Cichy Fragles

skocz do treści

MediADHD

Dodane: 7 grudnia 2013, w kategorii: Absurdy, Net


(obrazek via TechCult)

„Dlaczego” – zapytałem pewnego krytyka – „napisał Pan o tym jako o epokowym wydarzeniu, które będzie miało przełomowe znaczenie?” „O czym?” – zapytał.

Stanisław Jerzy Lec

Gdybym nie czytał papierowej prasy, z dużym prawdopodobieństwem jeszcze bym nie wiedział, że Nelson Mandela nie żyje. Zmarło mu się bowiem późnym wieczorem we czwartek, jak już wyłączyłem komputer, potem w pracy nie zaglądałem na portale, a w piątek wieczorem (czyli niespełna dobę po fakcie) wiadomość była już tak stara, że nawet w jakiejś bocznej kolumnie nie na każdym portalu starczyło miejsca.

Niby nic nowego – na uwagę portali przez więcej niż dobę nie zasłużyła sobie Szymborska, Mrożek czy Mazowiecki, więc czemu z Mandelą miałoby być inaczej – ale ciągle nie przestaje mnie zadziwiać, jak szybko „nowe media” zasypują starsze newsy nowszymi i jak przy tym olewają jakąkolwiek hierarchię ważności. Gdybym stracił choć na kilka dni kontakt ze światem i chciał się potem dowiedzieć z netu, co przez ten czas się wydarzyło, byłbym praktycznie bez szans – żeby coś się utrzymało na froncie lub w okolicach tak długo, musiałaby to być chyba wojna atomowa.

No, w ostateczności ślub jakiejś celebrytki.


Kobiety są gorące

Dodane: 19 listopada 2013, w kategorii: Absurdy

Wychodzę rano z domu, temperatura w okolicach zera, szron na trawnikach, para z ust idzie – zakładam czym prędzej rękawice, naciągam kaptur i przyspieszam kroku, żeby się odrobinę rozgrzać… a tu obok pomyka sobie laska bez czapki, bez rękawiczek, w cieniutkiej kurteczce, w spódniczce do połowy uda i na oko bez rajstop nawet. Dochodzę do przystanku, a tam kolejna w podobnym przyodziewku, tyle że chociaż w rajstopach. Obserwuję przez dłuższą chwilę – nawet rąk w kieszeniach nie myśli trzymać, tylko raźno bawi się komórką. W sumie nic nowego – każdej zimy widuję takie przypadki regularnie.

I coraz bardziej mnie to zastanawia – czy to jakaś wrodzona odporność na zimno, występująca tylko u kobiet, czy może raczej pragnienie przyciągania męskiego wzroku jest u niektórych tak silne, że gotowe są dla osiągnięcia tego celu marznąć i ryzykować przeziębienie? Ot, zagadka.


Absurdalne referendum

Dodane: 10 października 2013, w kategorii: Absurdy, Polityka

Dziesięć lat temu głosowaliśmy w sprawie wejścia do UE. Przeciwnicy tego kroku rozważali bojkot referendum, żeby doprowadzić do jego nieważności z powodu zbyt niskiej frekwencji – sondaże bowiem wskazywały, że zwycięstwo opcji prounijnej będzie miażdżące, ale z frekwencją może być krucho. Szczęśliwie przeważył pogląd, że sondaże są na pewno sfałszowane i trzeba iść bronić ojczyzny przed eurozarazą – przeciwnicy UE poszli zatem do urn i wbrew swoim intencjom postawili kropkę nad „i”, pomagając przekroczyć magiczny próg 50%. Bez nich by się to nie udało, bo głos za UE oddało „tylko” 47% uprawnionych. Jakieś wnioski?

