Prawo Cichego: niezależnie od tego ile trwa urlop, zawsze jest on o połowę za krótki.
Tak było i tym razem. Buu:-(.
Prawo Cichego: niezależnie od tego ile trwa urlop, zawsze jest on o połowę za krótki.
Tak było i tym razem. Buu:-(.
Obejrzałem ostatnio pamiętne przemówienie Leppera z jesieni 2001, kiedy odwoływano go z funkcji wicemarszałka Sejmu. Link niestety gdzieś mi się zapodział, a wyszukiwarka na YouTube jak na złość znajduje wszelkie możliwe wystąpienia Leppera, tylko nie to jedno. Gdyby ktoś zatem nie pamiętał: przemówienie, w którym oskarżył wszystkich o wszystko, a niektórych w szczególności o branie łapówek, z podaniem dat i miejsc (ale oczywiście bez podania dowodów), później doszły do tego jeszcze opowieści o talibach lądujących w Klewkach… Kojarzy to chyba każdy, kto nie urodził się wczoraj.
Obejrzałem więc – i łezka mi się w oku zakręciła. Nie z tęsknoty za Lepperem, rzecz jasna. Raczej z tęsknoty za starymi, dobrymi czasami, kiedy w naszej polityce panował istny Wersal w porównaniu z dniem dzisiejszym.
Jakie bowiem reakcje wywołało tamto przemówienie? Szok, powszechne oburzenie i potępienie od prawej do lewej ściany, pierwsze strony gazet krzyczące tytułami w rodzaju „największy skandal w historii Trzeciej RP”, wywody o upadku obyczajów i psuciu demokracji, kilka pozwów sądowych od pomówionych polityków… Zresztą, sam fakt, że ciągle o tym skandalu pamiętamy, wiele mówi o jego ówczesnej sile rażenia.
A jak by na podobną mowę zareagowano dzisiaj? Szkoda gadać – jak na dzisiejsze standardy to przecież nuda niewarta nawet wzmianki. Dziś Kaczyński oskarża rząd już nie o jakieś tam branie łapówek, tylko o zamordowanie prawie stu osób z prezydentem na czele – i nawet to już nie budzi większych emocji, bo po latach eskalacji populizmu i demagogii dawno zdążyliśmy się znieczulić. Co musiałby Kaczyński powiedzieć, żeby ściągnąć na siebie takie gromy, jak dziesięć lat temu Lepper, trudno sobie nawet wyobrazić.
Smutne, ale prawdziwe: choć Lepper w końcu przegrał i zniknął (oby na zawsze) ze sceny politycznej, to jednak odniósł moralne zwycięstwo – jego idee i sposoby prowadzenia polityki, dawniej słusznie pogardzane i uznawane za niebezpieczną patologię, dziś mieszczą się w mainstreamie i tylko patrzeć, jak zapomnimy, że polityka kiedykolwiek wyglądała inaczej.
Stara mądrość ludowa mówi, że żaba wrzucona do gorącej wody natychmiast wyskoczy, ale jeśli wsadzimy ją do chłodnej wody i będziemy ją powoli pogrzewać, to żaba tego nie zauważy i żywcem się ugotuje. Nie wiem, ile w tym prawdy literalnej (pewnie sporo, bo żaba to stworzenie zmiennocieplne), ale metaforycznie jest to prawda niewątpliwa – wystarczy, że zmiany postępują krok po kroku, a nawet nie zauważamy, jak to, co kiedyś było nie do pomyślenia, staje się standardem. W naszej polityce widać to szczególnie dobitnie – żaba gotuje się coraz szybciej, a reakcji obronnych brak. Tylko patrzeć, jak będziemy musieli w końcu zjeść tę żabę.

Widzi ktoś jeszcze jakieś zbieżności?
„Dobry Boże piratów komputerowych, daj mi jego siłę”, myślał Giełdziarz, „w ten piątkowy wieczór, gdy nawet stolec jest z ołowiu”.
– Zawsze mówię, że gdyby każdy miał broń, najwięcej morderstw byłoby w publicznym sraczu – odezwał się student.
– Bardzo możliwe – burknął Giełdziarz.
– No popatrz, przecież każdy życzy tu każdemu śmierci.
(…)
– Nieprawda – rzekł Giełdziarz – co najwyżej ja tobie.
Boże, chroń mnie od ludzi uczciwych – ze skurwysynami jakoś dam sobie radę.
Pił, grał i układał myśli. Od dwudziestej jego pikselowy żołnierz zastrzelił więcej Niemców niż wszyscy Francuzi na II wojnie światowej.
Koleś podchodził do stolika i pytał:
– Czy są jakieś gry dla odrażających, zdegenerowanych psychopatów?

Trzeba trzymać się z dala od toczących się sporów, bo są przepojone nienawiścią, jadem, trucizną. Nie chodzi w nich o to, by coś ustalić, ale żeby komuś podstawić nogę, wymierzyć cios, ogłuszyć. A potem chichotać, ale nie patrząc w lustro, bo w nim czyha na nas twarz, której wolałoby się nie widzieć.
Ryszard Kapuściński, Lapidarium V
Chyba nie muszę tłumaczyć, czemu nic więcej na temat Smoleńska nie zamierzam dodawać. Miłego weekendu – jakkolwiek złośliwie by to nie brzmiało.
