Cichy Fragles

skocz do treści

Thunderbird w przeglądarce…

Dodane: 6 marca 2013, w kategorii: Net, Techblog

…by mi się przydał. Praktycznie wszystko już mam w chmurze, tylko pocztę ciągle sprawdzam desktopowym programem, jak zwierzę. Szukam więc klienta webowego, który mógłby go godnie zastąpić, ale nic porządnego jakoś mi nie podchodzi. Głównie dlatego, że prawie wszystkie potrafią obsługiwać tylko jedno konto pocztowe, a ja potrzebuję takiego, który obsłuży ich kilka, z dzieleniem poczty na katalogi i bez zapisywania haseł. I z sensownym systemem filtrowania maili. I z możliwie lekkim interfejsem (może być brzydki jak nieszczęście, najwyżej CSS-a się dorobi). I żeby to nie był Gmail, bo i tak już jestem za bardzo uzależniony od Google’a, tylko coś do postawienia na własnym hostingu – w miarę możliwości napisane na tyle porządnie, żeby modyfikacja kodu nie wymagała tygodniowego dochodzenia, co tam się w środku dzieje. Killer ficzerem byłaby możliwość importu bazy maili z Thunderbirda.

Krótko mówiąc, wymagania mam skromne;-). Ma ktoś jakieś pomysły?


Rok potopu (Margaret Atwood)

Dodane: 28 lutego 2013, w kategorii: Literatura

okładka (Znak)

Jeździliśmy tam autostopem, choć było to zabronione. Ogrodnicy tacy właśnie byli: kazali coś zrobić i zabraniali najprostszego sposobu, w jaki można to było wykonać.
– Twoja matka jest lafiryndą – rzekła Bernice.
To było nieuczciwe, bo sama tak myślałam i Bernice o tym wiedziała.
– Nie powinniśmy oczekiwać od wiary zbyt wiele. Ludzki rozum jest omylny, wszystko widzi przez szkło, zaciemnione. Wszelka religia jest tylko cieniem Boga. A cienie Boga nie są Bogiem.
– Utwierdzają mnie twoje wątpliwości. Mówią mi, że jesteś godna zaufania. Na każde „nie” znajdzie się jakieś „tak”!
Jeśli naprawdę chcecie na zawsze zachować swój obecny wiek, myślała Toby, rzućcie się z dachu. Śmierć to niezawodny sposób, żeby zatrzymać czas.
Powiedziałam wtedy, że może jestem za smutna do tej pracy, może szukają dziewczyn z bardziej optymistycznym usposobieniem. Błyszczące mrówkowate oczy Mordisa roześmiały się i powiedział, jakby poklepywał mnie po ramieniu:
– Ren, Ren, wszyscy są za smutni do wszystkiego.
Glenn mówił: „Użyj mięsnego komputerka”, kiedy chciał powiedzieć: „Użyj umysłu”. Dla mnie to było ohydne: nie mogłam znieść myśli, że mam w głowie mięso.

Paradoks Murphy’ego

Dodane: 23 lutego 2013, w kategorii: Nauka

Zgodnie z prawem Murphy’ego, jeśli coś może pójść źle, to pójdzie. Skoro tak, to próby weryfikacji tego prawa również. Innymi słowy, jeśli prawo Murphy’ego jest prawdziwe, to z definicji nie da się go udowodnić. Ani też obalić. Czyżby to oznaczało, że mamy dowód obowiązywania twierdzenia Gödla również w świecie materialnym?


Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej (Michał Witkowski)

Dodane: 14 lutego 2013, w kategorii: Literatura

okładka (W.A.B.)

