Cichy Fragles

skocz do treści

Zagadka matematyczno-logiczna

Dodane: 5 grudnia 2012, w kategorii: Nauka

Na Joggerze ostatnio moda na zagadki, więc wypada się przyłączyć. Przyłączam się poniższą zagadką – mam nadzieję, że dostatecznie mało znaną, by nie trafił się nikt wtajemniczony, choć jak znam życie, to pewnie wyskoczą trzy osoby w ciągu pięciu minut;-).

Pewien robot (raczej nie ten z obrazka) postanowił sprawdzić, czy Trurl i Klapaucjusz faktycznie są takimi geniuszami, za jakich uchodzą. Pomyślał więc sobie dwie liczby naturalne, większe niż jeden i mniejsze niż sto, a następnie szepnął Trurlowi na ucho, jaki jest ich iloczyn, a Klapaucjuszowi, ile wynosi ich suma. Konstruktorzy chwilę pomyśleli, po czym przeprowadzili taki oto dialog:

TRURL: Nie wiem, co to za liczby.
KLAPAUCJUSZ: Wiedziałem, że nie wiesz.
TRURL: Skoro tak, to już wiem.
KLAPAUCJUSZ: Zatem i ja już wiem.

Jakie to liczby?

I bonusowa zagadka dla humanistów: skąd zapożyczyłem ww. postacie i kto jest autorem rysunku ilustrującego wpis?

(znających rozwiązanie głównej zagadki uprasza się o niezdradzanie go przedwcześnie)

Rozwiązanie


Przeczytane w 2012 #2

Dodane: 28 listopada 2012, w kategorii: Literatura

W dzisiejszym odcinku:

  • Dobry pan (Tomasz Piątek)
  • Moralny nieład (Margaret Atwood)
  • Katar (Stanisław Lem)
  • Amor (Sławomir Mrożek)
  • Busz po polsku (Ryszard Kapuściński)
  • Noble House (James Clavell)

Dobry pan (Tomasz Piątek)

okładka (PIW)

Zaczyna się od telepatów próbujących wytropić psychola, który morduje ludzi, gdyż jest przekonany, że w ten sposób zmienia ich w różowe króliki. Potem zaczynają się wywody właściciela kuriozalnej szkoły, w której wszystko jest dobre, różowe i mięciutkie, żeby dzieci wchłaniały samo dobro – a on sam wymyśla coraz to bardziej nonsensowne historyjki mające je w tym kierunku edukować, opowiada też o swoich snach (halucynacjach?), w których słowo „nonsens” nabiera nowego znaczenia. Jednocześnie bohater szuka prawdy o swoich rodzicach, których nigdy nie poznał, a kolejni indagowani na ten temat członkowie rodziny udzielają całkowicie ze sobą sprzecznych i z czasem coraz bardziej niedorzecznych odpowiedzi…

O ile sens poprzednich powieści Piątka bywał dyskusyjny, o tyle tym razem bezsens jest bezdyskusyjny – wszelkie próby używania zdrowego rozsądku podczas lektury są skazane na niepowodzenie, stężenie absurdu momentami przebija nawet animacje z Monty Pythona. Słowem, trudno się oprzeć wrażeniu, że autor pisał to w trakcie jednego ze swoich narkotykowych ciągów – choć on sam na tylnej okładce twierdzi, że bynajmniej, pisał w ośrodku leczenia uzależnień. Mówiąc bardziej serio, nie jest to oczywiście bełkot dla samego bełkotu, pod surrealistyczną formą kryją się zupełnie poważne pytania: Czy bezkompromisowe czyste dobro, bez najmniejszych domieszek zła, jest możliwe? Czy potrafilibyśmy je znieść, będąc przyzwyczajonymi do niedoskonałości? Czy literatura oczyszczona ze zła byłaby cokolwiek warta?