No niestety – jak to zwykle bywa, żadnych wniosków nie wyciągnięto, o czym przekonują się teraz warszawiacy:

Popieram Hankę, nie idę na referendum

Popieram, więc nie idę? Absurd, ale właśnie taka postawa ma najwięcej sensu – skoro idąc na referendum można się przyczynić do przekroczenia progu frekwencyjnego, a wynik prawie na pewno będzie dla prezydent(ki?) negatywny, to bezpieczniej zostać w domu. „Bezpieczniej” nie znaczy jednak „bezpiecznie” – jeśli samych przeciwników uzbiera się więcej niż wymagane 29%, lub/i nie wszyscy zwolennicy posłuchają apeli o niepójście, to efekt bojkotu będzie przeciwny do zamierzonego – a według sondaży kwestia przekroczenia progu jest mocno niepewna. Co w takiej sytuacji powinien zrobić zwolennik HGW? No właśnie, nie wiadomo, bo każda decyzja może się okazać przeciwskuteczna. A pozostanie w domu przynajmniej wymaga mniej zachodu…

Taki jest efekt utrzymywania nonsensownego systemu, w którym wynik 28-0 oznacza odrzucenie propozycji, a wynik 28-27 (ba, nawet 15-14) oznacza jej przyjęcie. Jednak system się trzyma od lat i nawet teraz coś nie słyszę o planach jego zmiany, choć dwie możliwości same się narzucają. Pierwsza to likwidacja progu frekwencji (skoro wybory mogą być ważne nawet przy jednym oddanym głosie, to czemu z referendum jest inaczej?), druga – jeśli jednak na frekwencji nam zależy – to uzależnienie ważności wyłącznie od liczby głosów za propozycją. W obu przypadkach dylemat by zniknął, bo nie byłoby już możliwości, by głos przeciw propozycji przyczynił się do jej przyjęcia. Czemu przez tyle lat nikt się nie pofatygował, żeby któreś z tych rozwiązań wprowadzić, nie jestem w stanie pojąć.

Ważność referendum unijnego była tak naprawdę kwestią tylko symboliczną – gdyby frekwencja okazała się za niska, decyzja przeszłaby na parlament, zdominowany przez partie prounijne, więc na jedno by wyszło. Ważność referendum w Warszawie może mieć daleko idące konsekwencje tak dla stolicy, jak i dla całego kraju. Głupio by wyszło, gdyby te konsekwencje wynikły z jednego nieprzemyślanego przepisu – no ale Polak zawsze musi być mądry dopiero po szkodzie…


Wielki demotywator

Dodane: 2 października 2013, w kategorii: Absurdy, Literatura

Skoro Polacy wydają więcej na papier toaletowy niż na książki, to czy można się dziwić, że coraz większa ich liczba ma nasrane w głowie?
(źródło)

Wiem, bardzo nisko upadłem, przeklejając obrazek z Demotywatorów, ale co mi tam, wart jest tego. Dla równowagi mogę rzucić cytatem na zbliżony temat z wysokiej kultury, czyli fraszką Kochanowskiego „Na ucztę”:

Szeląg dam od wychodu, nie zjem jeno jaje;
Drożej sram, niźli jadam; złe to obyczaje.

Jak widać, pewne problemy są ponadczasowe.


Errare humanum est

Dodane: 14 września 2013, w kategorii: Absurdy

(nie, to nie jest komentarz do dzisiejszej awarii Joggera)

W 2008 roku część masy upadłościowej po Lehman Brothers kupił Barclays Bank. (…) Barclays chciał przejąć jedne walory, a innych nie – niektóre przecież miały wartość ujemną.

Walory ułożono, jakżeby inaczej, w excelową tabelkę. Niechcianych walorów nie kasowano, tylko nadawano im status „ukrytych”. Kiedy uzgodnione dokumenty wydrukowano, tabelka została przerobiona na plik PDF. Okazało się, że ukryte walory się w nim znalazły i razem z nim trafiły na papier, pod którym swoje podpisy złożyli szefowie Barclays. Tym samym wbrew swoim intencjom kupili 179 „toksycznych” papierów Lehman Brothers o ujemnej wartości, tracąc około 1,75 mld dol.

Cytat ze świetnego artykułu Wojciecha Orlińskiego z dzisiejszej Wyborczej – papierowej, w necie tylko zajawka, chyba że ktoś wykupił abonament (podobno tacy istnieją).

W tym samym numerze polecam także genialny wywiad z Karolem Modzelewskim – w necie niestety również tylko zajawka, reszta dla płacących, ale w kiosku taniej. Kawałek na zachętę:

– Co takiego jest w człowieku, że nie jedzie na Lazurowe Wybrzeże, tylko zostaje w celi?
– Mógłbym pieprzyć coś o wzniosłych sprawach. A tak naprawdę ta emocja jest dość prosta: „Nie dam chujom satysfakcji!”.
– Ha, ha. Tak właśnie myślałem.
– Dlatego uważam, że wkurzenie to czasem świetna emocja. Silna. Upraszcza wiele decyzji.

