Trzy paradoksy (Paul Hornschemeier)
Jeden z najdziwniejszych komiksów, jakie w życiu czytałem. A właściwie nie jeden, tylko pięć – bo tyle historii (każda rysowana innym stylem) się tu ze sobą przeplata. Główny wątek to urywek z życia twórcy komiksów imieniem Paul (bez wątpienia alter ego autora), który przyjechał w odwiedziny do rodziców, ale zamiast odpocząć, cały czas myśli nad fabułą swojego komiksu o chłopcu spotykającym potwora (druga historia, z wieloma alternatywnymi zakończeniami co chwila wymyślanymi przez autora) lub wspomina traumatyczną przygodę z dzieciństwa (trzecia historia). Podczas wizyty w sklepie spotyka sprzedawcę z blizną na szyi – o jej pochodzeniu dowiadujemy się z czwartej historii, a piąta, wtrącona w rozmowę Paula z ojcem opowiada o Zenonie z Elei, który wykłada ateńskim filozofom swoje słynne paradoksy i spotyka się z ostrą reakcją młodego Sokratesa.
Szczerze mówiąc, interpretacja tego wszystkiego jakoś mi nie idzie. Owszem, pole do popisu dla interpretatora jest tu spore, ale z której strony bym nie podchodził, zaraz mam wrażenie, że interpretuję raczej swoje wyobrażenia, co też autor mógł mieć na myśli, niż sam komiks. Przeczytałem kilka recenzji – i każdy rozumie wszystko po swojemu, a punktów stycznych praktycznie nie widać. Cóż, albo prawdziwe przesłanie jest za dobrze ukryte, albo może po prostu go nie ma, a całość jest tylko kpiną z krytyków doszukujących się na siłę drugiego dna;-).
Pomijając jednak te problemy, czyta się to nieźle – autor bardzo zręcznie miesza poszczególne historie (także na poziomie rysunków), stosuje ciekawe zabiegi formalne (jak choćby „dymki” nie mieszczące się w kadrze lub przez coś zasłonięte, gdy bohater zamyśla się i nie słucha rozmówcy) i wykazuje się godną uznania dbałością o szczegóły (widać na przykład, że układ mebli i przedmiotów w pokoju jest cały czas zachowany, włącznie z ledwo widocznym rysunkiem na kalendarzu). A w szczegółach tkwi może nie diabeł, ale parę ciekawych smaczków – przykładowo gdy chłopczyk z komiksu Paula (też zresztą imieniem Paul – ani chybi kolejne alter ego) lamentuje na widok potwora, że „wybrał złą drogę”, uważny czytelnik zauważy, że obie odnogi rozwidlenia prowadzą… w to samo miejsce. Z kolei jeśli się przyjrzeć tabliczce na drzwiach do biura ojca Paula, to wyczytamy na niej nazwisko „Hornschemeier” – przez co podejrzenie o autobiograficzny charakter opowieści zmienia się w pewność.
Na szczególną pochwałę zasługuje wreszcie historia o Zenonie i Ateńczykach, w której humorystyczna forma rodem z komiksów dla dzieci tworzy efektowny kontrast z poważną i mocno zastanawiającą treścią. Za tę historię zdecydowanie należy się duży plus. Reszta niestety takiego poziomu nie trzyma, a całość jest mimo wszystko zbyt chaotyczna i niejasna – co wprawdzie wydaje się być celowym zabiegiem, ale trochę za daleko posuniętym. Doceniam odwagę formalną autora, ale nad treścią należałoby jeszcze trochę popracować.
Ocena: 4+




(Kultura Gniewu)
(WAB)