I mniej poważne, ale może najbardziej przewrotne: czy kochający dobro dyrektor szkoły nie jest czasem tym poszukiwanym przez telepatów świrem? Skoro jego historię przedstawia nam on sam, w narracji pierwszoosobowej, a wszechobecne dobro budzi pewne skojarzenia z urojeniami mordercy o różowych królikach, to może w rzeczywistości jego szkoła wygląda dokładnie odwrotnie niż w jego opisie? Byłby to zapewne obraz dość makabryczny, jeśli nawet przez różowe okulary widać pewne sugestie terroru psychicznego. Tylko jak wtedy traktować perypetie z poszukiwaniem wiadomości o rodzicach? Tu już interpretacja mi nie wychodzi, więc może idę złym tropem, a może po prostu nie mam aż tak chorej wyobraźni jak autor;-).

Ocena: 5-

Inne tego autora: Kilka nocy poza domem, Błogosławiony wiek, Wąż w kaplicy



Proszę państwa, oto miś

Dodane: 25 listopada 2012, w kategorii: Prywata

Miś jest bardzo grzeczny dziś. Zresztą zawsze był grzeczny, a „zawsze” oznacza w tym przypadku spory kawał czasu – dość powiedzieć, że kiedy go dostałem, był większy ode mnie;-). A że dzisiaj mamy Światowy Dzień Pluszowego Misia, grzechem byłoby się nim nie pochwalić.

Ale jednocześnie mamy dzisiaj Dzień bez Futra – i co z tym misiem począć w takiej sytuacji?


Przeczytane w 2012 #1

Dodane: 22 listopada 2012, w kategorii: Literatura

Jejku, ale mi się tego nazbierało – czytałem w tym roku sporo, a recenzowałem nie za wiele, no i się zrobiły spore zaległości, które trzeba będzie teraz ostrożnie dawkować, żeby nie przesadzić;-).

W dzisiejszym odcinku:

  • Opowiadania (Franz Kafka)
  • U mad? (Krzysztof Gonciarz)
  • Żywność i demokracja (Marcin Gerwin)
  • Izrael – Palestyna. Pokój czy święta wojna (Mario Vargas Llosa)
  • Ojciec odchodzi (Piotr Czerski)
  • Prawo Parkinsona (C. Northcote Parkinson)

Opowiadania (Franz Kafka)

Opowiadania | Franz Kafka

Mówienie tu o książce jest lekkim nadużyciem, bo tak naprawdę to kilka opowiadań niezależnie pościąganych z netu – ale zbiór o powyższej okładce zawiera prawie wszystkie niżej wymienione teksty, więc chyba mogę sobie na to nadużycie pozwolić.

Sprawozdanie dla Akademii: przemówienie wygłaszane przez uczłowieczonego szympansa (czyżby Tytus de Zoo?), traktujące o jego losach od chwili schwytania przez myśliwych, przez podróż statkiem do Europy, pierwsze próby naśladowania ludzkich czynności, następnie solidną edukację, aż do chwili obecnej, kiedy udało mu się osiągnąć „kulturę przeciętnego Europejczyka”, polegającą na noszeniu spodni, paleniu i piciu alkoholu. Historia satyryczna, ale i dająca do myślenia na temat różnic między człowiekiem i zwierzęciem – szczególnie gdy małpa deklaruje, że nie pożąda wolności, a ze swojego obecnego położenia (żywej atrakcji turystycznej) ani się nie cieszy, ani się nim nie martwi. Czemu zatem służyły jej starania? Pytanie, na które zapewne trzeba sobie odpowiedzieć samodzielnie.

Wyrok: krótki, ale zakręcony tekst o kupcu, który poza interesami zajmuje się także korespondencją ze starym przyjacielem (przed którym nie wiedzieć czemu ukrywa różne swoje sprawy, lub o nich kłamie) oraz opieką nad ciężko chorym, ale i mocno apodyktycznym ojcem. Nic niezwykłego, dopóki ów ojciec nie zacznie twierdzić, że ów przyjaciel wcale nie istnieje, że jest tylko wytworem chorej wyobraźni syna. A potem, że wręcz przeciwnie, że on sam z nim koresponduje, ujawniając mu to, co syn przemilcza… Typowo kafkowska sytuacja, chciałoby się powiedzieć;-).