Jak ja słyszę „sanepid”, to… to takie we mnie emocje narastają! W kształcie noża. To jakbym słyszał „wściekły pies”! (…) Tylko żeby człowiekowi zniszczyć życie, któren się stara do czegoś dojść w pocie czoła, pazurami, jak mrówka. Tylko żeby zatrzymać rozwój gospodarczy kraju! W olej nosy wtykali, że stary, że wody nie ma, a kto widział, żeby przyczepa miała podłączenie do wodociągu? Srać mi tu przychodzisz czy na zapiekankę mi tu przychodzisz? Po co ci wodociąg, wysrać się w domu możesz! Jest baniak, starczy. (…) Już mówię do którejś z tych urzędniczek: Kierownisiu, co ja się nachodzę, co ja wam zrobiłem? A ona kawę se robi, łyżeczką merda, i tak do mnie: No, ale przynajmniej zbiera pan nowe doświadczenia. Co ja? Prozaik? (…) Bezczelna! Marlboro sztangę wziąć… Bombonierę wziąć, to tak! Rozjebać pozłotko, wywalić za siebie, wyjeść słodkie ze środka, to tak, przetrawić, wysrać, żeby pofrunęło hen, do rzeki, do morza, żeby zatruwało nasz piękny Bałtyk. Co nasi ojcowie, dziadowie o niego walczyli do ostatniej kropli krwi pod Monte Cassino. To tak. Stołki grzać dupą wielką i grubą od ciągłego wpieprzania łapówek, to tak. Ale zapytaj się takiej, co to było Monte Cassino, to ci powie, że to takie kasyno, co tam grają i są wyścigi Formuły 1.
A tera będzie opis przyrody, co widzę z okna, przez kratę, przez pancerną szybę. A teraz będzie do ozdoby potrawka ze szczura w sosie z mojego siura. A teraz będzie romantyczne Centrum Sprzedaży Zlewozmywaków na tle krzaków. Nad miastem świt – na stole kwit, bo tera będzie martwa natura z rachunkiem za wodę i nożem sprężynowem. A teraz będzie się jebać pies z żyrafą za waszą szafą. A teraz słońce zrobi siku do słoiczka. Teraz was czeka śmierć przez przyprószenie węglowym pyłem, uduszenie pyłem oraz węglem. Wystarczy, że ćwierć milimetra węgla wpadnie wam w oko, i już histerie, lusterko, gmeranie w oku palcem. A tu, za oknem, sto milionów ton węglowego pyłu rocznie spada na mój ogródek. Co w nim hoduję marchewkę, kurwa, podobno ekologiczną. A teraz mam was wszystkich gdzieś i idę węglem czernić sobie wąs. Bo zwariowałem, halo! bo miałem sraczkę i zażyłem węgiel, i to już była ta kropla, która przelała czarę. Mych dni, mych nocy samotnych. Mych pocałunków w zimną stal, w ciemną noc.
Wieczorem, gdy zamykają miejscowy szaberplac, azaż to nie rozkosz przejść się po straganach i poprosić dobrych ludzi o te liście, które od sałaty odpadły, takie nieco nieświeże i leżą pomiędzy skrzynkami czy na ziemi? Dadzą chętnie za darmo, tylko nigdy nie mówić, że to dla siebie, bo każą płacić, ale dla Misi (świnki morskiej) zawsze jest za darmo. Co jej nie mam, oczywiście. Mam dużo maskotek, ale gdyby się okazało, że maskotki trzeba karmić, to też bym nie miał ani jednej. A potem w domu azaż to nie rozkosz kanapkę sobie zrobić, z sałatą elegancko, na pewno to pożywniejsze od takiej, za przeproszeniem, zapiekanki z przyczepy.

Partia białej flagi

Dodane: 10 lutego 2013, w kategorii: Polityka

The old joke is that the French get the Common Agricultural Policy (CAP), the British get to keep the rebate and the Germans get to pay the bill. Little has changed since then, except that these days one must add the fact that Poland also gets to keep its cohesion funds.

