ofiarom, zapytajmy więc, co rząd PiS zrobił przez te cztery lata dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy i ewentualnie ukarania osób za nią odpowiedzialnych?

Odpowiedź, proszę państwa, będzie krótka: nic. Nie nastąpił żaden, choćby minimalny postęp w śledztwie, nie wyszły na jaw żadne, choćby minimalnie istotne fakty na temat katastrofy, nie poczyniono żadnego, choćby symbolicznego kroku w kierunku zamknięcia tej sprawy.

W związku z powyższym czas powiedzieć to głośno: Jarosław Kaczyński zdradził pamięć swojego brata! [poruszenie na sali] Jeśli bowiem rzeczywiście wierzył w zamach, to nie podejmując żadnych, podkreślam, żadnych realnych działań dla jego udowodnienia, postawił się tym samym w jednym szeregu z jego sprawcami – z mordercami Lecha Kaczyńskiego! [poruszenie na sali] Natomiast jeśli w zamach nie wierzył, to znaczy, że przez lata cynicznie okłamywał wyborców i dzielił naród polski, że przez lata wykorzystywał tragiczną śmierć własnego brata i bratowej do celów politycznych!

Panie pośle Kaczyński – nie sądzę, żeby pan wierzył w zamach, ale podobno wierzy pan w Boga. Proszę zatem pamiętać, że cokolwiek się stanie, za wszystkie swoje kłamstwa odpowie pan kiedyś na sądzie ostatecznym – a tego akurat sądu nigdy, żadną ustawą pan sobie nie podporządkuje.

Dziękuję. [oklaski i gwizdy]


Symulator wirusa

Dodane: 19 marca 2020, w kategorii: Nauka

Koronawirus to obecnie temat numer jeden, a nawet numer zero, więc nie ma co od niego uciekać (tzn. od tematu, bo od wirusa to i owszem). Nie ma też jednak sensu powielać tego, co inni napisali już po sto razy, więc podszedłem do sprawy z innej strony, pisząc prosty symulator wirusa (niekoniecznie koronowanego), pozwalający zobaczyć, jak rozwija się i wygasa epidemia, z możliwością manipulowania parametrami zarazka.

Symulator znajdziecie tutaj: KLIK!

Jego działanie wydaje mi się wystarczająco proste i intuicyjne, żeby nie potrzebować instrukcji obsługi, ale na wszelki wypadek krótki opis: zielone kropki to zdrowe osobniki, czerwone są zarażone (kółka wokół nich pokazują zasięg zarażania), szare to trupy, a niebieska obwódka oznacza osobnika uodpornionego po przebyciu choroby. Formularz po prawej stronie pozwala ustawiać parametry populacji i choroby – zmiany jednak nie działają natychmiastowo, tylko dopiero po kliknięciu przycisku „Aktualizuj” (który przy okazji restartuje symulację). Wreszcie wykres u dołu, jak nietrudno zgadnąć, przedstawia zmianę liczby zdrowych, chorych i martwych w miarę upływu czasu.

Ot i wszystko. Miłej zabawy i nie zapomnijcie podzielić się wnioskami w komentarzach.


Kosmiczne lata przestępne

Dodane: 29 lutego 2020, w kategorii: Nauka

Z licznych nieregularności w kalendarzu, dzień przestępny to jedyna, która nie wynika z zaszłości historycznych, tylko z przyczyn obiektywnych – czas obiegu Ziemi wokół Słońca nie jest całkowitą wielokrotnością czasu jej obrotu wokół własnej osi, więc stałej liczby dni w roku nie da się uzyskać, a dzień przestępny to bez wątpienia najlepsze rozwiązanie tego problemu. Z zaszłości historycznych oczywiście wynika umieszczenie tego dnia akurat na końcu lutego, podczas gdy zdrowy rozsądek nakazywałby przedłużać raczej grudzień, ale to już inna sprawa.

Jak by to jednak wyglądało, gdyby przyszło nam żyć na którejś innej planecie układu słonecznego?



Przegrane w 2019

Dodane: 26 stycznia 2020, w kategorii: Varia

Nowy rok, a nawet nowa dekada, to dobry moment na wprowadzenie jakichś zmian. Przez długie lata nie pisałem o grach (z paroma tylko wyjątkami), bo w mało co grałem, to i niewiele miałbym do pisania – ale ostatnio coś się ruszyło i przez dwa czy trzy lata ograłem chyba więcej gierek niż przez poprzednie dziesięć, więc czemu by nie zacząć o nich pisać?

No to zacznijmy – podobnie jak w przypadku książek, kolejność chronologiczna:



Przeczytane w 2019

Dodane: 13 stycznia 2020, w kategorii: Literatura

Kolejny rok przeminął, by nigdy już nie wrócić – ale przeminął owocnie: 52 książki (29 na czytniku) i 32 komiksy to wynik więcej niż zadowalający, zwłaszcza jeśli uwzględnić, ile ciężkich cegieł znalazło się w tej liczbie. A było ich przynajmniej tuzin.

