Soczi. Igrzyska Putina (Wacław Radziwinowicz)

Jak wiadomo, w Rosji wszystko musi być największe, więc takie też były igrzyska w Soczi – najdroższe (kosztowały więcej niż wszystkie poprzednie zimowe olimpiady razem wzięte, a oficjalne koszty i tak pewnie były zaniżone), najbardziej wypasione, z największymi przekrętami przy okazji budowy obiektów olimpijskich, z największymi zniszczeniami środowiska… Ale cóż, „zastaw się a postaw się”, więc z kosztami finansowymi i ludzkimi się nie liczono.
Artykuły Radziwinowicza na ten temat (jak również o historii Kaukazu) czyta się tyleż przyjemnie, co ze zgrozą, bo skala rosyjskich patologii niezmiennie poraża. Paradoksalnie jednak najlepszy tekst w tym zbiorze nie traktuje o Soczi, lecz o igrzyskach w Moskwie w 1980: żeby zadać kłam oszczerczym plotkom, jakoby w ZSRR panowała bieda i problemy zaopatrzeniowe, władza nakupiła wówczas zachodnich towarów, by napełnić nimi sklepy podczas olimpiady – jak się okazało, niepotrzebnie, bo zgniły Zachód imprezę zbojkotował. Ale towary tak czy siak rzucono do sklepów, dzięki czemu moskwianie mogli ruszyć na zakupy życia, pierwszy raz kosztując Coca-coli i innych zakazanych na co dzień owoców – czasami tylko zadając sobie pytanie, czemu państwo mogło sprowadzić to wszystko dla gości z zagranicy, a dla własnych obywateli jakoś nie może…
Ocena: 5-
Inne tego autora: Gogol w czasach Google’a












