Cichy Fragles

skocz do treści

Kwartalnik kulturalny

Dodane: 8 lipca 2025, w kategorii: Literatura

Przeczytane

Góra pod morzem (Ray Nayler) – powieść SF opisująca kontakt z obcą inteligencją – tym razem to jednak nie kosmici, tylko ośmiornice, które rozwinęły protojęzyk komunikowany za pomocą „wyświetlania” symboli na ciele i nauczyły się używać narzędzi. Pomysł zacny, lekcje z kognitywistyki i teorii umysłu ośmiornic odrobione, problem tylko w tym, że książka poświęca temu za mało miejsca – zanim odrobimy worldbuilding, niecne knowania wielkiego biznesu i polityczne przepychanki, zdążymy się znaleźć niebezpiecznie blisko zakończenia, a kontakt z ośmiornicami na dobrą sprawę nie następuje – bohaterowie ledwo zaczynają je obserwować i w sumie guzik się dowiadują. Jako pierwszy tom byłoby to więcej niż obiecujące, jako samodzielna całość pozostaje „tylko” dobre.


W ramach kopania leżącego

Dodane: 2 czerwca 2025, w kategorii: Polityka

Magdalena Biejat ma poglądy i osobowość z totalnych antypodów Nawrockiego – do tego stopnia, że nijak nie potrafię sobie zwizualizować wyborcy, który byłby skłonny zagłosować na nich oboje. Dodatkowo Biejat należy do partii koalicyjnej i popiera rząd, a po pierwszej turze poparła także Trzaskowskiego. Mimo to nadal prawie 10% jej wyborców z pierwszej tury zagłosowało w drugiej na Nawrockiego.

Tymczasem na Trzaskowskiego zagłosowało w drugiej turze 12% wyborców Mentzena.

Uświadomcie to sobie dobrze: po miesiącach kampanii, w której Trzaskowski poszedł tak bardzo na prawo, że nawet najbardziej umiarkowanym lewicowcom chciało się rzygać, a na koniec poszedł jeszcze z Mentzenem na piwo, mimo wszystko nadal okazał się tylko ciut bardziej atrakcyjny dla jego wyborców, niż Nawrocki dla wyborców Biejat.

Nawrocki, który przez całą kampanię nie ruszył małym palcem w bucie w kierunku lewicy i nie dał żadnego powodu sądzić, że cokolwiek go ona obchodzi.

A przypomnijmy, że w roku 2020 elektorat Bosaka z pierwszej tury podzielił się w drugiej prawie po równo, ze wskazaniem na Dudę w granicach błędu statystycznego. Czyli Trzaskowski nie tylko guzik u konfiarzy ugrał, ale jeszcze w porównaniu z tamtymi wyborami bardzo dużo stracił.

Zarąbiście się opłaciło pójść w prawo, co?


Dzięcioł zagłady

Dodane: 22 maja 2025, w kategorii: Net, Techblog

Jak mówi popularny wśród programistów żarcik: gdyby domy były budowane tak jak oprogramowanie, jeden dzięcioł mógłby zniszczyć całą cywilizację.

Doświadczeni programiści wiedzą jednak, że w sumie to wcale nie jest żart – do spowodowania globalnej katastrofy w IT na serio wystarczyłoby pstryknąć we właściwe miejsce. A takich właściwych miejsc jest dużo więcej, niż się komukolwiek spoza branży może wydawać, i nie zawsze są one tak starannie chronione, jak byśmy chcieli.


Kwartalnik kulturalny

Dodane: 8 kwietnia 2025, w kategorii: Literatura

(bo w sumie czemu miałby być tylko literacki)

Przeczytane:

Skarby Ziemi (Ed Conway) – piasek, sól, żelazo, miedź, ropa i lit – od tych sześciu surowców zależy los naszej cywilizacji, w stopniu dużo większym niż się zdaje, a książka to kopalnia wiedzy o kopalniach i dalszych etapach „życia” tych substancji, jak również o problemach, jakie nam generują.

Rozdroże kruków (Andrzej Sapkowski) – nie będę oryginalny, stwierdzając, że jest to lepsze niż „Sezon burz”, ale nie dorównuje sadze – autor nadal dowozi, ale trochę już powtarzalnie i przewidywalnie, nawet Geralt jako nieokrzesany młodzieniec nie wnosi za wiele nowej energii.

Mleczarz (Anna Burns) – opowieść o nacjonalistycznym obłędzie, jaki opętał Irlandię Północną w czasach „kłopotów” – nielekka w lekturze, bo autorka kocha analizować wszystko bez umiaru, z piętrowymi dygresjami, niczym Javier Marias – jako fan tego ostatniego, nie mogłem się nie zachwycić.