Jakościowo natomiast, hmm… Niby nie było źle, ale jak przyszło do podsumowania, to znalazłem zadziwiająco mało tytułów godnych polecenia bez zastrzeżeń. Czyżbym robił się coraz bardziej wybredny, czy to tylko statystyczna fluktuacja? Stawiam raczej na to drugie, ale czy słusznie, czas pokaże. A tymczasem przejdźmy do konkretów, jak zwykle w kolejności czytania:



Roxette in peace

Dodane: 18 grudnia 2019, w kategorii: Varia

Minął tydzień od śmierci Marie Fredriksson i z zaskoczeniem stwierdziłem, że w moim bąbelku ciągle nie pojawiła się literalnie ani jedna okolicznościowa notka czy w ogóle jakakolwiek reakcja wykraczająca poza odnotowanie faktu. Ani na Fejsie, ani w RSS-ach, ani nigdzie, choć przecież trochę ludzi i serwisów okołokulturalnych obserwuję i zdarza mi się czytać wspominki o artystach, o których nawet nie słyszałem, lub/i którzy czasy świetności mieli w poprzedniej epoce geologicznej – a tu odeszła jedna z czołowych gwiazd lat 90-tych i #nikogo.

A przecież Roxette było duetem zjawiskowym, nie tylko produkującym hity seryjnie, nie tylko trzymającym wysoki poziom także w tych mniej znanych kawałkach, ale i nieustannie ewoluującym: poczynając od disco, przez pop wpadający w rock, przeplatając dynamiczne kawałki z nostalgicznymi balladami – pod względem kreatywności i wszechstronności mało kto mógł się z nimi równać. I mimo to najwyraźniej nie budzą już nawet tyle emocji, żeby o nich choćby nostalgicznie wspomnieć – sic transit gloria mundi.

Aż się prosi, żeby to skomentować ostatnią piosenką Marie – skądinąd brzmiącą jak jej własne epitafium…

Wiem, zamiast tylko smęcić, powinienem raczej opowiedzieć, jak to wychowałem się na Roxette i wzdychałem do Marie po nocach jako nastolatek – ale nie, nic podobnego nie miało miejsca, tak naprawdę to wtedy ledwie ich zauważałem jako jeden z wielu zespołów z radia. Dopiero kilka lat temu kliknąłem któryś ich kawałek na YouTube, potem kolejny i kolejny – aż wreszcie całkowicie zrewidowałem swój pogląd na ich temat. Jeśli więc nie jesteście ich fanami, to nic nie szkodzi – nadal nie jest dla Was za późno, żeby to zmienić.


„Łupienie bogatych”

Dodane: 21 listopada 2019, w kategorii: Absurdy, Polityka

Przy okazji awantury o zniesienie limitu składek na ZUS rzuciło mi się w oczy, że największy hejt w sieci wywołał nie sam projekt PiS-u, tylko propozycja Lewicy, żeby przy okazji wprowadzić górny limit wysokości emerytury. Okradanie pracujących, komuna, bolszewicy, Kambodża z czasów Pol Pota, hunwejbini – to tylko pierwsze z brzegu epitety internautów, a nieoceniona Dominika Wielowieyska dowaliła z grubej rury, że Lewica „łamie umowę społeczną i niszczy zaufanie do państwa” (podkreślmy – nie PiS, który chce podnieść składki, tylko Lewica, która chce przyciąć emerytury najbogatszym). Państwa, które system emerytalny reformowało przez ostatnie dwadzieścia lat już kilka razy, praktycznie zawsze na niekorzyść przyszłych emerytów – ale to, jak rozumiem, zaufania nie niszczyło.

Mniejsza o ten drobny szczegół, że górny limit wysokości emerytury nie jest żadnym wynalazkiem Pol Pota, tylko rozwiązaniem od dawna stosowanym w wielu państwach Europy Zachodniej – jak zresztą 90% tego straszliwie lewackiego programu Razem. Mniejsza o to, że aby móc dostawać te 15 tysięcy emerytury miesięcznie, trzeba przez 40 lat życia zawodowego zarabiać średnio jakieś 35 tysięcy brutto – grubo więcej niż pensja prezydenta czy premiera, grubo więcej niż 99% Polaków zarobi choćby u szczytu kariery, nie mówiąc o osiągnięciu takiej średniej życiowej. Mniejsza i o to, że przy takich zarobkach wkracza się w wiek emerytalny jako multimilioner, któremu państwowa emerytura tak naprawdę zwisa i powiewa, bo nawet bez niej można już spać na pieniądzach do końca życia.

Przede wszystkim jednak wypada zauważyć, że porównywalnych protestów z jakiegoś powodu nigdy nie budzi podnoszenie podatków biedniejszym – PiS w zeszłej kadencji podwyższał różne pomniejsze daniny wiele razy i reakcją było generalnie wzruszenie ramion: podnoszą akcyzę to podnoszą, wprowadzają kolejne opłaty to wprowadzają, na co drążyć temat. W przyszłym roku rząd ma nam zabrać (nam wszystkim, a nie tylko garstce bogaczy) 15% środków z kont emerytalnych, co było zapowiadane od miesięcy, a ostatecznie przyklepane dwa tygodnie temu – i nadal nie budzi to w zasadzie żadnych emocji, co najwyżej smętną rezygnację. Nam mogą zabierać, ale od najbogatszych wara!

A potem mamy zdumienie, że w Polsce panuje degresywny system podatkowy. No, ciekawe czemu?


« Starsze wpisy