The Economist

Take this, kaczyści. Kosmopolityczna Targowica, prowadząca politykę zagraniczną na kolanach, budująca kondominium i tak dalej – wynegocjowała budżet, w którym uzyskaliśmy większe pieniądze niż w poprzednim, mimo pierwszego w historii UE cięcia wydatków, mimo jej rozszerzenia i mimo sporego wzrostu naszej zamożności w ciągu minionych siedmiu lat. Sukces tym bardziej znamienny, że ten poprzedni budżet negocjował z naszej strony nie kto inny, jak najbardziej patriotyczny rząd świata, który wstawał z kolan, prowadził podmiotową politykę, bronił suwerenności i co tam jeszcze. Po owocach ich poznaliśmy.

Piękna to lekcja, kto rzeczywiście broni naszego interesu narodowego, a kto potrafi tylko o tym gadać. Rzadko mamy okazję przekonać się o tym w sposób jednoznaczny i zrozumiały dla laika, bo dyplomacja to w dużej mierze domena zakulisowych gierek, subtelnego budowania wpływów i „miękkiej siły”, gdzie bez solidnej znajomości tematu trudno choćby z grubsza ocenić, jak się sprawy mają. Na międzynarodową pozycję państwa składa się masa drobnych posunięć, a wymierne sukcesy i porażki zdarzają się od wielkiego dzwonu – łatwo więc wmawiać ciemnemu ludowi dowolne idiotyzmy, grając na nucie „nie oddamy ani guzika” i sugerując, że jedyne co się w polityce zagranicznej liczy, to twardość, a dobre stosunki z kimkolwiek są nam do niczego niepotrzebne. Tym razem jednak uzyskaliśmy sukces tak wymierny, jak to tylko możliwe, bo podany w liczbach. I jakoś do jego osiągnięcia niepotrzebne było wyciąganie armat, powoływanie się na historyczne krzywdy i grożenie wetem. Myth busted.

Oczywiście nie przeszkodziło to PiS-owi przez cały weekend krzyczeć o porażce – ba, o „historycznej porażce”. A rząd jak zwykle daje się zakrzyczeć, zamiast – o co aż się prosiło – odgryźć się pytaniem, jak wobec tego nazwać wynik osiągnięty przez PiS siedem lat temu. Niech mi ktoś jeszcze spróbuje powiedzieć, że Platforma ma dobry PR, to zabiję śmiechem.


Spiesz się (myśleć) powoli

Dodane: 5 lutego 2013, w kategorii: Nauka


(obrazek via Dooktor.pl)

W pracy pt. Disorders of Communication (Zakłócenia w procesie komunikowania) Miller opisuje pewne doświadczenia, w których stosowano testy asocjacyjne celem odróżnienia ludzi zdrowych psychicznie od schizofreników. Ludzie zdrowi podzieleni zostali na dwie grupy i w każdej grupie osobno badano skojarzenia słowne i pojęciowe: w jednej grupie uczestnicy sami wyznaczali sobie tempo. Natomiast w drugiej grupie narzucono tempo bardzo szybkie, innymi słowy dopływ informacji odbywał się bardzo szybko. Okazało się, że odpowiedzi osób z drugiej grupy bardziej przypominały odpowiedzi schizofreników, podczas gdy odpowiedzi uczestników pierwszej grupy, tej której uczestnicy sami wyznaczali sobie tempo, były całkowicie prawidłowe.

Podobne doświadczenia, które przeprowadzili psychologowie G. Usdansky i L. J. Chapman, umożliwiły bardziej dokładną analizę typów błędnych skojarzeń u osób normalnych, którym narzucono szybkie tempo odpowiedzi, innymi słowy, zastosowano bardzo szybki dopływ informacji. I tu końcowy wniosek był taki, że przy narzuconym tempie typy błędów w kojarzeniu u osób normalnych przypominają typy błędów ustalone przy odpowiedziach schizofreników.

