Cichy Fragles

skocz do treści

(Niedo)czekanie

Dodane: 25 stycznia 2026, w kategorii: Przemyślenia

Dawno, dawno temu, gdzieś tak w okolicach referendum unijnego, dostałem od kogoś w prezencie kilka euro. Schowałem je w szafie, planując wyciągnąć i wydać, jak już Polska wejdzie do Strefy Euro – czego spodziewałem się doczekać za dziesięć lat czy coś koło tego.

No i dziś zajrzałem po coś do tej szafy, znalazłem te euraski i się zadumałem, jak to życie wyśmiewa nasze plany: nie dość, że prawie ćwierć wieku później ciągle czekam (a w obecnych okolicznościach przyrody nie można wykluczyć, że raczej się doczekam Polexitu, niż Eurolandu), to w dodatku już dawno niepotrzebnie, bo od lat praktycznie nie używam gotówki, z wyjątkiem coraz rzadszych sytuacji, kiedy nie da się zapłacić kartą.

Oczywiście nadal mogę symbolicznie za coś tymi pieniędzmi zapłacić – ale niektórzy od jakiegoś czasu przebąkują o likwidacji gotówki w ogóle, więc jeśli to czekanie potrwa kolejne ćwierć wieku, to może się jeszcze okazać, że jak w końcu przyjmiemy euro, to i tak już nawet tej symbolicznej płatności nie będę mógł zrobić.

Przyszłość jest nie dość, że nieprzewidywalna, to piętrowo nieprzewidywalna.


Mikołaje z kosmosu

Dodane: 12 stycznia 2026, w kategorii: Absurdy, Nauka

Niedorzeczność bajek Daenikena (na szlachetne miano teorii, czy nawet hipotez, to trzeba sobie zasłużyć) chyba najbardziej rzuca się w oczy, kiedy spojrzymy na jego wizję z lotu ptaka (albo, żeby lepiej wczuć się w klimat, latającego talerza).

Oto byli sobie kosmici, którzy dawno, dawno temu przylecieli na Ziemię i spędzili tu co najmniej cztery i pół tysiąca lat, od czasów Stonehenge, którego budowa rozpoczęła się w XXX wieku p.n.e. aż po Machu Pichu zbudowane w XV wieku n.e. – być może Daeniken przypisywał im jakieś jeszcze starsze lub jeszcze nowsze budowle, ale oczywiście nie mam ochoty przegryzać się przez całą jego twórczość, żeby to sprawdzić.


Srolność wowa

Dodane: 9 stycznia 2026, w kategorii: Net, Polityka

Ustawa wdrażająca DSA miała obejmować bardzo wąski zakres treści jednoznacznie nielegalnych, których zwalczanie nie powinno budzić żadnych kontrowersji, a prawne definicje są jasne: oszustwa, podszywanie się pod inne osoby, wzywanie do przemocy i tak dalej. De facto nie uwzględniono nawet dezinformacji, zawężając jej definicję do fałszywych alarmów. Nie była tu więc ani rewolucja, ani nawet znaczący przełom, a tylko niewielkie usprawnienie przepisów, w sposób oczywisty dalece niewystarczające, żeby Facebook i naziX przestały być śmietnikami. Ot, mały i mocno spóźniony kroczek w dobrym kierunku.

Niestety, dla Pierwszego Kibola Rzeczypospolitej to i tak było za dużo, więc bredząc coś o Orwellu, którego pewnie w życiu nie czytał, ustawę zawetował.

Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził.


Rzeczpospolita Europejska

Dodane: 11 grudnia 2025, w kategorii: Polityka

O nowej wspaniałej narodowej strategii bezpieczeństwa USA powiedziano już chyba wszystko – z wyjątkiem jednego.


Kwartalnik kulturalny

Dodane: 14 października 2025, w kategorii: Literatura

Przeczytane

Bóg techy (Sylwia Czubkowska) – opowieść o cyberkorpach: o tym, jak obchodzą, lub po prostu łamią prawo; jak monopolizują kolejne branże i kolejne sfery naszego życia; jak wyzyskują pracowników, kontrahentów, a w ostatecznym rozrachunku także użytkowników; jak uzależniają od siebie tych ostatnich i wychowują do życia w cyfrowym zniewoleniu; jak wyciskają z nas wszelkie możliwe dane, a swoje własne ukrywają jak tylko mogą; jak przykrywają swoje interesy szczytnymi hasłami o innowacyjności i postępie; jak inwestują gigantyczne pieniądze w lobbing, żeby pod tymi hasłami podpisywali się także politycy i ani myśleli o przeszkadzaniu im w tym wszystkim. Listę grzechów cyberkorpów można ciągnąć jeszcze długo, więc i książka krótka nie jest – i bardzo dobrze, bo to pozycja naprawdę wybitna. Mocna kandydatura na książkę roku.


Blogkada

Dodane: 28 września 2025, w kategorii: Prywata

Chciałbym w końcu coś napisać, ale nijak nie mogę się do tego zebrać – nawet z częściowo napisaną notką już trzeci miesiąc nie ruszyłem ani o jedno zdanie. Z jednej strony trzyma mnie zwykła niemoc, z drugiej przeświadczenie, że wszyscy już napisali wszystko na każdy temat i nie wyduszę z siebie nic śladowo oryginalnego, a z trzeciej – narastające przekonanie o daremności zarówno pisania, skoro konsekwentnie staczamy się do poziomu cywilizacji obrazkowej, jak i w ogóle wszystkiego, bo tak czy owak 22.