Przemiana: młody urzędnik, mający na utrzymaniu rodziców i siostrę, pewnego ranka budzi się jako wielki robak – i mimo to ze wszystkich sił stara się jednak pójść do pracy (to się nazywa pracoholizm). Wysiłek spełza jednak na niczym, a przerażona rodzina woli raczej go uwięzić w pokoju, żeby nikt się o jego koszmarnym stanie nie dowiedział (postawa „co ludzie powiedzą” doprowadzona do ostatecznej granicy). Potem jest tylko gorzej – bohater jest coraz bardziej otwarcie traktowany jak robak i sam też powoli zaczyna się stosownie do tego zachowywać, mimo wciąż ludzkiego umysłu. Najsłynniejsze opowiadanie Kafki z nóg mnie wprawdzie nie zwaliło, ale poznać warto.

Głodomór i Kolonia karna wbrew pozorom mają ze sobą sporo wspólnego – w obu tekstach mamy przedstawiciela wymierającej i coraz mniej rozumianej sztuki, który jednak pozostaje jej wierny do końca, nawet za cenę samounicestwienia, choć trudno powiedzieć, by jego sztuka faktycznie na taką wierność zasługiwała. W pierwszym opowiadaniu jest nią bowiem pokazowe wielodniowe głodowanie, a w drugim – okrutne zabijanie ludzi za pomocą stworzonej do tego celu maszyny, będącej dumą tytułowej kolonii karnej. Tak ekstremalne przykłady każą nieco przychylniej spojrzeć na „normalnych” artystów;-).

List do ojca: autobiograficzne rozliczenie z autorytarnym ojcem, którego osobowość niewątpliwie wywarła ciężkie piętno na synu. Wywód brutalnie szczery, stawia też w nowym świetle opisany wyżej „Wyrok”, a wzmianki o siostrze sugerują, by również na „Przemianę” spojrzeć z innej strony. List mógłby jednak być krótszy, wiwisekcja rodzinnych relacji ciągnąca się przez kilkadziesiąt stron robi się męcząca, a nawet monotonna, bo ileż można. Rozumiem, że autor musiał to wszystko z siebie wyrzucić, ale na użytek publiki można się było trochę ograniczyć…

Ocena: 4+



Kolejny sukces obrońców życia

Dodane: 15 listopada 2012, w kategorii: Absurdy

Tym razem w Irlandii, gdzie udało się skutecznie ochronić życie od poczęcia aż do naturalnego poronienia. Z niewielkimi tylko stratami ubocznymi…


Ewolucja Boga (Robert Wright)

Dodane: 11 listopada 2012, w kategorii: Literatura, Nauka

okładka (Prószyński i S-ka)

Nie, ten tytuł nie ma nic wspólnego z kreacjonizmem. Z ewolucjonizmem zresztą też niewiele – książka traktuje o ewolucji tylko jednego, dość szczególnego gatunku, jakim są bogowie – a oni podlegają nieco innym regułom niż pozostałe formy życia, jakkolwiek zarówno krzyżowanie, jak i selekcja naturalna również u nich ma miejsce. Nic zresztą dziwnego – skoro świat się zmienia, to i religie nie mogą stać w miejscu, a niczego lepszego od ewolucji nie wymyślono. Zaskakujący bywa natomiast przebieg tego procesu.

Zaczęło się oczywiście od prymitywnych wierzeń plemiennych, analizowanych przez autora na przykładzie współcześnie istniejących społeczności plemiennych, nietkniętych przez cywilizację. Wierzenia te nie do końca nawet stanowią religię w naszym tego słowa rozumieniu – duchy, czary czy bóstwa stanowią dla ludzi pierwotnych tak oczywisty element świata jak np. chmury, obrzędy są czynnościami całkowicie zwyczajnymi, przyziemnymi wręcz, a w ich językach nie występuje nawet słowo „religia”. Nie dlatego, że nie potrzebują jej nazywać, tylko dlatego, że w ich pojmowaniu świata nie da się nawet takiego bytu wyodrębnić, z braku kryteriów odróżniających czynności i przekonania religijne od pozostałych.