Alvin Toffler, „Szok przyszłości”

Ciekawe, prawda? Zawsze wiedziałem, że pośpiech szkodzi także w myśleniu, ale żeby powodował objawy zbliżone do schizofrenii – hmm, to by rzucało nowe światło na procesy myślowe takich postaci jak Macierewicz czy Sakiewicz – może po prostu za bardzo im się spieszy?

No i określenie „wolnomyśliciel” brzmi w tym kontekście jeszcze bardziej chwalebnie:-).


Nasi okupanci (Tadeusz Boy-Żeleński)

Dodane: 28 stycznia 2013, w kategorii: Literatura, Polityka

okładka (Wolne Lektury)

„Bóg — powiada orędzie biskupie — dał wolność ojczyźnie, a jej dzieci chcą dla niej nowy grób wykopać. Już nawet kopią, bo w myśl tego projektu (dozwalającego w pewnych warunkach poronień), powstają poradnie działające publicznie. Rodzice prawdziwie katoliccy, prawdziwie kochający Ojczyznę, nigdy pod żadnym pozorem nie powinni iść za tą wstrętną, iście szatańską pokusą”.
„Już z okazji ostatniego święta papieskiego — pisze ks. prymas — napiętnowałem niesłychany projekt ustawy o małżeństwie jako zamach… jako zuchwałą próbę… wydania rodziny polskiej na bezeceństwa bolszewizmu… Komisja kodyfikacyjna ośmieliła się jednak zlekceważyć… Nie można dość stanowczo odeprzeć tych haniebnych zakusów”… I tak dalej.

Napiętnowałem… zuchwałą… bezeceństwa… ośmieliła się… haniebne zakusy… Co słowo, to obelga. (…) Tak przemawia rzymski dygnitarz do wielkiego ciała najpoważniejszych prawoznawców, powołanych przez polski rząd celem przygotowania nowych ustaw!
O co zresztą chodzi? Jeżeli formuła komisji kodyfikacyjnej jest nie po myśli kościoła, można by się wszak porozumieć co do jej zmiany; ale cała rzecz w tym, że kler nie chce żadnego porozumienia, nie chce unormowania tej sprawy; nawet dzisiejszy chaos i chroniczny skandal stosunków prawnych są milsze niż jakiś porządek, o ile by ten porządek nie przyznawał mu absolutnego monopolu, cła i myta we wszelkich sprawach małżeńskich. Chodzi o to „ucho igielne”, przez które, wbrew słowom Pisma, przechodzą jedynie bogacze…

(…)

I to jest charakterystyczne: o wszystkim mówią te orędzia, tylko nie o kwestiach materialnych. Utarła się taka kurtuazja, bardzo wygodna; wobec kleru, który — zbiorowo czy pojedynczo — jest najbardziej nieubłagany, gdy idzie o sprawy pieniężne, stale przystoi udawać, że te rzeczy nie istnieją, że wszystko rozgrywa się w wymiarach zaziemskich.

Blog Roku 2012

Dodane: 24 stycznia 2013, w kategorii: Prywata

Już po raz trzeci startuję w konkursie Blog Roku. Dwa lata temu skończyłem w szóstej dziesiątce, rok temu w czwartej, więc teraz należy oczekiwać drugiej, a za rok sukcesu. Jak będzie w rzeczywistości – pożyjemy, zobaczymy, ale wierzę, że moi wierni czytelnicy i nie mniej wierne czytelniczki zrobią co w ich mocy, żeby ten scenariusz przybliżyć;-).

Wielkiego wysiłku podejmować nie trzeba – wystarczy SMS o treści E00031 (trzy zera) na numer 7122, za jedyną złotówkę plus VAT. Dochód z SMS-ów, podobnie jak przed rokiem, będzie przeznaczony na cele dobroczynne, co powinno stanowić dodatkową motywację do głosowania. Za ewentualne poparcie z góry dziękuję:-).

