Cichy Fragles

skocz do treści

Zagadka geometryczna #2

Dodane: 11 czerwca 2015, w kategorii: Nauka

Podobna do poprzedniej, ale ciut bardziej skomplikowana.

Narysuj czworokąt. Jakikolwiek, może być nawet wklęsły.
Zbuduj kwadraty na jego wszystkich bokach.
Połącz liniami środki przeciwległych kwadratów.
Obie te linie zawsze będą do siebie prostopadłe, zawsze też będą równej długości.

Nie wierzysz? Sprawdź, przeciągając wierzchołki myszą:


Jeśli czytasz ten wpis przez RSS, skrypt raczej nie zadziała, więc musisz wejść bezpośrednio na stronę.

Zagadka brzmi oczywiście: dlaczego tak się dzieje?


Święto

Dodane: 4 czerwca 2015, w kategorii: Przemyślenia


26 lat po obaleniu komuny w końcu doczekaliśmy się dnia wolnego od pracy w rocznicę tego wydarzenia. Co prawda zbiegiem okoliczności i tylko jednorazowo, ale z braku laku dobry kit.

Warto przy tej okazji zauważyć, że święta stricte narodowe mamy raptem dwa – trzeci maja i jedenasty listopada. Reszta, poza nowym rokiem i pierwszym maja, to święta religijne. Z czego wniosek, że w całej tysiącletniej historii naszego narodu miały miejsce tylko dwa wydarzenia wystarczająco chwalebne, by je uczcić dniem wolnym od pracy. Z czego pierwsze tak naprawdę w ogóle na to nie zasłużyło – raz, że konstytucja nigdy nie weszła w życie, dwa, że uchwalono ją tylko dzięki – delikatnie mówiąc – nagięciu prawa, a trzy, że prowokując państwa ościenne do reakcji, tylko przyspieszyła ona utratę niepodległości.


Siedem lat bloga

Dodane: 29 maja 2015, w kategorii: Prywata


(fotka © by Olaf Becker)

Kolejny rok blogowania minął, o dziwo, jakby wolniej od poprzedniego, choć czas mi się bynajmniej nie dłużył. Zastanawiające.

Statystycznie znowu pod kreską – 57 wpisów i 352 komentarze (6,18 na wpis) to tylko nieznacznie więcej od zeszłorocznego antyrekordu, a nadal sporo poniżej wcześniejszego standardu. Ilość przeszła w jakość, chciałoby się powiedzieć, ale podstaw do takiego stwierdzenia niewiele. Niby zdarzyło się parę udanych notek, ale to nadal tylko odosobnione przypadki – ciągle jak nie lenistwo to brak czasu, jak nie brak czasu to brak weny… Ciągle też sobie obiecuję, że w kolejnym roku bardziej się postaram, by wreszcie rzucić świat na kolana – i ciągle tyle z tego wychodzi, co z obietnic kandydatów na prezydenta.

Ale kiedyś musi się udać – i tego się trzymajmy.


Lapidarium powyborcze

Dodane: 25 maja 2015, w kategorii: Polityka, Przemyślenia


(obrazek © by Raczkowski)

„Kto przybywa na konklawe jako papież, opuszcza je jako kardynał” – taki katolik z Komorowskiego, a tego nie wiedział.

***

Szczerze mówiąc, nawet mi go nie szkoda – jego wyskok z JOW-ami po pierwszej turze był wrong on so many levels, że już miałem olać drugą turę. Ostatecznie stwierdziłem, że to mimo wszystko ciągle mniejsze zło, ale niesmak pozostał.


Prawie jak wybory

Dodane: 8 maja 2015, w kategorii: Polityka


Pod względem poziomu kampanii wybory prezydenckie zajmują u nas bezdyskusyjne ostatnie miejsce. Co prawda eurowybory mocno walczą, by tę kolejność zmienić, ale tam kampania przynajmniej częściowo obraca się wokół tego, czym europosłowie się zajmują – natomiast przed wyborami prezydenckimi dyskutuje się o wszystkim, tylko nie o tym, co faktycznie mieści się w uprawnieniach prezydenta.

Fakt, że inaczej nie bardzo byłoby o czym rozmawiać – prezydent nie może ani obniżyć podatków, ani cofnąć reformy emerytalnej, ani zmienić ordynacji wyborczej, ani tym bardziej konstytucji, ani zreformować armii, ani wprowadzić euro… Krótko mówiąc, nie może zrobić praktycznie żadnej z tych rzeczy, które kandydaci nam kłamliwie obiecują. Wszystko to leży w gestii rządu i parlamentu, a prezydent może co najwyżej to i owo zawetować – na tym jego władza zasadniczo się kończy. Ale gdyby to uczciwie przyznać, kampania stałaby się strasznie nudna, więc wszyscy zgodnie udają, że tego nie wiedzą (niektórzy zresztą chyba nawet nie muszą udawać) i ochoczo dyskutują o czym tylko przyjdzie im do głowy – skutecznie tworząc wrażenie, że wybieramy dyktatora, a nie urzędnika.