Pozory głębi

Dodane: 1 marca 2025, w kategorii: Polityka

Jadwiga Staniszkis pod koniec kariery publikowała coraz bardziej oderwane od rzeczywistości komentarze polityczne – najpierw tylko kontrowersyjne, które jakoś tam się jeszcze dało obronić, stopniowo jednak przechodząc do zupełnie odczapistycznych (typu chwalenie jakiegoś polityka za coś, co było bezdyskusyjną wtopą w każdym możliwym sensie). W pewnym momencie zaszło to tak daleko, że zacząłem podejrzewać, że to jakiś wyrafinowany trolling albo autorka próbuje sprawdzić doświadczalnie, jak bardzo musiałaby nabredzić, żeby odbiorcy przestali ją traktować poważnie.

Bo ciągle traktowali – nawet kiedy jakaś jej analiza w ogóle się kupy nie trzymała, i tak widziałem komentarze, że to przecież geniuszka, która patrzy dalej od nas, więc za nią nie nadążamy.

A potem się okazało, że Staniszkis po prostu miała już wtedy początki Alzheimera. Dzięki wybitnej inteligencji długo udawało jej się maskować objawy – nawet jak nagle straciła wątek albo palnęła coś bez sensu, potrafiła z tego przekonująco wybrnąć, więc jej bliscy zorientowali się dopiero, jak już w sposób oczywisty zaczęła tracić kontakt z rzeczywistością.

W ostatnich tygodniach ciągle widzę uczone analizy, jak to Trump realizuje nie wiadomo jakie strategie, jak to jedno jego pierdnięcie dowodzi tego, a drugie tamtego, jakie to on ma sprytne plany i jak zaraz wszystkich ogra – i ciągle mi to przypomina te wszystkie komentarze o geniuszu Staniszkis.

Co prawda Trump Alzheimera mieć nie może (on ma przecież mózg dwunastolatka), ale mechanizm jest ten sam: im bardziej idiota bredzi i im więcej głupot robi, tym bardziej uwijają się komentatorzy, żeby za wszelką cenę wyłowić z tego jakiś sens, nie biorąc pod uwagę możliwości, że łowić tam po prostu nie ma czego.

„Błoto sprawia czasem pozory głębi” – pisał Lec. Nie dajmy się tym pozorom zmylić – błoto to zwykle rzeczywiście błoto. Albo inna substancja o zbliżonym kolorze i konsystencji.


Blog Questions Challenge

Dodane: 4 lutego 2025, w kategorii: Prywata

Na blogach w mojej banieczce (wszystkich trzech) pojawiła się ostatnio zabawa polegająca na udzielaniu odpowiedzi na dziesięć pytań okołoblogowych. A więc cóż – jak wszyscy, to wszyscy, babcia też. Niektóre pytania z tej listy nie wydają mi się wprawdzie specjalnie mądre ani ciekawe, ale odpowiedzieć przecież nie zaszkodzi.

1. Dlaczego w ogóle zacząłeś blogować?

Urodziłem się, bo nie miałem innego wyjścia – i podobnie było z moim blogiem. Parcie na pisanie miałem od zawsze, więc musiało ono gdzieś znaleźć ujście, a cóż może temu służyć lepiej, niż własne miejsce w sieci, gdzie można bez żadnych ograniczeń głosić swoje jedynie słuszne poglądy na wszystko.


Na marginesie ostatniego wygłupu Elona

Dodane: 23 stycznia 2025, w kategorii: Absurdy

To bardzo ironiczne, że najbardziej szowinistyczna ideologia w historii wzięła swoje dwa główne symbole nie dość, że z zagranicy, to w dodatku z wielonarodowego, wielokulturowego Rzymu oraz wielonarodowych, wielokulturowych Indii.

Co jeszcze raz pokazuje, jacy idioci ją stworzyli.


Kwartalnik literacki

Dodane: 9 stycznia 2025, w kategorii: Literatura

Wybrane lektury z ostatniego kwartału śp. roku 2024:

Marysieńka Sobieska (Tadeusz Boy-Żeleński) – oparta głównie na korespondencji biografia, momentami bardziej Sobieskiego niż Marysieńki, oboje jednak ukazująca w ciekawym świetle – autor nie pomija wydarzeń historycznych, koncentruje się jednak na tym, czym historycy mniej się interesują, czyli burzliwych relacjach między bohaterami, nie pozostających bez wpływu na historię.