Update: No niestety, tym razem skończyłem zaledwie w okolicach setnego miejsca – nawet uwzględniając wzrost liczby kontrkandydatów (ponad 500, podczas gdy w zeszłym roku było niespełna 200) trzeba to uznać za wynik mocno poniżej oczekiwań. Ale oczywiście dziękuję wszystkim, którzy oddali na mnie głos – oby następnym razem było Was więcej;-).


AdBlock po krakowsku

Dodane: 18 stycznia 2013, w kategorii: Polityka

Tu, o, jak by to powiedział Torero.

Na zalew reklamowego badziewia, sterczącego w centrum Krakowa z niemal każdej ściany, narzekano od lat – i przez lata władze odpowiadały, że nic się nie da zrobić, bo złe przepisy, bo wyegzekwować trudno, bo swobody obywatelskie i w ogóle. Aż w zeszłym roku pojawiła się determinacja, żeby coś z tym zrobić – i okazało się, że wystarczy puścić patrol Straży Miejskiej ulicą, wszystkich po kolei postraszyć mandatami, a szyldy i plakaty zaczynają znikać jeden po drugim. I tak, krok po kroku, Stare Miasto stopniowo przestało przypominać bazar. Dało się? Dało się.

Od lat narzeka się również na zjawisko nazwane złośliwie smogiem wawelskim, czyli zanieczyszczenie powietrza przez tysiące piecyków, którymi do dziś ogrzewa się stare budynki, paląc tam w najlepszym razie węglem, a w najgorszym – diabli wiedzą. Pod tym względem Kraków mieści się, szczególnie zimą, w niechlubnej krajowej czołówce – ale ciągle słyszymy, że nic się nie da zrobić, bo złe przepisy, bo wyegzekwować trudno, bo swobody obywatelskie i w ogóle. Przykład walki z szyldami pozwala jednak mieć nadzieję, że i tu kiedyś doczekamy happy endu. Przynajmniej ci z nas, którzy mają zdrowe płuca;-).


Przeczytane w 2012 – podsumowanie

Dodane: 14 stycznia 2013, w kategorii: Literatura

W dzisiejszym odcinku… nie, już bez recenzji, w poprzednich odcinkach opisałem wszystko i rok czytelniczy 2012 zamknąłem, pozostało jeszcze go podsumować.

Niewątpliwie był to rok inny niż poprzednie. Po pierwsze, zakup czytnika zaczął powoli zmieniać moje przyzwyczajenia czytelnicze – co prawda e-booków przeczytałem przez ten rok zaskakująco mało, bo raptem siedem (co po części wynika z faktu, że rzuciłem się testować różne internetowe czasopisma, na pewien czas odsuwając książki na drugi plan), ale w 2013 z pewnością będzie ich dużo więcej – i powinien to być stały trend, choć z czytania na tradycyjnym papierze nie spodziewam się zbyt prędko zrezygnować.

Po drugie, pojawiła się akcja Drugie Życie Książki, pozwalająca zdobywać nowe tytuły drogą wymiany. Wcześniej tego typu inicjatywy wprawdzie też się zdarzały, ale tylko od przypadku do przypadku, a z frekwencją (i co za tym idzie, wyborem towaru) bywało różnie – natomiast DŻK odbywa się co miesiąc i dorobiło się jakiegoś zainteresowania lokalnych mediów, więc trochę ludzi przybywa i zawsze te dwie-trzy godne uwagi książki uda się złapać (czasem niemal dosłownie złapać, bo sępów nie brakuje). Korzyść podwójna: można zwolnić odrobinę miejsca na półce i zdobyć coś, czego w księgarniach już się nie znajdzie.

A księgarnie powodów do zadowolenia ze mnie nie mają, bo z obu ww. powodów kupiłem w zeszłym roku nieco mniej książek niż normalnie – i to zapewne również będzie stałym trendem…

To rzekłszy, przejdźmy do rzeczy, czyli do tego, co w zeszłym roku udało mi się przeczytać:


« Starsze wpisy Nowsze wpisy »