A ciemny lud tak lubi tę grę pozorów, że frekwencja w wyborach prezydenckich jest generalnie większa niż w parlamentarnych, co można śmiało uznać za największy absurd naszej demokracji. Niestety, na jego naprawę się nie zanosi – choć to oczywiste, że prezydent o tak niewielkich uprawnieniach powinien być wybierany przez parlament, to nie mniej oczywiste jest, że nikt nie się odważy zaproponować takiej zmiany, bo to przecież byłby zamach na demokrację, odbieranie głosu społeczeństwu i tak dalej. Patologia raz lekkomyślnie wprowadzona będzie się zatem trzymać wieki, choćby jej bezsens nie wiem jak walił po oczach.

Ale cóż – niektórzy muszą żyć z dużo większymi absurdami. Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej…


Zrób sobie raj (Mariusz Szczygieł)

Dodane: 3 maja 2015, w kategorii: Literatura

okładka (Wydawnictwo Czarne)

Zobaczyła, że na końcu pasażu bije się grupa młodzieży. W Polsce – jak mówi – zawróciłaby, ale w Czechach nie przyszło jej to do głowy i bezrefleksyjnie szła wprost na walczących. A oni, widząc ją, przestali się bić, zrobili jej przejście, po czym zaczęli się tłuc dalej.
Gdy wszyscy pisali: „Z ust do ust leci/Imię, co jak słońce nam świeci/Imię, co słońcem się zaczyna/Imię Towarzysza Stalina” lub: „W krainie socjalizmu nikt się nie martwi/oto jest linia naszej partii”, Egon Bondy pisał tak: „Z delikatną ostrożnością pierdzę, żebym się nie zesrał”.

Potem krytycy określili to jako sposób manifestacyjnego oderwania się od kultury oficjalnej, naznaczonej konformizmem.
W gospodzie, gdzie sławne piwo wytwarza się od 1499 roku, gdy goście nie znają czeskiego, nie są w stanie zorientować się, że kelnerzy przemawiają do nich pieszczotliwie: „Piwko dla ciebie, głupolu, kretyniątko ty jedne…”.

Histoeria

Dodane: 25 kwietnia 2015, w kategorii: Absurdy, Polityka

Najważniejsze problemy Polski: przejazd grupki rosyjskich motocyklistów, niezręczne sformułowanie w przemówieniu szefa FBI, określenie „Nazi Poland” na karcie w jakiejś amerykańskiej grze. Wokół tych tematów toczy się ostatnio istna debata narodowa, czy zakazać, czy napiętnować, czy żądać odszkodowań, no i oczywiście czy to bardziej wina Tuska, czy Michnika. I jak zwykle w takich przypadkach, nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, czy naprawdę jest się czym przejmować.


Beyond Good and Evil

Dodane: 19 kwietnia 2015, w kategorii: Varia

Tak sobie ostatnio pomyślałem: czemu właściwie recenzuję tylko książki, a nie np. gry? Hmm, pewnie dlatego, że gram niewiele i zwykle w starocie porosłe mchem – ale liczy się jakość, nie ilość, a skoro w przypadku książek nie przejmuję się ich wiekiem, to czemu w przypadku gier miałoby mnie to powstrzymywać? Zatem spróbujmy.

Zaczyna się nieszczególnie: w telewizji nawijają coś o wojnie, przebitka na laskę medytującą pod drzewem, z nieba spadają potwory, laska biegnie włączyć osłonę, ale okazuje się, że nie zapłaciła za prąd i osłona nie działa – potwory lądują zatem przed domem i zanim dowiemy się, o co tu właściwie chodzi, musimy je wytłuc. Mało subtelne wprowadzenie.


Blokada twórcza

Dodane: 13 kwietnia 2015, w kategorii: Varia

Trzyma mnie i trzyma. Któryś tydzień. Naprawdę chciałbym coś napisać, ale ni cholery nie idzie.

Nie pomogła przerwa świąteczna, nie pomogło machnięcie ręką i oddech od blogowania, nie pomogło szukanie inspiracji w Tytusach ani Lapidariach, nie pomogło guglanie tytułowej frazy…

Co robić? Jak żyć?


Jest jeszcze w Polsce prawo i sprawiedliwość:-)

Dodane: 30 marca 2015, w kategorii: Polityka

W moim subiektywnym rankingu największych świństw kaczystów afera gruntowa nie zmieściłaby się nawet na podium – ale bez wątpienia jest jak dotąd największym, jakie doczekało się zasłużonej kary. Jakże miły początek tygodnia.

Łyżką dziegciu w beczce miodu jest tylko informacja, że prokurator chciał dla Kamińskiego symbolicznego wyroku w zawiasach – co można uznać za jeszcze jedno potwierdzenie mojej opinii o polskiej prokuraturze. Na szczęście są jeszcze sądy w Warszawie.


« Starsze wpisy Nowsze wpisy »