Zielony dom (Mario Vargas Llosa) – z jednej strony jak zwykle bogata kreacja z gromadą bohaterów i wątków, z drugiej strony trudna do ogarnięcia narracja, nawet jak na tego autora strasznie nieliniowa i chaotyczna, więc czytało mi się to ciężko.


Maskirowki

Dodane: 30 listopada 2024, w kategorii: Polityka

Jeden z pomniejszych elementów rosyjskiej wojny informacyjnej: prowokacje w imieniu Ukrainy.

Od czasu do czasu pokazują mi się na FB wpisy sponsorowane od profili o ładnie i nijako brzmiących nazwach typu „pojednanie dla przyszłości”, które to wpisy niby nawołują do popierania Ukrainy czy pojednania między narodami, ale robią to w sposób mocno pretensjonalny i drażniący, np. narzekając, że Polacy za mało się angażują, albo pisząc o konieczności wprowadzenia specjalnego podatku na ten cel, albo pisząc coś prowokacyjnego o Wołyniu, albo jakoś inaczej jątrząc.

Ile razy kliknę w taki profil, zawsze się okazuje, że istnieje on nie dłużej niż od paru dni, nie zawiera żadnych informacji kto za tym stoi, żadnych linków, żadnego wpisu powitalnego czy opisu misji, jaka stronie przyświeca – rzeczony wpis sponsorowany jest literalnie jedyną aktywnością poza ustawieniem profilówki (zwykle zawierającej jakieś połączenie polskiej i ukraińskiej flagi). Ale sponsorowany jest widać hojnie, bo po dniu czy dwóch widnieją tam już setki komentarzy – jak łatwo zgadnąć, w miażdżącej większości negatywnych (najdelikatniej mówiąc).

Niestety, niewiele da się z takim szajsem zrobić – nawet gdyby moderacja na Facebooku jeszcze działała, to treści są formalnie bez zarzutu, co najwyżej „passive-agressive” – jak na standardy putinowskiej propagandy to zagrywka wyjątkowo subtelna. Warto jednak przynajmniej mieć świadomość, o co tu tak naprawdę chodzi, i nie dawać takim profilom żadnej pożywki w postaci reakcji czy komentarzy.


Demotywacja

Dodane: 30 października 2024, w kategorii: Przemyślenia

Jest taka anegdotka, jak to paru chrześcijańskich chłopców uwzięło się na żydowskiego kupca i zaczęli mu codziennie robić kocią muzykę przed sklepem, żeby odstraszać potencjalnych klientów. Kupiec próbował ich przeganiać – wracali. Próbował ignorować, w nadziei, że w końcu im się znudzi – nie znudziło im się. W końcu zatem zmienił front i powiedział chłopcom: „Tak mi się podoba wasze granie, że będę wam za to codziennie płacić”. I przez kilka dni płacił, a potem, kiedy znowu przyszli rano, poinformował ich ze smutkiem, że interes słabo idzie, więc już go nie stać, żeby ich zatrudniać. Chłopcy oburzyli się i stwierdzili, że za darmo grać nie będą – i od tej pory kupiec miał z nimi spokój.

Anegdotka może nieszczególnie śmieszna, ale pouczająca. Kupiec zastosował tu sztuczkę psychologiczną polegającą na podmianie motywacji: chłopcy, którzy dotychczas hałasowali bezinteresownie, zaczęli to robić dla pieniędzy i zapomnieli o wcześniejszej motywacji (lub przestała się ona dla nich liczyć) – kiedy więc zabrakło tej wtórnej, stracili motywację w ogóle.

No i tak sobie pomyślałem, że z podobnym zjawiskiem mamy do czynienia w grach online: twórcy próbują zachęcić nas do grania jak najczęściej i jak najdłużej, sypiąc misjami, promocjami, bonusami za codzienne logowanie się do gry itd. – w efekcie prowadząc czasem do tego, że główną motywacją stają się te wszystkie nagrody, a nie przyjemność z gry sama w sobie. Gramy, bo dziś podwójny exp, bo misje na dużą kasę, bo jakiś fajny przedmiot do zdobycia, bo trwa specjalny event, bo darmowe konto premium, bo coś tam jeszcze – i w pewnym momencie dochodzi do tego, że jak nic ciekawego do zdobycia dzisiaj nie ma, to nam się nie chce.

Albo – co gorsza – oddychamy z ulgą, że nie trzeba.

Różnica jest oczywiście taka, że w odróżnieniu od kupca z anegdoty, twórcy gier nie robią nam tego celowo… A przynajmniej taką mam nadzieję.


« Starsze wpisy Nowsze wpisy »