Niemiecki kibol rzucił plastikowym kubkiem piwa w sędziego. Reakcje? Przerwany mecz, powszechny szok i oburzenie, klubowi – poza karą finansową i walkowerem – grozi zamknięcie stadionu dla kibiców. A kibol, jeśli uda się go namierzyć, pewnie więcej na stadion nie wejdzie. „Pierwszy i ostatni taki kibolski incydent zdarzył się 30 lat temu” – czytamy w podlinkowanym wyżej newsie.
Polski kibol – który już wcześniej nie miał czystego konta – wszedł na boisko i przywalił piłkarzowi. Reakcje? Ochroniarze palcem nie kiwnęli, piłkarz „dla dobra Legii” pojednał się z kibolem, który przecież „nie był w stanie się powstrzymać od czynu”, a klub wykazał się och jejku jaką surowością, odwieszając delikwentowi zakaz stadionowy za dawniejsze występki – biedak aż przez rok nie będzie mógł wejść na stadion celem dokonania kolejnych czynów. Ma prawo czuć się pokrzywdzony – przecież w Poznaniu jego kolega po fachu za karczemne ekscesy na trybunach nawet nie stracił ciepłej posadki w klubie, a co dopiero mówić o podważaniu konstytucyjnego prawa do wchodzenia na stadion.
Parafrazując stary dowcip o budowie dobrobytu: Jak rozwiązać nasz problem z kibolami? Wypowiedzieć Niemcom wojnę i od razu się poddać. Sądząc po tym, jak się u nas walczy z kibolami, jest to chyba najbardziej realna opcja, jaką mamy.
O wybitności Małysza napisano już wszystko, z użyciem wszelkich możliwych komplementów, a listę jego sukcesów zna chyba na pamięć każde polskie dziecko. Nie będę się zatem silić na oryginalność, tylko powiem krótko: Adam Małysz wielkim skoczkiem był. I moim największym sportowym idolem. Wielka szkoda, że dzisiejszy skok był już ostatnim w jego jakże cudownej karierze.
Chlip, chlip, chlip.
Tak, wiem, że Facebook to serwis totalitarny i wróg prywatności, masowo łamiący prawa człowieka i internauty. Wiem, że posiadanie tam konta to dla prawdziwego geeka lekki obciach. Nie wiem natomiast, co w nim jest takiego fajnego, że spory kawałek ludzkości żyć bez niego nie może – jako agregator newsów powiedzmy że się sprawdza, ale poza tym wielkiego pożytku nie widzę. Może za bardzo aspołeczny jestem.
Niezależnie jednak od przyczyny, prawie wszyscy już tam są, a że Jogger mocno niedomaga, trzeba zadbać o dywersyfikację. Niniejszym zatem ogłaszam oficjalny start mojego fanpage’a i zapraszam do klikania „lubię to”;-).
W wypadkach samochodowych codziennie giną dziesiątki ludzi. Nikogo to nie skłania do rezygnacji z używania samochodów.
W katastrofach lotniczych co parę miesięcy ginie sto i więcej osób. Nikt z tego powodu nie nawołuje do przesiadania się do pociągów czy na statki.
Zresztą pociągi też się czasem wykolejają, co zwykle przynosi przynajmniej kilkanaście ofiar śmiertelnych. Ale to również nie wywołuje dyskusji o sensowności korzystania z pociągów.
W kopalniach węgla co roku giną setki górników. I oczywiście także w tym przypadku nikt się nawet nie domaga zamykania elektrowni węglowych, bo i nie do pomyślenia jest, żeby jakikolwiek rząd taki pomysł zaakceptował.
Ale wystarczy, że w wyniku największego od pokoleń trzęsienia ziemi dojdzie do uszkodzenia reaktora i wzrostu promieniowania w jego najbliższej okolicy do poziomu zagrażającego zdrowiu, to od razu histeria się robi, że łojejku. To nic, że na świecie jest dobre dwieście elektrowni atomowych i od ćwierć wieku ani jedna nie spowodowała żadnego zagrożenia – nawet ten pojedynczy przypadek to już „cezura dla całego świata”. Ręce opadają, o spodniach nie mówiąc.
Pozostaje mieć nadzieję, że Tusk będzie miał więcej rozumu niż Merkel, i nie ulegnie histerykom. Pomijając bowiem wszystko inne, elektrowni jądrowych mamy pod dostatkiem tuż za miedzą i jedna w te czy wewte naprawdę różnicy w kwestii bezpieczeństwa nie zrobi.
Do wpisu o fajansiarstwie polskich mediów przymierzam się już od jakiegoś czasu, ale jak to często bywa, ciągle brak mi czasu i ochoty. Póki co zadowolę się zatem zareklamowaniem genialnego tekstu na ten temat, popełnionego przez Galopującego Majora. Znakomite podsumowanie, pod którym podpisuję się wszystkimi dostępnymi kończynami – z lekką nutką zawiści, że nie ja to napisałem;-).
Jeśli szukasz czegoś konkretnego, skorzystaj z wyszukiwarki.
Jeśli nie bardzo wiesz, czego szukasz, możesz przejrzeć najlepsze wpisy lub archiwum.