Jestę tym co ję

Dodane: 7 sierpnia 2013, w kategorii: Absurdy

Popełniłem kiedyś (a ściślej mówiąc, niemal równo rok temu, ale to czysty przypadek) wpis na temat szczególnego wykwitu sztuki kaleczenia słów. Wykwit zauważyłem gdzieś w necie, więc wzbudziło to we mnie bardziej podziw dla ludzkiej inwencji, niż oburzenie – bo i co tu się przejmować jakimś anonimowym półanalfabetą. Ale dziś odkryłem, że na anonimowych półanalfabetach w necie rzecz się nie kończy:


(odkrycie via Polsky Python)

Próbuję wykrzesać z siebie jakiś stosowny komentarz, ale nijak mi nie wychodzi…


Magnez na nieuków

Dodane: 25 lipca 2013, w kategorii: Absurdy, Nauka

Leci ostatnio w radiu taka reklama:

– Panie profesorze, jaki magnez najlepiej wybrać?
– Oczywiście naturalny! Chyba nie chciałaby pani spożywać produktów syntezy chemicznej?
– Jasne, że nie, ale który magnez jest naturalny?
– Tylko ten zawarty w suplemencie diety X, który zalecam każdemu, ponieważ [bla bla bla]

Krótki propagandowy dialog, a ile nonsensów udało się w nim zmieścić, aż trudno uwierzyć.

Po pierwsze: magnez jest pierwiastkiem, a nie związkiem chemicznym, więc nie można go otrzymać w drodze syntezy – polega ona bowiem na uzyskiwaniu złożonych produktów z prostszych substratów, a nie na odwrót. Chcąc dostać czysty magnez, powinniśmy zastosować raczej redukcję.

Po drugie: straszenie syntezą chemiczną to debilizm bezdenny, jako że jej produktami są niemal wszystkie otaczające nas substancje, włącznie ze spożywczymi. Nawet zwykła woda stanowi produkt syntezy chemicznej (tlenu i wodoru). Gdyby zatem ktoś chciał rzeczywiście nie spożywać produktów syntezy, musiałby nic nie pić, a jeść… hmm, węgiel?

Po trzecie: co to właściwie jest ten „naturalny magnez”? Magnez w stanie wolnym w ogóle nie występuje w naturze, przynajmniej nie na Ziemi. Poza tym nie jest jadalny – możemy spożywać tylko zawierające go związki chemiczne, powstałe oczywiście w drodze syntezy. Jeśli reklamowany preparat takim związkiem nie jest – cóż, nie radziłbym go zażywać.

Po czwarte: dzienne zapotrzebowanie dorosłego człowieka na magnez ocenia się na 0.3 – 0.5 grama, a jego śladowe ilości można znaleźć w zdecydowanej większości produktów spożywczych, więc niedobór nam nie grozi, jeśli nie stosujemy jakiejś specyficznej diety. A gdyby nawet, to do jego pokrycia w zupełności wystarczy np. kubek kakao. Albo ćwierć kilo kaszy gryczanej, albo podobna ilość fasoli, albo tabliczka czekolady. Albo wiele innych możliwości, zdecydowanie tańszych od jakiegoś suplementu. I bezpieczniejszych, bo tak rozproszonego magnezu nie da się przedawkować, a skoncentrowany w pigułce – jak najbardziej.

Z chemii zawsze byłem cienki, jechałem ledwo na trójkach (co proszę mieć na uwadze, gdybym coś powyżej pokręcił;-)). Zastanawia mnie zatem, jakie oceny zbierali twórcy tej reklamy…


Święta krowa

Dodane: 7 lipca 2013, w kategorii: Absurdy, Polityka

Przedsiębiorca przegrał konkurs organizowany przez państwową instytucję. Oburzył się z tego powodu niesamowicie, narobił szumu, wezwał swoich klientów do demonstracji w obronie swojej jakoby zagrożonej upadkiem firmy, część mediów go w tym poparła. Wspomniana instytucja rozpisała kolejny konkurs, tym razem zawężając kryteria do dziedziny, w której firma prawie nie ma konkurencji, i bezczelnie dopasowując warunki do profilu firmy, żeby nie było najmniejszej szansy, że wygra ktoś inny. W efekcie oczywiście wygrał faworyt, rywali w zasadzie nie mając.

