
Kolejna (poniekąd okrągła) rocznica ataku na WTC jak zwykle zaowocowała wysypem tekstów dowodzących, że cały ten atak to jedna wielka mistyfikacja, za którą stoi Bush, a za nim najprawdopodobniej Żydzi i masoni. Wyznawcy teorii spiskowych (których z braku krótszego synonimu będę dalej nazywać skrótowo WTS) po raz kolejny zaczęli nam wmawiać, że wieże WTC nie miały prawa się zawalić, dziura w Pentagonie była za mała i tak dalej. I po raz kolejny udowadniają, że choć uważają się za jedynych samodzielnie myślących, w rzeczywistości samodzielnie myśleć ani trochę nie potrafią i to właśnie im można wcisnąć dowolną brednię, jeśli się ją opatrzy odpowiednią etykietką. Przy czym bredni tej nie tylko w żaden sposób nie zweryfikują (bo i po co, anonimowi twórcy stron o spiskach z całą pewnością mówią samą prawdę, a wstukanie paru słów w Google jest niesamowicie trudne), ale nawet nie pomyślą przez parę chwil, czy to się w ogóle kupy trzyma i co z tego wynika. Logiczne wnioskowanie jest dla leszczy, WTS logiki nie potrzebują.
Przykłady? Zacznijmy od twierdzenia, jakoby budynki WTC zostały zaminowane przed atakiem, a ich zawalenie się nie było skutkiem uderzeń samolotów tylko właśnie zdetonowania bomb. Pomijając nawet całkowity brak dowodów, pozostaje pytanie o sens takiej operacji – raz, że zaminowanie po kryjomu budynków tej wielkości graniczyłoby z cudem (a WTS twierdzą, że zrobiono to dwa tygodnie przed atakiem – niestety nie tłumaczą, jakim cudem nikt z kilkudziesięciu tysięcy ludzi w WTC tak długo żadnej bomby nie zauważył); dwa, że byłoby to zbyteczne – nawet gdyby budynki się nie zawaliły, to same uderzenia samolotów już wywołały gigantyczny szok; trzy, że oznaczałoby to gigantyczne ryzyko zdemaskowania – wystarczyłaby jedna przedwczesna eksplozja (wywołana chociażby uderzeniem samolotu), albo przeciwnie, jeden niewypał, żeby sprawa była nie do zatuszowania – a przecież bomb musiałyby być dziesiątki, jeśli nie setki. Poza tym spiskowcy nie mogli zaplanować co do metra, w którym miejscu uderzą samoloty, więc skąd mieliby wcześniej wiedzieć, jak te bomby dokładnie rozłożyć? Na wyczucie?
Inny przykład – dziennikarka BBC, która poinformowała o zawaleniu się WTC7 dwadzieścia minut przed faktem. WTS doznają niemalże orgazmu, gdy o tym mówią – patrzcie, taki dowód słuszności naszej teorii, cały świat to widział, nikt temu nie zaprzeczy! No i owszem, nie da się zaprzeczyć, że tak było – ale co z tego wynika? Czyżby dziennikarka dostała od spiskowców rozpiskę, co ma się kiedy zawalić, i komuś pomyliła się godzina? Chyba nawet najzagorzalszy WTS przyzna, że to absurd. Jakie jest zatem wytłumaczenie, poza tym prozaicznym, że dziennikarka po prostu nie znała numeracji tych budynków i mówiła o którymś innym, albo się przejęzyczyła, albo jeszcze coś innego jej się pomyliło? I po co w ogóle spiskowcy mieliby ją w cokolwiek wtajemniczać – szczególnie, że ani nie była ona Amerykanką, ani nie pracowała dla amerykańskiej stacji? Wierzę, że WTS kiedyś znajdą jakąś sensowną odpowiedź, ale jak dotąd, o ile mi wiadomo, nie zdołali tego zrobić.