No ale my takie kryteria mamy, więc analiza wierzeń samych w sobie nie stanowi problemu. Pierwsze ciekawe spostrzeżenie autora – wbrew powszechnemu wśród wierzących przekonania, jakoby moralność wynikała wyłącznie z religii, u ludów pierwotnych jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Bóstwa i inne istoty nadprzyrodzone zajmują się wieloma dziedzinami życia, czasem wykazując daleko posuniętą specjalizację (np. osobni bogowie odpowiadający za połowy poszczególnych gatunków ryb), ale akurat kwestiami etycznymi się nie zajmują; życie pozagrobowe to absolutny standard, ale jego kształt prawie nigdy nie zależy od postępowania w życiu doczesnym; klęski żywiołowe i inne tragedie zwyczajowo tłumaczy się gniewem duchów, ale domniemaną przyczyną tego gniewu zwykle nie jest żaden upadek moralności w plemieniu, tylko np. niedopełnienie jakiegoś obrzędu.


Kilka słów o wyborach w USA

Dodane: 6 listopada 2012, w kategorii: Polityka


(obrazek via Policymic)

Wstyd przyznać – cała kadencja prezydencka w USA minęła, a ja od poprzednich wyborów nie popełniłem na temat polityki czołowego światowego mocarstwa ani jednego wpisu, podczas gdy żałosnym i niewiele znaczącym nawalankom w średniej wielkości kraju nad Wisłą poświęciłem tych wpisów parę dziesiątek. I mimo postanowienia poprawy, podjętego wiele miesięcy temu, niewiele zrobiłem dla zmiany tego stanu rzeczy. Cóż, pozostaje tylko podjąć kolejne postanowienie poprawy;-).

Ad rem: wbrew lansowanej przez media tezie o niesłychanej nieprzewidywalności wyniku, wybory mają zdecydowanego faworyta – jest nim Obama. W sondażach ogólnokrajowych urzędujący prezydent wprawdzie idzie łeb w łeb z Romneyem, ale w systemie większościowym nie liczy się, jakie masz poparcie, tylko w jakich stanach wygrywasz – a tu sytuacja jest daleka od remisowej. Jeśli zsumować głosy ze stanów, w których zwycięstwo danego kandydata jest praktycznie pewne, uzyskujemy wynik 237-191 na korzyść Obamy, co oznacza, że w dziewięciu „swinging states” musi on zebrać jeszcze tylko 33 głosy elektorskie (na 110 możliwych!), żeby zagwarantować sobie reelekcję. Biorąc pod uwagę, że w prawie wszystkich tych stanach sondaże dają mu lekką przewagę lub remis, wydaje się nieprawdopodobne, żeby poniósł tak dotkliwą porażkę.

Media dużo też piszą o Ohio, jako stanie, w którym koniecznie trzeba wygrać, żeby zostać prezydentem, ponieważ – co powtarzane jest ostatnio jak mantra – wszyscy, którzy tam wygrywali przez ostatnie pół wieku, wygrywali również całe wybory. Owszem, faktycznie w dwunastu ostatnich elekcjach, począwszy od 1964, Ohio zawsze głosowało na zwycięzcę, ale tylko w dwóch przypadkach (2000 i 2004 – obie wygrane Busha juniora) głosy z tego stanu przechylały szalę. Niewiele do takiej sytuacji brakowało jeszcze w 1976, kiedy Carter wygrał z Fordem 297-240, natomiast w pozostałych dziewięciu przypadkach różnica między wygranym i przegranym kandydatem była każdorazowo miażdżąca, zwykle wręcz parokrotna – nic więc dziwnego, że Ohio, stan dość reprezentatywny dla całej Ameryki, również stawiało na silniejszego.

Obama w Ohio (19 głosów elektorskich) wygrać nie musi. Nie musi też na Florydzie (29 głosów). Ba, może przegrać jeszcze w Karolinie Północnej (15) i Wirginii (13) – i nawet wtedy wygrana w pięciu mniejszych stanach wystarczyłaby mu do szczęścia. Romney, który prowadzi tylko w Karolinie Północnej i na Florydzie, potrzebuje niemal cudu, żeby zostać prezydentem. Oczywiście cuda czasem się zdarzają…


Relacja z Targów Książki w Krakowie

Dodane: 27 października 2012, w kategorii: Literatura

Targi Książki w Krakowie

Po raz kolejny kończy się październik, a co za tym idzie, po raz kolejny mamy w Krakowie Targi Książki, które po raz kolejny promuję – oczywiście na miarę swoich skromnych możliwości;-). Na początek jak zwykle trzeba wspomnieć o akcji „książka za książkę”, szczególnie że w tym roku za każdą oddaną książkę dostaje się nie tylko kupon rabatowy, ale także gratisowego e-booka na Publio.pl – co prawda do wyboru nie z całej oferty, tylko spośród czterystu wybranych książek, ale i tak bonus bardzo zacny. Oby tak dalej!