A jednak ciągle chciałbym – choć po namyśle, to nie jakaś zwykła niemoc, tylko głębszy brak zapału. Dawniej, jak miałem niemoc, to mnie to dręczyło i przynajmniej próbowałem z tym walczyć, a teraz nawet nie – niby sobie mówię, że powinienem, ale mówię to w sensie czysto intelektualnym, bez cienia emocji.

Krótko mówiąc: chciałbym, ale nie chce mi się chcieć.

(Uwielbiam język polski za możliwość tworzenia takich fraz jak powyższa.)

Cóż zatem począć? Jedną z popularnych recept na przełamanie blokady twórczej jest napisanie czegokolwiek, aby tylko zrobić jakiś krok do przodu – więc równie dobrze może to być niniejszy wpis o blokadzie. Czy pomoże, raczej wątpię, ale spróbować nigdy nie zaszkodzi.

Uff, napisane. Mogę znowu się łudzić przez jakiś czas z czystym sumieniem.


Kwartalnik kulturalny

Dodane: 8 lipca 2025, w kategorii: Literatura

Przeczytane

Góra pod morzem (Ray Nayler) – powieść SF opisująca kontakt z obcą inteligencją – tym razem to jednak nie kosmici, tylko ośmiornice, które rozwinęły protojęzyk komunikowany za pomocą „wyświetlania” symboli na ciele i nauczyły się używać narzędzi. Pomysł zacny, lekcje z kognitywistyki i teorii umysłu ośmiornic odrobione, problem tylko w tym, że książka poświęca temu za mało miejsca – zanim odrobimy worldbuilding, niecne knowania wielkiego biznesu i polityczne przepychanki, zdążymy się znaleźć niebezpiecznie blisko zakończenia, a kontakt z ośmiornicami na dobrą sprawę nie następuje – bohaterowie ledwo zaczynają je obserwować i w sumie guzik się dowiadują. Jako pierwszy tom byłoby to więcej niż obiecujące, jako samodzielna całość pozostaje „tylko” dobre.


W ramach kopania leżącego

Dodane: 2 czerwca 2025, w kategorii: Polityka

Magdalena Biejat ma poglądy i osobowość z totalnych antypodów Nawrockiego – do tego stopnia, że nijak nie potrafię sobie zwizualizować wyborcy, który byłby skłonny zagłosować na nich oboje. Dodatkowo Biejat należy do partii koalicyjnej i popiera rząd, a po pierwszej turze poparła także Trzaskowskiego. Mimo to nadal prawie 10% jej wyborców z pierwszej tury zagłosowało w drugiej na Nawrockiego.

Tymczasem na Trzaskowskiego zagłosowało w drugiej turze 12% wyborców Mentzena.

Uświadomcie to sobie dobrze: po miesiącach kampanii, w której Trzaskowski poszedł tak bardzo na prawo, że nawet najbardziej umiarkowanym lewicowcom chciało się rzygać, a na koniec poszedł jeszcze z Mentzenem na piwo, mimo wszystko nadal okazał się tylko ciut bardziej atrakcyjny dla jego wyborców, niż Nawrocki dla wyborców Biejat.

Nawrocki, który przez całą kampanię nie ruszył małym palcem w bucie w kierunku lewicy i nie dał żadnego powodu sądzić, że cokolwiek go ona obchodzi.

A przypomnijmy, że w roku 2020 elektorat Bosaka z pierwszej tury podzielił się w drugiej prawie po równo, ze wskazaniem na Dudę w granicach błędu statystycznego. Czyli Trzaskowski nie tylko guzik u konfiarzy ugrał, ale jeszcze w porównaniu z tamtymi wyborami bardzo dużo stracił.

Zarąbiście się opłaciło pójść w prawo, co?


Dzięcioł zagłady

Dodane: 22 maja 2025, w kategorii: Net, Techblog

Jak mówi popularny wśród programistów żarcik: gdyby domy były budowane tak jak oprogramowanie, jeden dzięcioł mógłby zniszczyć całą cywilizację.

Doświadczeni programiści wiedzą jednak, że w sumie to wcale nie jest żart – do spowodowania globalnej katastrofy w IT na serio wystarczyłoby pstryknąć we właściwe miejsce. A takich właściwych miejsc jest dużo więcej, niż się komukolwiek spoza branży może wydawać, i nie zawsze są one tak starannie chronione, jak byśmy chcieli.


Kwartalnik kulturalny

Dodane: 8 kwietnia 2025, w kategorii: Literatura

(bo w sumie czemu miałby być tylko literacki)

Przeczytane:

Skarby Ziemi (Ed Conway) – piasek, sól, żelazo, miedź, ropa i lit – od tych sześciu surowców zależy los naszej cywilizacji, w stopniu dużo większym niż się zdaje, a książka to kopalnia wiedzy o kopalniach i dalszych etapach „życia” tych substancji, jak również o problemach, jakie nam generują.

Rozdroże kruków (Andrzej Sapkowski) – nie będę oryginalny, stwierdzając, że jest to lepsze niż „Sezon burz”, ale nie dorównuje sadze – autor nadal dowozi, ale trochę już powtarzalnie i przewidywalnie, nawet Geralt jako nieokrzesany młodzieniec nie wnosi za wiele nowej energii.

Mleczarz (Anna Burns) – opowieść o nacjonalistycznym obłędzie, jaki opętał Irlandię Północną w czasach „kłopotów” – nielekka w lekturze, bo autorka kocha analizować wszystko bez umiaru, z piętrowymi dygresjami, niczym Javier Marias – jako fan tego ostatniego, nie mogłem się nie zachwycić.


« Starsze wpisy Nowsze wpisy »