Gdyby ten przedsiębiorca nazywał się np. Kulczyk, ciąg dalszy byłby wiadomy: potężna afera, krzyki o Układzie i przeżartym korupcją państwie, żądania powołania komisji śledczej i dekapitacji wszystkich odpowiedzialnych za konkurs… Oczywistość. Ale delikwent nazywa się Rydzyk, więc nic z tych rzeczy – zero oburzenia, wszystko jest w najlepszym porządku, nawet jego wrogowie protestują co najwyżej półgębkiem.

Nie żeby mnie to dziwiło – wszak KRRiTV od dawna słynie ze stawania na głowie, byle Rydzykowi krzywdy nie zrobić – ale ciągle drażni. Zwłaszcza kiedy ta święta krowa muczy wniebogłosy, jak ją to zbrodnicze państwo prześladuje.


Wiara czyni cuda

Dodane: 5 maja 2013, w kategorii: Absurdy

Zatem… przyszła do mnie, do „tolkszoł”, pewna artystka operowa. Miała opowiadać o czymś innym niż śpiewanie, jednak upierała się, że najpierw musi zaśpiewać arię lub pieśń, bo jeśli nie, to nie przyjdzie na spotkanie. A miało to wyglądać tak: – „Chylisz główkę na pierś białą” – o zgrozo. Nie wiedzieliśmy, co z tym zrobić, ale taki był warunek. Zatem… Na ratunek przyszedł mi jednak mój reżyser Witold Orzechowski: – Powiedz, że głos pani Marzeny ma właściwości zdrowotne i że ten, kto go posłucha i wytrzyma 5 minut, natychmiast będzie zdrowy. Czemu nie, pomyślałem i zacząłem: – Szanowni Państwo, głos pani Marzeny został przebadany przez naukowców z Japonii…
Stwierdziłem, że podam z Japonii, bo tego nikt nie sprawdzi. W owym czasie nie było internetu.
Po trzech dniach przyszły pierwsze listy z podziękowaniami, a potem następne… To był cud, dziękujemy za to spotkanie, wszystkie guzy same się usunęły – pisali ludzie. Mam te listy w domu. Inni pisali: – Dziękuję za tę śpiewaczkę, bo tamtej nocy żona została szczęśliwie zapłodniona.

Fragment rozmowy z Mariuszem Szczygłem w Angorze (numer 16/2013, strony 60-61). Nic dodać, nic ująć, chciałoby się powiedzieć, ale Szczygieł coś jeszcze dodaje:

Nigdy więcej tak nie zrobiłem. Skończyłem z tym, bo poczułem, że mam taką siłę, a wręcz moc, by manipulować ludźmi. To był tak głupi pomysł, jak tego widza zatrzymać po drugiej stronie ekranu…

Boston sroston

Dodane: 17 kwietnia 2013, w kategorii: Absurdy

W ciągu ostatnich dwóch dni 55 osób zginęło w atakach terrorystycznych w Iraku, co najmniej 34 w trzęsieniu ziemi w Iranie, 33 w wypadku autobusu w Peru, co najmniej 29 w starciach w Somalii, 16 w kopalni w Ghanie, tyle samo w ataku terrorystycznym w Pakistanie, siedem w ataku terrorystycznym w Afganistanie, tyleż w walkach w Republice Środkowoafrykańskiej, tyleż w zamieszkach w Wenezueli i – jak można przypuszczać – około dwustu w walkach w Syrii.

Nie zauważyliście? Faktycznie, ciężko było znaleźć informacje na ten temat pod warstwą newsów o niesłychanej tragedii w Bostonie, gdzie w ataku terrorystycznym zginęły – o zgrozo! – trzy osoby. I jak to zwykle w takich przypadkach bywa, nawet nie chce mi się wymyślać odpowiednio kąśliwego komentarza…


« Starsze wpisy Nowsze wpisy »