Generalnie zresztą e-booki się w tym roku rozpanoszyły – jeszcze podczas poprzedniej edycji ciężko było zauważyć ich istnienie poza przybudówką z czytnikami, natomiast tym razem co i rusz natykałem się na zachęty do „e-czytania”, wydawnictwa prześcigały się w promowaniu swoich sklepów internetowych, rozdając nawet kupony rabatowe wyłącznie na e-booki – a czytniki zauważyłem nawet zainstalowane na stolikach w jednym z punktów gastronomicznych. Postęp jak się patrzy.

Postęp także w innych kwestiach: jak co roku pojawiło się jeszcze więcej wydawnictw i jeszcze lepsze promocje (Znak i Prószyński dawały po 25% rabatu na wszystko!), jak co roku przybyło również odwiedzających – choć to miało ten minus, że znowu zrobił się jeszcze większy tłok. Normą były korki na skrzyżowaniach i zatory w popularniejszych miejscach (taki Cejrowski naprawdę powinien dawać te autografy gdzieś w narożniku hali, a nie na środku – a już na pewno nie kilkanaście metrów od Wiśniewskiego), jak również rozpychanie się łokciami. Niestety, ale czytanie książek nie oznacza automatycznie wysokiego poziomu kultury – a poziom dna wyznaczył dziś typek o aparycji działacza PZPN, sunący korytarzem jak walec i doprawiający kuksańce bluzgami – skąd takie indywiduum w ogóle się tam wzięło? Przed deszczem się schował?


Nie mam pomysłu na tytuł

Dodane: 24 października 2012, w kategorii: Absurdy, Polityka

Młody prawicowy radykał, wróg demokracji, odrzucony przez ASP. Po raz kolejny okazuje się, że historia nikogo niczego nie nauczyła – a wydawałoby się, że następstwa jednego takiego przypadku były już wystarczająco głośne…


Miasto permutacji (Greg Egan)

Dodane: 16 października 2012, w kategorii: Literatura

okładka (Solaris)

Rok 2045. Rozwój technologii poszedł tak daleko, że możliwe stało się pozyskanie szczegółowych informacji o wszystkich komórkach ludzkiego ciała w danej chwili i wprowadzenie ich do pamięci komputera, gdzie można doskonale symulować dalsze funkcjonowanie organizmu, z mózgiem włącznie. Innymi słowy, osiągnięto możliwość kopiowania ludzi – tyle że Kopie mogą funkcjonować tylko w wirtualnej rzeczywistości, a ograniczenia techniczne sprawiają, że symulacja nie może działać w czasie rzeczywistym, lecz w najlepszym razie 17 razy wolniej. Trochę to utrudnia Kopiom utrzymywanie kontaktu z realnym światem – a na kontakcie im zależy, bo świat wirtualny pozostaje nieporównanie uboższy, boleśnie sztuczny i Kopie często wręcz popełniają samobójstwa zaraz po uruchomieniu, nie mogąc tam wytrzymać.

W tym momencie oczywiście narzuca się pytanie: czy Kopie są świadomymi istotami? A jeśli tak, to skąd się bierze ich świadomość i co się z nią dzieje po spowolnieniu czy wstrzymaniu działania programu? Paul Durham z determinacją dąży do znalezienia odpowiedzi, posuwając się do stworzenia swojej Kopii i zablokowania jej możliwości „katapultowania się”, jak eufemistycznie określa się wirtualne samobójstwo. Kopia chcąc nie chcąc musi wziąć udział w serii eksperymentów, które mają rzucić trochę światła na kwestię natury wirtualnej świadomości. I rzucają – w pewnym momencie Kopia wpada na szaloną ideę, która przeraża nawet samego Durhama.

Tu ostrzegam, że zaczynają się delikatne spoilery, ale fabuła jest względnie przewidywalna, więc chyba mogę sobie na nie pozwolić.


« Starsze wpisy Nowsze wpisy »