
Nie dlatego, że bez niej służba zdrowia by się zawaliła – działałaby nieco gorzej, ale nie byłaby to jakaś fundamentalna różnica. Wszystkie te zbierane co roku miliony to bardzo drobny ułamek rocznego budżetu NFZ i nieco większy, nieobojętny ale nadal nie porażający ułamek wydatków na aparaturę medyczną. Dałoby się bez tego żyć, choć oczywiście w wielu przypadkach nieco krócej.
Nie dlatego, że zachęca Polaków do pomagania – dwieście ileś milionów złotych podzielone przez trzydzieści kilka milionów ludzi to raptem coś koło siedmiu złotych na głowę, żaden powód do dumy, a dla niektórych te monety wrzucone do puszki to wygodny wykręt, żeby przez pozostałe 364 dni w roku nie dawać nic nikomu. Zresztą, organizacji zbierających pieniądze na cele dobroczynne i bez tego jest od groma.
Nie dlatego, że drażni patoprawicę – ich drażni tyle dobrych rzeczy, że jeden Owsiak w te czy wewte żadnej różnicy nie robi. Owszem – patrzenie, jak się zapluwają i wymyślają coraz bardziej kretyńskie uzasadnienia swojej nienawiści, bywa zabawne, ale nie jest to rodzaj humoru, jakiego potrzebujemy.
Dlaczego zatem?










